Kieran Burreau
: czw cze 11, 2026 2:48 pm
Kieran Burreau

data i miejsce urodzenia
14 lutego 2002 roku, Toronto, Kanadazaimki
on/jegozawód
student prawa, praktykant miejsce pracy
Vishwakar, Bradford & Grant Llporientacja
???dzielnica mieszkalna
The Kingswaypobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
Ma prawo jazdy oraz własny samochód. Poza angielskim zna francuski oraz hiszpański. Szybko się uczy i ma bardzo dobrą pamięć, co pomaga mu w zapamiętaniu skomplikowanych paragrafów i zasad prawnych. Posiada umysł analityczny. Ciężko wyprowadzić go z równowagi, ponieważ może się poszczycić niebywałą cierpliwością. Potrafi malować oraz grać na pianinie. słabości
Nie umie pływać i uważa, że góry są znacznie lepsze. Boi się latać, dlatego przebywanie w samolocie to dla niego katorga. Jest słaby w emocjach, dlatego ciężko mu rozpracować uczucia innych ludzi. Zapatrzony w ojca i każde jego słowo. Skryty, nie potrafi mówić o tym co go trapi. Przesadnie wszystko analizuje, co nie pomaga w kontaktach międzyludzkich. Ludzie oczekują, że historie życia będą naszpikowana dramatami i przestępstwami, o których przez kolejne dziesięciolecia będzie się mówiło z pokolenia na pokolenie. Sądzą, że w chwili, w której w życiorysie drugiej osoby pojawią się niedoskonałości, uczyni to ich życie znacznie lepszym i pozwoli się dowartościować. Czy to nie podłe? Z pewnością, ale tak działa ten świat. Dlatego jeśli ktoś nastawił się na historię pełną krwawych wydarzeń, aresztowań, dramatów światowych, już teraz może zaprzestać lektury, bo nie znajdzie tutaj niczego, co będzie mogło zaspokoić egoistyczną duszę i pozwoli napawać się nieszczęściem bliźniego.
Moi rodzice - spadkobierczyni bogatego francuskiego biznesmana; założycielka fundacji na rzecz rozwoju młodych talentów oraz jeden z najlepszych adwokatów w mieście - od zawsze pragnęli mieć dziecko. Z racji wykonywanych zawodów, odwlekało im się to w czasie, aż ostatecznie powiedzieli sobie, że jeśli nie teraz, to nigdy, bo przecież młodsi nie będą, a po trzydziestce zwiększa się ryzyko niepożądanych chorób genetycznych. Podobno, bo wiadomo, że nie chodziło jedynie o wiek. Tym oto sposobem zostałem poczęty, zapewne wtedy bardziej z powodu konieczności spełnienia jednego z marzeń dziadków i chęci pozostawienia spadku komuś bardziej zaufanemu od kuzyna w siódmej linii pokrewieństwa, niż czułości, którą mogli sobie dać rodzice, w dniu, w którym postanowili, że ojciec zapłodni ostatecznie matkę.
Rosłem zdrowo, rozwijałem się prawidłowo, może trochę bardziej ponadprzeciętnie, co rodzice zauważyli w chwili, w której skończyłem kilka lat, woląc zaszyć się we własnym pokoju lub w kącie salonu, bawiąc się samotnie i mówiąc do siebie, niż wychodzić na zewnątrz, aby przebywać trochę z innymi dzieciakami. Najwidoczniej już wtedy wiedziałem, że ludzie nie są mi bardzo potrzebni do egzystencji. Na całe szczęście rodzice nie zapragnęli na siłę pchać mnie na plac zabaw, gdzie w tych sporadycznych sytuacjach i tak siadałem sam, głównie w piaskownicy, budując skomplikowane budowle, które mógł zrozumieć tylko mój dziecięcy mózg.
Nie byłem wychowywany w miłości, przynajmniej nie takiej, jaka opisuje się we wszystkich książkach romantycznych czy na temat idealnej rodziny. Rodzice nie mieli dla mnie dużo czasu, poświęcając się pracy, zostawiając mnie pod opieką niani, która stała się zastępstwem wszystkiego, czego potrzebowałem. Wychowała mnie, próbowała nastawić pozytywnie do innych dzieci. Z marnymi skutkami i chociaż nie potrzebowałem kolegów, potrzebowałem jej. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa i przynależności, nie traktując jak posąg. Czego nie mogłem powiedzieć o wyrafinowanym chłodzie ojca, który starał się przygotować mnie do świata i przyszłej kariery adwokackiej, w której według niego brak uczuć i emocji był atutem.
