Strona 1 z 2

kiss me, baby? (part II)

: wt cze 02, 2026 4:49 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
7
Weszli do środka, gdzie poczuli zapach świeżo palonych ziaren kawy. Kawiarnia była urządzona w przyjemnym dla oka stylu, ale to wielki taras z widokiem na spokojnie falujący ocean stanowił jej największy atut. Noe ustąpił pierwszeństwa Charly, pozwalając jej wybrać stolik. Przeszli przez środek, kierując się prosto na taras, gdzie wiatr od razu potargał im włosy. Dziewczyna wybrała stolik przy samej balustradzie, skąd widok na spienione fale był najlepszy. Gdy zajęli miejsca, a kelner położył przed nimi menu, Noe otworzył swoją kartę i niemal natychmiast uniósł brwi w zdziwieniu. Przesunął wzrokiem po liście, a potem, nie mogąc powstrzymać lekkiego rozbawienia, odezwał się do swojej towarzyszki.
Widzę, że płaci się tutaj głównie za widok na ocean, bo przy takich cenach za espresso, oczekuję się, że ziarna były zbierane ręcznie przez mnichów z Etopii i transportowane jest na grzbietach złotowłosych wielbłądów — rzucił, nie odrywając wzroku od cen, po czym złożył kartę na blat. — Ale sądząc po tym, ile sobie liczą, ta kawa musi smakować obłędnie. Jeśli po pierwszym łyku nie poczuję przypływu energii, to chyba oficjalnie złożę reklamację za bycie oszukanym klientem.
Oparł się wygodnie o krzesło, splatając dłonie na stoliku i przez chwilę przyglądał się Charly z ciekawością, która zdawała się nie mieć końca.
Wiesz, tak sobie myślę o tym, co mówiłaś wcześniej — zaczął, obniżając głos. — Skoro aparat wyłapuje to, co ludzie próbują schować, to zastanawiam się, co ty czujesz, gdy wiesz, że masz już to idealne ujęcie. To jest dla ciebie rodzaj triumfu, że kogoś przejrzałaś, czy raczej czujesz wtedy, że stajesz się tylko świadkiem cudzego sekretu? Zawsze mnie zastanawiało, czy fotografowanie innych ludzi zmienia sposób, w jaki sama patrzysz na świat.
Dla niego fotografia zawsze była czymś obcym, czymś, co dzieje się obok rzeczywistości, a nie w jej środku. Zastanawiał się, czy ona naprawdę widzi więcej, czy może tylko utrwala jedną wybraną interpretację zdarzenia. Przecież każde zdjęcie to wybór – kadr, ostrość, moment. To nie jest sama prawda, tylko to, co fotograf zdecydował się pokazać. Złapał się na tym, że zazdrości jej tej pewności, że w jednym ujęciu potrafi zawrzeć coś istotnego. Sam, pisząc reportaże, musi używać tysięcy słów, żeby zbudować obraz, a ona robi to jednym kliknięciem. To go drażniło, ale też nie pozwalało przestać o tym myśleć. W jego głowie wciąż kłębiły się różnice między dziennikarstwem, a jej fotografią. Zastanawiał się, czy ona też odczuwa tę samą presję, czy może dla niej to po prostu sposób na życie, który przestał być wyzwaniem. Nie chciał snucia domysłów, wolał poznać ją bardziej bezpośrednio, więc zapytał wprost:
Tak mnie jeszcze zastanawia jedna rzecz — powiedział, patrząc na nią z uśmiechem i czekając czy zdecydowała się już na jakąś kawę i ciastko. — Jesteś fotografem z wykształcenia czy to raczej pasja, którą zajmujesz się po godzinach? Bo wiesz w sali bankietowej nie ma raczej nic szczególnego do fotografowania.
Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: śr cze 03, 2026 9:24 am
autor: Charly Hayes
Charly zaśmiała się cicho, kręcąc głową. — Obiecuję, że będę traktowała cię lepiej niż paczkę cukru. Przynajmniej od czasu do czasu. — rzuciła zaczepnie, wciąż się uśmiechając. Była zaskoczona z jaką łatwością postać Noego wywoływała u niej taką reakcję. Dodatkowo prawda była taka, że już teraz cieszyła się z jego deklaracji bardziej, niż powinna po zaledwie jednym spotkaniu. Toronto wciąż było dla niej nowe, momentami przytłaczające i anonimowe, a Noe miał w sobie coś, co sprawiało, że to ogromne miasto wydawało się odrobinę bardziej przyjazne. — To dobrze, bo całkiem normalni ludzie są przereklamowani. — wzruszyła ramionami, bo sama od dawna nie próbowała nawet udawać normalnej; zbyt często podejmowała spontaniczne decyzje, zbyt łatwo zmieniała plany i zbyt mocno kierowała się emocjami, żeby ktokolwiek mógł uznać ją za rozsądną.
Spokojnie, nie będziesz musiał trenować maratonów. — oznajmiła spoglądając na niego w sposób, który jasno zdradzał, że właśnie lustruje jego sylwetkę, wyraźnie oceniając, chociaż nie wyraziła swojej opinii na temat tego, co dostrzegła. Zamiast tego kontynuowała temat koncertów — Na koncertach chodzi bardziej o wytrzymałość psychiczną niż fizyczną. Trzeba przeżyć tłum, hałas i ludzi, którzy nagle postanawiają tańczyć dokładnie tam, gdzie stoisz. — wyjaśniła. Perspektywa pokazania mu swojego świata wywoływała przyjemne ciepło gdzieś pod mostkiem, gdyż rzadko spotykała osoby, które naprawdę chciały zobaczyć coś jej oczami. W zasadzie od śmierci rodziców mało kto interesował się jej postacią; reszta rodziny się od niej odwróciła, nowojorscy znajomi ją porzucili, a nowych jeszcze nie znalazła, zbyt zajęta tym, aby przetrwać.
Zamyśliła się na moment, kiedy zaczął mówić o fotografii. Lubiła ludzi ciekawych świata, takich, którzy zadawali pytania nie po to, żeby odpowiedzieć za chwilę własną historią, ale dlatego, że naprawdę chcieli usłyszeć odpowiedź - Noe wydawał się właśnie taki. — Nie wiem, czy to kwestia pewności siebie. — przyznała szczerze. —Bardziej ciekawości. W obecnych czasach ludzie chowają się za maskami, często udają kogoś, kim nie są, a kłamstwo zawsze wychodzi na jaw, gdy człowiek choć na chwilę przestanie się pilnować. - uśmiechnęła się lekko. - Aparaty są trochę bezczelne w tym, co potrafią zauważyć. - przyznała. Paradoks polegał na tym, że sama przez lata należała do ludzi, którzy doskonale wiedzieli, jak budować odpowiedni obraz własnej osoby. Może właśnie dlatego tak fascynowały ją te krótkie chwile nieuwagi, kiedy wszystkie starannie przygotowane wersje siebie zaczynały się rozsypywać.
Słuchała go później z rosnącym zainteresowaniem. Im więcej mówił o dziennikarstwie, tym bardziej rozumiała, dlaczego tak dobrze im się rozmawiało. Oboje szukali właściwie tego samego, tylko innymi metodami; ona zatrzymywała pojedyncze sekundy, natomiast on próbował wydobyć historie ukryte między słowami. — Prawda niemal nigdy nie pojawia się wtedy, kiedy człowiek jest na nią przygotowany. — zauważyła. — Może dlatego tak dobrze ją widać na zdjęciach i w dobrych rozmowach.
Kiedy dotarli do kawiarni, pierwsze co zrobiła, to zachwyciła się widokiem. Ocean połyskiwał w popołudniowym słońcu, a wiatr przyjemnie rozwiewał jej włosy. Wybrała stolik przy samej balustradzie i dopiero wtedy sięgnęła po menu. Uśmiech niemal natychmiast zamarł jej na ustach. Nieznacznie uniosła brwi, przesuwając wzrokiem po cenach. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz, jakby liczyła na to, że cyfry same się zmienią - niestety pozostawały równie bezlitosne. Na jej koncie zostało może kilka dolarów, a połowa pozycji w menu kosztowała więcej niż dzisiejsze zakupy spożywcze. Na szczęście Noe akurat zaczął żartować z cen kawy, więc mogła schować rozbawienie za własnym śmiechem. — Złotowłose wielbłądy brzmią wiarygodnie. — pokiwała głową z powagą. — Przy tych cenach oczekiwałabym jeszcze, że barista osobiście opowie mi historię każdego ziarenka.
Odłożyła menu trochę zbyt szybko, zanim zdążyłaby zdradzić, że właśnie przeprowadzała w głowie dramatyczne kalkulacje finansowe, i oparła łokcie o blat stołu.— A jeśli chodzi o to idealne zdjęcie… — zamyśliła się. — To nie jest triumf. Chyba bardziej ulga. Takie uczucie, że przez sekundę udało ci się zatrzymać coś prawdziwego. Nie przejrzeć człowieka, tylko zobaczyć go takim, jaki naprawdę jest. To ogromna różnica. - przez chwilę ponownie utkwiła wzrok w rozpościerającym się przed nimi widokiem, zanim zamieniła go na niebieskie oczy swojego rozmówcy - w zasadzie prawie nie różniły się od koloru morskiej toni. — I tak, fotografia zmienia patrzenie na świat. — przyznała. — Czasem aż za bardzo. Zaczynasz zwracać uwagę na rzeczy, których inni nawet nie zauważają. Światło. Gesty. Spojrzenia. Momenty, które trwają może pół sekundy.
Na jego ostatnie pytanie uśmiechnęła się szerzej. Tym razem już całkiem szczerze.Z wykształcenia jestem prawie fotografem. Przerwałam studia z powodów rodzinnych - wypowiedziała to lekko, ale niemal natychmiast spuściła wzrok na kartę menu. Uśmiech nie zniknął całkowicie z jej twarzy, choć stał się wyraźnie mniej swobodny. Tematy związane z rodziną należały do tych, które odruchowo omijała szerokim łukiem. Nie dlatego, że nie potrafiła o nich mówić. Po prostu nie lubiła. Zbyt wiele wspomnień wciąż miało ostre krawędzie, a Charly nauczyła się żyć tak, by nie zahaczać o nie częściej, niż było to konieczne. Po krótkiej chwili ponownie uniosła spojrzenie na Noego i uśmiechnęła się odrobinę zaczepnie, próbując rozproszyć ciężar, który na moment pojawił się między nimi. — Ale technicznie rzecz biorąc, brakuje mi tylko papierka potwierdzającego, że wiem, z której strony trzyma się aparat. Natomiast sala bankietowa ma tylko tę zaletę, że pozwala mi płacić rachunki, a to ważne i istotne w dorosłym życiu. - zakończyła swój wywód, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w zasadzie tylko ona mówi, dlatego postanowiła to zmienić, tym razem pytając mężczyznę — A ty? Skoro tak lubisz wyciągać prawdę z ludzi, to kiedy ostatni raz ktoś wyciągnął ją z ciebie?



