ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawód hokeisty nie dotyczył jedynie treningów, sezonów i wielu wyrzeczeń w kwestiach osobistych. Wymagał również pojawiania się na bankietach, podpisywania sportowych kontraktów i pokazywania się w reklamach. Teraz, przed rozpoczęciem nowego sezonu hokejowego w październiku, musiał zacząć odbywać rozmowy z różnymi agencjami marketingowymi, żeby zobaczyć, co tak faktycznie miały dla niego w planach.

Cholernie mu się nie chciało.
Chciał w końcu odetchnąć, for fuck’s sake. No ale nic. Posłuchał swojego menadżera i miał zjawić się tamtego popołudnia w Ironcrest Development, by spotkać się z niejaką Adeline Covington, specjalistką do spraw marketingu. Miała przygotować jakiś pakiet, który rzekomo miał zmieść Dallasa z powierzchni ziemi. Nie był co do tego w stu procentach przekonany, ale co on będzie gadał? Dostawał za to płacone. Pomimo tego, że nie miał zbytnio ochoty na to spotkanie, wcześniej wygooglował sobie ową specjalistkę. Może i nie był zainteresowany tym, co będzie miała mu do powiedzenia, ale cholera, wyglądała nieziemsko. Już chciał zignorować fakt, że coś go ciągnęło do tych rudowłosych kobiet, ale zdecydował, że tym razem po prostu sobie popatrzy. Może po spotkaniu, jeżeli on również wpadnie jej w oko, zaproponuje jej drinka. Ewentualnie obdarzy ją pocałunkiem, a jego mózg, absolutnie pozbawiony resztek godności, już dopowiadał sobie scenariusze z ręką tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
Jezu, o czym ty myślisz, Jensen?
It’s been a while, okay?

Treningi zdecydowanie zaprzątały mu większość czasu, więc nie miał przestrzeni na żadne randkowanie, a męski instynkt, który momentami można było porównać do neandertalczyka wypuszczonego z jaskini, właśnie wychodził na światło dzienne. Przygotował się do spotkania, ogarnął, zarzucił zwykłe jeansowe spodnie, sportowe buty i czarną koszulę z krótkim rękawem, w której odpiął guziki przy szyi, żeby się przypadkiem nie udusić. Chciał mieć pewność, że ta agentka zapamięta, iż miał cholernie dużo tatuaży i nie miał zamiaru zakrywać ich do żadnego reklamowego spotu. Ani dziś, ani jutro, ani nigdy. Marka osobista, czy jak to tam ładnie nazywali ludzie, którzy zarabiali na ubieraniu wszystkiego w profesjonalne słowa. Nacisnął guzik windy, gdy do niej wszedł, kierując się na piętro, na którym miało odbyć się spotkanie. Po wyjściu skierował się do recepcji i zapytał o pannę Covington. Chwilę później został zaprowadzony przez recepcjonistkę pod odpowiednie drzwi. Kobieta otworzyła je przed nim, wpuszczając go do pomieszczenia, w którym znajdowała się rudowłosa. Szybko zlustrował ją wzrokiem. Wyglądała jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach. Uśmiechnął się szeroko.- Panna Covington… - wysunął dłoń w jej kierunku, zanim usiadł. - Dallas Jensen. - Nawet jeżeli nie uda mu się zdobyć tego kontraktu, to damn it, i tak nie wyszedłby stąd przegrany. Nie z takim widokiem przed sobą...

panienka Covington
27 y/o
For good luck!
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

