Strona 1 z 1

Tell me, where did we go so wrong?

: wt cze 16, 2026 10:09 am
autor: Adeline Covington
011
music vibes


Sullivan żył. Ta myśl nie dawała rudowłosej spokoju, odkąd w pośpiechu opuściła targowisko. Pojawiała się w najmniej oczekiwanych momentach, sprawiając, że dziewczyna zastygała w zamyśleniu, próbując poukładać sobie wszystko w głowie. Ukrywał się. Miał tajemnice. Uratował ją. I wciąż traktował ją jak część swojego życia. To wszystko przeczyło całemu jej obrazowi, jaki w ciągu tych dwóch lat zdążyła sobie o nim wypracować w głowie. To wszystko nadal brzmiało jak kłamstwo. Skąd mogła wiedzieć, czy mówił prawdę, skoro nawet jego śmierć była fikcją?
Dotrzymała obietnicy i nikomu nie wspomniała o tym spotkaniu. Żeby uciec od chaosu spowodowanego nagłym pojawieniem się Hartleya, rzuciła się w wir pracy, który skutecznie odwracał jej uwagę od blondyna. Przynajmniej w ciągu dnia i podczas wieczorów ze znajomymi, którymi wypełniła swój grafik po brzegi. Wśród znajomych wspomnienie stojącego przed nią Sullivana naprawdę zaczynało jej się rozmazywać, jakby to był tylko sen. A później wracała do mieszkania i niestety czasem przegrywała z własnymi myślami, pozwalając odpłynąć im w niezbyt bezpieczne rejony.
Do tego stopnia, że jednego wieczoru, popijając samotnie wino, pod wpływem impulsu wyciągnęła schowane głęboko w szafie niewielkie pudełko. Usiadła na podłodze, przez chwilę spoglądając na nie z wahaniem, zanim ostatecznie otworzyła pokrywę nieco drżącymi dłońmi. Powoli wyciągała z niego kolejne przedmioty, uważnie się im przyglądając - wspólnym zdjęciom z fotobudki z pierwszej randki, kolejnym w różnych momentach ich wspólnego życia, zawsze uśmiechniętych, jakby posiedli już wszystko, co mogli do pełni szczęścia. Wśród zdjęć, w tym niegdyś jej ulubionego, które zrobiła blondynowi z zaskoczenia na jednym z pierwszych spotkań, znajdowało się jeszcze kilka odręcznie napisanych liścików, które Sully często miał w zwyczaju jej zostawiać, pocztówki z miejsc, które razem zwiedzili, oraz klucz. Niepozorny klucz, który dostała po śmierci mężczyzny, nigdy nie dowiadując się, do czego służył. Klucz, który dobitnie pokazywał, jak bardzo Adeline bała się zadawać pytania i szukać odpowiedzi, na które nie była gotowa.
Nie spodziewała się, że możliwość poznania wszystkich odpowiedzi w końcu sama zapuka do jej drzwi. Siedziała akurat na kanapie i oglądała coś w telewizji bez większego zaangażowania, sącząc czerwone wino, kiedy z zamyślenia wyrwał ją charakterystyczny dźwięk. Ściągnęła brwi, bo nikogo się tego wieczoru nie spodziewała, jednak wiedziona ciekawością podeszła do drzwi, po czym pociągnęła za klamkę. I zastygła w bezruchu.
W progu stał znajomy nieznajomy blondyn. Dokładnie ten, który ostatnio zbyt często gościł w jej myślach, jakby nie tylko wrócił do świata żywych, ale również na nowo do jej umysłu.
Sully? — rzuciła po kilku długich sekundach zduszonym głosem. — Co Ty tutaj robisz? - zapytała, patrząc na niego niepewnie z nagle rozszalałym biciem serca. — Miałeś się ukrywać. - Pamiętała, jak ostatnim razem mówił, że nie wiedział, ile czasu zajmie mu ta pilna sprawa, która nie pozwalała mu jeszcze odzyskać dawnego życia. I odzyskać jej. Na samą myśl o tym przebiegł ją po plecach dreszcz. Nie potrafiła jeszcze stwierdzić, co to znaczyło. — Nie możesz tak po prostu pojawiać się bez ostrzeżenia - i znikać, mącąc jej tym w głowie, miała na końcu języka, ale się powstrzymała. W jej głosie dało się słyszeć nutę wyrzutu, którą potwierdzało nieco rozżalone spojrzenie. Nie lubiła być w ten sposób zaskakiwana. A jeszcze bardziej przerażało ją to znikanie. Zbyt wiele ważnych dla niej osób ją opuszczało. Sullivan niestety też do nich należał.