Idąc do pierwszej klasy wiedziałem trochę więcej, niż przeciętny uczeń. Szybciej nauczyłem się czytać i mogłem sam pochłaniać książki, oczywiście odpowiednie do mojego wieku. Nie róbmy ze mnie geniusza pokroju najinteligentniejszego dziecka na świecie, z którego Einstein wyrośnie. Po prostu pewne rzeczy przyswoiłem szybciej i sprawniej, to wszystko.
Zaskoczeniem dla niemal wszystkich, poza Alice, było to, że nalazłem sobie jednak przyjaciela, takiego niemal na całe życie, a przynajmniej w tamtej chwili tak myślałem. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, bawiąc się we dwójkę. Był tą osobą, która trochę wyciągnęła mnie z mojego dystansu do świata ludzkiego, z tej dziwnej fascynacji słowem pisanym. To z nim pierwszy raz wspiąłem się na drzewo, łamiąc rękę. To z nim grzebałem za robakami w ziemi, co teraz wydaje mi się wyjątkowo ohydne. Wszystko jednak miało swój czas i miała go również nasza przyjaźń. Jego przeprowadzka do innego miasta sprawiła, że kontakt, który utrzymywał się niezmiennie do czwartej klasy, został zerwany i nigdy już nie miał szansy na odbudowę. Odległość była zbyt duża.
Po stracie jedynego przyjaciela, nie miałem więcej ochoty na szukanie nowego. Bardziej zagłębiłem się w świat literacki, czerpiąc z niego korzyści. Zapałałem miłością do poezji, pochłaniając jej całkiem sporo. W tym również czasie postanowiłem, że zostanę najlepszym prawnikiem, przebijając swojego ojca. Wydawało mi się to fascynujące, sądzić o losie innych ludzi na podstawie licznych dowodów. Wiązało się to z wyrzeczeniami, ale jakie ja mogłem mieć?
Gdzieś mniej więcej koło piątej klasy zakochałem się w malowaniu. Uwiecznianie własnych myśli i wyobrażeń miało w sobie coś, co mnie urzekło. Urzekł mnie świat utrwalony w obrazkach, urzekły mnie najdrobniejsze elementy, do których normalnie człowiek nie przywiązuje wagi. Kiedy wspomniałem o tym, że chciałbym zapisać się na zajęcia artystyczne, zostałem zrugany. Ojciec kategorycznie powiedział, że to było zajęcie dla kobiet, albo dla osób przegranych, a szanowanemu przyszłemu prawnikowi nie przystoi zajmować się tak niemęskim zajęciem, jak malowanie. Dlatego zrobiłem z tego tajemnicę, w której nigdy mu nie powiedziałem. Zatracałem się w tym ilekroć potrzebowałem oczyścić głowę.
Lata mijały, a ja rozwijałem wszelkie swoje pasje, kształcąc się coraz bardziej w kierunku adwokackim, jak również nadal utrzymując swój wyrachowany dystans. Nie byłem zupełnie aspołeczny, niech nikt nie myśl. Ot, pozwalałem do siebie dotrzeć jedynie tym, którzy mieli do powiedzenia coś, co mnie zainteresowało.
Wszystko zmieniło się w ostatniej klasie, kiedy presja ze strony szkoły, bycia idealnym, jak również ze strony ojca, dla którego byłem już dorosłym mężczyzną muszącym radzić sobie z problemami. Musiałem być idealny i ten idealizm sprawił, że pojawiły się u mnie zaburzenia z odżywianiem. Wylądowałem w klinice, w której spędziłem ponad rok. Ojciec, jak można było się spodziewać, przedstawił mój problem w bardziej kolorowych barwach opowiadając, że wyjechałem na staż do jakiejś wspaniałej kancelarii w Anglii, by zdobyć przed studiami doświadczenie mające mi pomóc w przyszłości.
Poszedłem na studia później, niż moim rówieśnicy, musząc powtarzać ostatni rok. Po ukończeniu szkoły, jak można było się spodziewać, wybrałem kierunek prawniczy, mając nadzieję, że uda mi się ukończyć Uniwersytet z wyróżnieniem, jak mój ojciec. W końcu nazwisko Burreau do czegoś zobowiązuje., a ostatnim czego chcę, to zawieść oczekiwania swojego ojca.