Noe Villeneuve-Scott

kiss me, baby? (part II)

: pn cze 08, 2026 10:35 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Zastanawiał się, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo przyciąga uwagę, nawet tutaj, siedząc przy stoliku. Była w niej jakaś taka elegancja, która kontrastowała z tym luźnym klimatem. Kiedy wspomniała o paczce cukru, Noe uniósł brew w teatralnym geście zaskoczenia, opierając się mocniej o oparcie krzesła.
Tylko od czasu do czasu? — zapytał, w jego głosie pobrzmiewała lekka nuta rozbawienia, choć patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem. — Cóż, to chyba najlepsza oferta, jaką dzisiaj usłyszałem. Biorę to w ciemno, pod warunkiem, że kawa będzie chociaż w połowie tak dobra, jak zapowiada ten widok. - Przerwał na moment, przenosząc wzrok na kelnera, który kręcił się nieopodal, a potem znowu wrócił do niej. — Przereklamowani? — powtórzył z lekkim uśmiechem, przyglądając się jej z jeszcze większą uwagą. — Całkowicie się z tobą zgadzam. Normalność to najkrótsza droga do nudy, a przynajmniej tak sobie tłumaczę wszystkie moje błędy. Jeśli bycie normalnym oznacza robienie zawsze tego, co wypada, to chyba oboje mamy szczęście, że trafiliśmy na siebie.
Ukrył swoje lekkie zmieszanie pod wpływem jej wzroku i zaczął bawić się rogiem od karty menu. Opis koncertowych zmagań wywołał w nim szczery uśmiech.
Wytrzymałość psychiczna to trafne porównanie — skomentował, zostawiając w spokoju menu i wpatrując się w nią z nowym rodzajem zainteresowania. — W sumie racja, większość ludzi opisuje muzykę, a nikt nie wspomina o łokciach wbijanych w żebra i walce o każdy centymetr kwadratowy podłogi.
Przesunął wzrokiem po tarasie, patrząc na ludzi przy innych stolikach. Zastanawiał się, czy ona teraz też ich obserwuje w ten sposób, szukając tych momentów, o których przed chwilą wspomniała.
W sumie to ciekawe podejście — dodał po chwili. — Ja zwykle muszę przegadać z kimś kilka godzin, żeby wyciągnąć z niego coś prawdziwego, a ty potrzebujesz tylko dobrego światła i odpowiedniego momentu.
Noe przyglądał się jej twarzy, zauważając, że przestała wiercić się na krześle. Wyglądała na kogoś, kto w końcu poczuł się swobodnie w rozmowie. Czuł, że ta rozmowa robi się dla niego ważna. Przestał myśleć o tym, czy zaraz przyjdzie kelner i czy espresso rzeczywiście będzie warte tych pieniędzy. Pomyślał, że dawno nie miał okazji pogadać z kimś tak wesoło, niezobowiązująco. Czuł, że ta nić porozumienia, która się między nimi wytworzyła, to coś, czego w ogóle nie planował, gdy siadali przy tym stoliku.
To, co powiedziała, wydawało mu się wyjątkowo trafne. Przypomniał sobie wszystkie rozmowy z ludźmi podczas stażu, którzy na początku spotkania byli spięci i pilnowali każdego słowa, a pękali dopiero w momencie, gdy rozmowa zbaczała na boczny tor, w stronę czegoś mniej ważnego. Dopiero wtedy mówili coś naprawdę osobistego. Noe uśmiechnął się, czując, że to stwierdzenie trafia w sedno. Odchylił się lekko w stronę oparcia, splatając palce dłoni przed sobą.
Czyli w zasadzie oboje polujemy na te same błędy w systemie — rzucił, nie odrywając od niej wzroku. — Ty masz do tego aparat, ja dyktafon, ale przyznaj, zdarza ci się czasem żałować, że nie da się niektórych rzeczy cofnąć i zrobić poprawki w tak jak na zdjęciu? Bo ja w swoich tekstach mam ten luksus, że mogę skasować zdanie i napisać je od nowa, żeby brzmiało lepiej.
Ponownie otworzył kartę idąc w jej ślady, tym razem zdecydowany na zamówinienie, przecież po tu przyszli.
- No dobrze, skoro już tu jesteśmy i ryzykujemy utratę fortuny, to musimy chociaż wybrać coś, co będzie smakować tak, jakby serio było zbierane przez mnichów. Zdecydowałaś się na coś? Czy nadal studiujesz to menu z taką powagą, jakbyś szukała w nim ukrytego przekazu? - Spojrzał na nią uważnie, badając jej wyraz twarzy. Zauważył, że jej oczy błyszczą z rozbawienia, ale i coś na kształ niepokoju. Miał w głowie jej słowa, że zaczyna pracę, więc domyślił się, iż nie będzie jej stać na zapłacenie za nich, ale też nie był draniem i od początku planował wziąć na siebie rachunek. — Dobra, nie męczmy się już tym czytaniem. Skoro ja płacę, zamawiam dwie najbardziej przekombinowane kawy z karty. Przynajmniej będziemy mieli o czym opowiadać, jak już przyjdzie rachunek, ale jeden warunek, ty wybierasz ciastko.
Zauważył, jak jej twarz się zmienia, a wzrok wędruje w stronę papierowej karty. Wyraźnie wycofała się z tematu, który wolała pominąć. Poczuł wyrzuty sumienia, że zadał to pytanie, choć nie wiedział, w co trafi. W jednej chwili zrobiło mu się żal, że zepsuł atmosferę, którą zbudowali przez ostatnie kilkanaście minut. Przesunął dłonią po blacie stołu, nie patrząc na nią bezpośrednio, by nie czuła na sobie jego badawczego wzroku.
Rozumiem — odpowiedział w końcu krótko. — Studia to tylko papier - zamilkł, dając jej czas na powrót do rozmowy i zaczął bezmyślnie studiować listę kaw, jakby to był najważniejszy tekst, jaki czytał. — A co do sali bankietowej, to rozumiem ten ból. Dorosłość ma swoje minusy, a opłacanie rachunków jest zdecydowanie na szczycie listy - zaśmiał się krótko, ale zaraz spoważniał słysząc jej pytanie.
Jego pewność siebie na moment zniknęła, nie spodziewał się, że tak szybko role się odwrócą i to on będzie musiał odpowiadać na jej pytania. Oparł się wygodniej o oparcie krzesła i popatrzył na ocean, jakby szukał tam odpowiedzi. Nie chciał zaczynać nowej, w dodatku obiecującej znajomości od kłamstw, bo prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw.
Dobre pytanie. — pochwalił ją po dłuższej chwili, próbując grać na zwłokę. — Chyba po prostu nie lubię, kiedy role się odwracają — zaśmiał się krótko, ale tym razem w jego głosie było słychać szczere zakłopotanie. — Skoro już bawimy się w szczerość, muszę przyznać, że trochę cię oszukałem — powiedział cicho, nie spuszczając z niej wzroku. — Technicznie rzecz biorąc, nie pracuję jako dziennikarz. Mam inne zobowiązania, które zajmują mi większość czasu, ale szczerze? Zamierzam to zmienić. Utknąłem w miejscu, w którym nie chcę być i planuję jak najszybciej wrócić do tego, co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Ale tak, mam papierek na dziennikarstwo - zakończył, uśmiechając się delikatnie. Zrobił krótką pauzę, sprawdzając jej reakcję.

Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: pt cze 12, 2026 2:25 pm
autor: Charly Hayes
Ciężko było ocenić, czy Charly zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo przyciągała uwagę. Z natury starała się nie wyróżniać z tłumu, choć samo życie zdawało się mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Było w niej coś, co sprawiało, że spojrzenia zatrzymywały się na niej odrobinę dłużej — może wyraziste rysy twarzy, może pewna naturalna elegancja, której sama nigdy nie dostrzegała, a może po prostu sposób, w jaki obserwowała świat. Niezależnie od przyczyny, sama pozostawała wobec tego zaskakująco nieświadoma. Znacznie łatwiej przychodziło jej dostrzeganie szczegółów u innych niż analizowanie własnego odbicia w lustrze.
Na wzmiankę o najlepszej ofercie dnia parsknęła cichym śmiechem, ostatecznie porzucając ten temat, jednak ciężko było jej zapanować nad uśmiechem, będącym wyrazem czystej przyjemności płynącej z ich rozmowy. Zaskakiwało ją, jak naturalnie przychodziło jej przebywanie w jego towarzystwie. Jeszcze kilka godzin wcześniej był dla niej obcym mężczyzną spotkanym przypadkiem na ulicy, a teraz siedzieli naprzeciwko siebie, rozmawiając tak swobodnie, jakby znali się znacznie dłużej niż pozwalał na to zdrowy rozsądek. I może właśnie dlatego było to tak przyjemne. Toronto od miesięcy wydawało jej się ogromne, obce i nieprzyjazne, ale siedząc tutaj, po raz pierwszy od dawna miała wrażenie, że nie musi walczyć z tym miastem o swoje miejsce.— Czyli oficjalnie ustalone. — oznajmiła z teatralną powagą. — Oboje wykorzystujemy własną dziwność jako usprawiedliwienie życiowych decyzji. Myślę, że to całkiem solidny fundament znajomości.
Uśmiechnęła się szerzej, słuchając jego komentarza o koncertach. — Wreszcie ktoś rozumie. Wszyscy pamiętają muzykę, a nikt nie wspomina o siniakach i kryzysie egzystencjalnym po trzech godzinach stania w jednym miejscu. — pokręciła głową z rozbawieniem. — Naprawdę powinny istnieć poradniki przetrwania dla początkujących uczestników koncertów. Przypominając sobie kilka własnych przygód, parsknęła cicho śmiechem. — Najlepiej z osobnym rozdziałem o tym, dlaczego człowiek nigdy nie powinien zakładać białych butów na festiwal. Ani wierzyć, że da się wrócić do domu z nienaruszoną godnością. Na krótką chwilę odpłynęła myślami do Nowego Jorku. Do letnich koncertów, tłumów ludzi śpiewających te same słowa pod rozgwieżdżonym niebem i do tego szczególnego rodzaju wolności, który pojawiał się tylko wtedy, gdy muzyka zagłuszała wszystko inne. Brakowało jej tego bardziej, niż chciała przyznać.
Przy pytaniu o fotografię zamyśliła się na moment. — Oczywiście, że żałuję. — przyznała szczerze. — Ale właśnie dlatego lubię zdjęcia. Bo nie da się ich poprawić. Możesz usunąć nieudane ujęcie, możesz zrobić kolejne, ale tej konkretnej sekundy już nigdy nie odzyskasz. I chyba jest w tym coś… uczciwego. — Wzruszyła lekko ramionami. — Życie działa dokładnie tak samo. Problem polega na tym, że człowiek zwykle rozumie to dopiero po czasie. - przyznała, a w jej głosie pobrzmiewało coś, co zdradzało, że nie była to wyłącznie luźna refleksja. Mówiła jak ktoś, kto znał ten mechanizm aż za dobrze. Jak ktoś, kto niejednokrotnie wracał myślami do chwil, których nie dało się już powtórzyć ani naprawić, zastanawiając się, co wydarzyłoby się, gdyby wtedy powiedział jedno zdanie więcej albo zrobił krok w innym kierunku. Nie miała jednak pojęcia, że siedzący naprzeciwko niej Noe znał ten rodzaj żalu równie dobrze. Że za jego spokojnym uśmiechem kryły się własne niedokończone historie i błędy, które dopiero niedawno zaczął dostrzegać w pełnym świetle.
Kiedy temat przeszedł na menu, natychmiast odetchnęła z ulgą. Nie tylko dlatego, że Noe skutecznie wyciągnął ją z niewygodnych myśli związanych z pieniędzmi, ale również dlatego, że zrobił to w sposób, który nie sprawiał, że czuła się zawstydzona. — To zdecydowanie najmilszy szantaż, jaki mnie dzisiaj spotkał. — oznajmiła, odkładając kartę. — Skoro biorę odpowiedzialność za ciastko, chcę tylko zaznaczyć, że jeśli okaże się okropne, całą winę zrzucę na ciebie. To ty finansujesz tę katastrofę. - rzuciła rozbawiona, jednak ten stan zaraz minął wraz z przyznaniem się przez mężczyznę do swojego małego oszustwa, spojrzała na niego uważniej. Nie dlatego, że poczuła się oszukana. Wręcz przeciwnie. Większość ludzi na pierwszym spotkaniu budowała wokół siebie starannie przygotowaną wersję własnej osoby. Noe właśnie zrobił coś dokładnie odwrotnego.— Wiesz, spodziewałam się czegoś znacznie gorszego. — przyznała po chwili. — Na przykład że jesteś tajnym milionerem albo członkiem kanadyjskiej mafii kawowej.
Jej spojrzenie złagodniało nieznacznie. — Utknąć w niewłaściwym miejscu zdarza się częściej, niż ludziom wydaje się przyznać. — stwierdziła, zaraz dodając. — Myślę, że większym problemem jest moment, kiedy człowiek orientuje się, że jest nieszczęśliwy i mimo to zostaje dokładnie tam, gdzie jest. Jeśli naprawdę zamierzasz wrócić do tego, co ma dla ciebie znaczenie, to brzmi raczej jak dobra wiadomość niż powód do tłumaczeń. - na powrót zaczęła się uśmiechać, w niepamięć rzucając słowa o oszukaniu. Z drugiej strony cieszyła się, że nawet w takiej kwestii starał się być z nią od początku szczery.
Zanim na ich stoliku pojawiły się dwa kubki z kawą oraz talerzyki z tartą limonkową, raz jeszcze spojrzała na widok rozpościerający się przed nimi. Słońce powoli zniżało się ku horyzontowi, rozlewając po tafli oceanu złote refleksy. Przez chwilę po prostu chłonęła ten obraz, próbując zapamiętać go takim, jakim był teraz. Nie przez aparat. Nie przez obiektyw. Własnymi oczami. Bo były momenty, których nie chciała zamykać w kadrach. Momenty, które chciała zatrzymać wyłącznie dla siebie. Kiedy kelner postawił przed nimi zamówienie, wróciła spojrzeniem do Noa, a w jej oczach pojawiło się rozbawienie. — No dobrze. — uniosła lekko filiżankę. — Za najbardziej absurdalnie drogą kawę, jaką przyjdzie nam dziś wypić. I za ludzi, którzy wciąż próbują znaleźć drogę do rzeczy, które naprawdę mają dla nich znaczenie.