Sullivan Hartley

Tell me, where did we go so wrong?

: śr cze 17, 2026 6:11 pm
autor: Sullivan Hartley
Ich spotkanie, choć zupełnie nieplanowane, dodało mu trochę wiatru w żagle. Nawet jeśli nie poszło najlepiej, nawet jeśli rozstali się w dość nieokreślonej atmosferze, tak wierzył, że miał jeszcze jakąś szansę. Nie widział nowych artykułów na swój temat, nikt nowy nie pojawiał się w jego życiu, nikt nie wchodził mu w drogę, więc nikomu nie powiedziała. Dotrzymała danego słowa, chociaż wcale nie musiała. Nie winiłby jej za to gdyby chciała mu mimo wszystko nieco uprzykrzyć życie. Nie mógł jej wtedy nic powiedzieć. Pojawił się znienacka, jeszcze mając wobec niej pewne wymagania. To nie było na miejscu. Nie powinno się stać. To on był temu winny. Nie mógł utrzymać dystansu. Nie potrafił.
Dlatego przez ostatnie tygodnie pracował z nową motywacją by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Wszystkie zdjęcia, nagrania, akta. Dokumenty potwierdzone notarialnie. Sprawdził wszystko, czego wymagają w materiałach dowodowych. Znał wszystkie reguły. Tu nie było miejsca na żadne pomyłki. W końcu pojawił się na posterunku, gdzie miał już umówioną wizytę z jednym ze śledczych. Zdał wszystko w jego ręce. Złożył wszelkie wyjaśnienia. Oczywiście maglowali go praktycznie cały dzień. Spodziewał się tego. Kiedy w końcu go wypuścili mógł nareszcie odetchnąć z pewną ulgą. To był początek końca. Czeka go jeszcze pewnie kilka rozpraw, sprawa będzie się ciągnąć miesiącami, ale to był już początek.
Przyszła pora by przejść do tej bardziej stresującej części wracania do życia. Bo tak, był zestresowany. W swojej pracy ocierał się z naprawdę ważnymi ludźmi, negocjował umowy. Na linii były miliony dolarów. Po śmierci cały czas oglądał się przez ramię obawiając się, że to jeszcze nie koniec. Obawiał się o swoje życie. To jednak pojawienie się na jej progu tego wieczoru było tym, co stresowało go w tym wszystkim najbardziej. Nie wiedział jak na niego zareaguje. Czy w ogóle wpuści go do środka. Może przemyślała sprawę i nie chciała już słuchać jego wyjaśnień? To właśnie ściskało jego żołądek. Uczucie, które nie towarzyszyło mu chyba od podstawówki. Zawsze wiedział czego chce i jak to zdobyć. Z nią nie miał żadnej kontroli. To ona trzymała wszystkie karty.
Badał jej reakcję. Ucieszy się? Wkurzy? Na razie wydawała się po prostu niedowierzać, że rzeczywiście się tu pojawił. Tym razem nie odszedł. Nie zniknął na stałe. Wrócił by ją odzyskać. Chociaż to, że nie sprzedała mu od razu kopniaka dawało mu trochę nadziei, tak stres pozostawał.
- Ostrzegałem, że będę chciał odzyskać swoje życie. - uśmiechnął się do niej dość zawadiacko bo nie mogła mu powiedzieć, że poniekąd jej nie ostrzegł - Teraz mogę dać Ci odpowiedzi, o które prosiłaś, ale zanim zaczniemy... - sięgnął do teczki, w której trzymał większość dokumentów wyciągając pierwszy plik świstków, które jej wręczył.
- Oczywiście, że jest druczek na powrót do życia. Podobnie jak oświadczenia do wszystkich składek i tak dalej... - przewrócił oczami cicho się śmiejąc - Oficjalnie Sullivan Hartley znów żyje. - powiedział dość miękko bo to było kiedyś imię jej narzeczonego.
- To, co wpuścisz mnie do środka? Porozmawiamy? - spojrzał na nią wyczekująco.
Nie zamierzał robić tego na jej progu. Jest pierwszą osobą, która widzi go oficjalnie po powrocie do żywych. Chociaż towarzyszył mu dość duży stres, tak był też podekscytowany tym, że w końcu może wrócić. Może ją zobaczyć bez tych wszystkich podchodów. Dobrze było znów chodzić po ziemi jako człowiek, a nie duch. Teraz tylko ona musiała w niego uwierzyć.

Adeline Covington