Strona 1 z 1

wszystko, co zostaje za drzwiami

: pt cze 05, 2026 9:44 pm
autor: Reeve LeBlanc
6 | outfit

Tydzień był dość męczący, wypełniony studiami i nauką, która piętrzyła się coraz bardziej, ale prawdziwy ciężar siedział mu na duszy i nie miał nic wspólnego z medycyną. To był brak Nicholasa, brak jego głosu, ciepła i rozbrajającego uśmiechu, a Reeve czuł tę tęsknotę niemal w kościach.
Trzymał się jednak myśli, że już niedługo się zobaczą i spędzą ze sobą trochę czasu, zamieniając długie godziny wysyłanych wiadomości, na realne spotkanie twarzą w twarz. Reeve co chwila zerkał na ekran, niepewny czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy śni wyjątkowo piękny sen, bo jeśli tak, to nie chciał się z niego już budzić. Wszystko to sprawiło, że spał bardzo mało i próbując zmusić organizm do jakiegoś funkcjonowania wlewał w swoje zmęczone ciało hektolitrami kofeiny i energetykami doskonale wiedząc, że Nicholas by tego nie pochwalał, ale musiał sobie radzić, by zachować trzeźwość umysłu.
W końcu nadszedł dzień spotkania i wieczorem podjechał pod dom Nicka, czując w żołądku niepokojący ucisk. Był zdenerwowany, choć nie do końca potrafił nazwać źródło tego napięcia. Ubrał się staranniej niż zazwyczaj, wybierając rzeczy, które podkreślały jego sylwetkę w sposób, który sam uznał za zbyt śmiały, a potem przez całą drogę musiał wyciszać własne, coraz bardziej natrętne myśli. Czuł się głupio i niepewnie. Zakładał, że posiedzą razem kilka godzin, a po północy, chcąc uniknąć narzucania się, po prostu wsiądzie w samochód i wróci do siebie, ale cholera, z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej było mu trzymać te myśli na wodzy, gdy Nicholas był tak blisko. Przeczesał dłonią włosy, wziął głęboki oddech i zapukał, a kiedy drzwi stanęły otworem, jednak nie wszedł od razu, bo zanim przekroczył próg, zatrzymał się na chwilę, czując, że musi to w końcu z siebie wyrzucić.
Słuchaj, Nicholas… przepraszam – zaczął, a w jego głosie pobrzmiewała nuta zawstydzenia. – Wiem, że to kolejna wizyta u ciebie. Chciałbym, żebyśmy w końcu mogli posiedzieć u mnie, ale… sytuacja w domu jest teraz bardziej skomplikowana, niż przypuszczałem. Nie chcę cię w to mieszać, zwłaszcza teraz, kiedy dopiero wszystko jest takie świeże - zawiesił głos, unikając na moment kontaktu wzrokowego. Czuł się obnażony przez samą konieczność tłumaczenia się z prywatnych spraw, które najchętniej zostawiłby za własnymi drzwiami. - Po prostu… doceniam, że masz do tego tyle cierpliwości – dodał już ciszej, wchodząc do środka. – Nie chciałbym, żebyś pomyślał, że uważam to za pewnik. U ciebie zawsze jest jakoś spokojniej, ale obiecuję, że jak tylko wyprostuję to, co dzieje się u mnie, będę chciał, żebyś wreszcie zjawił się u mnie. - Spojrzał na niego uważnie, szukając w oczach Nicholasa zrozumienia.
Nicholas Swanson

wszystko, co zostaje za drzwiami

: śr cze 17, 2026 6:01 pm
autor: Nicholas Swanson
005. Wszystko, co zostaje za drzwiami | Outfit
Przez większą część dnia udawałem, że wcale nie czekam na to spotkanie. Robiłem dokładnie to, co zwykle, kiedy nie chciałem przyznać przed samym sobą, że na czymś mi zależy. Odpisałem na kilka komentarzy i przejrzałem statystyki ostatniego filmu. A nawet nagrałem fragment materiału, który i tak później pewnie usunę, bo brzmiałem w nim dość sztucznie. Co jakiś czas poprawiałem coś w mieszkaniu, chociaż nie było czego w nim poprawia, bo ostatnio z siostrą zrobiliśmy gruntowne porządki.
Kiedy usłyszałem pukanie do drzwi, to poczułem dziwne uderzenie w klatce piersiowej. Nie było mocne, ale wystarczyło, żebym przez sekundę stał nieruchomo w korytarzu. Potem przeczesałem dłonią włosy i otworzyłem drzwi.
Zobaczyłem go w progu i przez moment cała reszta przestała mieć znaczenie. Chciałem powiedzieć do niego coś lekkiego. Jakieś zdanie w w stylu, że wygląda, jakby przesadził z tym staraniem się. Miałem też przygotowane kilka głupich tekstów, bo to zawsze było prostsze niż przyznać, że naprawdę za nim tęskniłem. Nie zdążyłem jednak użyć żadnego z nich.
Usłyszałem swoje imię i od razu coś we mnie się napięło, ponieważ sposób, w jaki zaczął mówić, był zbyt poważny, żebym mógł schować się za żartem. Stałem przy drzwiach i patrzyłem na niego uważnie i starałem się mu nie przerywać. Nie zawsze mi to wychodziło. Zwykle jednak wchodziłem komuś w słowo, zwłaszcza jeśli sytuacja robiła się niewygodna. Tym razem zmusiłem się do milczenia i słuchałem.