Noe Villeneuve-Scott

kiss me, baby? (part II)

: wt cze 16, 2026 8:44 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Noe odnotował w myślach, jak bardzo Charly wydawała się nieświadoma tego, jakie robi na nim wrażenie. Kiedy tak siedziała przed nim, przyglądając się karcie menu, w promieniach popołudniowego słońca wyglądała na zupełnie inną osobę niż ta, która przed chwilą mówiła o swojej pracy. Słysząc jej śmiech, rozluźnił się jeszcze bardziej. Bardzo podobało mu się to, jak szybko przeszła do żartu, jakby sama uznała, że nie ma sensu budować między nimi żadnych barier. Kiedy wspomniała o fundamencie znajomości, poczuł przyjemne ukłucie w okolicach klatki piersiowej – coś w rodzaju satysfakcji, że nie tylko on poczuł tu jakąś nić porozumienia.
Przez chwilę wpatrywał się w jej twarz, nie do końca wiedząc, co odpowiedzieć, więc, zamiast szukać błyskotliwej odpowiedzi, po prostu się zaśmiał.
W takim razie – odparł, lekko kiwając głową i spoglądając na nią z rozbawieniem – wiesz, na co się piszesz.
Parsknął śmiechem, kręcąc głową przy wzmiance o białych butach. Wyobraził ją sobie w tych zniszczonych butach, przedzierającą się przez tłum na jakimś koncercie i ta wizja wydała mu się urocza. Nie próbowała wypaść na kogoś idealnego, co w dzisiejszych czasach było rzadkością. Oparł się wygodniej na krześle, nie przejmując się już tym, czy kelner w końcu podejdzie.
Białe buty na festiwalu to błąd, który popełnia się tylko raz w życiu, ale za to pamięta do końca — rzucił z uśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku. — Miałem kiedyś parę, którą musiałem wyrzucić zaraz po wyjściu z bramy, bo po pięciu minutach wyglądały, jakbym przeszedł przez pole bitwy. Całkowicie popieram ten rozdział w poradniku. - Zamilkł na chwilę, przyglądając się jej z ciekawością. Chciał ją lepiej poznać, dowiedzieć się, co jeszcze kryje pod wesołą osobowością.
Słuchał z uwagą, gdy mówiła o nieodwracalnych momentach. To było coś więcej niż opinia o fotografii; czuł, że robiła coś, co ją zajmowało o wiele dłużej niż tylko kwadrans przy kawie.
Masz rację — powiedział cicho, starając się, by w jego głosie nie było przemądrzałości. — W tekstach zawsze staram się dopracować każde słowo, żeby brzmiało tak, jak chciałem, a potem patrzę na to po miesiącu i widzę, że to tylko moja interpretacja. Zawsze wydaje mi się, że w twoim podejściu jest więcej odwagi. Nie ma miejsca na poprawki, bierzesz to, co dostałaś od losu, i tyle.
Wypuścił powietrze, patrząc na taras, ale szybko wrócił wzrokiem do niej. Chciałby jej powiedzieć, że ten spokój, to tylko maska i unikanie konfrontacji z własnymi błędami. Patrzył na nią przeczuwając, że ta znajomość, choć krótka, zaczyna mieć dla niego coraz większe znaczenie, niż był gotów przyznać. Uśmiechnął się słabo, niemal przepraszająco, choć nie spuszczał z niej wzroku.
Roześmiał się głośno, gdy podejrzewała go o bycie milionerem lub kawowym mafioso, bo nie spodziewał się, że zareaguje z takim humorem.
Kanadyjska mafia kawowa? — zapytał, wycierając kącik oka z rozbawienia. — Przysięgam, że gdybym rzeczywiście był w mafii, to na pewno nie piłbym tu kawy za cenę połowy mojego czynszu. - Zrobił krótką pauzę, patrząc na nią. - Skoro moje oszustwo zostało oficjalnie wybaczone, to co z tym ciastkiem? Nadal jesteśmy w tej samej drużynie, czy muszę odkupić swoje winy jeszcze deserem? - dodał, uśmiechając się delikatnie, ale w tej kwestii Charly dokonała już wyboru.
Wiesz, to, co powiedziałaś o zostawaniu w miejscu, w którym jest się nieszczęśliwym... trafione w punkt — dodał, opierając się o oparcie krzesła i nie odrywając od niej wzroku. Kiedy kelner odstawił przed nimi kawy i ciastka, Noe przez chwilę tylko patrzył na falujący ocean, a potem przeniósł wzrok na jej twarz, słysząc toast. Uniósł swoją filiżankę, delikatnie stukając o jej brzeg.
Za najdroższą kawę w Toronto — dodał, biorąc łyk kawy, a potem odstawił ją na talerzyk. Nie spieszył się. Po prostu cieszył się, że siedzi tutaj z kimś, kto najwyraźniej rozumie takie zwykłe, a jednak ważne chwile. — Tarta wygląda podejrzanie dobrze — rzucił po chwili, wciąż się uśmiechając. — Jeśli okaże się tak samo dobra jak ten widok, to przyznaję, że wygrałaś ten pojedynek. Spróbujesz pierwsza, czy to ja mam zaryzykować życie jako pierwszy?
Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: pn cze 22, 2026 9:43 am
autor: Charly Hayes
Nić porozumienia. W gruncie rzeczy Charly nigdy nie miała większych problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Choć sama uważała się za osobę nieco nieśmiałą, większość ludzi odbierała ją jako otwartą i bezpośrednią. Potrafiła rozmawiać niemal z każdym, żartować, śmiać się i sprawiać wrażenie, że czuje się swobodnie. Tylko nieliczni dostrzegali, że cała ta łatwość kończyła się w chwili, gdy ktoś próbował zajrzeć głębiej. Poznawanie ludzi przychodziło jej naturalnie. Zatrzymywanie ich przy sobie było już zupełnie inną historią. Być może dlatego tak bardzo przywykła do krótkotrwałości większości relacji. Ludzie pojawiali się i znikali. Czasem wyjeżdżali, czasem zwyczajnie przestawali być częścią jej codzienności, a czasem to ona sama wykonywała pierwszy krok w tył, zanim zdążyła przywiązać się do kogokolwiek zbyt mocno. Łatwiej było odejść samemu niż po raz kolejny zostać z poczuciem straty. Nawet jeśli nigdy nie przyznałaby tego na głos.
