Carmen Torres
: śr cze 17, 2026 9:04 pm
Carmen Torres

data i miejsce urodzenia
01.10.2001 || Meksykzaimki
ona/jejzawód
nauczycielka języka hiszpańskiegomiejsce pracy
szkoła językowaorientacja
biseksualnadzielnica mieszkalna
Parkdalepobyt w toronto
Carmen przeniosła się do Toronto w wieku osiemnastu lat, od razu zaczynając tu studia i swoje początki dorosłego życia. Nie wiedziała, na jak długo zostanie, ale w tamtym momencie wszystko wydawało się lepsze od pozostania w rodzinnym Meksyku. Teraz mija jej już piąty rok mieszkania w tym mieście i póki co, nie wyobraża sobie życia gdziekolwiek indziej. umiejętności
mówi płynnie w dwóch językach (angielski oraz hiszpański), dodatkowo próbuje nauczyć się francuskiego; jest szybką i zawziętą biegaczką, startuje w maratonach, gdy tylko może; za dzieciaka nauczyła się podstaw gry na gitarze, co bardzo jej się spodobało, ale ze względu na dorosłość i odpowiedzialność finansową, musiała odłożyć naiwne marzenia na bok; ponoć nie najgorzej radzi sobie za kółkiem i jakimś cudem zdobyła prawo jazdy, ale unika tego jak ognia słabości
największą słabością jest jej własna rodzina i ich długi, które w pewnym momencie mogłyby ją dogonić; ma słabą odporność i notorycznie choruje; robi jej się słabo na widok krwi; niczego nie boi się tak bardzo jak prędkości - czy to w jeździe samochodem czy na kolejkach górskich i temu podobnych — Carmen, nie wracaj dziś lepiej do domu.
Ostrzeżenia padające z ust któregoś z jej braci nigdy nie pozostawiały jej przestrzeni na bunt. Te chwile zawsze wyglądały tak samo. Przypominały schemat, który po wielu latach miała już na dobre wyryty w pamięci. Gdy jeden z bliźniaków stawał przed nią z niewielką torbą podróżną w dłoni, Carmen wiedziała, że nie powinna zadawać zbyt wielu pytań. Spoglądała więc na niego z bezradnością, po czym odwracała się, by złapać pierwszą taksówkę, która zawiozłaby ją na obrzeża stolicy. Mieszkanie swojej najlepszej przyjaciółki traktowała jak hotel — miejsce, w którym mogła przeczekać noc i kolejny dzień, aż dostanie wiadomość, że może już wracać.
Bliźniacy Torres byli znani głównie z tego, że dość wcześnie wpadli w kiepskie towarzystwo. W czasach liceum wszystko wydawało się zabawą i czymś niepoważnym, jednak wraz z dorastaniem oraz rozwojem działalności związanej z przemytem narkotyków zaczęli ściągać na siebie coraz większą uwagę. Policja notorycznie pojawiała się w progu ich domu, a niedługo po niej także ludzie, którzy nie mieli już tak przyjaznych intencji jak stróże prawa. Ich decyzje zaczęły odbijać się nie tylko na samych bliźniakach, lecz także na całej rodzinie. To było też głównym powodem wyjazdu ich rodziców na wieś.
Carmen notorycznie przemieszczała się między Meksykiem a oddaloną o ponad godzinę jazdy pociągiem wioską, w której zamieszkali jej rodzice. Nie potrafiła całkowicie odciąć się od braci, z którymi dzieliła wspomnienia i doświadczenia z czasów, zanim wszystko przybrało tak przerażający obrót. Dziewczyna zawsze była bardzo rodzinna, a myśl o tych podziałach doprowadzała ją do szału i rozdzierała od środka, ponieważ nie chciała nikogo zostawiać. Wiedziała jednak, że długi i problemy krążące wokół jej braci nie były czymś, co mogła naprawić ot tak. Odczuła to szczególnie dotkliwie, gdy pewnego popołudnia wracała ze szkoły i zobaczyła, jak ktoś demoluje jej rodzinny dom, albo wtedy, gdy jej rodzice otrzymywali pogróżki.
— Powinnaś wyjechać. Daleko. Zacząć od nowa, bez poczucia zagrożenia i ograniczeń wynikających z naszej obecności lub działań twoich braci.
Początkowo Carmen wcale nie chciała wyjeżdżać, jednak z czasem dostrzegła, jak ogromny wpływ na jej życie ma otoczenie, w którym funkcjonowała. Zaczęła więc działać. Udzielała korepetycji z języka angielskiego, a jednocześnie pracowała jako kelnerka w restauracji. Za dnia uczyła się, a późnymi wieczorami dorabiała sobie, jak tylko mogła. Dzięki regularnej nauce zdała egzaminy końcowe bez większych problemów i przy niewielkim wsparciu rodziny, udało jej się wyjechać do Toronto. Pierwsze dni okazały się wyjątkowo trudne. Czuła się samotna i nie potrafiła znaleźć dla siebie miejsca. Modliła się, że rozpoczęcie studiów i znalezienie pracy pomogą jej oswoić się z nowym otoczeniem oraz odnaleźć w nieznanej rzeczywistości.
— Stawiaj przede wszystkim na siebie. To twoje życie i nie jesteś nikomu nic winna.