Im dłużej mówił, tym bardziej czułem, jak znika ze mnie to pierwsze, głupie napięcie związane z tym, czy dobrze wyglądam i czy mieszkanie jest w porządku oraz tym czy powinienem go od razu pocałować, czy poczekać kilka minut, żeby nie wyjść na desperata.
Nie lubiłem, kiedy ludzie przepraszali mnie za rzeczy, za które nie powinni. Być może dlatego, że sam przepraszałem rzadko i zwykle dopiero wtedy, kiedy już naprawdę nie dało się udawać, że nie miałem za co. Odchrząknąłem cicho i przesunąłem się, robiąc mu miejsce.
- Wejdź - powiedziałem najpierw, bo to było łatwiejsze niż cała reszta. - Nie będziemy prowadzić takiej rozmowy w progu, bo jeszcze sąsiedzi pomyślą, że jestem typem człowieka, którego ktoś musi przepraszać przed wejściem do mieszkania. A ja mam już wystarczająco złą reputację.
Zamknąłem za nami drzwi i przez chwilę stałem tyłem do nich, z dłonią opartą na klamce. Potrzebowałem krótkiej chwili, żeby nie odpowiedzieć za szybko. Gdybym zrobił to od razu, pewnie powiedziałbym coś zbyt ostrego albo zbyt głupiego. A nie chciałem. Zwłaszcza jemu. Odwróciłem się tylko powoli i spojrzałem na niego.
- Nie myślę tak - powiedziałem ciszej. - Nie myślę, że uważasz to za pewnik. - Podszedłem bliżej i zatrzymałem się na tyle blisko niego, żebym nie musiał podnosić głosu. - To znaczy... dobra, może przez sekundę pomyślałem, że jeśli jeszcze raz zaproszę cię tutaj, to powinienem założyć jakiś program lojalnościowy. Dziesiąta wizyta gratis, kubek z moją twarzą, takie rzeczy - dodałem, próbując się lekko uśmiechnąć, ale szybko spoważniałem. - Ale nie jestem zły. I nie masz mnie za co przepraszać.
Nie wiedziałem, co dokładnie działo się u niego w domu. Wiedziałem tylko tyle, ile chciał mi powiedzieć, a ja z jakiegoś powodu nie naciskałem tak bardzo, jak zwykle. Sam nienawidziłem, kiedy ktoś próbował otwierać drzwi, które trzymałem zamknięte. Westchnąłem i wsunąłem dłonie do kieszeni spodni.
- Słuchaj, ja... rozumiem bardziej, niż pewnie powinienem - przyznałem. - Nie będę udawał, że mój dom był jakimś dramatycznym horrorem, bo nie był. Miałem dach nad głową, jedzenie, sprzęt, kasę od babci i całą tę resztę, przez którą ludzie zwykle mówią, że nie masz prawa narzekać. Ale to nie znaczy, że wszystko było proste. Czasem dom jest po prostu miejscem, z którego chcesz wyjść, nawet jeśli nie umiesz dokładnie wyjaśnić dlaczego.
Na chwilę uciekłem wzrokiem w bok, bo zabrzmiało to zbyt szczerze. Nie lubiłem tego momentu, w którym słowa przestawały być bezpieczne. Kiedy mówiłem coś i od razu czułem, że odsłaniam więcej, niż planowałem. - Więc jeśli u ciebie jest skomplikowanie, to jest skomplikowanie - powiedziałem po chwili. - Nie będę robił z tego przesłuchania. Nie jestem twoim terapeutą, dzięki Bogu, bo byłbym w tym tragiczny. Ale nie chcę też, żebyś myślał, że musisz mnie trzymać z daleka tylko dlatego, że coś jest trudne.
Tydzień bez niego był dziwnie długi. Głupi telefon, wiadomości i zdjęcia mi nie wystarczały. Mogłem pisać przez pół nocy, wysyłać mu zaczepki i udawać, że wszystko jest normalne, ale prawda była taka, że brakowało mi tego, że mogłem po prostu spojrzeć na niego i przestać na chwilę udawać, że wszystko mam pod kontrolą.
Zrobiłem jeszcze jeden krok i ostrożnie wyciągnąłem rękę. Dotknąłem palcami materiału jego koszuli. Nie chciałem go ciągnąć na siłę, ale chciałem mieć go bliżej siebie. - Tęskniłem za tobą - powiedziałem w końcu. - I wkurza mnie to, bo brzmię teraz jak ktoś, kto przez tydzień siedział przy oknie i wypatrywał samochodu, a przecież absolutnie tego nie robiłem - dodałem ciszej. - No dobra. Może raz. Albo trzy razy. Ale to nie jest ważne.
Uśmiechnąłem się krótko, a potem znowu spoważniałem. - Ważne jest to, że jesteś dzisiaj tutaj. I że ja chcę, żebyś tu był. - Przesunąłem dłoń wyżej i poprawiłem lekko materiał przy jego ramieniu, chociaż nie wymagał poprawiania. Najzwyczajniej potrzebowałem pretekstu, żeby zrobić coś z rękami.
- A co do tego, że kiedyś przyjdę do ciebie... przyjdę - powiedziałem. - Kiedy będziesz gotowy. Nie wtedy, kiedy uznasz, że już wypada, albo że musisz mi coś udowodnić. Tylko wtedy, kiedy naprawdę będziesz chciał mnie tam wpuścić. Nawet jeśli będzie niezręcznie. - Przechyliłem lekko głowę. - Tylko nie rób ze mnie kogoś, kogo trzeba chronić przed wszystkim. Jasne? Bo ja mogę wyglądać, jakbym rozwalał sobie życie dla sportu, ale nie jestem aż tak delikatny.
