Pear Aubert
: śr cze 10, 2026 10:53 am
Pear Aubert

data i miejsce urodzenia
06.07.1998, Toronto, Kanadazaimki
ona, jejzawód
sprzedawca, kelnerkamiejsce pracy
Macgregors Meat & Seafood, Archeoorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
the junctionpobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
posiada prawo jazdy typu G, umie gotować i piec, naprawi cieknący kran i złoży meble z Ikea bez instrukcjisłabości
nie umie w relacje międzyludzkie, jest nieufna Podobno przyszłam na świat w najbardziej upalny dzień roku dziewięćdziesiątego ósmego. A darłam się na tyle mocno, że matka miała mnie dość już po pięciu minutach przebywania w moim towarzystwie.
To darcie ryja, w zasadzie zostało mi do dnia dzisiejszego, chociaż teraz, kiedy już jestem starsza i (podobno) mądrzejsza, potrafię nad tym panować.
Od zawsze w moim życiu królowali mężczyźni.
Niby to ojciec powinien był być moim autorytetem, jednak nigdy go nie poznałam.
Moja matka uwielbiała przyprowadzać do domu różnych tatusiów, jednak żaden nie został z nami na dłużej. Zazwyczaj wytrzymywali do momentu, w którym okazywało się, że moja rodzicielka zachodziła w kolejną ciążę, której oni ani nie chcieli, ani się nie spodziewali — jakby nie wiedzieli, że istniało coś takiego jak antykoncepcja.
Była nas szóstka — rozwrzeszczanych, wiecznie głodnych darmozjadów, jak zwykła nazywać nas kobieta, która wydała nas na świat.
O wiele większy wkład w nasze wychowanie miał dziadek Loius. Zawsze mawiał, żeby nie bała się marzyć. Że marzenia były jedyną rzeczą, za którą nie trzeba było płacić.
I miał cholerną rację!
Od zawsze miałam śmiałe plany na swoją przyszłość. Jak każda pięciolatka chciałam być aktorką, piosenkarką, czy inną nauczycielką. Wyobrażałam sobie siebie w tych rolach, uciekając w świat fantazji najmocniej jak się dało, żałując jednocześnie, że w ten sam sposób, nie mogłam sobie wymarzyć garnka pełnego gorącej zupy.
W szkole radziłam sobie zazwyczaj dwojako. Raz ślęczałam nad książkami dzień i nocą, by innym razem, całkowicie olewać przyswajanie wiedzy. Zgrabnie prześlizgiwałam się z klasy do klasy, zdecydowanie bardziej od nauki woląc rozrabianie z kolegami. Rzadko kiedy wtedy ktoś mnie na czymś przyłapywał. A jeśli już, zabójczy uśmiech i spojrzenie wielkich piwnych oczu, do tego wyrażających najgłębszą skruchę (ta jasne!), sprawiały, że unikałam kary.
Dopiero gdzieś na początku szkoły średniej zrozumiałam, co tak naprawdę chciałabym robić w życiu. Architektura była czymś, co mnie fascynowało i co bardzo chciałam rozwijać na dalszych etapach swojej edukacji. Już wtedy od kilku lat dorabiałam sobie wyprowadzając cudze psy, robiąc zakupy starszym, schorowanym sąsiadkom, czy pakując zakupy w marketach, zaś każdy zarobiony w ten sposób grosz, oszczędzałam na swoją przyszłość.
Szkołę skończyłam, może i bez wyróżnień i super nagród, jedna osiągnięte wyniki pozwoliły mi się dostać na wybrany kierunek.
Niestety, naukę musiałam odłożyć na potem , skupiając się w głównej mierze na pomocy matce i utrzymaniu rodziny. Pracowałam (i nadal pracuję) na dwa etaty, by jakoś zawiązać jeden koniec z drugim, jednak nigdy nie przestałam marzyć.