- ulubionym typem muzyki jest klasyczna, co nikogo nie powinno dziwić. To właśnie słuchając Mozarta umysł człowieka skupia się najlepiej. Nie znaczy to, że gardzi innymi rodzajami, ale jeśli ktoś puści mu elektroniczną, albo inne łubu dubu, to zadowolony nie będzie
- z natury jest cierpliwy i ciężko wyprowadzić go z równowagi. W całym jego życiu znalazło się zaledwie kilka osób, którym się to udało
- nigdy nie był przesadnie towarzyski, dlatego na wszelkich imprezach pojawia się sporadycznie, znacznie bardziej woląc oddać się przyjemności czytania
- już od dziecka wolał książki bardziej, niż zabawę z rówieśnikami
- jest fanem poezji, zdarza mu się brać udział w konkursach recytatorskich i poetycznych
- preferuje ciszę i spokój znacznie bardziej, niż hałas i rozgardiasz
- trochę pedant z niego
- najczęściej chodzi w koszulach, ma ich całkiem sporo w swojej kolekcji
- posiada prawo jazdy, jak również własny samochód, który kupili mu rodzice, wcześniej pozwalając wybrać
- jego pasją jest malowanie, które utrzymuje w tajemnicy
- lunatykuje i z tego powodu kilka razy zdarzyło mu się znaleźć w mało komfortowej sytuacji
- w dzieciństwie dwa razy złamał rękę, dlatego teraz ta lewa jest mniej sprawna niż prawa
- nie opowiada o swoich problemach i nie lubi, kiedy ludzie na siłę pragną coś z niego wyciągnąć
- potrafi grać na pianinie, głównie dlatego, że rodzice go do tego zmusili, niż z własnego wyboru
- typ samouka; jeśli coś go interesuje, chce wiedzieć na ten temat wszystko
- kiedy jest pijany ma poważne problemy ze skupieniem, jak również zachowaniem powściągliwości; staje się bardziej rozmowny i znacznie mniej aspołeczny
- nigdy nie miał złamanego serca. Może dlatego, że się nie zakochuje?
- gotowanie nie jest jego mocną stroną, dlatego dość często można go spotkać w jakiejś restauracji czy z jedzeniem na wynos
- dość często w nocy wierci się w łóżku. Wszystko dlatego, że z niewyjaśnionego powodu śnią mu się niemal codziennie koszmary
- kiedy ktoś go denerwuje zaczyna rzucać prawnymi formułami lub paragrafami
- woli prysznic, niż wannę. Trzeba zaznaczyć, że mimo tego kąpie się średnio trzydzieści minut dziennie
- jego zdaniem góry są znacznie bardziej interesujące, niż morze
- niania, która go wychowywała stała się jego najlepszą przyjaciółka, dlatego bardzo przeżył, kiedy zmarła
Moi rodzice - spadkobierczyni bogatego francuskiego biznesmana; założycielka fundacji na rzecz rozwoju młodych talentów oraz jeden z najlepszych adwokatów w mieście - od zawsze pragnęli mieć dziecko. Z racji wykonywanych zawodów, odwlekało im się to w czasie, aż ostatecznie powiedzieli sobie, że jeśli nie teraz, to nigdy, bo przecież młodsi nie będą, a po trzydziestce zwiększa się ryzyko niepożądanych chorób genetycznych. Podobno, bo wiadomo, że nie chodziło jedynie o wiek. Tym oto sposobem zostałem poczęty, zapewne wtedy bardziej z powodu konieczności spełnienia jednego z marzeń dziadków i chęci pozostawienia spadku komuś bardziej zaufanemu od kuzyna w siódmej linii pokrewieństwa, niż czułości, którą mogli sobie dać rodzice, w dniu, w którym postanowili, że ojciec zapłodni ostatecznie matkę.
Rosłem zdrowo, rozwijałem się prawidłowo, może trochę bardziej ponadprzeciętnie, co rodzice zauważyli w chwili, w której skończyłem kilka lat, woląc zaszyć się we własnym pokoju lub w kącie salonu, bawiąc się samotnie i mówiąc do siebie, niż wychodzić na zewnątrz, aby przebywać trochę z innymi dzieciakami. Najwidoczniej już wtedy wiedziałem, że ludzie nie są mi bardzo potrzebni do egzystencji. Na całe szczęście rodzice nie zapragnęli na siłę pchać mnie na plac zabaw, gdzie w tych sporadycznych sytuacjach i tak siadałem sam, głównie w piaskownicy, budując skomplikowane budowle, które mógł zrozumieć tylko mój dziecięcy mózg.
Nie byłem wychowywany w miłości, przynajmniej nie takiej, jaka opisuje się we wszystkich książkach romantycznych czy na temat idealnej rodziny. Rodzice nie mieli dla mnie dużo czasu, poświęcając się pracy, zostawiając mnie pod opieką niani, która stała się zastępstwem wszystkiego, czego potrzebowałem. Wychowała mnie, próbowała nastawić pozytywnie do innych dzieci. Z marnymi skutkami i chociaż nie potrzebowałem kolegów, potrzebowałem jej. Dawała mi poczucie bezpieczeństwa i przynależności, nie traktując jak posąg. Czego nie mogłem powiedzieć o wyrafinowanym chłodzie ojca, który starał się przygotować mnie do świata i przyszłej kariery adwokackiej, w której według niego brak uczuć i emocji był atutem.
Idąc do pierwszej klasy wiedziałem trochę więcej, niż przeciętny uczeń. Szybciej nauczyłem się czytać i mogłem sam pochłaniać książki, oczywiście odpowiednie do mojego wieku. Nie róbmy ze mnie geniusza pokroju najinteligentniejszego dziecka na świecie, z którego Einstein wyrośnie. Po prostu pewne rzeczy przyswoiłem szybciej i sprawniej, to wszystko.
Zaskoczeniem dla niemal wszystkich, poza Alice, było to, że nalazłem sobie jednak przyjaciela, takiego niemal na całe życie, a przynajmniej w tamtej chwili tak myślałem. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, bawiąc się we dwójkę. Był tą osobą, która trochę wyciągnęła mnie z mojego dystansu do świata ludzkiego, z tej dziwnej fascynacji słowem pisanym. To z nim pierwszy raz wspiąłem się na drzewo, łamiąc rękę. To z nim grzebałem za robakami w ziemi, co teraz wydaje mi się wyjątkowo ohydne. Wszystko jednak miało swój czas i miała go również nasza przyjaźń. Jego przeprowadzka do innego miasta sprawiła, że kontakt, który utrzymywał się niezmiennie do czwartej klasy, został zerwany i nigdy już nie miał szansy na odbudowę. Odległość była zbyt duża.
Po stracie jedynego przyjaciela, nie miałem więcej ochoty na szukanie nowego. Bardziej zagłębiłem się w świat literacki, czerpiąc z niego korzyści. Zapałałem miłością do poezji, pochłaniając jej całkiem sporo. W tym również czasie postanowiłem, że zostanę najlepszym prawnikiem, przebijając swojego ojca. Wydawało mi się to fascynujące, sądzić o losie innych ludzi na podstawie licznych dowodów. Wiązało się to z wyrzeczeniami, ale jakie ja mogłem mieć?
Gdzieś mniej więcej koło piątej klasy zakochałem się w malowaniu. Uwiecznianie własnych myśli i wyobrażeń miało w sobie coś, co mnie urzekło. Urzekł mnie świat utrwalony w obrazkach, urzekły mnie najdrobniejsze elementy, do których normalnie człowiek nie przywiązuje wagi. Kiedy wspomniałem o tym, że chciałbym zapisać się na zajęcia artystyczne, zostałem zrugany. Ojciec kategorycznie powiedział, że to było zajęcie dla kobiet, albo dla osób przegranych, a szanowanemu przyszłemu prawnikowi nie przystoi zajmować się tak niemęskim zajęciem, jak malowanie. Dlatego zrobiłem z tego tajemnicę, w której nigdy mu nie powiedziałem. Zatracałem się w tym ilekroć potrzebowałem oczyścić głowę.
Lata mijały, a ja rozwijałem wszelkie swoje pasje, kształcąc się coraz bardziej w kierunku adwokackim, jak również nadal utrzymując swój wyrachowany dystans. Nie byłem zupełnie aspołeczny, niech nikt nie myśl. Ot, pozwalałem do siebie dotrzeć jedynie tym, którzy mieli do powiedzenia coś, co mnie zainteresowało.
