let's get down to business
: sob cze 06, 2026 2:41 am
Zawód hokeisty nie dotyczył jedynie treningów, sezonów i wielu wyrzeczeń w kwestiach osobistych. Wymagał również pojawiania się na bankietach, podpisywania sportowych kontraktów i pokazywania się w reklamach. Teraz, przed rozpoczęciem nowego sezonu hokejowego w październiku, musiał zacząć odbywać rozmowy z różnymi agencjami marketingowymi, żeby zobaczyć, co tak faktycznie miały dla niego w planach.
Cholernie mu się nie chciało.
Chciał w końcu odetchnąć, for fuck’s sake. No ale nic. Posłuchał swojego menadżera i miał zjawić się tamtego popołudnia w Ironcrest Development, by spotkać się z niejaką Adeline Covington, specjalistką do spraw marketingu. Miała przygotować jakiś pakiet, który rzekomo miał zmieść Dallasa z powierzchni ziemi. Nie był co do tego w stu procentach przekonany, ale co on będzie gadał? Dostawał za to płacone. Pomimo tego, że nie miał zbytnio ochoty na to spotkanie, wcześniej wygooglował sobie ową specjalistkę. Może i nie był zainteresowany tym, co będzie miała mu do powiedzenia, ale cholera, wyglądała nieziemsko. Już chciał zignorować fakt, że coś go ciągnęło do tych rudowłosych kobiet, ale zdecydował, że tym razem po prostu sobie popatrzy. Może po spotkaniu, jeżeli on również wpadnie jej w oko, zaproponuje jej drinka. Ewentualnie obdarzy ją pocałunkiem, a jego mózg, absolutnie pozbawiony resztek godności, już dopowiadał sobie scenariusze z ręką tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
Jezu, o czym ty myślisz, Jensen?
It’s been a while, okay?
Treningi zdecydowanie zaprzątały mu większość czasu, więc nie miał przestrzeni na żadne randkowanie, a męski instynkt, który momentami można było porównać do neandertalczyka wypuszczonego z jaskini, właśnie wychodził na światło dzienne. Przygotował się do spotkania, ogarnął, zarzucił zwykłe jeansowe spodnie, sportowe buty i czarną koszulę z krótkim rękawem, w której odpiął guziki przy szyi, żeby się przypadkiem nie udusić. Chciał mieć pewność, że ta agentka zapamięta, iż miał cholernie dużo tatuaży i nie miał zamiaru zakrywać ich do żadnego reklamowego spotu. Ani dziś, ani jutro, ani nigdy. Marka osobista, czy jak to tam ładnie nazywali ludzie, którzy zarabiali na ubieraniu wszystkiego w profesjonalne słowa. Nacisnął guzik windy, gdy do niej wszedł, kierując się na piętro, na którym miało odbyć się spotkanie. Po wyjściu skierował się do recepcji i zapytał o pannę Covington. Chwilę później został zaprowadzony przez recepcjonistkę pod odpowiednie drzwi. Kobieta otworzyła je przed nim, wpuszczając go do pomieszczenia, w którym znajdowała się rudowłosa. Szybko zlustrował ją wzrokiem. Wyglądała jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Uśmiechnął się szeroko.- Panna Covington… - wysunął dłoń w jej kierunku, zanim usiadł. - Dallas Jensen. - Nawet jeżeli nie uda mu się zdobyć tego kontraktu, to damn it, i tak nie wyszedłby stąd przegrany. Nie z takim widokiem przed sobą...
panienka Covington
Cholernie mu się nie chciało.
Chciał w końcu odetchnąć, for fuck’s sake. No ale nic. Posłuchał swojego menadżera i miał zjawić się tamtego popołudnia w Ironcrest Development, by spotkać się z niejaką Adeline Covington, specjalistką do spraw marketingu. Miała przygotować jakiś pakiet, który rzekomo miał zmieść Dallasa z powierzchni ziemi. Nie był co do tego w stu procentach przekonany, ale co on będzie gadał? Dostawał za to płacone. Pomimo tego, że nie miał zbytnio ochoty na to spotkanie, wcześniej wygooglował sobie ową specjalistkę. Może i nie był zainteresowany tym, co będzie miała mu do powiedzenia, ale cholera, wyglądała nieziemsko. Już chciał zignorować fakt, że coś go ciągnęło do tych rudowłosych kobiet, ale zdecydował, że tym razem po prostu sobie popatrzy. Może po spotkaniu, jeżeli on również wpadnie jej w oko, zaproponuje jej drinka. Ewentualnie obdarzy ją pocałunkiem, a jego mózg, absolutnie pozbawiony resztek godności, już dopowiadał sobie scenariusze z ręką tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
Jezu, o czym ty myślisz, Jensen?
Treningi zdecydowanie zaprzątały mu większość czasu, więc nie miał przestrzeni na żadne randkowanie, a męski instynkt, który momentami można było porównać do neandertalczyka wypuszczonego z jaskini, właśnie wychodził na światło dzienne. Przygotował się do spotkania, ogarnął, zarzucił zwykłe jeansowe spodnie, sportowe buty i czarną koszulę z krótkim rękawem, w której odpiął guziki przy szyi, żeby się przypadkiem nie udusić. Chciał mieć pewność, że ta agentka zapamięta, iż miał cholernie dużo tatuaży i nie miał zamiaru zakrywać ich do żadnego reklamowego spotu. Ani dziś, ani jutro, ani nigdy. Marka osobista, czy jak to tam ładnie nazywali ludzie, którzy zarabiali na ubieraniu wszystkiego w profesjonalne słowa. Nacisnął guzik windy, gdy do niej wszedł, kierując się na piętro, na którym miało odbyć się spotkanie. Po wyjściu skierował się do recepcji i zapytał o pannę Covington. Chwilę później został zaprowadzony przez recepcjonistkę pod odpowiednie drzwi. Kobieta otworzyła je przed nim, wpuszczając go do pomieszczenia, w którym znajdowała się rudowłosa. Szybko zlustrował ją wzrokiem. Wyglądała jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Uśmiechnął się szeroko.- Panna Covington… - wysunął dłoń w jej kierunku, zanim usiadł. - Dallas Jensen. - Nawet jeżeli nie uda mu się zdobyć tego kontraktu, to damn it, i tak nie wyszedłby stąd przegrany. Nie z takim widokiem przed sobą...
panienka Covington