Pięć lat spędzonych w Toronto z pewnością nauczyło ją ogromnej samodzielności. Samotność nie była już tak straszna, a nawet dawała jej pewien komfort. Nie mogła też narzekać na ludzi, których spotkała na swojej drodze. Na przestrzeni lat udało jej się zbudować własną rutynę, stworzyć codzienność i odnaleźć środowisko, które naprawdę jej odpowiadało. Carmen była zawzięta, więc jeśli coś sobie postanowiła, robiła wszystko, by dopiąć swego. Czuła się dobrze i miała przed sobą wiele możliwości. Choć czasami brakowało jej obecności braci czy rodziców, cieszyła się, że podjęła właśnie taką decyzję.
Ostrzeżenia padające z ust któregoś z jej braci nigdy nie pozostawiały jej przestrzeni na bunt. Te chwile zawsze wyglądały tak samo. Przypominały schemat, który po wielu latach miała już na dobre wyryty w pamięci. Gdy jeden z bliźniaków stawał przed nią z niewielką torbą podróżną w dłoni, Carmen wiedziała, że nie powinna zadawać zbyt wielu pytań. Spoglądała więc na niego z bezradnością, po czym odwracała się, by złapać pierwszą taksówkę, która zawiozłaby ją na obrzeża stolicy. Mieszkanie swojej najlepszej przyjaciółki traktowała jak hotel — miejsce, w którym mogła przeczekać noc i kolejny dzień, aż dostanie wiadomość, że może już wracać.
Bliźniacy Torres byli znani głównie z tego, że dość wcześnie wpadli w kiepskie towarzystwo. W czasach liceum wszystko wydawało się zabawą i czymś niepoważnym, jednak wraz z dorastaniem oraz rozwojem działalności związanej z przemytem narkotyków zaczęli ściągać na siebie coraz większą uwagę. Policja notorycznie pojawiała się w progu ich domu, a niedługo po niej także ludzie, którzy nie mieli już tak przyjaznych intencji jak stróże prawa. Ich decyzje zaczęły odbijać się nie tylko na samych bliźniakach, lecz także na całej rodzinie. To było też głównym powodem wyjazdu ich rodziców na wieś.
Carmen notorycznie przemieszczała się między Meksykiem a oddaloną o ponad godzinę jazdy pociągiem wioską, w której zamieszkali jej rodzice. Nie potrafiła całkowicie odciąć się od braci, z którymi dzieliła wspomnienia i doświadczenia z czasów, zanim wszystko przybrało tak przerażający obrót. Dziewczyna zawsze była bardzo rodzinna, a myśl o tych podziałach doprowadzała ją do szału i rozdzierała od środka, ponieważ nie chciała nikogo zostawiać. Wiedziała jednak, że długi i problemy krążące wokół jej braci nie były czymś, co mogła naprawić ot tak. Odczuła to szczególnie dotkliwie, gdy pewnego popołudnia wracała ze szkoły i zobaczyła, jak ktoś demoluje jej rodzinny dom, albo wtedy, gdy jej rodzice otrzymywali pogróżki.
— Powinnaś wyjechać. Daleko. Zacząć od nowa, bez poczucia zagrożenia i ograniczeń wynikających z naszej obecności lub działań twoich braci.
Początkowo Carmen wcale nie chciała wyjeżdżać, jednak z czasem dostrzegła, jak ogromny wpływ na jej życie ma otoczenie, w którym funkcjonowała. Zaczęła więc działać. Udzielała korepetycji z języka angielskiego, a jednocześnie pracowała jako kelnerka w restauracji. Za dnia uczyła się, a późnymi wieczorami dorabiała sobie, jak tylko mogła. Dzięki regularnej nauce zdała egzaminy końcowe bez większych problemów i przy niewielkim wsparciu rodziny, udało jej się wyjechać do Toronto. Pierwsze dni okazały się wyjątkowo trudne. Czuła się samotna i nie potrafiła znaleźć dla siebie miejsca. Modliła się, że rozpoczęcie studiów i znalezienie pracy pomogą jej oswoić się z nowym otoczeniem oraz odnaleźć w nieznanej rzeczywistości.
— Stawiaj przede wszystkim na siebie. To twoje życie i nie jesteś nikomu nic winna.
Pięć lat spędzonych w Toronto z pewnością nauczyło ją ogromnej samodzielności. Samotność nie była już tak straszna, a nawet dawała jej pewien komfort. Nie mogła też narzekać na ludzi, których spotkała na swojej drodze. Na przestrzeni lat udało jej się zbudować własną rutynę, stworzyć codzienność i odnaleźć środowisko, które naprawdę jej odpowiadało. Carmen była zawzięta, więc jeśli coś sobie postanowiła, robiła wszystko, by dopiąć swego. Czuła się dobrze i miała przed sobą wiele możliwości. Choć czasami brakowało jej obecności braci czy rodziców, cieszyła się, że podjęła właśnie taką decyzję.
Ciekawostki
bez łyka kawy lub herbaty nie potrafi zacząć dnia; uczy głównie dzieci w szkole językowej, bo twierdzi, że łatwiej do nich dotrzeć niż do nastolatków; niczego nienawidzi tak bardzo jak wszelkich używek, prawdopodobnie przez jej rodzeństwo; jest spóźnialska i przez to, że zawsze gdzieś pędzi to notorycznie gubi swoje rzeczyzgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak