Strona 1 z 1

gdzieś tam głęboką nocą

: czw cze 04, 2026 9:18 pm
autor: Zayn Fontana
001


Zayn nie bał się żadnej pracy. Przez lata podejmował się zleceń, których inni nie odważyliby się nawet rozważyć,aby tylko zarobić. Więc kiedy dostał propozycję kradzieży od tajemniczego klienta, słynnego obrazu The Massacre of the Innocents autorstwa Rubensa, natychmiast się zgodził. Tym bardziej że kwota, którą mu zaoferowano była naprawdę bardzo satysfakcjonująca.
Jak zawsze przed podobnym zleceniem ubrał się od stóp do głów w ciemne, niekrępujące ruchów ciuchy, na dłonie naciągnął skórzane rękawiczki, a twarz ukrył pod maską, która miała uniemożliwić jego identyfikację.
Kilka minut przed rozpoczęciem akcji zdalnie włamał się do systemu monitoringu muzeum. Ekran jego telefonu rozświetlił się na moment, gdy kolejne kamery przechodziły w tryb awaryjny.Dopiero wtedy wyruszył na podbój.
Przez ponad dwadzieścia minut sprawnie omijał zabezpieczenia, poruszając się zgodnie z planem, który przygotowywał od tygodni. Kiedy w końcu stanął przed obrazem, przez moment pozwolił sobie na krótkie oględziny, po czym ostrożnie wyjął płótno z ramy, zabezpieczył je specjalnym pokrowcem i zarzucił na plecy.
Pare minut później był już przy oknie na pierwszym piętrze. Następnie zaczepił linę o przygotowany wcześniej punkt, przerzucił nogi przez parapet i zaczął się opuszczać. Jeszcze przez chwilę wisiał kilka metrów nad ziemią, po czym zsunął się ostatni odcinek i ostatecznie wylądował na chodniku.
Wydawało mu się, że wszystko poszło idealnie, jednak niespodziewanie, gdzieś po drugiej stronie ulicy rozbłysło ostre światło. Nie od razu zrozumiał co się właśnie stało. Dopiero gdy dostrzegł drobną sylwetę, stojącą przy zaparkowanych samochodach i usłyszał charakterystyczny dźwięk migawki, poczuł ucisk w żołądku. Zółć natychmiast podeszła mu do gardła.
Wówczas Zaynowi wydało się, że nieznajomy również zdał sobie sprawę, że został zauważony, bo błyskawicznie odwrócił się i ruszył biegiem w głąb bocznej uliczki. Tymczasem Fontana jeszcze przez moment stał nieruchomo. Serce przyspieszyło mu gwałtownie, a przez głowę przemknęły dziesiątki okropnych scenariuszy, na które nie mół pozwolić.
Stój! — wrzasnął i ruszył sprintem za uciekającą postacią. — Zatrzymaj się. Fermati, porca puttana!

Charly Hayes

gdzieś tam głęboką nocą

: czw cze 04, 2026 9:23 pm
autor: Charly Hayes
Bezsenność była jednym z tych problemów, z którymi Charly nauczyła się nie walczyć. Im bardziej próbowała zasnąć, tym bardziej jej umysł odmawiał współpracy. Dlatego krótko po północy narzuciła na ramiona lekką kurtkę, przewiesiła aparat przez szyję i wyszła z mieszkania, uznając, że nocny spacer będzie znacznie produktywniejszy od bezsensownego przewracania się z boku na bok. Toronto nocą wyglądało zupełnie inaczej. Miasto zwalniało. Ulice pustoszały, hałas ustępował miejsca odległemu szumowi samochodów, a światła neonów odbijały się w mokrym asfalcie niczym rozlane farby. To właśnie za takie momenty kochała fotografię. Nie potrzebowała ludzi ani wydarzeń. Wystarczał odpowiedni kadr, cień budynku, pojedyncza latarnia albo przypadkowy przechodzień przecinający pustą ulicę.
Właśnie kończyła fotografować fasadę muzeum. Podniosła aparat do oka, poprawiła ostrość i nacisnęła spust migawki. Błysk rozdarł mrok na krótką sekundę. Charly opuściła aparat, zadowolona z efektu, i już miała ruszyć dalej, kiedy nagle po drugiej stronie ulicy rozległ się krzyk.
Zamarła.
Serce momentalnie podeszło jej do gardła. W pierwszej chwili nawet nie zrozumiała słów, dopiero po sekundzie dostrzegając sylwetkę wybiegającą spomiędzy budynków. Ubraną na czarno. W masce. Z czymś dużym przewieszonym przez plecy. — Co…? — wyrwało jej się cicho. Nie miała pojęcia, kim był mężczyzna ani czego od niej chciał. Wiedziała tylko jedno — biegł prosto w jej stronę i wyglądał dokładnie tak, jak według wszystkich filmów i podcastów kryminalnych wyglądać nie powinien nikt, kto ma dobre zamiary.