Rok temu wyprowadziłam się z domu, przyjmując w spadku maleńki domek po zmarłym dziadku. Dopiero wtedy, po raz pierwszy w życiu poczułam, że żyję, choć ciężko mi było pogodzić się z myślą, że zostawiam resztę hałastry razem z matką. Musiałam jednak to zrobić. Dla samej siebie. I dla własnych marzeń.
Teraz żyję jak chcę, większość czasu poświęcając jednak na pracę, studiowanie i mizianie moich trzech kotów, które są strasznymi atencjuszami.
Jednak jest dobrze! A przynajmniej tak myślę.
- Rzadko kiedy korzysta z radia. Kocha za to stary gramofon odziedziczony po swoim dziadku, z którego bardzo często korzysta. Ma też bardzo pokaźną kolekcję płyt winylowych, która zawiera każdy możliwy gatunek muzyczny.
- Straszna z niej pedantka i perfekcjonistka. W jej domu wszystko ma swoje miejsce, każda nawet najmniejsza rzecz, a i cała chałupka jest tak wypucowana, jakby nikt w niej nie mieszkał.
- Pija zdecydowanie zbyt dużo kawy, a i nie potrafi znaleźć umiaru w piciu czerwonego wina.
- Ma lekko ochrypły, charakterystyczny śmiech. Bardzo zaraźliwy, więc tak naprawdę powstrzymuje się od tego, by się śmiać.
- Chodzi na siłownię, a w domu trenuje jogę. Do tego, niedawno zaczęła uczęszczać na lekcje tańca towarzyskiego.
- Uwielbia Marvela, a Harry'ego Pottera zna na pamięć.
- Uważa, że jest niefotogeniczna i za żadne skarby świata nie pozwoli Ci, zrobić sobie zdjęcia.
- Od dzieciństwa ma dość sporą wadę wzroku, przez którą cały czas musi nosić okulary. Dopiero niedawno, zrezygnowała z nich na rzecz soczewek kontaktowych, a bryle zakłada tylko wtedy, kiedy skończą jej się soczewki.
- Uwielbia czytać i ma na tyle podzielną uwagę, że jest w stanie czytać kilka książek naraz.
- Ma trzy koty — czarnego Behemota, rudego Belzebuba i białego Lucyfera. Stwierdziła, że taka ilość, nie czyni z niej jeszcze starej panny z kotami.
To darcie ryja, w zasadzie zostało mi do dnia dzisiejszego, chociaż teraz, kiedy już jestem starsza i (podobno) mądrzejsza, potrafię nad tym panować.
Od zawsze w moim życiu królowali mężczyźni.
Niby to ojciec powinien był być moim autorytetem, jednak nigdy go nie poznałam.
Moja matka uwielbiała przyprowadzać do domu różnych tatusiów, jednak żaden nie został z nami na dłużej. Zazwyczaj wytrzymywali do momentu, w którym okazywało się, że moja rodzicielka zachodziła w kolejną ciążę, której oni ani nie chcieli, ani się nie spodziewali — jakby nie wiedzieli, że istniało coś takiego jak antykoncepcja.
Była nas szóstka — rozwrzeszczanych, wiecznie głodnych darmozjadów, jak zwykła nazywać nas kobieta, która wydała nas na świat.
O wiele większy wkład w nasze wychowanie miał dziadek Loius. Zawsze mawiał, żeby nie bała się marzyć. Że marzenia były jedyną rzeczą, za którą nie trzeba było płacić.
I miał cholerną rację!
Od zawsze miałam śmiałe plany na swoją przyszłość. Jak każda pięciolatka chciałam być aktorką, piosenkarką, czy inną nauczycielką. Wyobrażałam sobie siebie w tych rolach, uciekając w świat fantazji najmocniej jak się dało, żałując jednocześnie, że w ten sam sposób, nie mogłam sobie wymarzyć garnka pełnego gorącej zupy.