Problem polegał na tym, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna od samego początku wyjątkowo skutecznie utrudniał jej trzymanie się tej zasady. Nie dlatego, że próbował skracać dystans na siłę albo zadawał niewygodne pytania. Wręcz przeciwnie. Przy Noem wszystko wydawało się zaskakująco proste. Rozmowa płynęła sama, kolejne tematy pojawiały się naturalnie, a ona coraz częściej łapała się na tym, że zwyczajnie dobrze się bawi. Tak dobrze, że na moment zapominała o ostrożności, która zwykle towarzyszyła jej przy poznawaniu nowych ludzi. Dlatego jego śmiech mimowolnie wywołał uśmiech również na jej twarzy. Nie ten grzeczny i wyuczony, którym obdarzała klientów albo przypadkowych znajomych. Prawdziwy. Lekki. Taki, który pojawiał się samoistnie. — Brzmi jak doświadczenie człowieka, który zignorował wszystkie znaki ostrzegawcze i mimo to uznał, że będzie wyjątkiem od reguły — stwierdziła z rozbawieniem. — Dokładnie tak zaczynają się wszystkie tragiczne historie związane z festiwalami. - przyznała doskonale wiedząc, jak to jest. Sama wielokrotnie ignorowała dobre rady, myśląc, że wie lepiej albo, że z nią będzie inaczej i prawie w każdym takim przypadku boleśnie odczuwała, iż nie jest tym wyjątkiem od reguły.
Na moment zatrzymała wzrok na spokojnej tafli oceanu, zanim ponownie spojrzała na Noe’a. — Myślę, że fotografowanie wcale nie wymaga większej odwagi. — wzruszyła lekko ramionami. — To bardziej kwestia pogodzenia się z tym, że nie wszystko musi być idealne. Czasami najlepsze zdjęcia powstają właśnie dlatego, że coś poszło niezgodnie z planem. Światło jest nie takie, ktoś się poruszy albo spojrzy w niewłaściwym momencie. A później okazuje się, że właśnie to sprawiło, że zdjęcie stało się interesujące. - skwitowała, pozwalając, aby kąciki ust uniosły się nieznacznie ku górze, zanim dodała - Chociaż przyznaję, że brzmi to trochę jak bardzo tani cytat motywacyjny z Instagrama.
Parsknęła śmiechem na wzmiankę o mafii kawowej. — Czyli jednak nie jesteś tajnym milionerem. Szkoda. Już zaczynałam planować, jak wykorzystam tę znajomość dla własnych korzyści finansowych. — mówiąc to, wydęła subtelnie usta w geście udawanego rozczarowania. — A ja już miałam nadzieję, że za kilka miesięcy będę mogła rzucić pracę, kupić mały domek nad oceanem i żyć na koszt twojego kawowego imperium. Naprawdę pokrzyżowałeś mi plany, Noe. — westchnęła teatralnie, przykładając dłoń do klatki piersiowej, jakby właśnie oznajmił jej wyjątkowo przykrą wiadomość. Uniosła brew, słysząc pytanie o deser. — To zależy od poziomu skruchy. Na ten moment jesteś na etapie warunkowego przebaczenia. Jeden fałszywy ruch i wracamy do negocjacji. — oznajmiła z pełną powagą, której zupełnie przeczyły rozbawione iskierki w oczach. — Na twoje szczęście jestem przekupna. Szczególnie jeśli w grę wchodzą dobre desery. - zdążyła wypowiedzieć to zdanie, kiedy przed nimi pojawiły się kawa i tarta, Charly przez chwilę przyglądała się deserowi z wyraźnym zadowoleniem. Następnie sięgnęła po widelczyk i odkroiła niewielki kawałek.
— Skoro to był mój wybór, obowiązki testera jakości również spadają na mnie. — oznajmiła z pełnym przekonaniem. — Gdyby coś mi się stało, będziesz musiał powiedzieć wszystkim, że poległam bohatersko podczas walki z podejrzanie drogą tartą nad oceanem. - dodając, po czym wsunęła kawałek do ust i na kilka sekund zamilkła, teatralnie budując napięcie. — O nie. — pokręciła głową z udawanym przerażeniem. — Mamy problem. To jest naprawdę dobre. - zaśmiała się cicho, ale po chwili jej spojrzenie złagodniało. Było coś przyjemnego w tej prostocie. W tym, że nie musiała zastanawiać się nad kolejnymi słowami, pilnować każdego gestu ani udowadniać, że wszystko u niej było w porządku. Po prostu siedziała nad oceanem z kimś, kogo poznała stosunkowo niedawno, a mimo to miała wrażenie, jakby rozmowa z nim przychodziła jej łatwiej niż z niektórymi osobami, które znała od lat.
I właśnie to było odrobinę niepokojące. Nie samo to, że Noe ją zainteresował. Bardziej fakt, że przy nim zapominała o tym, dlaczego zwykle trzymała ludzi na bezpieczną odległość. Chcąc jednak nie pozwolić, by jej myśli poszły w stronę, której zdecydowanie nie planowała, odłożyła widelczyk i wskazała nim na niego. — Dobra, skoro już oficjalnie udowodniłeś, że nie jesteś członkiem kawowej mafii i przeżyliśmy tę tartę… — zaczęła, unosząc lekko brew. — Mam jeszcze jedno pytanie. - zawiesiła głos na moment, jakby specjalnie budowała napięcie. — Jak ktoś, kto próbuje zarabiać na pisaniu, może mieć tak spokojne podejście do fotografii? — zapytała. — Bo mam wrażenie, że większość osób próbowałaby udowodnić, że ich dziedzina jest najlepsza, a ty właśnie przed chwilą powiedziałeś, że zdjęcie może uchwycić coś, czego nie da się poprawić słowami. Przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z zaciekawieniem. — Więc teraz jestem ciekawa. Gdybyś miał zrobić zdjęcie albo napisać jedno zdanie, które miałoby zostać po tobie na zawsze… co byś wybrał?



Noe Villeneuve-Scott

kiss me, baby? (part II)