— O mój Boże. - krótki lament wzywający Wszechmogącego i adrenalina uderzająca natychmiast w drobną sylwetkę dziewczyny, zmusiły Charly do odwrócenia się na pięcie tak gwałtownie, że niemal wypuściła aparat z dłoni. Pasek boleśnie szarpnął ją za kark, kiedy ruszyła biegiem przed siebie. Nie oglądała się. Nie analizowała sytuacji. Nie próbowała jej zrozumieć. Wszystkie instynkty wrzeszczały dokładnie to samo.
Uciekaj!
Płuca zapiekły ją już po kilkunastu metrach. Ciężkie kroki odbijały się echem między budynkami, a świadomość, że ktoś biegnie za nią, tylko podsycała panikę. W głowie miała kompletny chaos. Czy to był napastnik? Psychopata? Złodziej? Morderca? Nie wiedziała. Wiedziała tylko, że właśnie znalazła się w sytuacji, którą do tej pory oglądała wyłącznie w serialach kryminalnych. W tym momencie żałowała, że nie poznała miasta na tyle, żeby móc zgubić nieznajomego.
Skręciła w prawo, a następnie w lewo, co spotkało się z głośnym jękiem rozpaczy, gdy ujrzała przed sobą ślepą uliczkę. Napastnik był tuż za nią. W uszach, poza biciem serca i szybko krążącą krwią, słyszała jego ciężkie kroki. Ponownie jęknęła, dostrzegając jego cień coraz bliżej. Panika całkowicie odebrała jej zdolność logicznego myślenia. Rozejrzała się gorączkowo wokół siebie i wtedy przy jednym z przepełnionych koszy dostrzegła leżącą metalową rurkę. Bez zastanowienia rzuciła się w jej stronę, chwyciła ją obiema dłońmi i odwróciła gwałtownie w stronę mężczyzny. — Nie zbliżaj się! — krzyknęła drżącym głosem. Wycelowała w niego rurką niczym bohaterka najtańszego filmu akcji. — Mam broń! - między nimi zapadła krótka cisza, Charly spojrzała na trzymany przedmiot. To nie była broń - to był fragment starej nogi od krzesła. — …i nie zawaham się jej użyć! — dodała szybko, uznając, że skoro już zaczęła kłamać, to nie ma sensu się wycofywać.