010
Życie potrafiło przytłoczyć. Zwłaszcza, kiedy przestawało się mieć nad nim jakąkolwiek kontrolę, bo działo się tak wiele. Max, awans, nocne przygody, Sullivan. To wszystko wprowadzało w jej głowie chaos, którego nie potrafiła opanować. Najlepszym rozwiązaniem, typowym dla niej, była ucieczka. I znała na to jeden dobry sposób.
Ostatnio rzadko zajmowała się bezpośrednim promowaniem ludzi, ale kiedy zaproponowano jej możliwość współpracy z pewnym hokeistą, nie wahała się ani sekundy. Zrobiłaby wszystko, żeby oderwać się od rzeczywistości i zająć czymś pożyteczniejszym, niż bezsensowne analizowanie spraw, które nie mogły albo nie powinny mieć drugiego dna. Poza tym kontrakt ze sportowcem dawał prestiż i mógł zwrócić uwagę jej ojca na to, że potrafiła nie tylko wyglądać, ale też znała się na swojej pracy i była godna zaufania. Po raz kolejny chciała udowodnić, że miała znacznie większą wartość, niż Thomas przypuszczał.
Dlatego do spotkania z mężczyzną dobrze się przygotowała. Zaczynając od sprawdzenia go w internecie. Tłumaczyła sobie, że chodziło jej głównie o cele marketingowe, ale przeglądając jego społecznościówki i kolejne artykuły, nie potrafiła poprzestać na przelotnych spojrzeniach, gdy na zdjęciach oprócz gęstej czupryny ciemnych włosów i brązowych oczu widziała tatuaże zdobiące jego dobrze zbudowane ciało. Ciężko było ukryć je pod warstwą ubrań. Mimowolnie przemknęło jej przez myśl, że jeśli o nią chodziło, to wcale nie było takiej potrzeby.

Ade, bądź rozsądna choć raz.
W tym wszystkim wcale nie pomagał zbliżony do niej wiek Dallasa. Postanowiła jednak podejść do tematu profesjonalnie. O wiele łatwiej i chętniej przyszło jej pracować nad projektem, kiedy miała dodatkową motywację - teraz jeszcze bardziej zależało jej na zrobieniu dobrego wrażenia. Na kim? Usilnie wmawiała sobie, że chodziło jej wyłącznie o ojca.
Mimo to czekała na hokeistę w swoim biurze, bezwiednie przeczesując palcami rude, rozpuszczone włosy. Chabrowa sukienka za kolano, na którą zdecydowała się rano, nienachalnie podkreślała jej figurę i atuty, pozostając w dress codzie biurowym. Minimum wysiłku, a jednak efekt był zdecydowanie zamierzony. Kiedy drzwi się otworzyły, uniosła bystre, zielone spojrzenie na swojego gościa - najpierw zawieszając je na jego przystojnej twarzy, by za chwilę na krótko objąć nim aparycję i tatuaże, których tego dnia mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru osłaniać.
Jeśli jeszcze miała jakieś wątpliwości, to jego uśmiech właśnie upewnił ją w przekonaniu, że będzie to niezwykle przyjemne spotkanie. Odpowiedziała mu tym samym szerokim rozszerzeniem kącików ust. — Adeline wystarczy - odparła, wstając na chwilę z fotela i podając Jensenowi dłoń na przywitanie. Krótki, pewny siebie uścisk mężczyzny zrobił na niej równie dobre wrażenie. — Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? - zaproponowała, ponownie zajmując miejsce i poprawiając opadający na jej twarz kosmyk rudych włosów za ucho. Musiała się skupić.
Cieszę się, że znalazłeś czas. Wiem, jak bardzo napięty masz grafik - zaczęła pewnym siebie tonem, otwierając swój notatnik. Jednocześnie starała się zrzucić w otchłań podświadomości przekonanie, że sportowcy zawsze dawali z siebie wszystko. Czy chciała to sprawdzić? — Dlatego może od razu przejdę do rzeczy - przejrzałam Twój wizerunek w mediach - wyznała, zatrzymując na nim spojrzenie odrobinę dłużej, niż powinna. Zupełnie, jakby chciała przez to powiedzieć, że była profesjonalistką, podeszła do sprawy bardzo skrupulatnie - w związku z tym mam kilka pomysłów, jak wykorzystać najbliższe tygodnie. - Kącik ust drgnął jej w nieznacznym uśmiechu pod wpływem niefortunnego doboru słów, którego za nic nie potrafiła powstrzymać. Cholera, to chyba było silniejsze od niej.

hockey boy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ironcrest Development”