To była tylko częściowa prawda, ale wystarczająca na ten moment. Przez chwilę milczałem, a potem parsknąłem cicho pod nosem, bo nagle przypomniałem sobie o czymś bardzo ważnym. - I jeszcze jedno. Jeśli znowu żyjesz na energetykach i kawie, to oficjalnie informuję, że dzisiaj nie dostaniesz ode mnie ani jednego. Mam wodę, coś do jedzenia i chyba herbatę, której nikt normalny nie pije, ale udamy, że jest zdrowa.
Odsunąłem się odrobinę, ale nie całkiem. Nie chciałem stracić tej bliskości od razu. - Możemy obejrzeć coś głupiego, albo pograć. A jeśli jesteś zmęczony, to możemy po prostu posiedzieć w ciszy. Nie musisz też uciekać po północy tylko dlatego, że uznasz, że się narzucasz.
Wypowiedziałem ostatnie zdanie trochę ostrożniej, bo nie wiedziałem, czy powinienem je mówić. A jednak chciałem. I to bardziej niż planowałem. - Możesz zostać dłużej - dodałem ciszej. - Nawet na noc, jeśli będziesz chciał. Bez żadnej presji. Po prostu... nie mam nic przeciwko temu.
Zawstydziłem się dopiero po chwili, kiedy zrozumiałem, jak bardzo odsłoniłem się w tej jednej propozycji. Opuściłem wzrok na sekundę, a potem zmusiłem się, żeby znowu na niego spojrzeć. - Cholera, ale jestem dziś dojrzały emocjonalnie - powiedziałem, próbując ratować się słabszym uśmiechem. - Ktoś powinien mi dać medal albo przynajmniej pizzę.
Potem jednak przestałem żartować. Podniosłem dłoń i ostrożnie dotknąłem jego policzka. - Przestań mnie przepraszać za to, że chcesz tu być - powiedziałem cicho. - Ja też chcę, żebyś tu był.
Nachyliłem się i musnąłem ustami kącik jego ust. Potem zostałem blisko, z czołem niemal opartym o jego czoło, i przez moment pozwoliłem sobie po prostu oddychać spokojniej. - A teraz chodź - szepnąłem. - Zanim zacznę mówić jeszcze więcej rzeczy, których potem będę się wstydził.

Reeve LeBlanc

wszystko, co zostaje za drzwiami

: pt cze 19, 2026 1:06 am
autor: Reeve LeBlanc
Reeve stał w przedpokoju i przez co mimowolnie poprawił kołnierz koszuli, choć wcale nie było musiał. Obserwował Nicholasa z napięciem, z trudem utrzymując dłonie nieruchomo, by nie zdradzić swojego zdenerwowania. Skupił wzrok na twarzy chłopaka, próbując wyczytać z niej, czy jego tłumaczenie było wystarczająco przekonujące. Niepewnie przestąpił z nogi na nogę, czekając na jakikolwiek sygnał, który pozwoliłby mu wreszcie odetchnąć.
Dzięki, naprawdę doceniam, że nie robisz z tego wielkiego problemu – powiedział cicho, czując, jak napięcie powoli odpuszcza, gdy znalazł się bezpiecznej przestrzeni mieszkania chłopaka. Przez chwilę poprawiał mankiety, próbując opanować drżenie dłoni, które wciąż wyczuwał. Reeve poczuł, jak na dźwięk żartu o programie lojalnościowym w jego klatce piersiowej rozluźnia się jakiś mocno zaciśnięty supeł. Spojrzał prosto w oczy Nicholasa, lekko przechylając głowę, jakby chciał upewnić się, że to szczere zapewnienie, a nie tylko próba poprawienia mu humoru.
Program lojalnościowy z twoją twarzą na kubku? – zaśmiał się krótko, naturalnie. – Chyba bym go nawet nie używał, tylko trzymał gdzieś w bezpiecznym miejscu. - Czuł od niego znajomy zapach, który uspokajał go bardziej niż wszystkie wypite energetyki razem wzięte.
Dzięki – powiedział znacznie poważniejszym tonem, patrząc na niego z wdzięcznością. – Naprawdę nie wiesz, jak bardzo mi ulżyło, że tak do tego podchodzisz.
Po tych słowach uszła z niego reszta napięcia. Świadomość, że Nicholas tak dobrze go rozumie, obudziła w nim ogromną wdzięczność i poczucie ulgi. Przysunął się odrobinę bliżej, instynktownie kładąc dłoń na ramieniu chłopaka.
Dokładnie tak to u mnie teraz wygląda – odezwał się cicho, wpatrując się w niego z uwagą. – Czasami najtrudniej znieść sytuacje, które dla kogoś z boku wydają się zupełnie normalne. Dziękuję, że po prostu to łapiesz i nie każesz mi się z niczego tłumaczyć.
Przyglądał się przez chwilę, jak Nicholas unika jego wzroku, i przez moment sam poczuł się lekko wytrącony z równowagi. Odruchowo zacisnął dłoń na jego ramieniu, a potem powoli ją cofnął, dając mu odrobinę przestrzeni.
Nie myślałem, że chcesz mnie przesłuchiwać – odparł z lekkim uśmiechem, choć w jego oczach wciąż było widać powagę. – I cieszę się, że nie jesteś moim terapeutą, bo przy tobie wolałbym być kimś innym niż pacjentem. - Wziął głęboki oddech, czując, że ta szczerość, choć trudna, wcale ich nie oddala, a wręcz przeciwnie. – Nie chcę cię trzymać z daleka, naprawdę – dodał ciszej, patrząc na niego z ulgą. – Po prostu muszę trochę ogarnąć chaos, zanim wpuszczę cię do mojego świata, żebyś nie musiał się w tym wszystkim potykać.