Zayn Fontana

gdzieś tam głęboką nocą

: sob cze 06, 2026 2:04 pm
autor: Zayn Fontana
Zayn na pewno nie przewidział, że zwieńczeniem tej z pozoru udanej nocy będzie pościg za potencjalnym świadkiem całego przedsięwzięcia. Nie był nawet zmęczony. Po prostu natychmiast ogarnęła go irytacja, a w żyłach zawrzała adrenalina. Zawsze działał ostrożnie; z należytą rozwagą planował każdy etap kradzieży i rozglądał się nawet dziesięć razy, zanim wykonał kolejny krok.
Tymczasem przeoczył niewielką postać skrytą w cieniu, która ośmieliła się zrobić mu zdjęcie.
O zgrozo! Jaki był na siebie wsciekły!
Skręcił najpierw w prawo, a następnie w lewo. Trzymał się tuż za ciemnowłosą dziewczyną, która jak zdążył zauważyć, była zatrważająco sprawna. Albo tak śmiertelnie przerażona, że pędziła przez wąskie uliczki jak szalona. Nie przyszło mu nawet do głowy, że nie miała pojęcia o popełnionym przez niego przestępstwie, a jej obecność pod muzeum była wyłącznie wynikiem przypadku. Podobnie jak błysk aparatu, gdy schodził po ścianie budynku.
Uradowany, choć mocno zsapany, dopadł nieznajomą w ustronnej uliczce, dobry kawałek drogi od muzeum. Oparł dłonie na biodrach i zaczerpnął kilka głębszych oddechów, które i tak skutecznie utrudniała ciemna maska skrywająca jego twarz. Dzięki niej młoda kobieta nie mogła go rozpoznać.
Widział panikę malującą się na jej twarzy. Widział błysk przerażenia w ciemnych oczach i wszystkie chaotyczne, mniej lub bardziej skoordynowane ruchy, które wykonywała pod wpływem paraliżującego strachu. Nie robiło to jednak na nim wrażenia. Po uważnym zmierzeniu jej spojrzeniem uznał, że nie stanowiła żadnego zagrożenia.
Chciał jedynie aparat, dlatego szybko zmniejszył dzielący ich dystans. Zatrzymał się jednak gwałtownie, gdy krzyknęła i sięgnęła po prowizoryczną broń. Zaraz potem wybuchnął śmiechem. Głośnym, prześmiewczym i tak obrzydliwie zczerym, że przez moment musiał przytrzymać się za brzuch, który rozbolał go od tego nagłego aktu wesołości.
Naprawdę? — sarknął, uprzednio kręcąc głową. Nie wierzył, że mogłaby mu zrobić jakąkolwiek krzywdę.
Kiedy Zayn w końcu się uspokoił, śmiało wyciągnął dłoń i zanim zdążyła zareagować, szarpnął za nogę od krzesła, którą tak kurczowo ściskała w ręku. Jednym ruchem wyrwał jej prowizoryczną broń, a następnie oparł drewno o kolano i przełamał je na pół. Odłamek natychmiast odrzucił na bok.
Chwilę później złapał nieznajomą za kaptur. Materiał napiął się, gdy przyciągnął ją tak blisko, że przez moment dzieliły ich zaledwie centymetry.
Prze parę, dłużących się sekund patrzył dziewczynie w oczy, dostrzegawszy w nich wyłącznie błyski strachu. Tymczasem wzrok Zayna, jak przystało na profesjonaliste, pozostał niewzruszony. Po chwili uświadomił sobie, że podniósł ją na tyle wysoko, iż czubki trampek ledwie muskały ziemię, dlatego ostatecznie ustąpił. Wtedy odepchnął ją gwałtownie, aż zatoczyła się i z impetem uderzyła bokiem w metalowy śmietnik, aż wokół rozległ się brzdęk blachy.
Zaraz znowu zminimalizował odległość i nie dająć Charly czasu na odzyskanie równowagi, sięgnął po aparat wiszącego na jej szyi. Zerwał go jednym, porządnym pociąnięciem.
Dopiero wtedy cofnął się o krok i dokładnie obejrzał zdobycz. Obrócił urządzenie w dłoniach, aby sprawdzić go z każdej strony. Przesunął kciukiem po obudowie, obejrzał obiektyw, a następnie odnalazł ekran. Musiał upewnić się, że to właśnie nim wykonano zdjęcie i że wciąż znajdowało się ono w pamięci aparatu.


Charly Hayes

gdzieś tam głęboką nocą

: ndz cze 07, 2026 2:30 pm
autor: Charly Hayes
W momencie kiedy mężczyzna pojawił się przed nią, odziany w czarne ubranie i z maską na twarzy, która skutecznie ukrywała jego tożsamość, nie potrafiła ukryć paniki. Malowała się ona nie tylko w zielonych tęczówkach, ale także w każdym gwałtownym ruchu Charly. Instynktownie zrobiła krok w tył, czując ścisk w żołądku oraz piekący ból w płucach po szaleńczym biegu.
Nie rozumiała. Naprawdę nie rozumiała. Jeszcze kilkanaście minut temu spacerowała ulicami Toronto z aparatem przewieszonym przez ramię, szukając ciekawych kadrów. Tymczasem obecnie stała w ślepej uliczce naprzeciwko zamaskowanego faceta, który zachowywał się tak, jakby właśnie uciekła z miejsca zbrodni.
W następnej sekundzie przestrzeń między nimi wypełnił śmiech; głośny, bezczelny, który sprawił, że po plecach dziewczyny przebiegł lodowaty dreszcz. — Nie podchodź! — krzyknęła jeszcze raz, zaciskając mocniej palce na nodze od krzesła. Drżały jej dłonie. Drżały jej kolana. Drżała właściwie cała. Więc kiedy wyrwał jej prowizoryczną broń z dłoni, nawet nie zdążyła zaprotestować. Jedno szarpnięcie, potem drugie i trzask łamanego drewna, który odbił się echem między ścianami budynków.
Charly poczuła, jak serce niemal zatrzymuje się w piersi. — Ty kompletny psycholu… — syknęła bardziej odruchowo niż odważnie. A chwilę później świat gwałtownie znalazł się wyżej. Materiał kaptura wbił się boleśnie w szyję, gdy mężczyzna bez wysiłku poderwał ją do góry. Powietrze ugrzęzło jej w gardle. Przez krótką chwilę czubki trampek ledwie dotykały ziemi, a Charly była zbyt przerażona, by zrobić cokolwiek poza desperacką próbą zaczerpnięcia oddechu. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bezbronna. Patrzyła w jego oczy i po raz pierwszy naprawdę uwierzyła, że może jej zrobić krzywdę. Nie było w nich wahania. Nie było gniewu ani szaleństwa, których spodziewałaby się po kimś takim. Był tylko chłodny spokój, a ten przerażał ją znacznie bardziej.
Kiedy odepchnął ją od siebie, nie zdążyła odzyskać równowagi. Bokiem uderzyła o metalowy kontener, a przez ciało przeszył ją tępy ból. Syknęła głośno, chwytając odruchowo za obolałe żebra. — Co jest z tobą nie tak?! — wyrzuciła z siebie, lecz nie dostała odpowiedzi. Zamiast niej przyszło jedynie gwałtowne szarpnięcie.
Aparat. - Nie! - krzyknęła, tym razem ruszając bez zastanowienia. Strach nadal ściskał jej gardło, ale oburzenie okazało się silniejsze. To był jej aparat. Jej praca. Jej pasja. Sprzęt, z którym praktycznie się nie rozstawała. Aparat, który dostała od ojca jako ośmiolatka i który przez lata stał się jedyną namacalną pamiątką po rodzicach. — Zostaw go! — kolejny krzyk opuścił usta ciemnowłosej, zrobiła krok w jego stronę. — Zwariowałeś?! - Poczuła nagły przypływ oburzenia, który na moment okazał się silniejszy od strachu. — Hej! — zawołała natychmiast. — To moja jedyna pamiątka po rodzicach! — wyrzuciła z siebie, nie dbając już o drżący głos. — Jeśli chcesz pieniądze, telefon czy cokolwiek innego, to bierz. Ale zostaw aparat. Dopiero wtedy zauważyła, że nawet na nią nie patrzył. Całą uwagę skupiał na ekranie urządzenia. I właśnie to po raz kolejny zmroziło jej krew w żyłach, bo coraz bardziej wyglądało na to, że od początku nie chodziło o nią.




