Cale napięcie, które towarzyszyło mi jeszcze przed wejściem do mieszkania, zaczęło powoli ustępować. Pewnie trochę przesadzałem z tym nadmiernym przejmowaniem się wszystkim po drodze. Ostatecznie przecież nadal byłem sobą, a Ronnie nadal była Ronnie. Nie musiałem nagle zastanawiać się nad każdym słowem tylko dlatego, że od pewnego czasu patrzyłem na nią trochę inaczej.
Mój uśmiech zniknął jednak na moment, kiedy dowiedziałem się, że byłem jedyną osobą, która o niej pamiętała. Nie wiedziałem właściwie, dlaczego tak bardzo mnie to zirytowało. Sam nie przywiązywałem ogromnej wagi do urodzin i nie oczekiwałem, że każdego roku wszyscy znajomi ustawią się w kolejce, żeby składać mi życzenia. Mimo wszystko nie potrafiłem zrozumieć, jak najbliższe jej osoby, mogły po prostu zapomnieć. Zwłaszcza, że dla mnie pamiętanie o tej dacie nie wymagało żadnego wysiłku.
-
Jedyną? - powtórzyłem, unosząc lekko brwi. -
No dobra, w takim razie oficjalnie awansowałem w rankingu najważniejszych ludzi w twoim życiu. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi tak łatwo.
Zażartowałem, ale prawda była taka, że nie do końca wiedziałem, jak powinienem na to zareagować. Nie chciałem jej współczuć, bo sam nienawidziłem, kiedy ktoś patrzył na mnie w taki sposób i byłem niemal pewien, że ona również tego nie potrzebowała.
-
I przestań przejmować się tym, że niczego nie przygotowałaś. Przecież nie przyszedłem tutaj na kontrolę lodówki - dodałem z rozbawieniem. -
Chociaż muszę przyznać, że trochę mnie teraz kusi, żeby jednak sprawdzić, czym się żywisz, kiedy nikt nie patrzy.
Pokręciłem lekko głową i wsunąłem wolną dłoń do kieszeni spodni. Z jakiegoś powodu czułem się naprawdę dobrze. Nie potrzebowałem żadnego wielkiego przyjęcia ani tłumu ludzi dookoła. Właściwie, to myśl o tym, że mielibyśmy spędzić ten wieczór tylko we dwoje, odpowiadała mi zdecydowanie bardziej.
Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie nie zwróciłbym na to większej uwagi. Przyszedłbym do niej, wręczył prezent, rzuciłbym kilka głupich komentarzy i pewnie po jakimś czasie zacząłbym zastanawiać się, gdzie moglibyśmy pójść. Teraz jednak sama perspektywa siedzenia tutaj z Ronnie wydawała mi się wystraczająca. Zaczynałem czuć się przy niej tak dobrze, że przestawałem szukac kolejnych powodów, żeby gdzieś biec.
-
Nie ma mowy - odpowiedziałem od razu, gdy usłyszałem propozycję dotyczącą jedzenia. -
Wybij to sobie z tej ślicznej główki. Możesz wybrać jedzenie, nawet najdroższą restaurację, jeżeli naprawdę chcesz sprawdzić, jak bardzo mi na tobie zależy. Ale płacę ja - uśmiechnąłem się szerzej. -
Poza tym powiedziałaś, że mogę zaszaleć, więc właśnie to robię. Zaszaleję i zapłacę za kolację.
Nie zamierzałem odpuszczać. Wiedziałem, że była to jedna z tych kompletnie nieistotnych rzeczy, o które mógłbym się z nią wykłócać przez następne pół godziny tylko dlatego, że chciałem postawić na swoim. Tym razem jednak miałem jeszcze jeden powód. Skoro wyglądało na to, że nikt poza mną nie zadbał o jej urodziny, to zamierzałem zrobić wszystko, żeby przynajmniej ich końcówka była taka, jak powinna.
Spojrzałem na pudełko, które wcześniej przyniosłem i poczułem znajome ukłucie niepewności. Właśnie na ten moment czekałem. Przez ostatnie dni zastanawiałem się, czy nie czy przesadziłem. Sam prezent nie był problemem. Z nim czułem się całkiem bezpiecznie. Druga część była jednak zupełnie czymś innym. Mogłem się jeszcze wycofać. Przecież niczego nie wiedziała. Ta myśl utrzymała się w mojej głowie przez może dwie sekundy. Oczywiście, że się nie wycofam.
-
Ale zanim zaczniemy dyskusję o tym, co zamawiamy, to masz ważniejsze zadanie - powiedziałem, wskazując podbródkiem na pudełko. -
Otwórz prezent.
Przesunąłem dłonią po karku i odwróciłem na moment wzrok. W środku znajdowała się delikatna srebrna bransoletka. Nie była ona przesadnie zdobiona i to był główny powód dlaczego ją wybrałem. Przy jednej z zawieszek znajdował się mały jednorożec, który od razu zwrócił moją uwagę, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Nie miałem żadnego głębokiego wyjaśnienia dla tego wyboru. Po prostu w pewien sposób kojarzyła mi się z Ronnie.
-
Tylko zanim cokolwiek powiesz, to uznajmy, że nie przyjmuje zwrotów ani reklamacji - uprzedziłem z uśmiechem. -
Spędziłem zdecydowanie zbyt dużo czasu na wybieraniu tego, żebyś powieziała mi, że niepotrzebnie się starałem.
-
Poza tym to jeszcze nie wszystko. - Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem niewielką kopertę, którą cały czas miałem przy sobie. Obracałem ją przez chwilę między palcami, zanim wyciągnąłem rękę przed siebie. To właśnie przez nią wcześniej zastanawiałem się, czy nie przesadzałem.
W środku znajdowały się dwa bilety na wieczór na lodowisku, które wynająłem tylko dla nas. Nie chciałem zabierać jej na zwykłą, zatłoczoną ślizgawkę, gdzie przez połowę czasu musielibyśmy uważać, żeby nie wpaść na dzieci albo ludzi, którzy po raz pierwszy mieli łyżwy na nogach. Chciałem mieć kilka godzin spokoju, tylko dla nas. I może właśnie te fragment całego planu mówił o moich zamiarach trochę więcej niż sam zamierzałem.
-
To jest ta część, przy której możesz zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem najlepszym prezentem urodzinowym, jaki dostałaś - powiedziałem z charakterystyczną dla siebie pewnością. -
Pomyślałem, że po jedzeniu zabiorę cię w jedno miejsce. Wszystko już załatwiłem. - Przez chwilę się nie odzywałem, a potem łagodnie się uśmiechnąłem. -
Zasługujesz na trochę więcej. Przynajmniej dzisiaj pozwól mi o to zadbać.
Ronnie Graves