Adeline właściwie sama nie wiedziała, czego tak naprawdę oczekiwała od mężczyzny. Przede wszystkim nie miała pojęcia, czego mogła się po nim spodziewać. Ich kilkuletni związek pozwolił jej poznać wszystkie jego zalety, wady, przekonania czy przyzwyczajenia. Wtedy wiedziała, do czego mogła się posunąć, żeby wzbudzić w nim dokładnie to, czego oczekiwała. Relacja z nim dawała jej bezpieczeństwo, stabilność i jednocześnie duże poczucie swobody, które generowało wzajemne zaufanie. Nie było między nimi żadnych barier, nie musieli przed sobą niczego udawać, bo wiedzieli, że bez względu na wszystko mogli na siebie liczyć. Niestety, zdrada i następujące po niej konsekwencje postawiły między nimi niewidzialny mur, który w tym momencie rudowłosa odczuwała niemal namacalnie. To skutecznie powstrzymywało ją przed poddaniem się impulsom, który obnażyłby ją przed Sully’m.
Dziewczynie zależało przede wszystkim na prawdzie. W to przynajmniej postanowiła wierzyć, kiedy bezgłośnie przytaknęła na słowa mężczyzny w kwestii priorytetów i wpuściła go do środka. Jedynym sensownym wyjaśnieniem, dlaczego do niej przyszedł jako pierwszej, był fakt, że przypadkiem spotkał ją na targowisku i wręcz zażądała od niego wyjaśnień. Miała jedynie nadzieję, że jego zapewnienia o tym, iż powie jej wszystko, pokryją się z rzeczywistością. Zaczynała się o tym przekonywać wraz z następującym po chwili tłumaczeniem i dowodami, które podsuwał jej do wglądu.
—
Chcesz wierzyć? - złapała go za słowo, podnosząc wyżej brew. Wyczuła tę niepewność w jego głosie, które w niej samej automatycznie zwiększyło niepokój, a przez jej głowę przebiegła myśl - wolałaby, żeby nic więcej już mu nie groziło. Żadnemu z Hartley’ów, poprawiła się zaraz, ignorując myśl, że gdyby nie wydarzenia sprzed dwóch lat, ona również miała nosić to nazwisko.
—
Twoja… - zawahała się przez chwilę, starając się znaleźć odpowiednie słowo, bo
śmierć wydawała jej się w tym momencie bardzo nie na miejscu —
…nieobecność długo trwała —
musiałeś czuć się samotny, przemknęło jej przez myśl. I choć cisnęło się to na jej usta, nie miała odwagi podjąć tego tematu. —
Co wtedy robiłeś? Poza swoją misją. - To było znacznie bezpieczniejsze pytanie. Bo oprócz zbierania dowodów musiał jakoś
żyć. Nie winiłaby go za rozpoczęcie nowego życia.
Nadal nie miała najmniejszego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Nie wiedziała, jak bardzo powinna być na niego zła, czy może mu współczuć, czy pokazanie jakichkolwiek emocji nie będzie zbyt ryzykowne. Przecież już raz ją zranił, nie mogła pozwolić sobie na powtórkę. Dała mu szansę na wyjaśnienia, słuchała więc i, mimo skomplikowanej historii zarówno dotyczącej jego życia, jak i tej między nimi, starała się mieć otwarty umysł. Chciała spróbować spojrzeć na całość z szerszej perspektywy. Niezależnie od tego, jak bardzo nieprawdopodobna była to opowieść.
Na wspomnienie Ethana poruszyła się niespokojnie na fotelu. Młodszy Hartley nigdy nie powiedział jej o kłopotach w firmie, choć miała przeczucie, że jego wyjaśnienie dotyczące zamknięcia jego ukochanej firmy było trochę naciągane. Nie drążyła jednak, zapewniając go jedynie, że w razie czego mógł na nią liczyć. Nie pomyślałaby, że będzie to tak poważna sprawa. Przez kilka sekund zatrzymała myśli na tym, czy Ethan świadomie jej w to nie wtajemniczał tak, jak Sully. Czemu
nikt jej o tym nie powiedział?
Z zamyślenia wyrwało ją słowo, na które drgnęła odruchowo.
Zdrada. Podniosła spojrzenie na mężczyznę skonsternowana, gdy dotarł do niej kontekst zdania. Wrobili go? Po chwili przeniosła wzrok na podsunięte jej ekspertyzy i zadrżała, zdając sobie sprawę, że wszystko, w co wierzyła przez cały ten czas, mogło być kłamstwem. Myślami odbiegła na chwilę do życia, jakie dzielili przed ich rozstaniem i zastanowiło ją, jak wyglądałoby, gdyby wiedziała o wszystkim. Jej oczy mimowolnie zaszkliły się pod wpływem bezwolnie napływających łez.
—
Czemu więc odszedłeś? Czemu nie walczyłeś? — popatrzyła na niego z wyrzutem w głosie. —
Wiesz, jak to wyglądało? Poddałeś się tak szybko, jakby coś rzeczywiście było na rzeczy - wyprostowała się na fotelu, czując opanowującą ją gorycz. Zawsze w chwilach, gdy coś ją denerwowało, łzy same cisnęły się do jej oczu, co próbowała stłumić, na chwilę odwracając od Sullivana wzrok, by zatrzepotać intensywnie powiekami. —
I nie wmawiaj mi, że chodziło o moje bezpieczeństwo - rzuciła zaraz ostrzegawczo. —
Pozwoliłeś mi żyć w przeświadczeniu, że nasz związek nie miał dla Ciebie takiego znaczenia, skoro przekreśliłeś go w jeden dzień. — To bolało, a ten ból odbijał się właśnie w jej oczach, kiedy znów podniosła spojrzenie na blondyna. To dlatego uznała wtedy, że nie zasługiwał na prawdę o dziecku. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, którą pospiesznie starła. Denerwował ją nawet fakt, że nie potrafiła zapobiec tym przeklętym łzom. Wzięła głębszy oddech i pokręciła głową. Czemu to nadal musiało być tak cholernie trudne? —
Mogłeś mi powiedzieć o problemach Ethana wcześniej - stwierdziła chłodno, pociągając nosem i spuszczając wzrok. Bo czy to miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie?
Sullivan Hartley