: śr cze 24, 2026 6:41 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Patrzył na Charly i zastanawiał się, co właściwie dzieje się teraz w jej głowie. Znał to spojrzenie u innych osób, ale u niej wydawało się bardziej szczere, jakby na moment zdjęła swoją maskę pewnej siebie dziewczyny. Słońce zaczynało już powoli zachodzić, rzucając długi cień na stolik i sprawiając, że atmosfera stała się bardziej romantyczna. Obserwował, jak wiatr porusza jej włosami i przypomniał sobie obawy przed angażowaniem się w nowe relacje.
Uniósł brew, słysząc jej ocenę i oparł się wygodnie, czując, że ta wymiana zdań to coś więcej niż tylko żarty o zniszczonych butach. - Masz rację, to czysta naiwność - odparł, uśmiechając się. - Zawsze wydaje nam się, że jesteśmy mądrzejsi od tych wszystkich osób, które popełniły ten sam błąd przed nami. Czy to znaczy, że mimo świadomości tragicznych skutków, planujesz zakładać jasne buty na koncert? - Czekał na jej odpowiedź, zastanawiając się, jak bardzo jest skłonna do ryzyka w takich drobnych sprawach. Podobało mu się, że rozmowa zeszła na takie tory, bo dzięki temu atmosfera zrobiła się jeszcze luźniejsza. Spojrzał na nią wyczekująco, nie ukrywając zainteresowania tym, co powie.
Noe roześmiał się krótko, słysząc jej porównanie do instagramowych cytatów. Oparł łokcie o stół i przyglądał jej się z uwagą, doceniając szczerość tego, co przed chwilą powiedziała.
- Może i brzmi, ale wcale nie jest mniej prawdziwe — odpowiedział, kręcąc głową z uznaniem. - Próbuję to zastosować w moich tekstach, ale zawsze mam ochotę coś jeszcze zmienić, wygładzić, poprawić. Patrzenie na to z twojej perspektywy wydaje się o wiele prostsze.
Noe z trudem powstrzymał śmiech, widząc jej minę, i niemal zakrztusił się kawą. Odstawił filiżankę, lekko potrząsając głową, nad jej bezpośredniością.
- Wybacz, że rozwiewam twoje marzenia o szybkim wzbogaceniu się - powiedział, opierając się swobodniej o oparcie krzesła. - Obawiam się jednak, że moje finansowe korzyści ograniczają się do darmowej dolewki, o ile uda mi się zagadać kelnera. - Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową na to jej udawane westchnienie. - Przykro mi, że tak szybko musisz wrócić do brutalnej rzeczywistości i pracy - rzucił z rozbawieniem, patrząc jak zaczyna kroić ciasto, a potem nie odrywając wzroku od jej twarzy, gdy w końcu przełknęła kęs i ocenia deser. Kiedy powiedziała, że jest naprawdę dobry, odetchnął z udawaną ulgą, przykładając dłoń do piersi.
- Uff, kamień z serca - odparł, rozbawiony - bo już zacząłem układać mowę pogrzebową dla dzielnej testerki, ale wygląda na to, że na razie moje sumienie pozostanie czyste. - Wziął swój kawałek widelczykiem i skosztował ciasta. - O cholera, rzeczywiście dobre - powiedział z uznaniem, bo tarta naprawdę była przepyszna, z pewnością warta swojej ceny.
Noe poczuł, że zrobiło się trochę dziwnie. Przez chwilę zastanawiał się, czy to nie jest tak, że to dzieje się trochę za szybko i czy wyjdzie poza schemat luźnej znajomości. Zastanawiał się, czy ona też czuje to napięcie, który sprawia, że najprostsze gesty stają się nagle ważne. Może to tylko kwestia przyzwyczajenia do bycia samemu, a może po prostu za bardzo skupiał się na drobiazgach. W końcu to był tylko deser i kawa, musi się opanować i nie nakręcać w głowie scenariuszy, które jeszcze nawet nie miały szansy się wydarzyć. Wszystko zaczynało wydawać się zbyt ważne, a przecież jeszcze godzinę temu było tylko przypadkowym spotkaniem. - Chyba jestem gotowy na wszystko - odparł z uśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku.
Milczał, zastanawiając się, jak podejść do tak konkretnego pytania, Nie spodziewał się, że rozmowa o fotografii przybierze taką formę, ale podobało mu się to, że nie pytała o nic błahego. Przez głowę przeszło mu kilka odpowiedzi, ale uznał, że nie są zbyt dobre.
- To trudniejsze niż się wydaje, bo pisanie uczy mnie, że wszystko można opisać na sto sposobów - odpowiedział spokojnie. Zamyślił się, jakby szukał gotowej odpowiedzi. - Gdybym miał wybrać, to chyba wybrałbym zdanie, a nie zdjęcie, bo kiepski ze mnie fotograf. Napisałbym, że to, co ważne, zwykle przychodzi samo z siebie. Bo mam wrażenie, że cały czas próbuję wszystko zaplanować, a najlepsze momenty - jak ten dzisiejszy - przychodzą niespodziewanie. A ty? Gdybyś musiała zdecydować, to co zostałoby po tobie w jednym ujęciu? - odbił piłeczkę, bo był ciekaw jakie zdjęcie by wybrała, żeby zostawić po sobie ślad.

Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: pt cze 26, 2026 12:16 pm
autor: Charly Hayes
Zdecydowanie planuję nadal zakładać jasne buty na koncerty — odpowiedziała z pełnym przekonaniem, okraszonym szerokim uśmiechem sięgającym zielonych oczu, którym odbijające się promienie zachodzącego słońca nadawały złotawą poświatę. — A potem narzekać, że znowu są do wyrzucenia. Najwyraźniej niektórych lekcji po prostu nie chcę się nauczyć. - wzruszyła lekko ramionami, jakby było to coś zupełnie naturalnego, nieświadoma tego, ile o niej samej może powiedzieć odpowiedź na tak proste pytanie. — Wiesz… są rzeczy, przy których naprawdę warto być rozsądnym. Ale koncert? Jeśli jedyną ceną za dobrą zabawę mają być ubłocone buty, to chyba całkiem uczciwy układ. - dodała jeszcze śmiejąc się cicho. Mimochodem odgarnęła kosmyk włosów, który wiatr nieustannie zrzucał jej na twarz.
Na moment zamilkła, przyglądając mu się uważniej. Zauważyła sposób, w jaki na nią patrzył. Nie był to przelotny, grzeczny kontakt wzrokowy, do którego zdążyła przywyknąć. Było w nim coś bardziej uważnego, jakby próbował odnaleźć odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie odważył się zadać. Ku własnemu zaskoczeniu nie odwróciła wzroku. Zamiast tego słuchała uważnie słów bruneta, kiedy ich rozmowa raz po raz lawirowała między czymś zupełnie błahym a zaskakująco osobistym. Kącik jej ust uniósł się nieznacznie, gdy wspomniał o ciągłym poprawianiu własnych tekstów. — To wcale nie jest prostsza perspektywa — pokręciła lekko głową. — Po prostu w pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć „wystarczy”. Inaczej można poprawiać coś w nieskończoność i nigdy nie pozwolić temu… po prostu być.[/b] - na krótką chwilę ponownie zamilkła, wzruszając ramionami. — Ale może właśnie dlatego piszesz. Bo ciągle szukasz tego jednego zdania, które będzie brzmiało dokładnie tak, jak powinno. - nie była pewna czy słowa te były tymi, które w jakiś sposób mogły określić Noe, jednak w jej odczuciu to poszukiwanie idealnie do niego pasowało.
Zaśmiała się zaraz potem, kiedy z taką powagą rozwiał jej wizję szybkiego wzbogacenia się. — Czyli jednak zostanę zmuszona do uczciwej pracy? Fatalna wiadomość. - westchnęła teatralnie, przykładając dłoń do czoła, by po chwili parsknąć śmiechem. — Chociaż darmowa dolewka kawy też brzmi jak jakiś sukces. Nie spektakularny, ale zawsze. - dodała, bo w gruncie rzeczy nie oczekiwała zbyt wiele. Sięgnęła po kolejny kawałek tarty, uśmiechając się pod nosem na jego przesadnie dramatyczną ulgę.
Nawet jeśli Charly chciałaby ignorować to dziwne napięcie, jakie pojawiło się między nimi właściwie kilka sekund po tym absurdalnym pocałunku, było to zadanie wyjątkowo trudne do wykonania. Wystarczył jeden dłuższy kontakt wzrokowy albo przypadkowe muśnięcie dłoni, by jej myśli zaczynały biec w zupełnie niepotrzebnym kierunku. Nie rozumiała tego. Przecież jeszcze kilka godzin temu Noe był dla niej praktycznie obcym człowiekiem, a teraz zwykła kawa i deser zaczynały wydawać się czymś znacznie ważniejszym, niż powinny. Nie była jednak osobą, która lubiła analizować własne emocje. Zwłaszcza te, które pojawiały się tak niespodziewanie. Dlatego zamiast zastanawiać się, skąd bierze się ten niepokój pomieszany z przyjemnym ciepłem, po prostu uśmiechnęła się pod nosem i skupiła na jego odpowiedzi. Słuchała uważnie, zupełnie jakby każde kolejne słowo miało pozwolić jej poznać go odrobinę lepiej. I chyba właśnie to podobało jej się najbardziej. Nie próbował zaimponować. Nie szukał idealnych zdań. Po prostu mówił to, co naprawdę myślał.— To chyba jedna z niewielu rzeczy, z którymi naprawdę trudno się nie zgodzić. — odezwała się po chwili cicho. — Najlepsze momenty rzeczywiście przychodzą wtedy, kiedy przestajemy ich szukać. Gdyby ktoś jeszcze rano powiedział mi, że skończę dzień w kawiarni z absurdalnie drogą kawą z widokiem na ocean, jedząc deser z człowiekiem, którego poznałam przez przypadek… pewnie bym go wyśmiała.
Na moment opuściła wzrok na kubek z kawą, obracając go lekko w dłoniach. Pytanie okazało się trudniejsze, niż początkowo przypuszczała, nawet jeśli zadała podobne. — Jedno ujęcie… — powtórzyła zamyślona. Przed oczami nie pojawiło się jedno konkretne zdjęcie, lecz cała seria urywków wspomnień. Tata z aparatem przewieszonym przez ramię, który uparcie fotografował wszystko dookoła, nawet wtedy, gdy ona z mamą przewracały oczami. Mama śmiejąca się gdzieś w tle podczas rodzinnych wyjazdów. Letnie popołudnia w ogrodzie, wspólne święta, znajomi wpadający do ich domu bez zapowiedzi i życie, które wtedy wydawało się tak zwyczajnie szczęśliwe, że nawet nie przyszłoby jej do głowy, że kiedyś będzie za nim tak tęsknić. Dziś te chwile istniały już tylko na fotografiach i we wspomnieniach, które z każdym kolejnym rokiem stawały się coraz mniej wyraźne. Czasami bała się, że któregoś dnia nie będzie już potrafiła przypomnieć sobie brzmienia głosu rodziców albo tego, jak wyglądał ich szczery śmiech.— Gdybym miała zostawić po sobie tylko jedno zdjęcie… — odezwała się w końcu cicho. — Nie chciałabym, żeby było idealne. Raczej prawdziwe. Takie, na którym ktoś śmieje się tak mocno, że zapomina o aparacie. Albo patrzy na kogoś, kogo naprawdę lubi, nawet jeśli sam jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. - podniosła na niego spojrzenie i uśmiechnęła się nieco szerzej. — Bo mam wrażenie, że właśnie takie zdjęcia zostają z nami najdłużej. Nie te najładniejsze. Tylko te najbardziej szczere.


