Dlaczego wszechświat musi mnie tak karać? Wydawało mi się, że jestem względnie dobrym człowiekiem, ale chyba wcale nie, skoro w ostatnim czasie spotkało mnie tyle... Hm, właściwie ciężko stwierdzić jak to nazwać?
Złe rzeczy to raczej niezbyt odpowiednie słowo, bo dla większości posiadanie potomstwa to jednak było bardziej błogosławieństwo niż kara, ale byli też tacy jak ja. W każdym razie nie mogę pojąć dlaczego spotyka mnie ostatnio tak wiele
przykrości i rozkminiam to przez całą drogę do Wendy, w zasadzie uspokajam myśli dopiero kiedy staję pod jej drzwiami i dzwonię dzwonkiem. Normalnie to bym wlazł bez pukania nawet, ale było zamknięte, więc musiałem użyć palca żeby zaznaczyć swoją obecność. Przestępuję z nogi na nogę, przekładam torbę z wódką z jednego ramienia na drugie i wtedy w drzwiach pojawia się Gardner. Wendy Gardner w stroju, który w pierwszej chwili sprawia, że się cofam, a potem wbijam w nią zaskoczone spojrzenie, obie moje brwi unoszą się wysoko, a powieki rozszerzają do granic możliwości. Ostrożnie przekraczam próg, ale każde jej kolejne słowo sprawia, że na mojej twarzy z wolna wykwita coraz szerszy uśmiech -
Też już się zaczynam zastanawiać czy to nie jakiś wirus, bo aż się nie chce wierzyć - kręcę głową, chociaż to prawda akurat. W sensie nie z tym wirusem, tylko z tym, że aż się nie chce wierzyć, w zasadzie do tej pory wydawało mi się, że wieloletnie prowadzenie się w sposób wręcz degenerujący raczej upośledziło moją płodność, a nie na odwrót. Kiwam głową, że tak, koniecznie się trzeba zdezynfekować. Zrzucam buty, po czym idę z nią do kuchni, jeszcze raz mierząc spojrzeniem jej sylwetkę -
Skąd wytrzasnąłeś taki strój? - pytam ze śmiechem i jak tylko obydwoje zatrzymujemy się przy stoliku to od razu wyciągam flaszkę, po czym polewam do wskazanych naczyń, tak z czubem, że aż ciężko unieść do ust. Ale z drugiej strony co to dla takich wprawionych w bojach zawodników jak my? Mnie nawet kropelka się nie ulewa poza gębę, za to jak tylko odkładamy kieliszki to od razu polewam po drugim -
Dla pewności, że dezynfekcja na pewno zadziała - tłumaczę pokrótce, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami, po czym ponownie unoszę alkohol do warg i chlup! Prosto w przełyk. Pali ostro, po całości, aż do żołądka, który także zalewa przyjemnym ciepłem. Przecieram usta wierzchem dłoni i z głośnym wydechem opadam na jedno z krzeseł -
Powiedz mi, Wendy, dlaczego mnie to spotyka? - rzucam od razu z grubej rury, bo w tym momencie wyroki Losu są dla mnie kompletnie niezrozumiałe i wbijam w nią spojrzenie, jakby mi miała rozjaśnić sytuację.
Wendy Gardner