it's fucking impossible
: czw cze 11, 2026 1:53 pm
#1
Stellan zacisnął szczękę i oparł się o ścianę, próbując chociaż na chwilę uspokoić oddech. Dłonie mu drżały, więc ukrył je głęboko w kieszeni spodni. Została tylko jedna myśl — dawka, reszta przestała się liczyć. Obserwował ludzi niespokojnym wzrokiem, czekając na odpowiedni moment, a każda sekunda wydawała mu się wiecznością, ale nie potrafił ustać w jednym miejscu. Szedł bocznymi uliczkami, a gdy wychodził na główną drogę, zatrzymywał się bez sensu — wiązał but, udawał, że coś ogląda w witrynach, nie stojąc w miejscu zbyt długo.Co chwila odwracał głowę, reagując na każdy głośniejszy dźwięk – pisk opon, czyjeś nagłe zawołanie czy otwierane drzwi. Patrzył na każdego, kto mijał go na chodniku. Szukał portfeli, otwartych torebek, ludzi zbyt zajętych sobą, żeby zauważyć, że coś jest nie tak. Kiedy po raz kolejny minął kogoś, kogo nie dało się łatwo podejść, przeklął pod nosem i kopnął pustą puszkę leżącą na chodniku i znów ruszył przed siebie, niemal biegnąc, byle tylko zmienić miejsce i spróbować szczęścia gdzie indziej, cały czas nerwowo przeszukując wzrokiem otoczenie, żeby zgarnąć cokolwiek, co pozwoli mu w końcu załatwić towar.
Wspomnienia wracały urywkami. Jeszcze trzy lata temu miał pracę i mieszkaniea, a teraz została mu tylko pustka między kolejnymi próbami przetrwania. Nie musiał się zastanawiać czy będzie miał gdzie spać, ani myśleć skąd wziąć pieniądze na kolejny dzień. Wszystko wydawało mu się wtedy dużo prostsze. Przewijał w głowie momenty, w których mógł postąpić inaczej, wybrać inną drogę, ale za każdym razem odpuszczał. W uszach brzmiały mu słowa rodziców, których dawniej w ogóle nie brał do siebie. Pamiętał, jak powtarzali, żeby wziął się w garść, skończył szkołę, poszedł na studia i pomyślał o tym, co będzie później. Wtedy wydawało mu się, że oni nie mają pojęcia o życiu, a on sam wie wszystko najlepiej i bez problemu poradzi sobie sam. Teraz patrząc z perspektywy czasu czuł wściekłość na siebie. Te myśli wracały jednak tylko na chwilę. Szybko wypierała je rzeczywistość, a razem z nią głód narkotykowy, który był silniejszy niż wyrzuty sumienia. To uczucie skutecznie zagłuszało wszystko inne, nie pozwalając mu dłużej rozwodzić się nad tym, co było kiedyś.
Znalazł się pod klubem nocnym, stwierdzając, że tutaj najszybciej kogoś okradnie. Siedział na krawężniku i czekał na kogoś, kto wypił za dużo i przestał ogarniać się wokół niego dzieje. W głowie świdrowała mu myśl: musi zdobyć kasę. Musiał znaleźć cokolwiek, bo był pewien, że długo nie wytrzyma. Patrzył na ludzi wychodzących z klubu – dobrze ubrani, rozbawieni, czuł się przy nich jak ktoś obcy. Kiedyś był jednym z nich, pamiętał to jeszcze, a teraz siedział na zimnym betonie, zmęczony i zdesperowany. To było wszystko, co zostało z jego dawnego życia. Niebo zaczynało szarzeć, a Stellan czuł się coraz gorzej – był wykończony, niewyspany i cały się trząsł. Coraz trudniej było mu zebrać myśli, błądził wzrokiem po chodniku przed klubem, na którym praktycznie nie było już ludzi. Muzyka ze środka niemal całkowicie umilkła i wtedy usłyszał imię.
Jason.
Znał w tym pieprzonym mieście tylko jednego Jasona – swojego przyrodniego brata i już samo usłyszenie go sprawiło, że w środku aż się w nim zagotowało. Mrużył oczy patrząc na mężczyznę, którego nazwano Jasonem, ale obraz przed nim był sprzeczny z tym, co pamiętał. To nie on. To niemożliwe, powtarzał sobie w duchu. Przełknął ślinę, czując w ustach gorycz i postanowił zignorować wszystko, co działo się kilka metrów dalej i odczekał, aż większość ludzi rozeszła się spod klubu. Oparł się o zimny mur i obserwował mężczyznę skupionego na kobiecie. Ruszył powoli i wykorzystał moment nieuwagi, wprawnym, choć drżącym ruchem, wsuwając palce do tylnej kieszeni jego spodni. Poczuł znajomy kształt skóry, ale wtedy ręce zawiodły go bardziej niż zwykle. Głód, niewyspanie i narastający atak paniki sprawiły, że portfel wysunął mu się z palców tuż przy krawędzi kieszeni i upadł na chodnik z głośnym plaskiem. Stellan zaklął w myślach i rzucił się, by go podnieść, ale w tej samej sekundzie mężczyzna obrócił głowę w jego stronę.
— TO KURWA, NIEMOŻLIWE — wyrwało mu się na głos, zanim zdążył to powstrzymać.
Wpatrywał się w osobę przed sobą z oszołomioną miną, próbując znaleźć wytłumaczenie, które miałoby sens, ale nic nie przychodziło do głowy. To nie mogła być prawda. Jakim cudem to był on? Ten sam Jason, którego pamiętał jako chudego, nijakiego chłopaka bez perspektyw, który teraz stał przed nim zupełnie inny. Ich spojrzenia się spotkały, a Stellan poczuł, jak w gardle rośnie mu gula.
- Co ty tu, do cholery, robisz? - wyrzucił z siebie, patrząc na brata z mieszaniną niedowierzania i wściekłości. - Myślałem, że… — urwał, kręcąc głową. — Nieważne.
Jason Choi