Noe Villeneuve-Scott

kiss me, baby? (part II)

: sob cze 27, 2026 9:43 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Przez chwilę wpatrywał się w jej oczy, w których złote światło słońca zdawało się nie chcieć zgasnąć i pomyślał, że to uparte ignorowanie skutków jest w niej wyjątkowo ujmujące. Odstawił kawę na blat, zdejmując z niej wzrok, żeby na moment zebrać myśli i nie wypaść na zbyt wpatrzonego w nią chłopaka. Poczuł, że ta rozmowa, choć krążyła wokół głupich butów, powoli odsłania przed nim kawałek jej sposobu myślenia. Uśmiechnął się do siebie, bo docenił tę świadomą rezygnację z wyciągania wniosków.
Czyli to nie jest naiwność, tylko świadomy wybór, żeby żyć chwilą, a potem przejmować się resztą — odparł, patrząc na nią z uznaniem. — Podoba mi się to podejście. Właściwie, to może potrzebuję trochę więcej tej twojej lekkomyślności, żeby nie zamęczyć się w przyszłości - rzucił mimochodem, całkowicie ignorując fakt, że właśnie wyraził nadzieję, na ponowne spotkanie. Oparł się o blat stolika i uśmiechnął się pod nosem. Ta logika była prosta, a jednocześnie trafiła w punkt, którego on często nie potrafił uchwycić. — A czy całowanie nieznajomych w przypływie euforii leży w kategorii rozsądku, czy nie koniecznie? — zapytał rozbawiony, przypominając sobie sytuację, sprzed kilku chwil, przez co wylądowali tutaj i świetnie się czuli w swoim towarzystwie.
Noe poczuł zaskoczenie, bo nie spodziewał się, że to spotkanie z kimś zupełnie obcym, poznanym w spontaniczny, aczkolwiek miły sposób, nabierze takiej intensywności. Przez chwilę starał się zachować spokój i nie zdradzić, że jej spojrzenie go trochę zbija z tropu. Odruchowo poprawił rękaw bluzy, żeby po prostu czymś zająć ręce. Czuł, że rozmowa jest inna od tych, które zwykle prowadzi ze znajomymi. Zacisnął na moment palce na krawędzi stołu, starając się nie wyjść na zbyt przejętego. Wiedział, że to dopiero pierwsza godzina ich znajomości, więc wolał nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Mimo to, nie potrafił tak po prostu przestać jej obserwować.
Przez chwilę milczał, zastanawiając się nad tym, co powiedziała. To było proste stwierdzenie, ale uderzyło go, bo sam rzadko patrzył na to w ten sposób. Przyjrzał się swojej dłoni leżącej na blacie, a potem znowu spojrzał na Charly, próbując ukryć, jak bardzo go to zaciekawiło. Lekko się uśmiechnął, choć czuł, że ta uwaga trafia w czuły punkt. Zastanowił się przez chwilę nad jej słowami, wpatrując się w zawartość swojej filiżanki.
Czyli jestem typem, który nigdy nie potrafi odpuścić — skomentował,, patrząc na nią z lekkim rozbawieniem. — Może masz rację, bo faktycznie spędzam nad tym zdecydowanie za dużo czasu.
Patrzył na jej teatralny gest i musiał stłumić uśmiech, żeby nie parsknąć śmiechem w trakcie picia kawy. Podobało mu się, jak szybko potrafiła przejść od śmiechu do udawanego dramatu, a potem znowu do swobodnej rozmowy. Ta jej bezpośredniość sprawiała, że cała sytuacja wydawała się wyjątkowo naturalna, jakby znali się przynajmniej od kilku tygodni, a nie od godziny. W końcu to był tylko deser i kawa, ale czuł, że to spotkanie ma w sobie coś więcej niż tylko przypadkową wymianę zdań. Uśmiechnął się do niej, kręcąc głową na jej komentarz o darmowej dolewce.
Masz bardzo realistyczne podejście do sukcesu, więc może jednak nie będzie tak źle — odpowiedział z rozbawieniem, opierając łokcie o blat. — A jeśli chodzi o tę uczciwą pracę, to w razie czego zawsze mogę spróbować zagadać kelnera o tę dolewkę, żebyś przynajmniej nie musiała przejmować się rachunkiem, który i tak płacę ja - dorzucił z szelmowskim uśmiechem.
Obserwował Charly i przez moment poczuł się przez to trochę nieswojo. To, że ona tak otwarcie na niego patrzyła, sprawiało, że miał ochotę powiedzieć coś jeszcze bardziej szczerego, choć jednocześnie ostrzegał się w myślach, żeby nie przesadzić. Zastanawiał się, czy ona też wyczuwa to napięcie w powietrzu, czy może tylko on nakręcał się niepotrzebnie. Wszystko między nimi wydawało się poważniejsze, a przecież jeszcze chwilę temu rozmawiali tylko o głupich butach. Mimowolnie wyprostował się na krześle, starając się wyglądać na spokojnego, choć w głowie układał już dziesięć różnych scenariuszy tego, co może wydarzyć się za moment. Sytuacja kompletnie go zaskakiwała, bo rzadko zdarzało mu się czuć tak wyraźne zainteresowanie czyjąś obecnością już po godzinie rozmowy. Wiedział, że powinien zachowywać się bardziej powściągliwie, ale widok jej uśmiechu sprawiał, że każda taka myśl ulatywała mu z głowy.
Mam dokładnie to samo wrażenie — odpowiedział, lekko pochylając się w stronę stolika. — A powiedz mi, jeśli już mówimy o takich nieplanowanych rzeczach,, to co jeszcze w tym przypadkowym spotkaniu najbardziej cię zaskoczyło? - Był ciekaw jakie ona ma podejście do tej sytuacji, czy przyszła tutaj z uprzejmości, czy może naprawdę wydał się jej ciekawy na tyle, by spędzić z nim czas przy kawie i ciastku.
Milczał, patrząc na nią tak uważnie, że prawie zapomniał o swojej kawie. Jej słowa o zdjęciach jakoś dziwnie go poruszyły, bo on w pisaniu wiecznie gonił za wygładzoną formą, zamiast po prostu opisać prawdę. Poczuł, że nie musi silić się na mądre kwestie, bo przy niej mógł po prostu być sobą.
Masz rację, takie zdjęcia są najlepsze — odpowiedział cicho, patrząc jej prosto w oczy. — Chyba najtrudniej wyłapać te prawdziwe momenty, bo dzieją się zupełnie znienacka i zaraz znikają. Wolisz, żeby takie chwile jak ta zostawały tylko w głowie, czy potrzebujesz mieć na nie jakiś dowód?

Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: pn cze 29, 2026 10:15 am
autor: Charly Hayes
— Całowanie nieznajomych w przypływie euforii zdecydowanie należy do kategorii braku rozsądku. — odpowiedziała z uśmiechem, nie próbując nawet udawać, że uważa inaczej. Tamten pocałunek był impulsem. Jedną krótką chwilą, w której pozwoliła emocjom przejąć kontrolę nad zdrowym rozsądkiem. Dobrze wiedziała, że równie dobrze mogła trafić na kogoś, kto zareagowałby zupełnie inaczej. Kogoś, kto uznałby ją za wariatkę albo po prostu odsunął z wyraźnym niesmakiem. Miała szczęście. Cholernie duże szczęście. Przez moment obracając kubek z kawą między dłońmi, wpatrywała się w wirującą na powierzchni piankę, dopiero po chwili unosząc wzrok na Noego. Im dłużej z nim rozmawiała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że los wyjątkowo jej sprzyjał. Trafiła na człowieka, który zamiast uciec albo zrobić jej wykład o granicach, po prostu… usiadł z nią przy kawie. — Gdybym mogła cofnąć czas, pewnie najpierw zastanowiłabym się dwa razy. — wzruszyła lekko ramionami. — Ale tylko najpierw. — kąciki jej ust uniosły się odrobinę wyżej, po czym dodała — Bo patrząc z perspektywy tych ostatnich kilkudziesięciu minut… chyba nie żałuję. - co było całkowicie szczere, przy czym zaśmiała się cicho, chcąc rozładować ciężar własnych słów. Zbyt łatwo było powiedzieć coś, co mogło zabrzmieć poważniej, niż zamierzała. A przecież dopiero się poznawali. Nie chciała go spłoszyć. Ani samej siebie. — Chociaż nie polecałabym nikomu tej metody zawierania znajomości. — dodała z rozbawieniem. — Statystycznie rzecz biorąc, to naprawdę fatalny pomysł.
Cisza, która zapadła między nimi zaraz po wypowiedzeniu przez nią tych — wydawałoby się — prostych słów, wywołała w Charly coś na kształt niepokoju. Zwykle nie analizowała własnych wypowiedzi. Mówiła to, co przyszło jej do głowy, a dopiero później zastanawiała się, czy przypadkiem nie powinna była ugryźć się w język. Albo i nie. Tym razem jednak było inaczej. Siedząc naprzeciwko milczącego Noego, mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy nie powiedziała o jedno zdanie za dużo. Obserwując go ukradkiem, zaczęła analizie poddawać - chociaż nie leżało to w naturze Hayes - każdy wykonany przez bruneta gest; to, jak spuścił wzrok na filiżankę, jakby wyraźnie się nad czymś zastanawiał, to jak potrzebował tej dłuższej chwili, jak wzrokiem najpierw powędrował do swojej dłoni, a dopiero potem wtedy spojrzał na nią. Nie wydawał się być urażony, ale przejęty - to słowo idealnie Charly pasowało do opisu jego postaci w tym momencie. Nie powiedziałam, że nigdy. — uśmiechnęła się łagodnie. — Raczej… że sprawiasz wrażenie człowieka, który bardzo nie lubi zostawiać spraw niedokończonych. Nawet tych, których być może wcale nie trzeba kończyć. - oznajmiła w czymś na kształt obrony swoich słów, ale nie była pewna czy przypadkiem nie wkopała się bardziej. Mimowolnie przygryzła wewnętrzną stronę policzka, a następnie wargę, co stanowiło odbicie jej krótkiego zdenerwowania. - Zapomnijmy o tym - skwitowała ostatecznie, przesuwając opuszkiem palca po brzegu kubka. I chociaż wiedziała, że te wszystkie odczucia są jej subiektywną oceną, jakoś ciężko było się ich wyzbyć.
Na szczęście ich rozmowa płynęła tak naturalnie - za co także była wdzięczna - że po chwili mogła porzucić to nienaturalne i przesadne analizowanie każdego wypowiedzianego zdania oraz niepotrzebne zdenerwowanie. Zwykle nie miała problemu z odzywaniem się do obcych ludzi, wręcz przeciwnie - problem zaczynał się dopiero wtedy, kiedy ktoś okazywał się na tyle interesujący, że nagle zaczynało jej zależeć na tym, co o niej pomyśli, a to zdarzało się zdecydowanie zbyt rzadko. Tymczasem na zdaniu Noa zaczynało jej zależeć, dlatego nie skomentowała już wtrącenia na temat rachunku, bo w gruncie rzeczy nawet nie dać było jej, aby go opłacić, zapewne by to zrobić musiałaby pracować na zmywaku w tej kawiarni przez co najmniej tydzień. Pokręciła głową, aby po raz kolejny odgonić od siebie dziwne myśli.
Pytanie Noa pozwoliło na nowo skupiç się Charly na jego postaci. Co jeszcze najbardziej zaskoczyło ją w tym przypadkowym spotkaniu, na moment zamilkła. Nie dlatego, że potrzebowała czasu na zastanowienie, gdyż odpowiedź mimochodem pojawiła się w jej głowie, jednak nie była pewna czy powinna wypowiedzieć ją na głos tak szybko. Dlatego jeszcze przez dokładnie sześć sekund bawiła się bawiła się łyżeczką, kreśląc nią niewidzialne kółka na spodku filiżanki, po czym dopiero wtedy utkwiła zielone tęczówki w niebieskich oczach. — Chyba… to, że ani przez moment nie miałam ochoty stąd uciekać. — przyznała w końcu uśmiechając się, jakby trochę nieśmiało, co stanowiło zdecydowany kontrast dziewczyną, która pocałowała Noa na środku chodnika. — Jestem raczej typem człowieka, który szybko się nudzi. Albo znajduje sobie kolejne miejsce, kolejny plan, kolejny impuls. A tutaj… - urwała na moment trochę zawstydzona własnym wyznaniem.— tutaj nawet nie zauważyłam, kiedy minęła godzina. - przyznała, zaraz chowając się za filiżanką, bo własna szczerość wywołała na jej policzkach rumieńce. - A jaka jest twoja odpowiedź na to pytanie? - automatycznie odbiła piłeczkę ciekawa, co zaskoczyło jego, poza samym pocałunkiem.


Noe Villeneuve-Scott