Zayn Fontana

gdzieś tam głęboką nocą

: pn cze 08, 2026 12:49 am
autor: Zayn Fontana
Czy był psycholem?
Być może.
Przez lata wychowywano go na członka włoskiej mafii. Taką drogę wyznaczył mu ojciec. Był to człowiek, który nauczył Zayna, że groźby były skuteczniejsze od próśb, a przemoc bywała najprostszym sposobem rozwiązywania wszystkich problemów.
Dziś niewiele się pod tym względem zmieniło. Wciąż obracał się po ciemnej stronie prawa. Kradł, zajmował się paserstwem, a część swoich interesów prowadził w cyberprzestrzeni. W środowisku kanadyjskiej przestępczości zajmował wysoką pozycję.
Czy to czyniło z niego psychola?
Może w oczach większości ludzi tak. Sam jednak nigdy nie postrzegał siebie w ten sposób. Był po prostu produktem świata, w którym przyszło mu dorastać w towarzystwie Giuseppe.
Zaśmiał się po raz drugi. Z pozoru zaczerpnął niezdrową satysfakcję z widoku młodej, przestraszonej kobiety. Krzyczała, szarpała się i desperacko próbowała odzyskać kontrolę nad sytuacją, ale wszystko na próżno. Najpierw pchnął ją na metalowy śmietnik, a później gwałtownie przyciągnął do siebie, nie pozostawiając jej nawet złudzenia, że mogłaby się wyrwać.
Ale... Tak naprawdę mu się to nie podobało.Prawda była jednak taka, że Zayn nie widział innego wyjścia. Nie mógł po prostu grzecznie poprosić o oddanie aparatu ani wyjaśnić, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym cholernym zdjęciu. Musiał sprawić, aby uwierzyła, że padła ofiarą zwykłego napadu. Musiała się bać i zapamiętać go jako agresora, a nie człowieka, który za wszelką cenę próbował zatrzeć ślady przestępstwa.
Nie wiem — wzruszył obojętnie ramionami. — Wszystko? — odpowiedział pytaniem na pytanie. Wówczas nawet już nie podniósł wzroku na Char. Całą uwagę poświęcił aparatowi. Jeszcze raz sprawdził każdy mankament urządzenia.
Właściwie był już gotów cisnąć aparatem o chodnik, ale właśnie wtedy usłyszał sprzeciw nieznajomej. Zamarł na ułamek sekundy, po czym najpierw odruchowo omiótł wzrokiem okolicę, sprawdzając, czy ktoś nie zwrócił uwagi na całe zamieszanie, a dopiero potem jego spojrzenie wróciło do Charly.
Nieświadomie opuścił aparat nieco niżej i zaskoczony uniósł brwi. Z uwagą obserwował, jak z twarzy brunetki stopniowo znikał strach. W jego miejscu pojawiało się coś zupełnie innego; pojawiło się szczerze oburzenie, które zdaniem Zayna było kompletnie nieadekwatne do sytuacji w jakiej właśnie się znalazła.
Patrzył więc i nie dowierzał. Pomimo wszystkiego, co zrobił, zdobyła się na odwagę, aby zrobić krok w jego stronę. Następnie drżącym od emocji głosem, wyrzuciła z siebie, że trzymany przez niego aparat był najcenniejszą pamiątką po jej rodzicach. Rodzicach, którzy, tak sobie dopowiedział, najpewniej zmarli.
Przez krótką chwilę tylko się w nią wpatrywał. Potem jego wzrok powoli opadł na urządzenie. Jeszcze przed momentem był gotów bez wahania roztrzaskać je o beton, a teraz czuł, że dłoń mu się zatrzęsła. Nie potrafił całkowicie zignorować nieprzyjemnego ukłucia, które niespodziewanie pojawiło się w głowie. Giuseppe często mu powtarzał, że bywał zbyt sentymentalny, he.
W porządku — potaknął, po czym cmoknął zirytowany przebiegiem całej sytuacji. Uniósł aparat i delikatnie nim potrząsnął, aby wiedziała, że chodziło mu wyłącznie o to urządzenie. — Oddam ci go w swoim czasie — poinformował. — Jak się nazywasz? — zapytał całkiem poważnie.

Charly Hayes