Strona 1 z 1

Nothing stands in our way, try to stop us

: pt cze 19, 2026 8:16 pm
autor: Aaron Blackwood
-Możesz mi uwierzyć, że mają tu najlepsze pączki w mieście. Nic nie umywa się do świeżynek wypiekanych na miejscu - zaśmiał się do kolegi, z którym udało mu się w końcu spotkać. Chociaż obaj byli policjantami fakt, że pracowali w innych wydziałach skutecznie uniemożliwiał im częste wypady, czy to na piwo, czy zwykły lunch. Chaos, z którym aaron musiał się mierzyć każdego dnia, wpadając w wir pracy sprawiał, że czasu brakowało mu niemal na wszystko. Już teraz siedziała mu na karku sprawa chorego mordercy, który bawiąc się policją, podrzucał im jakieś głupie rymowanki, rzekomo mające naprowadzać ich na ślad kolejnego ciała. Godziny spędzone na komisariacie, liczne współprace nie dawały należytych rezultatów i Blackwood miał wrażenie, że ilekroć się zbliżali, równie szybko tracili dobry trop. Ten skurwiel zawsze był o krok przed nimi, co oddziaływało na psychikę młodego policjanta. Obrał sobie za cel dorwanie kolesia, chociaż miałby poświęcić na to mnóstwo czasu. Myśl, że był na wolności, siedząc i planując kolejne morderstwo sprawiała, że się w nim gotowało, burząc jego zwyczajny spokój.
Dlatego potrzebował chwili wytchnienia i kiedy udało mu się dorwać Davida, skorzystał z okazji, zabierając go do jednej z lepszych cukierni. Wielokrotnie był w tym miejscu i ani razu nie zdarzyło się, by zamówiona przez niego słodkość nie wpasowała się w jego gust. Cenił sobie kunszt cukierniczy, samemu woląc gotować, niż zajmować się pieczeniem. Niemniej takie desery były idealnym dopełnieniem dań, które z nudów udawało mu się stworzyć.
Weszli do środka, zajmując jeden z wolnych stolików. Nie było zaskoczeniem, że nawet o takiej godzinie, kiedy zdawać by się mogło, że większa część miasta siedzi w pracy, było tu tłoczno, a asortyment za ladą znikał w mgnieniu oka. Jeśli ktoś liczył na dorwanie swojej ulubionej bułeczki z cynamonem, musiał się spieszyć lub ostatecznie obejść ze smakiem.
-Dobra, z czym chcesz? Mój faworyt to , o dziwo pistacja. Do tego z nadzieniem kawowym, ewentualnie limonka z różą - stwierdził, kiedy zorientował się już, co im zostało. Jasne, było tego więcej, ale jeśli już miał przekonać do swoich racji kubki smakowe kolegi trzeba było działać z pełnej rury. - Ewentualnie jak weźmiemy dwanaście sztuk, będziemy mieli zniżkę. Plus możemy każdego przekroić, spróbujesz więcej - zaśmiał się, lustrując swojego towarzysza. Jakiś taki wychudzony był, potrzebował trochę kalorii, bo jeszcze mu tu padnie. Plus cukier skutecznie poprawia nastrój i był pewien, że markotna mina Harrisona stanie się wzorem świetności kiedy tylko w jego ustach znajdzie się pierwszy kęs puszystego pączkowego ciasta.

David Harrison