Strona 1 z 1

001. A gift that can't be wrapped

: sob cze 06, 2026 10:16 pm
autor: Emmett Lapointe
001. A gift that can't be wrapped | Outfit
Stałem przez chwilę na chodniku przed budynkiem, w którym mieszkała Ronnie i spojrzałem na zegarek. Przyszedłem kilka minut wcześniej niż chciała. Nie było to na tyle wcześnie, żeby wyglądało to dziwnie, ale wystarczająco, żebym zdążył kilka razy zastanowić się, czy mój pomysł rzeczywiście był dobry.
W jednej ręce trzymałem niewielkie pudełko przewiązane cienką wstążką. Wybrałem je kilka dni wcześniej, chociaż i tak próbowałem przekonać samego siebie, że kupowanie prezentu nie wymagało aż tylu przygotowań. Mógłbym przecież wejść do pierwszego, lepszego sklepu i wziąć cokolwiek. Załatwiłbym wtedy sprawę w pięć minut. Tak zwykle robiłem, kiedy chodziło o urodziny znajomych. Wystarczyła butelka czegoś dobrego, karta podarunku lub jakaś pierdoła, którą ktoś wcześniej sam wskazał. Tym razem zależało mi jednak, aby prezent nie był przypadkowy.
Nie zwracałem uwagi na cenę. Co prawda nie próbowałem niczego udowodnić. Chciałem jedynie, aby Veronica spojrzała na niego i od razu wiedziała, że poświęciłem temu trochę uwagi. W drugiej dłoni trzymałem niewielki bukiet. Wybór kwiatów okazał się bardziej skomplikowany niż początkowo zakładałem. Przez dłuższą chwilę odrzucałem wszystko, co wydawało mi się zbyt oficjalne lub przesadzone. Z pewnością nie chciałem kupować ogromnego bukietu czerwonych róż, bo wyglądałoby to jak deklaracja, na którą nie byłem jeszcze gotowy. Ostatecznie wybrałem coś prostego, co moim zdaniem pasowało do niej idealnie.
Od jakiegoś czasu zacząłem myśleć o Ronnie częściej niż powinienem. Najpierw zauważyłem, że zacząłem odpowiadać na jej wiadomości szybciej niż pozostałym znajomym. Później zacząłem zapamiętywać rzeczy, które mówiła mimochodem. A z czasem łapałem się na tym, że chciałem jej opowiadać o swoim dniu nawet wtedy, gdy właściwie nic ciekawego się nie wydarzyło. Było to dla mnie trochę niepokojące. Oczywiście nie uważałem, że uczucia to coś złego. Po prostu nie przywykłem do sytuacji, w których nie miałem pełnej kontroli nad własnymi reakcjami.
Wszedłem do środka i skierowałem się w stronę jej mieszkania. Zatrzymałem się tuż przed drzwiami. Poprawiłem delikatnie koszulę i sprawdziłem, czy wstążka na pudełku nadal wygląda dobrze. Następnie nadusiłem klamkę i wszedłem do środka. Ronnie dobrze wiedziała, że zawsze wpadam do niej z impetem i nigdy nie miała o to pretensji. Zresztą jakby jej to przeszkadzało, to zakluczałaby drzwi.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, moja piękna - powiedziałem do Veroniki. - Mam nadzieję, że przyszedłem w dobrym momencie i że nie planowałaś spędzić urodzin bez mojego towarzystwa. Byłoby mi naprawdę trudno pogodzić się z takim rozczarowaniem.
Przesunąłem kciukiem po krawędzi pudełka i czekałem na odpowiedź Ronnie. Czułem tylko jak moje serce zaczynało bić odrobinę szybciej. Byłem bardzo podekscytowany i nie mogłem się już doczekać, aby wręczyć jej prezent. Chociaż jeszcze bardziej byłem zaintrygowany jak zareaguje na jego drugą część.

Ronnie Graves

001. A gift that can't be wrapped

: śr lip 01, 2026 10:45 pm
autor: Ronnie Graves
O moich urodzinach chyba wszyscy zapomnieli. Raczej tak się czułam, ponieważ jedyną osobom, które pamiętała o nich to Emmet. Matka pewnie jest zajęta swoimi sprawami, a ojciec wyjechał z miasta. Siostry też żyją swoim życiem, więc nie będę im zawracać uwagi. W pracy też nikt nie złożył mi życzeń, raczej sztucznych życzeń nie chciałabym dostać. Jednak kiedy Em napisał do mnie SMS, z życzeniami to w brzuchu poczułam małe motylki. Sama nie wiem, ostatnio tak inaczej przy nim się czuję. Nie, żebym miała problem i wcześniej się przy nim dobrze czuła, ale teraz jest inaczej. Może trochę pewniej, a może nie pewniej widzę małe lub większe kroczki w stronę naszej przyjaźni, która się prawdopodobnie rozwinie?
Wstałam z łóżka i zaczęłam wszystko ogarniać. Naprawdę nikogo się nie spodziewałam. Przyzwyczaiłam się do zwykłych wiadomości i potem wyjścia na miasto. Jednak niespotkanie w moim mieszkaniu. Wypuściłam powietrze z ust, naprawdę miałam dużo rzeczy do ogarnięcia. Prawdopodobnie nawet za dużo. Wrzuciłam brudne rzeczy do kosza i chyba byłam gotowa. Dodatkowo przebrałam się w jakieś ładniejsze ubrania, nie wiem, dlaczego się tak staram… Jednak poczułam chęć postarania się, pokazania mu czegoś. Wypuściłam powietrze z ust na widok przyjaciela.

— Dziękuję Em, jesteś jedyną osobą na tym świecie, która pamięta o moich urodzinach. Jest mi naprawdę miło… Jednak nie mam nic przygotowanego — Przyjęłam podarunek i podrapałam się po głowie. Nie mam jedzenia, nie mam picia i raczej czeka nas zamówienie czegoś do zjedzenia. Sama jem tylko dietę pudełkową, więc trudno coś znaleźć u mnie dodatkowego do zjedzenia. Kiedy mam na coś ochotę, zamawiam lub idę kupić. Jeśli nie zjem, wywalam. Raczej jest tak łatwiej jak mieszkam sama. Powąchałam bukiet i uśmiechnęłam się na zapach. Naprawdę pięknie pachną.
— Z racji tego, że to są moje urodziny, ja stawiam nam jedzenie. Na co masz ochotę? Możesz zaszaleć — Zaczęłam szukać wazonu, ale go nie miałam. Musiałam dać kwiaty w coś, co naprawdę nieprzypomniało wazonu, a raczej było idealne duże i nadawało się na bukiet. Jutro kupię jakiś wazon, a na razie niech tak stoi. Bez wody mi padną, a tak będą żyć.