Wszystko zmieniło się w ostatniej klasie, kiedy presja ze strony szkoły, bycia idealnym, jak również ze strony ojca, dla którego byłem już dorosłym mężczyzną muszącym radzić sobie z problemami. Musiałem być idealny i ten idealizm sprawił, że pojawiły się u mnie zaburzenia z odżywianiem. Wylądowałem w klinice, w której spędziłem ponad rok. Ojciec, jak można było się spodziewać, przedstawił mój problem w bardziej kolorowych barwach opowiadając, że wyjechałem na staż do jakiejś wspaniałej kancelarii w Anglii, by zdobyć przed studiami doświadczenie mające mi pomóc w przyszłości.
Poszedłem na studia później, niż moim rówieśnicy, musząc powtarzać ostatni rok. Po ukończeniu szkoły, jak można było się spodziewać, wybrałem kierunek prawniczy, mając nadzieję, że uda mi się ukończyć Uniwersytet z wyróżnieniem, jak mój ojciec. W końcu nazwisko Burreau do czegoś zobowiązuje., a ostatnim czego chcę, to zawieść oczekiwania swojego ojca.
Ciekawostki
- nie przywiązuje większej wagi do wyglądu drugiej osoby. Jeśli ma ona do powiedzenia coś, co go zainteresuje, istnieje prawdopodobieństwo, że ją polubi. Na swój sposób, bo Kieran jest trochę wyobcowany- ulubionym typem muzyki jest klasyczna, co nikogo nie powinno dziwić. To właśnie słuchając Mozarta umysł człowieka skupia się najlepiej. Nie znaczy to, że gardzi innymi rodzajami, ale jeśli ktoś puści mu elektroniczną, albo inne łubu dubu, to zadowolony nie będzie
- z natury jest cierpliwy i ciężko wyprowadzić go z równowagi. W całym jego życiu znalazło się zaledwie kilka osób, którym się to udało
- nigdy nie był przesadnie towarzyski, dlatego na wszelkich imprezach pojawia się sporadycznie, znacznie bardziej woląc oddać się przyjemności czytania
- już od dziecka wolał książki bardziej, niż zabawę z rówieśnikami
- jest fanem poezji, zdarza mu się brać udział w konkursach recytatorskich i poetycznych
- preferuje ciszę i spokój znacznie bardziej, niż hałas i rozgardiasz
- trochę pedant z niego
- najczęściej chodzi w koszulach, ma ich całkiem sporo w swojej kolekcji
- posiada prawo jazdy, jak również własny samochód, który kupili mu rodzice, wcześniej pozwalając wybrać
- jego pasją jest malowanie, które utrzymuje w tajemnicy
- lunatykuje i z tego powodu kilka razy zdarzyło mu się znaleźć w mało komfortowej sytuacji
- w dzieciństwie dwa razy złamał rękę, dlatego teraz ta lewa jest mniej sprawna niż prawa
- nie opowiada o swoich problemach i nie lubi, kiedy ludzie na siłę pragną coś z niego wyciągnąć
- potrafi grać na pianinie, głównie dlatego, że rodzice go do tego zmusili, niż z własnego wyboru
- typ samouka; jeśli coś go interesuje, chce wiedzieć na ten temat wszystko
- kiedy jest pijany ma poważne problemy ze skupieniem, jak również zachowaniem powściągliwości; staje się bardziej rozmowny i znacznie mniej aspołeczny
- nigdy nie miał złamanego serca. Może dlatego, że się nie zakochuje?
- gotowanie nie jest jego mocną stroną, dlatego dość często można go spotkać w jakiejś restauracji czy z jedzeniem na wynos
- dość często w nocy wierci się w łóżku. Wszystko dlatego, że z niewyjaśnionego powodu śnią mu się niemal codziennie koszmary
- kiedy ktoś go denerwuje zaczyna rzucać prawnymi formułami lub paragrafami
- woli prysznic, niż wannę. Trzeba zaznaczyć, że mimo tego kąpie się średnio trzydzieści minut dziennie
- jego zdaniem góry są znacznie bardziej interesujące, niż morze
- niania, która go wychowywała stała się jego najlepszą przyjaciółka, dlatego bardzo przeżył, kiedy zmarła
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
takZgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
takzgoda na nieuleczalną chorobę postaci
takzgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
nie