Ta bliskość była dla niego ważniejsza niż cokolwiek innego, a w obecności chłopaka wszelkie problemy wydawały się mniej przytłaczające. Całe siedem dni czekania na ten wieczór w końcu przestały mieć znaczenie, bo teraz najważniejsza była tylko ta konkretna chwila.
Gdy palce Nicholasa dotknęły jego ubrania, bez wahania zrobił ten ostatni krok w jego stronę, uśmiechnął się szczerze, a zmęczenie, które jeszcze przed chwilą w nim tkwiło, wyparowało. Złapał go delikatnie za dłoń, która wcześniej spoczywała na jego koszuli i przytrzymał w swojej.
Wiesz, że siedziałem w samochodzie, patrząc na twój dom, zanim w ogóle odważyłem się zapukać? – przyznał cicho, nie spuszczając z niego wzroku. – Nie musisz się tłumaczyć, bo ja czułem się dokładnie tak samo przez te wszystkie dni. Tęskniłem tak bardzo, że momentami miałem wrażenie, jakby ten czas w ogóle nie płynął – dodał, patrząc prosto w jego oczy. – To była najdłuższa przerwa w moim życiu – kontynuował, nie odrywając od niego wzroku.
Pozwolił sobie na głęboki wydech, jakby w tej chwili wyrzucił z siebie wszystkie nerwy ostatnich dni.
Cieszę się, że tak mówisz – odparł, przykrywając własną dłonią palce Nicholasa, które wciąż poprawiały materiał jego koszuli. Został w tej samej odległości, nie próbując się odsuwać ani przyciągać go mocniej, a tylko delektując się tym momentem. Ta prosta wymiana gestów mówiła więcej niż jakiekolwiek zapewnienia, więc przez moment po prostu stali w ciszy, ciesząc się swoją obecnością.
Po prostu chcę, żebyś u mnie czuł się tak samo dobrze, jak ja czuję się u ciebie, bez stresu – dodał, lekko ściskając jego dłoń. – Obiecuję, że jak tylko poukładam u siebie podstawowe rzeczy, to będziesz pierwszą osobą, którą tam zaproszę.
Czuł, że to zapewnienie było dla nich obu niezwykle ważne, więc na chwilę zamilkł, pozwalając tym słowom zawisnąć w powietrzu.
Masz rację, mój organizm prawdopodobnie składa się teraz głównie z kofeiny – przyznał, kręcąc głową z samokrytyką. – Zgadzam się na herbatę, ale słabą, a skoro tak o mnie dbasz, to chyba muszę uznać, że jestem w dobrych rękach – dodał żartobliwym, ale ciepłym tonem.
Odetchnął z ulgą, bo perspektywa zajęcia czymś rąk wydawała mu się idealna na ten moment.
Skoro tak, to chętnie dam się ograć w cokolwiek, co masz pod ręką – powiedział, poprawiając szybko włosy, które zdążyły się potargać. – Pokazuj co masz, tylko ostrzegam, że po takiej ilości kofeiny mój refleks może być dość… nieprzewidywalny – dodał rozbawiony i gotowy, by wreszcie przestać myśleć o czymkolwiek poza obecnością Nicholasa. Przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć, więc po prostu mu się. To zaproszenie znaczyło dla niego więcej niż tysiąc innych słów.
Naprawdę? – zapytał cicho, wpatrując się w niego z niedowierzaniem i nie czekając na odpowiedź, zrobił krok w jego stronę, że byli bardzo blisko. – Skoro tak, to chyba nie mam żadnego powodu, żeby wychodzić – odparł ze szczerym uśmiechem, czując, że ten wieczór będzie najlepszym, co mogło go spotkać w tym tygodniu.
Widząc wyraźne zmieszanie na twarzy chłopaka, złapał go lekko za ramię, delikatnie potrząsając, jakby chciał go zapewnić, że ta szczerość wcale go nie przeraża.
Medal to może nie, ale pizzę załatwimy bez problemu – odparł, wciąż wpatrując się w niego z ciepłem, którego nie potrafił ukryć.
Wstrzymał oddech, gdy poczuł palce Nicka na swojej twarzy i odruchowo przymknął na moment oczy. Ten prosty gest sprawił, że w jego piersi coś drgnęło, a niepokój, wyparował.
Dobra, koniec przepraszania – powiedział równie cicho, opierając się delikatnie o jego dłoń. Czuł się w tej chwili bezpiecznie, jakby reszta świata ze swoimi problemami przestała istnieć. Krótkie muśnięcie wargami w kącikach ust sprawiło, że na moment przestał oddychać, a przez głowę przemknęło mu tylko krótkie: „wreszcie”.
Ruszył za nim bez dyskusji, ale postanowił nie odpuszczać tak łatwo i ddy tylko znaleźli się w zasięgu światła lampy, zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego z błyskiem w oku.
- Nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz z tych rzeczy, o których nie chcesz mówić – rzucił z uśmiechem, i w jego głosie było słychać zainteresowanie. – Z chęcią posłucham o wszystkich. - Puścił do niego oko, drocząc się z nim otwarcie. - A co do tego całusa... Muszę ci powiedzieć, że chyba trochę wyszedłeś z wprawy, bo szczerze mówiąc, był wyjątkowo słaby.
Wybuchnął śmiechem i zadowolony z siebie ruszył w stronę fotela, gotowy na rozgrywki.
Nicholas Swanson

wszystko, co zostaje za drzwiami

: czw lip 09, 2026 11:13 pm
autor: Nicholas Swanson
Zrobiłem może ze dwa kroki, kiedy dotarło do mnie to, co właśnie usłyszałem. Zatrzymałem się więc. Przez moment byłem szczerze przekonany, że źle zrozumiałem. Powtórzyłem w myślach sobie ostatnie zdanie jeszcze raz, a potem bardzo powoli odwróciłem się w stronę przedpokoju. Wszystko, co jeszcze przed chwilą chciałem zrobić, czyli herbata, pizza, wybieranie gry i udawanie, że ten wieczór wcale nie był dla mniej najważniejszym wydarzeniem całego tygodnia, natychmiast zeszło na dalszy plan.
Słaby? Mój pocałunek był słaby? Poczułem, jak unoszą mi się brwi. Powinienem się zaśmiać, a właściwie to nawet chciałem. Problem polegał na tym, że Reeve właśnie dotknął jednej z tych części mojej osobowości, które działały szybciej niż zdrowy rozsądek. Naprawdę mogłem znieść wiele. Mógł sobie żartować z wszystkiego, ale podważanie moich umiejętności? To już było coś zupełnie innego.
- Słucham? - zapytałem powoli. Oparłem dłonie na biodrach i przez kilka sekund próbowałem zachować poważną twarz. Nie wyszło mi to najlepiej, bo kącik ust zaczął mi drgać, ale nie zamierzałem tak łatwo odpuścić. - Chcę się tylko upewnić, że dobrze usłyszałem, bo jesteś po jakiejś nieludzkiej ilości kofeiny i możliwe, że już nie odpowiadasz za to, co mówisz - dodałem. - Powiedziałeś, że mój pocałunek był słaby? - Pokręciłem głową z niedowierzaniem. - To było powitanie. Werska próbna. Dosłownie kilka sekund, więc nie możesz oceniać całości na podstawie darmowej próbki.
Już w chwili, gdy wypowiedziałem ostatnie zdanie, to wiedziałem, jak idiotycznie ono zabrzmiało. Mimo to nie wycofałem się. Było już za późno. Poza tym czułem się dziwnie dobrze, ponieważ pierwsze napięcie, które towarzyszyło mi od otwarcia drzwi gdzieś zniknęło. Nie zastanawiałem się już, czy mówię za dużo, czy wyglądam na zbyt zainteresowanego ani czy zaproszenie go na noc nie było przypadkiem czymś, czego będę później żałował.
W tej chwili miałem znacznie poważniejszy problem. Moja reputacja właśnie została zaatakowana. - I dla twojej informacji wcale nie wyszedłem z wprawy - powiedziałem, ruszając z powrotem w jego stronę. - Musiałbym najpierw w jakąś wprawę wejść, żeby móc z niej wyjść. Więc praktycznie rzecz biorąc, twoja teoria już się nie zgadza. - Dopiero po tych słowach dotarło do mnie, że chyba właśnie sam sobie zaszkodziłem. - Dobra, nieważne. To zdanie wykreślamy.
Zatrzymałem się blisko niego i przez jakąś chwilę nie robiłem nic więcej. Jeszcze kilka tygodni wcześniej prawdopodobniej zabrakłoby mi odwagi, żeby tak po prostu stać przed nim i nie uciekać wzrokiem. Teraz też czułem zdenerwowanie. Właściwie to czułem je bardzo wyraźnie, tyle że przestało być ono czymś, przed czym chciałem uciekać.
Tęskniłem za nim. Powiedziałem mu to wcześniej i nadal nie mogłem uwierzyć, że naprawdę pozwoliłem tym słowom wyjść z moich ust. Przez siedem dni próbowałem udawać przed samym sobą, że wiadomości wystarczały. Wysyłaliśmy ich dużo, czasem nawet za dużo. Zdarzało mi się patrzeć na ekran telefonu dłużej niż zamierzałem i uśmiechać się jak idiota do rzeczy, których nikt inny pewnie nie uznałby za szczególnie zabawne. Mogłem jednak pisać z nim całą noc i nadal nie było to tym samym.
Brakowało mi jego obecności. I chociaż wciąż trochę mnie przerażało to, jak szybko zacząłem się do niej przyzwyczajać, to nie chciałem tego wieczoru dalej się przed tym bronić. Wyciągnąłem dłoń i zacisnąłem palce na jego koszuli, dokładnie w tym samym miejscu co wcześniej.
- Skoro składasz oficjalną reklamację, to chyba powinienem ją rozpatrzyć - powiedziałem ciszej. Mój uśmiech powoli zniknął. Przez sekundę zastanawiałem się, czy naprawdę powinienem to zrobić. Nie dlatego, że nie chciałem. Chciałem tego zdecydowanie bardziej niż byłem gotowy przyznać. Pierwszy pocałunek był krótki specjalnie. Teraz nie miałem już podobnej wymówki.
Przesunąłem dłoń wyżej, od materiału koszuli do boku jego szyi. Poczułem, że serce zaczęło mi bić szybciej, a całe wcześniejsze rozbawienie ustąpiło miejsca zdenerwowaniu, którego nie potrafiłem ukryć nawet przed sobą.
- Ale później nie mów, że sam się o to nie prosiłeś - dodałem. Nachyliłem się i pocałowałem go jeszcze raz. Tym razem nie pozwoliłem sobie na szybkie wycofanie. Przymknąłem oczy i przez pierwszą chwilę niemal przesadnie skupiłem się na tym, żeby niczego nie zepsuć. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, jakie to było bez sensu. Więc przestałem.
Przesunąłem palce delikatnie po jego karku i pogłębiłem pocałunek, pozwalając sobie w końcu na całą tę bliskość, której brakowało mi przez ostatnie dni. Nie spieszyłem się. Po prostu trwałem przy nim dłużej, aż przestało mieć dla mnie znaczenie to, że jeszcze kilka minut temu chciałem zachowywać się spokojnie i rozsądnie.
Nie byłem spokoju, a już zdecydowanie nie byłem rozsądny. Byłem szczęśliwy, ze znowu mogłem go pocałować. Ta świadomość była jednocześnie przyjemna i trochę przerażająca, bo jeszcze niedawno nie potrafiłem nawet odpowiedzieć na pytanie, czego właściwie od niego chciałem. Teraz odpowiedź stawała się coraz bardziej oczywista. Chciałem następnego spotkanie, kolejnej wiadomości i kolejnego pocałunku. Chciałem wiedzieć o nim więcej, nawet jeśli sam nadal miał problem z mówieniem o sobie. Chciałem, żeby siedział w moim mieszkaniu z kontrolerem w dłoniach, narzekał na wybór gry i został do rana tylko dlatego, że żaden z nas nie miał ochoty kończyć wieczoru.
W końcu odsunąłem usta, ale nie zrobiłem kroku w tył. Przez kilka sekund próbowałem uspokoić oddech, nadal trzymając dłoń przy jego szyi.
- No - powiedziałem cicho. - To teraz możesz wydać druga opinie. - Przełknąłem ślinę i próbowałem wyglądać na znacznie bardziej pewnego siebie niż czułem się w rzeczywistości. - Tylko dobrze się zastanów przed odpowiedzią, bo trzeciego podejścia nie będzie. - Zamilkłem na moment. - To znaczy... dzisiaj - poprawiłem się od razu. - Znaczy, może będzie. Nie wiem. - Opuściłem głowę i zaśmiałem się cicho pod nosem. - Nienawidzę cię.
Nie była to prawda i chyba właśnie dlatego powiedzenie tego przyszło mi tak łatwo. Wypuściłem materiał jego koszuli i przesunąłem dłonią po własnych włosach. Czułem, że twarz zrobiła mi się cieplejsza, a jeszcze bardziej irytował mnie fakt, że nie mogłem zrzucić tego na temperaturę w mieszkaniu.
- I nie patrz tak na mnie - mruknąłem. - Sam zacząłeś. - Zrobiłem pół kroku w tył, ale tym razem nie uciekłem od razu do salonu. - A jeśli chodzi o te całe słuchanie rzeczy, których nie chcę mówić... - zacząłem. - Nie rozpędzaj się. - Wsadziłem dłonie do kieszeni. - Nie dostaniesz wszystkiego jednego wieczoru. Mam swoją reputację do utrzymania.
Przez chwilę patrzyłem w bok. Mógłbym na tym skończyć i pewnie powinienem był. Tylko, że po tym, co powiedział wcześniej nie chciałem znowu całkowicie się zamykać. Nie chciałem oczekiwać od niego szczerości, jeśli sam zamierzałem za każdym razem chować się za żartami.
- Ale mogę ci powiedzieć jedną rzecz - dodałem ciszej. Wziąłem jeszcze głębszy oddech. - Przez tydzień zastanawiałem się kilka razy, czy nie zmienisz zdania. Nie o dzisiejszym spotkaniu, tylko o nas. - Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka i zmarszczyłem lekko brwi.
- Wiem, że to głupie, bo pisaliśmy i wszystko było normalnie. Nie dałeś mi też żadnego powodu, żebym tak myślał. Ale tydzień to dużo czasu, zwłaszcza wtedy, gdy człowiek ma za dużo wolnych chwil i zdecydowanie za dużo myśli. - Parsknąłem cicho. - Zwłaszcza ktoś taki jak ja.
Nie chciałem robić z tego wielkiego wyznania. Nie chciałem też, aby zabrzmiało to tak, jakbym oczekiwał zapewnień za każdym razem, kiedy przez kilka dnia się nie widzieliśmy. Wiedziałem jednak, skąd brał się ten strach. Ludzie lubili mnie oglądać na filmikach. Mogłem wyciąć nudne fragmenty i zostawić tylko tę wersję siebie, którą chciałem pokazać. W rzeczywistości byłem trudniejszy. Bardziej drażliwy i czasem zwyczajnie męczący.
- Po prostu myślałem, że może miałeś wystarczająco dużo czasu, żeby dojść do wniosku, że to wszystko jest bardziej skomplikowane niż potrzebujesz - przyznałem. - Albo, że ja jestem bardziej skomplikowany. - Zacisnąłem na moment usta. - Więc kiedy powiedziałeś, że siedziałeś przed domem i nie mogłeś się zebrać, żeby zapukać, to chyba trochę mi ulżyło. - Uśmiechnąłem się delikatnie. - Oczywiście nie cieszy mnie twoje cierpienie. Aż takim dupkiem nie jestem. Chodzi mi tylko o to, że dobrze wiedzieć, że nie tylko ja zachowuje się przez to wszystko jak idiota.
Przez chwilę stałem nieruchomo, patrząc na niego, a potem uznałem, że powiedziałem już zdecydowanie za dużo jak na jeden wieczór. Wystarczyło tej całej dojrzałości emocjonalnej. Jeszcze trochę i naprawdę zacząłbym się martwić, że coś jest ze mną nie tak. - Dobra koniec poważnych rozmów - oznajmiłem.
Złapałem go za koszulę i pchnąłem lekko w stronę kanapy. Tym razem nie zamierzałem się zastanawiać, czy powinienem zachowywać się spokojniej. Nie chciałem też znowu zostawiać między nami niepotrzebnego dystansu. Miałem go w swoim mieszkaniu po całym tygodniu czekania i wiedziałem już, że nie wyjdzie za kilka godzin tylko dlatego, że będzie mu głupio zostać dłużej.
Sana ta świadomość poprawiła mi humor bardziej niż chciałem przyznać. Usiadłem obok i bez większego zastanowienia sięgnąłem do guzików jego koszuli. - Nie ekscytuj się - mruknąłem od razu. - Po prostu muszę sprawdzić, czy faktycznie ta cała kofeina nie zaczęła już płynąc ci bezpośrednio w żyłach.
Rozpiąłem kilka pierwszych guzików, starając się zachować poważną twarz, chociaż doskonale wiedziałem, że moja wymówka była idiotyczna. Prawda była znacznie prostsza. Chciałem być blisko. Przesunąłem palcami po rozchylonym materiale koszuli, a potem ułożyłem się wygodniej i położyłem głowę na jego odkrytej klatce piersiowej. Dopiero wtedy poczułem, jak bardzo byłem zmęczony całym tygodniem. Głównie miałem dość swoich myśli i ciągłego sprawdzania telefonu. Męczyło mnie też to dziwne oczekiwanie, które nie znikało nawet wtedy, kiedy ze sobą pisaliśmy. Teraz wreszcie go nie czułem.
Przymknąłem oczy i przesunąłem dłonią po jego mięśniach. - Tak jest lepiej - powiedziałem cicho. Nie wiedziałem, czy chodziło mi o tę konkretną pozycje, o jego obecność, czy po prostu wszystko na raz. Chyba nie musiałem tego precyzować.
Przez moment milczałem, pozwalając sobie po prostu leżeć bez konieczności robienia czegokolwiek. Dziwnie łatwo było mi przy nim zapomnieć, że zazwyczaj nie umiałem siedzieć spokojnie. Zawsze musiałem czymś zajmować ręce, mówić, żartować albo sprawdzać telefon. Teraz nie potrzebowałem żadnej z tych rzeczy.
- I tak w ogóle... - odezwałem się po chwili. - Naprawdę się cieszę, że zostajesz. - Uniosłem lekko głowę, ale po chwili znowu ułożyłem ją wygodnie na jego klatce piersiowej. - To znaczy, nie przyzwyczajaj się za bardzo. Nadal mogę cię wyrzucić, jeśli będziesz chrapał albo zabierzesz mi całą kołdrę - dodałem. - Ale dobrze wiedzieć, że nie będę musiał za kilka godzin znowu patrzeć na to, jak wychodzisz.
Przełknąłem ślinę. To ostatnie zdanie zabrzmiało bardzo szczerze i takie właśnie miało być. - Brakowało mi ciebie, więc teraz zamierzam trochę nadrobić. - Objąłem go mocniej ramieniem i zamknąłem oczy. - Poza rtm sam powiedziałeś, że nie masz żadnego powodu, żeby wychodzić, więc teraz już za późno. Zostałeś oficjalnie zatrzymany do rana. - Uśmiechnąłem się pod nosem. - I chyba pierwszy raz w życiu naprawdę cieszę się z tego, że ktoś nie zamierza ode mnie szybko wracać do domu.

Reeve LeBlanc

wszystko, co zostaje za drzwiami

: sob lip 11, 2026 1:24 pm
autor: Reeve LeBlanc
Patrzył na Nicholasa i od razu zauważył zmianę w jego postawie. Kiedy chłopak zatrzymał się po zaledwie dwóch krokach i zaczął powoli odwracać w jego stronę, Reeve poczuł nagły skok adrenaliny. Doskonale znał ten wyraz twarzy – rzucił wyzwanie, które trafiło dokładnie tam, gdzie miało trafić. W duchu aż zacierał ręce z satysfakcji. Widok uniesionych brwi Nicka i ta nagła powaga, która zastąpiła wcześniejsze zmieszanie, utwierdziły go w przekonaniu, że jego prowokacja zadziałała. Był ciekawy, co zrobi z tym i choć jego własny puls gwałtownie przyspieszył, nie zamierzał pękać jako pierwszy. Z robawieniem czekał na rozwój wypadków, obserwując kolejny krok chłopaka.
- Oho, czyli jednak dobrze słyszałeś - rzucił, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy zauważył ten drgający kącik ust Nicholasa. Spojrzał na niego z błyskiem w oku, ewidentnie ciesząc się z tego, jak łatwo udało mu się go podpuścić. - Ale skoro twierdzisz, że pełna wersja oferuje coś więcej, to chyba marketing ci trochę kuleje - dodał bezczelnie, nie spuszczając z niego wzroku.
Zaśmiał się cicho, ale ten dźwięk uwiązł mu trochę w gardle, kiedy zobaczył, że Nicholas rusza z powrotem w jego stronę. Szybkie tempo, w jakim chłopak się zbliżał, natychmiast postawiło wszystkie zmysły Reeve'a w stan gotowości.
- Czyli przyznajesz, że to była improwizacja bez żadnego przygotowania? - dodał ciszej, a jego uśmiech stał się łagodniejszy. - Bo jeśli tak, to w sumie zmienia postać rzeczy. Może faktycznie byłem zbyt surowym krytykiem.
Poczuł, jak całe jego ciało sztywnieje, gdy Nicholas zatrzymał się tak blisko. Ten nagły brak dystansu natychmiast uderzył w niego z pełną siłą. W jednej chwili wszystkie riposty i chęć droczenia się po prostu wyparowały z jego głowy, gdy palce Nicholasa zacisnęły się na materiale jego koszuli, niemal przestał oddychać. Żadne smsy wysyłane przez cały tydzień, nie mogły się równać z fizyczną bliskością, której tak rozpaczliwie potrzebował. Stał tak, zmuszając się do brania płytkich oddechów, i choć cała ta sytuacja kompletnie go obezwładniała, nie miał najmniejszego zamiaru się odsunąć.
- No to słucham... - powiedział cicho, a głos mu się trochę załamał. - Jak zamierzasz ją... rozpatrzyć? - Patrzył na chłopaka, czując, jak z każdym uderzeniem serca krew pulsuje mu w skroniach. Dłoń Nicholasa na jego szyi sprawiła, że skóra w tym miejscu zrobiła się gorąca, a serce zaczęło mu walić tak mocno, że mógł to wyczuć pod palcami.
- Nawet nie pomyślę o narzekaniu - mruknął tuż przed tym, jak Nicholas go pocałował.
Poczuł, jak palce Nicholasa przesuwają się na jego kark, a sam pocałunek staje się głębszy i o wiele bardziej zdecydowany. Oplótł ramionami plecy Nicholasa, przyciągając go do siebie tak blisko, jak to tylko było możliwe. Trzymając go mocno, myślał, że te wszystkie wcześniejsze obawy były kompletnie bez sensu. Niemal westchnął rozczarowany, że pocałunek tak wcześnie się skończył, ale po chwili zaśmiał się cicho, gdy Nicholas zaczął się tak plątać we własnych zeznaniach.
- No, no, spokojnie, bo się całkiem pogubisz w słowach - zażartował, próbując nieco uspokoić oddech. Ta nagła zmiana frontu od pewnego siebie faceta, który przed chwilą przejął inicjatywę, do kogoś, kto nie potrafi się wysłowić, totalnie go rozbroiła. Parsknął śmiechem, bo widok Nicholasa próbującego ratować resztki swojej dumy, niesamowicie go bawił. - Ojej, przepraszam, nie wiedziałem, że twoja reputacja ucierpi - zażartował, mrużąc rozbawione oczy. Przechylił głowę, a w oczach miał iskierki. - Ale okej, niech ci będzie. Możesz dawkować te twoje sekrety. Zresztą... i tak wyciągnę z ciebie wszystko, prędzej czy później.
Słowa Nicholasa uderzyły go tak mocno, że natychmiast przestał się uśmiechać. Wcześniejsze rozbawienie i chęć do żartów zniknęły w ułamku sekundy, ustępując miejsca powadze.
- Ty tak poważnie? - zapytał cicho, ale jakby nieco z rozczarowaniem, że posądza go o takie rzeczy. - Nick, spędziłem tydzień na odliczaniu godzin do tego wieczoru. Siedziałem w samochodzie pod twoim domem, bo bałem się, że jak wejdę, to zobaczysz, jak bardzo oszalałem na twoim punkcie. Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że zmienię zdanie? – zapytał, a w jego głosie, oprócz powagi, słychać było też lekkie wyrzuty. Przesunął dłonią po ramieniu Nicholasa aż na kark, lekko go masując, żeby w końcu przestał gadać głupoty.
- Gdybym chciał czegoś łatwego i nudnego, to znalazłbym sobie inne zajęcie, ale chciałem ciebie i to się nie zmieni po tygodniu, dwóch czy miesiącu, niezależnie od tego, ile będziesz miał gorszych dni i jak bardzo będziesz skomplikowany- przybliżył się o te brakujące pół kroku, tak że prawie dotykali się klatkami piersiowymi. - Koniec to koniec, trzeba zająć się czymś przyjemniejszym.
Poddał pchnięciu bez oporu, lądując na kanapie z rozbawionym mruknięciem, a kiedy Nicholas usiadł tuż obok i bez słowa zabrał się za guziki jego koszuli, Reeve tylko uniósł brwi, a na jego ustach pojawił się uśmieszek. Pozwolił mu rozpiąć kilka guzików, czując, jak ciepłe palce dotykają jego skóry, a potem po prostu ułożył się wygodniej i oparł głowę na jego piersi. Uniósł rękę i powoli zanurzył palce we włosach chłopaka, delikatnie gładząc go po głowie.
- O wiele lepiej - powtórzył cicho, zniżając głos do szeptu, żeby nie psuć nastroju. Przymknął oczy, dopasowując swój oddech do oddechu Nicholasa. Nie potrzebował żadnych słów, po prostu trzymał swojego faceta blisko i po raz pierwszy od dawna czuł, że jest dokładnie tam, gdzie powinien.
- Nawet o tym nie myśl. Nie po to tu jechałem, żeby teraz dać się wywalić za kołdrę - mruknął, udajac oburzenie. - Zresztą, przytulę się mocniej i będziesz musiał się ze mną tą kołdrą podzielić. - Zacieśnił uścisk na jego boku, jakby chciał od razu pokazać, że nigdzie się nie wybiera i te groźby nie robią na nim wrażenia. Wizja pakowania się w środku nocy i powrotu do domu była ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę.
- Nawet nie zamierzam się odwoływać od tego wyroku - odpowiedział cicho. - Poddaję się karze w pełnym wymiarze. Do samego rana. - oparł podbródek na czubku głowy Nicholasa i zamknął oczy. Fakt, że obaj tak samo mocno potrzebowali tego i że żaden z nich nie musiał już udawać, był najlepszym zakończeniem. Mógł tak leżeć przez kolejne kilka godzin i wiedział, że to będzie najlepiej spędzony czas od bardzo dawna.
Nicholas Swanson