Emmett Lapointe

001. A gift that can't be wrapped

: pt lip 17, 2026 10:16 pm
autor: Emmett Lapointe
Cale napięcie, które towarzyszyło mi jeszcze przed wejściem do mieszkania, zaczęło powoli ustępować. Pewnie trochę przesadzałem z tym nadmiernym przejmowaniem się wszystkim po drodze. Ostatecznie przecież nadal byłem sobą, a Ronnie nadal była Ronnie. Nie musiałem nagle zastanawiać się nad każdym słowem tylko dlatego, że od pewnego czasu patrzyłem na nią trochę inaczej.
Mój uśmiech zniknął jednak na moment, kiedy dowiedziałem się, że byłem jedyną osobą, która o niej pamiętała. Nie wiedziałem właściwie, dlaczego tak bardzo mnie to zirytowało. Sam nie przywiązywałem ogromnej wagi do urodzin i nie oczekiwałem, że każdego roku wszyscy znajomi ustawią się w kolejce, żeby składać mi życzenia. Mimo wszystko nie potrafiłem zrozumieć, jak najbliższe jej osoby, mogły po prostu zapomnieć. Zwłaszcza, że dla mnie pamiętanie o tej dacie nie wymagało żadnego wysiłku.
- Jedyną? - powtórzyłem, unosząc lekko brwi. - No dobra, w takim razie oficjalnie awansowałem w rankingu najważniejszych ludzi w twoim życiu. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi tak łatwo.
Zażartowałem, ale prawda była taka, że nie do końca wiedziałem, jak powinienem na to zareagować. Nie chciałem jej współczuć, bo sam nienawidziłem, kiedy ktoś patrzył na mnie w taki sposób i byłem niemal pewien, że ona również tego nie potrzebowała.
- I przestań przejmować się tym, że niczego nie przygotowałaś. Przecież nie przyszedłem tutaj na kontrolę lodówki - dodałem z rozbawieniem. - Chociaż muszę przyznać, że trochę mnie teraz kusi, żeby jednak sprawdzić, czym się żywisz, kiedy nikt nie patrzy.
Pokręciłem lekko głową i wsunąłem wolną dłoń do kieszeni spodni. Z jakiegoś powodu czułem się naprawdę dobrze. Nie potrzebowałem żadnego wielkiego przyjęcia ani tłumu ludzi dookoła. Właściwie, to myśl o tym, że mielibyśmy spędzić ten wieczór tylko we dwoje, odpowiadała mi zdecydowanie bardziej.
Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie nie zwróciłbym na to większej uwagi. Przyszedłbym do niej, wręczył prezent, rzuciłbym kilka głupich komentarzy i pewnie po jakimś czasie zacząłbym zastanawiać się, gdzie moglibyśmy pójść. Teraz jednak sama perspektywa siedzenia tutaj z Ronnie wydawała mi się wystraczająca. Zaczynałem czuć się przy niej tak dobrze, że przestawałem szukac kolejnych powodów, żeby gdzieś biec.
- Nie ma mowy - odpowiedziałem od razu, gdy usłyszałem propozycję dotyczącą jedzenia. - Wybij to sobie z tej ślicznej główki. Możesz wybrać jedzenie, nawet najdroższą restaurację, jeżeli naprawdę chcesz sprawdzić, jak bardzo mi na tobie zależy. Ale płacę ja - uśmiechnąłem się szerzej. - Poza tym powiedziałaś, że mogę zaszaleć, więc właśnie to robię. Zaszaleję i zapłacę za kolację.
Nie zamierzałem odpuszczać. Wiedziałem, że była to jedna z tych kompletnie nieistotnych rzeczy, o które mógłbym się z nią wykłócać przez następne pół godziny tylko dlatego, że chciałem postawić na swoim. Tym razem jednak miałem jeszcze jeden powód. Skoro wyglądało na to, że nikt poza mną nie zadbał o jej urodziny, to zamierzałem zrobić wszystko, żeby przynajmniej ich końcówka była taka, jak powinna.
Spojrzałem na pudełko, które wcześniej przyniosłem i poczułem znajome ukłucie niepewności. Właśnie na ten moment czekałem. Przez ostatnie dni zastanawiałem się, czy nie czy przesadziłem. Sam prezent nie był problemem. Z nim czułem się całkiem bezpiecznie. Druga część była jednak zupełnie czymś innym. Mogłem się jeszcze wycofać. Przecież niczego nie wiedziała. Ta myśl utrzymała się w mojej głowie przez może dwie sekundy. Oczywiście, że się nie wycofam.
- Ale zanim zaczniemy dyskusję o tym, co zamawiamy, to masz ważniejsze zadanie - powiedziałem, wskazując podbródkiem na pudełko. - Otwórz prezent.
Przesunąłem dłonią po karku i odwróciłem na moment wzrok. W środku znajdowała się delikatna srebrna bransoletka. Nie była ona przesadnie zdobiona i to był główny powód dlaczego ją wybrałem. Przy jednej z zawieszek znajdował się mały jednorożec, który od razu zwrócił moją uwagę, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Nie miałem żadnego głębokiego wyjaśnienia dla tego wyboru. Po prostu w pewien sposób kojarzyła mi się z Ronnie.
- Tylko zanim cokolwiek powiesz, to uznajmy, że nie przyjmuje zwrotów ani reklamacji - uprzedziłem z uśmiechem. - Spędziłem zdecydowanie zbyt dużo czasu na wybieraniu tego, żebyś powieziała mi, że niepotrzebnie się starałem.
- Poza tym to jeszcze nie wszystko. - Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem niewielką kopertę, którą cały czas miałem przy sobie. Obracałem ją przez chwilę między palcami, zanim wyciągnąłem rękę przed siebie. To właśnie przez nią wcześniej zastanawiałem się, czy nie przesadzałem.
W środku znajdowały się dwa bilety na wieczór na lodowisku, które wynająłem tylko dla nas. Nie chciałem zabierać jej na zwykłą, zatłoczoną ślizgawkę, gdzie przez połowę czasu musielibyśmy uważać, żeby nie wpaść na dzieci albo ludzi, którzy po raz pierwszy mieli łyżwy na nogach. Chciałem mieć kilka godzin spokoju, tylko dla nas. I może właśnie te fragment całego planu mówił o moich zamiarach trochę więcej niż sam zamierzałem.
- To jest ta część, przy której możesz zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem najlepszym prezentem urodzinowym, jaki dostałaś - powiedziałem z charakterystyczną dla siebie pewnością. - Pomyślałem, że po jedzeniu zabiorę cię w jedno miejsce. Wszystko już załatwiłem. - Przez chwilę się nie odzywałem, a potem łagodnie się uśmiechnąłem. - Zasługujesz na trochę więcej. Przynajmniej dzisiaj pozwól mi o to zadbać.