W szkole radziłam sobie zazwyczaj dwojako. Raz ślęczałam nad książkami dzień i nocą, by innym razem, całkowicie olewać przyswajanie wiedzy. Zgrabnie prześlizgiwałam się z klasy do klasy, zdecydowanie bardziej od nauki woląc rozrabianie z kolegami. Rzadko kiedy wtedy ktoś mnie na czymś przyłapywał. A jeśli już, zabójczy uśmiech i spojrzenie wielkich piwnych oczu, do tego wyrażających najgłębszą skruchę (ta jasne!), sprawiały, że unikałam kary.
Dopiero gdzieś na początku szkoły średniej zrozumiałam, co tak naprawdę chciałabym robić w życiu. Architektura była czymś, co mnie fascynowało i co bardzo chciałam rozwijać na dalszych etapach swojej edukacji. Już wtedy od kilku lat dorabiałam sobie wyprowadzając cudze psy, robiąc zakupy starszym, schorowanym sąsiadkom, czy pakując zakupy w marketach, zaś każdy zarobiony w ten sposób grosz, oszczędzałam na swoją przyszłość.
Szkołę skończyłam, może i bez wyróżnień i super nagród, jedna osiągnięte wyniki pozwoliły mi się dostać na wybrany kierunek.
Niestety, naukę musiałam odłożyć na potem , skupiając się w głównej mierze na pomocy matce i utrzymaniu rodziny. Pracowałam (i nadal pracuję) na dwa etaty, by jakoś zawiązać jeden koniec z drugim, jednak nigdy nie przestałam marzyć.
Rok temu wyprowadziłam się z domu, przyjmując w spadku maleńki domek po zmarłym dziadku. Dopiero wtedy, po raz pierwszy w życiu poczułam, że żyję, choć ciężko mi było pogodzić się z myślą, że zostawiam resztę hałastry razem z matką. Musiałam jednak to zrobić. Dla samej siebie. I dla własnych marzeń.
Teraz żyję jak chcę, większość czasu poświęcając jednak na pracę, studiowanie i mizianie moich trzech kotów, które są strasznymi atencjuszami.
Jednak jest dobrze! A przynajmniej tak myślę.
Ciekawostki
- Kolekcjonuje świece zapachowe. Ma ich około setki, jednak żadnej jeszcze nie zapaliła, mówiąc wszystkim, że to do ozdoby.- Rzadko kiedy korzysta z radia. Kocha za to stary gramofon odziedziczony po swoim dziadku, z którego bardzo często korzysta. Ma też bardzo pokaźną kolekcję płyt winylowych, która zawiera każdy możliwy gatunek muzyczny.
- Straszna z niej pedantka i perfekcjonistka. W jej domu wszystko ma swoje miejsce, każda nawet najmniejsza rzecz, a i cała chałupka jest tak wypucowana, jakby nikt w niej nie mieszkał.
- Pija zdecydowanie zbyt dużo kawy, a i nie potrafi znaleźć umiaru w piciu czerwonego wina.
- Ma lekko ochrypły, charakterystyczny śmiech. Bardzo zaraźliwy, więc tak naprawdę powstrzymuje się od tego, by się śmiać.
- Chodzi na siłownię, a w domu trenuje jogę. Do tego, niedawno zaczęła uczęszczać na lekcje tańca towarzyskiego.
- Uwielbia Marvela, a Harry'ego Pottera zna na pamięć.
- Uważa, że jest niefotogeniczna i za żadne skarby świata nie pozwoli Ci, zrobić sobie zdjęcia.
- Od dzieciństwa ma dość sporą wadę wzroku, przez którą cały czas musi nosić okulary. Dopiero niedawno, zrezygnowała z nich na rzecz soczewek kontaktowych, a bryle zakłada tylko wtedy, kiedy skończą jej się soczewki.
- Uwielbia czytać i ma na tyle podzielną uwagę, że jest w stanie czytać kilka książek naraz.
- Ma trzy koty — czarnego Behemota, rudego Belzebuba i białego Lucyfera. Stwierdziła, że taka ilość, nie czyni z niej jeszcze starej panny z kotami.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
niezgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie