Strona 1 z 1

kiss me, baby? (part II)

: wt cze 02, 2026 4:49 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
7

Weszli do środka, gdzie poczuli zapach świeżo palonych ziaren kawy. Kawiarnia była urządzona w przyjemnym dla oka stylu, ale to wielki taras z widokiem na spokojnie falujący ocean stanowił jej największy atut. Noe ustąpił pierwszeństwa Charly, pozwalając jej wybrać stolik. Przeszli przez środek, kierując się prosto na taras, gdzie wiatr od razu potargał im włosy. Dziewczyna wybrała stolik przy samej balustradzie, skąd widok na spienione fale był najlepszy. Gdy zajęli miejsca, a kelner położył przed nimi menu, Noe otworzył swoją kartę i niemal natychmiast uniósł brwi w zdziwieniu. Przesunął wzrokiem po liście, a potem, nie mogąc powstrzymać lekkiego rozbawienia, odezwał się do swojej towarzyszki.
Widzę, że płaci się tutaj głównie za widok na ocean, bo przy takich cenach za espresso, oczekuję się, że ziarna były zbierane ręcznie przez mnichów z Etopii i transportowane jest na grzbietach złotowłosych wielbłądów — rzucił, nie odrywając wzroku od cen, po czym złożył kartę na blat. — Ale sądząc po tym, ile sobie liczą, ta kawa musi smakować obłędnie. Jeśli po pierwszym łyku nie poczuję przypływu energii, to chyba oficjalnie złożę reklamację za bycie oszukanym klientem.
Oparł się wygodnie o krzesło, splatając dłonie na stoliku i przez chwilę przyglądał się Charly z ciekawością, która zdawała się nie mieć końca.
Wiesz, tak sobie myślę o tym, co mówiłaś wcześniej — zaczął, obniżając głos. — Skoro aparat wyłapuje to, co ludzie próbują schować, to zastanawiam się, co ty czujesz, gdy wiesz, że masz już to idealne ujęcie. To jest dla ciebie rodzaj triumfu, że kogoś przejrzałaś, czy raczej czujesz wtedy, że stajesz się tylko świadkiem cudzego sekretu? Zawsze mnie zastanawiało, czy fotografowanie innych ludzi zmienia sposób, w jaki sama patrzysz na świat.
Dla niego fotografia zawsze była czymś obcym, czymś, co dzieje się obok rzeczywistości, a nie w jej środku. Zastanawiał się, czy ona naprawdę widzi więcej, czy może tylko utrwala jedną wybraną interpretację zdarzenia. Przecież każde zdjęcie to wybór – kadr, ostrość, moment. To nie jest sama prawda, tylko to, co fotograf zdecydował się pokazać. Złapał się na tym, że zazdrości jej tej pewności, że w jednym ujęciu potrafi zawrzeć coś istotnego. Sam, pisząc reportaże, musi używać tysięcy słów, żeby zbudować obraz, a ona robi to jednym kliknięciem. To go drażniło, ale też nie pozwalało przestać o tym myśleć. W jego głowie wciąż kłębiły się różnice między dziennikarstwem, a jej fotografią. Zastanawiał się, czy ona też odczuwa tę samą presję, czy może dla niej to po prostu sposób na życie, który przestał być wyzwaniem. Nie chciał snucia domysłów, wolał poznać ją bardziej bezpośrednio, więc zapytał wprost:
Tak mnie jeszcze zastanawia jedna rzecz — powiedział, patrząc na nią z uśmiechem i czekając czy zdecydowała się już na jakąś kawę i ciastko. — Jesteś fotografem z wykształcenia czy to raczej pasja, którą zajmujesz się po godzinach? Bo wiesz w sali bankietowej nie ma raczej nic szczególnego do fotografowania.
Charly Hayes

kiss me, baby? (part II)

: śr cze 03, 2026 9:24 am
autor: Charly Hayes
Charly zaśmiała się cicho, kręcąc głową. — Obiecuję, że będę traktowała cię lepiej niż paczkę cukru. Przynajmniej od czasu do czasu. — rzuciła zaczepnie, wciąż się uśmiechając. Była zaskoczona z jaką łatwością postać Noego wywoływała u niej taką reakcję. Dodatkowo prawda była taka, że już teraz cieszyła się z jego deklaracji bardziej, niż powinna po zaledwie jednym spotkaniu. Toronto wciąż było dla niej nowe, momentami przytłaczające i anonimowe, a Noe miał w sobie coś, co sprawiało, że to ogromne miasto wydawało się odrobinę bardziej przyjazne. — To dobrze, bo całkiem normalni ludzie są przereklamowani. — wzruszyła ramionami, bo sama od dawna nie próbowała nawet udawać normalnej; zbyt często podejmowała spontaniczne decyzje, zbyt łatwo zmieniała plany i zbyt mocno kierowała się emocjami, żeby ktokolwiek mógł uznać ją za rozsądną.
Spokojnie, nie będziesz musiał trenować maratonów. — oznajmiła spoglądając na niego w sposób, który jasno zdradzał, że właśnie lustruje jego sylwetkę, wyraźnie oceniając, chociaż nie wyraziła swojej opinii na temat tego, co dostrzegła. Zamiast tego kontynuowała temat koncertów — Na koncertach chodzi bardziej o wytrzymałość psychiczną niż fizyczną. Trzeba przeżyć tłum, hałas i ludzi, którzy nagle postanawiają tańczyć dokładnie tam, gdzie stoisz. — wyjaśniła. Perspektywa pokazania mu swojego świata wywoływała przyjemne ciepło gdzieś pod mostkiem, gdyż rzadko spotykała osoby, które naprawdę chciały zobaczyć coś jej oczami. W zasadzie od śmierci rodziców mało kto interesował się jej postacią; reszta rodziny się od niej odwróciła, nowojorscy znajomi ją porzucili, a nowych jeszcze nie znalazła, zbyt zajęta tym, aby przetrwać.
Zamyśliła się na moment, kiedy zaczął mówić o fotografii. Lubiła ludzi ciekawych świata, takich, którzy zadawali pytania nie po to, żeby odpowiedzieć za chwilę własną historią, ale dlatego, że naprawdę chcieli usłyszeć odpowiedź - Noe wydawał się właśnie taki. — Nie wiem, czy to kwestia pewności siebie. — przyznała szczerze. —Bardziej ciekawości. W obecnych czasach ludzie chowają się za maskami, często udają kogoś, kim nie są, a kłamstwo zawsze wychodzi na jaw, gdy człowiek choć na chwilę przestanie się pilnować. - uśmiechnęła się lekko. - Aparaty są trochę bezczelne w tym, co potrafią zauważyć. - przyznała. Paradoks polegał na tym, że sama przez lata należała do ludzi, którzy doskonale wiedzieli, jak budować odpowiedni obraz własnej osoby. Może właśnie dlatego tak fascynowały ją te krótkie chwile nieuwagi, kiedy wszystkie starannie przygotowane wersje siebie zaczynały się rozsypywać.
Słuchała go później z rosnącym zainteresowaniem. Im więcej mówił o dziennikarstwie, tym bardziej rozumiała, dlaczego tak dobrze im się rozmawiało. Oboje szukali właściwie tego samego, tylko innymi metodami; ona zatrzymywała pojedyncze sekundy, natomiast on próbował wydobyć historie ukryte między słowami. — Prawda niemal nigdy nie pojawia się wtedy, kiedy człowiek jest na nią przygotowany. — zauważyła. — Może dlatego tak dobrze ją widać na zdjęciach i w dobrych rozmowach.
Kiedy dotarli do kawiarni, pierwsze co zrobiła, to zachwyciła się widokiem. Ocean połyskiwał w popołudniowym słońcu, a wiatr przyjemnie rozwiewał jej włosy. Wybrała stolik przy samej balustradzie i dopiero wtedy sięgnęła po menu. Uśmiech niemal natychmiast zamarł jej na ustach. Nieznacznie uniosła brwi, przesuwając wzrokiem po cenach. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz, jakby liczyła na to, że cyfry same się zmienią - niestety pozostawały równie bezlitosne. Na jej koncie zostało może kilka dolarów, a połowa pozycji w menu kosztowała więcej niż dzisiejsze zakupy spożywcze. Na szczęście Noe akurat zaczął żartować z cen kawy, więc mogła schować rozbawienie za własnym śmiechem. — Złotowłose wielbłądy brzmią wiarygodnie. — pokiwała głową z powagą. — Przy tych cenach oczekiwałabym jeszcze, że barista osobiście opowie mi historię każdego ziarenka.
Odłożyła menu trochę zbyt szybko, zanim zdążyłaby zdradzić, że właśnie przeprowadzała w głowie dramatyczne kalkulacje finansowe, i oparła łokcie o blat stołu.— A jeśli chodzi o to idealne zdjęcie… — zamyśliła się. — To nie jest triumf. Chyba bardziej ulga. Takie uczucie, że przez sekundę udało ci się zatrzymać coś prawdziwego. Nie przejrzeć człowieka, tylko zobaczyć go takim, jaki naprawdę jest. To ogromna różnica. - przez chwilę ponownie utkwiła wzrok w rozpościerającym się przed nimi widokiem, zanim zamieniła go na niebieskie oczy swojego rozmówcy - w zasadzie prawie nie różniły się od koloru morskiej toni. — I tak, fotografia zmienia patrzenie na świat. — przyznała. — Czasem aż za bardzo. Zaczynasz zwracać uwagę na rzeczy, których inni nawet nie zauważają. Światło. Gesty. Spojrzenia. Momenty, które trwają może pół sekundy.
Na jego ostatnie pytanie uśmiechnęła się szerzej. Tym razem już całkiem szczerze.Z wykształcenia jestem prawie fotografem. Przerwałam studia z powodów rodzinnych - wypowiedziała to lekko, ale niemal natychmiast spuściła wzrok na kartę menu. Uśmiech nie zniknął całkowicie z jej twarzy, choć stał się wyraźnie mniej swobodny. Tematy związane z rodziną należały do tych, które odruchowo omijała szerokim łukiem. Nie dlatego, że nie potrafiła o nich mówić. Po prostu nie lubiła. Zbyt wiele wspomnień wciąż miało ostre krawędzie, a Charly nauczyła się żyć tak, by nie zahaczać o nie częściej, niż było to konieczne. Po krótkiej chwili ponownie uniosła spojrzenie na Noego i uśmiechnęła się odrobinę zaczepnie, próbując rozproszyć ciężar, który na moment pojawił się między nimi. — Ale technicznie rzecz biorąc, brakuje mi tylko papierka potwierdzającego, że wiem, z której strony trzyma się aparat. Natomiast sala bankietowa ma tylko tę zaletę, że pozwala mi płacić rachunki, a to ważne i istotne w dorosłym życiu. - zakończyła swój wywód, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w zasadzie tylko ona mówi, dlatego postanowiła to zmienić, tym razem pytając mężczyznę — A ty? Skoro tak lubisz wyciągać prawdę z ludzi, to kiedy ostatni raz ktoś wyciągnął ją z ciebie?



Noe Villeneuve-Scott