Ronnie Graves

001. A gift that can't be wrapped

: czw sie 27, 2026 11:57 pm
autor: Ronnie Graves
Uśmiechnęłam się smutno i kiwnęłam głową. Matka pewnie przypomni sobie o wszystkim, jak minie trochę czasu lub przypomni jej telefon. Ojciec pewnie pojechał gdzieś daleko i tak to właśnie wyszło. Siostry żyją swoim życiem i zostałam w sumie całkowicie sama. Nawet jeśli bliskie osoby są blisko, ta jednak są naprawdę mega daleko.
— Tylko żeby Ci nie odbiło, że tak szybko awansowałeś — Krótko się zaśmiałam. Zakryłam usta ręką, ale i tak było to widoczne. Jednak z drugiej strony podoba mi się fakt, że jako jedyny o tym pamiętał. Może to coś dla niego oznacza? Jeśli tak, nie ukrywam byłoby miło. Strasznie, ale strasznie miło. Być może nawet za miło, jak się wkręcę. No zobaczymy, prawda? — Rany no dobrze — Uniosłam ręce w geście poddania. Teoretycznie, jakby spojrzał na lodówkę, prawie nic, by w niej nie znalazł. Szybciej jest kupić jedzenie, zamówić katering. Chociaż z tym drugim też odwaliłam akcję. Nie miałam czasu jeść, a raczej nie chciało mi się i zostawiłam wszystko w lodówce. Po czasie zaczęło dziwnie pachnieć i miałam winnych. Jedzenie zaczęło się psuć. Chyba z tydzień wietrzyłam lodówkę, aż w końcu pozbyłam się smrodu. Jak zobaczy te pustki, uzna mnie za jakąś dziwną, a jestem już w sumie dziwna. Tego raczej nie chcę, a raczej nie chcę pogorszyć swojej sytuacji związanej z Emmettem.
Sięgnęłam po pudełeczko, usiadałam bardziej wygodniej na kanapie. Otworzyłam delikatnie i zauważyłam jednorożca. Rany, jaki on jest mega uroczy, pasuje do mnie. Uniosłam go do góry, aby jeszcze bardziej go obejrzeć z każdej możliwej dla mnie strony. Musiał spędzić dużo czasu, aby to wszystko znaleźć i zaplanować. Nie jestem pewna, czy sam, ale urocze jest to wszystko. Zwłaszcza że zapamiętał o urodzinach oraz tak mocno postarał się z prezentem.
— Jest idealny, nie oddam go nikomu. Musiałeś naprawdę dużo czasu spędzić na szukaniu go. Przecież w naszym mieście, jest tak trudno z biżuterią — Zrobiłam wielkie oczy, ale naprawdę szczerze tego wieczoru się uśmiechnęłam. Prawie jak mała dziewczynka, która pierwszy raz próbuje słodyczy i chce w miarę jeszcze większą dawkę słodyczy. Tu celowałabym w większej chęci poznania bliżej Emmetta. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, aby pomógł mi z zawieszką i bransoletką. Jestem wręcz zachwycona prezentem, ale to jeszcze nie wszystko? Już i tak dużo musiał wydać kasy i czasu zmarnować na prezent dla mnie. Jednak usiadłam grzecznie i poczekałam, aż pokaże mi dalszą część. Wciągnęłam powietrze i zamrugałam parę razy. Nikt, ale to nikt w życiu nie zabrał mnie na lodowisko. No może byłam, ale nie tak prywatnie i bez ludzi wokół mnie.
— Jestem w szoku, że udało Ci się to wszystko wymyślić. Nie będę w stanie ciebie przebić, serio. Nigdy nie byłam prywatnie na lodowisku, mam nadzieję, że dasz mi lekcję z łyżwiarstwa — Zagryzłam dolną wargę. Wstałam i przytuliłam się do niego delikatnie. Potrzebuję dzisiaj takiego przytulenia, nawet jeśli widać po mnie zupełnie co innego. Wypuściłam powietrze z ust, będąc już całkowicie zadowoloną z tego dnia. — A co do jedzenia, może zjemy pizze? Nie lubię szalonych rzeczy, a to każdy lubi — Zaproponowałam dalej się do niego przytulając.

Emmett Lapointe

001. A gift that can't be wrapped

: pt wrz 04, 2026 8:11 pm
autor: Emmett Lapointe
Nie zamierzałem przyznawać, że jej reakcja sprawiła mi aż tak dużą satysfakcję. Mógłbym oczywiście udawać, że od początku dokładnie wiedziałem, jaki prezent powinienem wybrać i że znalezienie odpowiedniej bransoletki zajęło mi może dziesięć minut. Prawda wyglądała zupełnie inaczej, ponieważ obejrzałem zdecydowanie więcej biżuterii niż chciałbym kiedykolwiek oglądać ponownie, a po pewnym czasie wszystkie bransoletki zaczynały wyglądać dla mnie identycznie. Mimo wszystko było warto.
- Wcale nie tak dużo - odpowiedziałem, próbując zachować poważny wyraz twarzy. - Jakieś pięć minut. Wszedłem do sklepu, powiedziałem, że potrzebuję czegoś dla najbardziej marudnej kobiety w Toronto i od razu wiedzieli, co mi pokazać.
Uśmiechnąłem się szerzej, po czym zbliżyłem się i sięgnąłem po bransoletkę. Przez chwilę skupiałem się na niewielkim zapięciu, które oczywiście postanowiło nagle stać się najbardziej skomplikowanym mechanizmem, z jakim miałem do czynienia.
- Nie ruszaj się, bo jeszcze wyjdzie na jaw, że łatwiej radzę sobie z kijem hokejowym niż z kawałkiem biżuterii - mruknąłem.
Delikatnie objąłem palcami jej nadgarstek i zapiąłem bransoletkę. Zanim cofnąłem rękę, przesunąłem jeszcze kciukiem po jej skórze. Zrobiłem to właściwie odruchowo, ale kiedy zdałem sobie z tego sprawę, nie odsunąłem dłoni tak szybko, jak zapewne zrobiłbym to jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Podobała mi się ta bliskość. Chyba właśnie do tego coraz trudniej było mi się przed samym sobą nie przyznawać.
- Wiedziałem, że jednorożec będzie dobrym wyborem - stwierdziłem z satysfakcją. - Nie pytaj mnie tylko dlaczego. Po prostu zobaczyłem go i od razu pomyślałem o tobie.
Zaśmiałem się przez krótką chwilę. Jeszcze większą ulgę poczułem na samą myśl, że pomysł z lodowiskiem również nie okazał się kompletną przesadą. Właśnie tego obawiałem się najbardziej. Biżuterię można było potraktować jak zwykły prezent, a wynajęcie lodowiska tylko dla nas było już trochę trudniejsze do wyjaśnienia czystą przyjaźnią. Zresztą chyba przestawało mi zależeć na szukaniu takich wyjaśnień.
- Lekcję? - powtórzyłem, unosząc brwi. - Właśnie dostałaś prywatnego instruktora, który większość życia spędził na lodzie. Powinnaś bardziej doceniać swoje szczęście. Chociaż od razu uprzedzam, że jestem wymagającym trenerem. Jeżeli po pięciu minutach nie będziesz robiła piruetów, będę bardzo rozczarowany.
Oczywiście sam nie miałem większego pojęcia o wykonywaniu piruetów. To była działka mojej matki. Mogłem za to zagwarantować, że Ronnie nie zrobi sobie krzywdy, a perspektywa trzymania jej przez większość czasu za rękę nagle wydawała mi się dodatkową zaletą całego pomysłu. Objąłem ją mocniej i przez moment po prostu pozwoliłem sobie cieszyć się tą chwilą. Zwykle nie należałem do ludzi, którzy długo siedzieli w ciszy albo szczególnie potrzebowali podobnych gestów. Teraz jednak nie spieszyło mi się, żeby zwiększać dystans. Oparłem lekko policzek o czubek jej głowy. To było dziwnie przyjemne.
- Wiesz, że jeśli będziesz mnie tak przytulać za każdym razem, kiedy kupię ci prezent, to zbankrutuję do końca miesiąca? - rzuciłem w końcu, chociaż moje ręce nadal pozostawały wokół niej.
Nie chciałem psuć tego momentu zbyt poważną rozmową. Wiedziałem już jednak, że prędzej czy później będę musiał zastanowić się nad tym, dokąd właściwie zmierzała nasza relacja. Coraz trudniej było mi nazywać ją w swojej głowie zwyczajną przyjaźnią, kiedy jednocześnie chciałem znajdować kolejne powody, żeby być blisko niej.
- Pizza brzmi idealnie - odpowiedziałem po chwili. - Tylko nie zaczynaj ponownie z tym płaceniem, bo już ustaliliśmy zasady. Ty masz urodziny, więc wybierasz. Ja płacę i naprawdę nie wiem, dlaczego próbujesz to komplikować. - Odsunąłem się w końcu odrobinę i sięgnąłem po telefon. - Możesz wybrać taką, na jaką masz ochotę. A potem zabieram cię na lód.

Ronnie Graves