the artist never sleeps
: pn cze 22, 2026 5:50 pm
010.
The house was asleep.
The artist wasn't.
Neither was the man who wasn't supposed to be downstairs.
The artist wasn't.
Neither was the man who wasn't supposed to be downstairs.
trigger warning
przekleństwaPowiedział to Aurelii chyba dziesięć razy, kiedy namawiała go, żeby u niej spał, ale po pierwsze zasłaniał się jej ojcem, który na pewno nie będzie zadowolony. Po drugie jej mamą, bo to przecież nie wypada, kiedy była w domu. Powoływał się też na braci. I na to, że mieszka na końcu ulicy. Ale Aurelia się uparła, cały czas mówiła, że są dorośli...
A do spania oglądali jakąś nową bajkę Disneya o księżniczkach.
Dwoje dorosłych ludzi, w jej sypialni, na łóżku, gdzie trzymała swojego pluszaka, między futrzastymi poduchami, gdzie poprzytulali się tylko trochę, a potem postanowili… oglądać bajkę. Tak była ciekawa, że Donnie usnął, a Aurelia też, na jego klacie, więc kiedy się obudził, to już nawet nie zamierzał się stamtąd ulatniać, dał jej spać.
Słodka Aurelia, która uśliniła mu już tą czarną koszulkę z ulubionym zespołem. Wyciągnął się na łóżku, bo chciał sięgnąć po telefon, który położył na nocnej szafce, żeby zrobić jej zdjęcie, ale wtedy się przekręciła i ułożyła na drugim boku przytulając do poduszki. A Donnie był... wolny.
Dochodziła druga, przykrył Lię futrzastym, różowym kocykiem, a sam postanowił się ulotnić, po cichu, niezauważenie.
Zszedł na dół po schodach i już miał skierować się do drzwi, ale zobaczył światło w gabinecie? Tak założył. A potem to, że to pewnie Javier pracuje po nocach, miał się cichutko wycofać, ale mignęła mu postać Marii, a serce w piersi od razu szarpnęło. Nogi od razu go tam poniosły.
Nie powinien...
Ale co z tego? Byli dorośli.
I teraz ten dorosły chłopak zajrzał do... pracowni, jak się okazało, jej pracowni. Królestwa pobitych wazonów, złotej farby i poobdzieranych mebli. Donnie aż złapał więcej powietrza w płuca, kiedy to zobaczył. I może ten świst zwrócił jej uwagę, albo to, że po drodze w coś wlazł?
Maria się odwróciła, a on...
Powinien pewnie jak normalny człowiek, uspokoić ją i przeprosić. Tylko, że to był Donnie Bowen, ze swą wrodzoną bezczelnością, jakąś taką raptownością mieszającą się z... nieogarnięciem?
Niektórych to urzekało, a innych wkurwiało, taki był Bowen.
Doskoczył do niej, a zaraz opierał palce na jej pełnych ustach - ciii... - uciszył ją, żeby nie pobudzili całego domu. Lepiej nie. Lepiej dla nich.
- Nie chciałem cię wystraszyć... - może to akurat nie, ale zdecydowanie chciał się do niej zbliżyć. Poczuć na palcach miękkie, pełne wargi, jej oddech. Zapach perfum i bijące od niej ciepło.
Jego zielone spojrzenie zatrzymało się na jej dużych, ciemnych oczach, a palce sięgnęły do jej ramienia. Dopiero po chwili się odsunął, pół kroku w tył. Wcale nie bezpieczna odległość, a jednak dał jej odrobinę przestrzeni, i może chwilę na to, żeby przetrawiła, że to nie sen.
Bo oto te zielonookie kłopoty zawitały do jej świata. Wkroczyły do jej pracowni, jak do siebie. Jak wtedy w tym klubie. Wszedł do jej życia, a teraz ciężko go było z niego wypierdolić, cały Bowen.
- Co robisz? - zainteresował się wyglądając zza jej ramienia na stolik, gdzie trzymała jakieś swoje prace.
Bienvenido a tu cuento de hadas ₊˚⊹♡