Strona 1 z 1

Queenie Wyatt

: śr cze 24, 2026 10:26 pm
autor: Queenie Wyatt
Queenie Wyatt (Bylthe)
Claudia Walsh
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
14/08/1993, Toronto, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
Dyrektorka ds. relacji i wydarzeń w fundacji rodzinnej Bylthe Foundation
miejsce pracy
Bylthe Foundation, Downtown Toronto
orientacja
heteroseksualna
dzielnica mieszkalna
The Kingsway
pobyt w toronto
od urodzenia
umiejętności
doskonała znajomość etykiety i savoir-vivre'u, organizacja wydarzeń charytatywnych, gra w tenisa, narciarstwo, wystąpienia publiczne, negocjacje, prawo jazdy typu G, znajomość języka francuskiego
słabości
źle znosi odrzucenie i utratę kontroli, bywa impulsywna, nie potrafi prosić o pomoc, długo chowa urazę, panicznie boi się porzucenia, ma tendencję do idealizowania przeszłości, nie radzi sobie z poczuciem winy

Ale tato, ja chcę konika.

Queenie Bylthe była przyzwyczajona do tego, że jeżeli tylko tupnie nóżką i zmarszczy nos, każde jej życzenie zostanie spełnione. Była pierwszą córką państwa Bylthe, co oznacza, że miała naturalną przewagę nad swoim rodzeństwem w pewnych sprawach.Rozpieszczanie dzieci było dla państwa Bylthe niemal naturalnym elementem codzienności. Ich wychowaniem zajmowały się nianie, nauczyciele i opiekunki, podczas gdy oni sami pozostawiali sobie tę przyjemniejszą część rodzicielstwa — prezenty, pochwały i spełnianie zachcianek.
Queenie przyszła na świat w rodzinie, której nazwisko od pokoleń pojawiało się w odpowiednich miejscach i przy odpowiednich okazjach. Dorastała w pięknym domu w najbogatszej częsci Toronto, chodziła do najlepszych szkół, a wakacje spędzała w Hamptons, gdzie rodzice kupili wakacyjny dom. Jej życie od początku przypominało starannie napisaną historię, w której wszystko miało swoje miejsce — oprócz niej samej.
Była dzieckiem trudnym. Zbyt głośnym, zbyt upartym i zbyt ciekawym świata, by grzecznie siedzieć tam, gdzie ją posadzono. Nianie zmieniały się co kilka lat, wątpiąc w to, czy zawód jaki sobie wybrały miał jeszcze jakikolwiek sens. Niektóre z nich po latach nadal pamiętały ją z tym samym zmęczeniem, które pojawiało się na ich twarzach po kolejnych dniach spędzonych pod jej opieką. Rodzice powtarzali, że wyrośnie z tego charakteru. Nauczyciele twierdzili, że potrzebuje dyscypliny. Ona sama uważała, że wszyscy wokół są po prostu nudni. To właśnie dlatego tak szybko zwróciła uwagę na Aresa.
Spotkali się w klubie tenisowym, do którego rodzice zapisali ją bardziej z obowiązku niż z potrzeby. Queenie nie pamięta nawet pierwszej rozmowy. Pamięta natomiast zdziwienie, gdy dowiedziała się, że chłopak pracuje. Dla dziecka wychowanego w świecie kierowców, pokojówek i prywatnych nauczycieli sama idea posyłania dziecka do pracy dla pieniędzy była czymś niemal egzotycznym.

Tato, chcę, żeby ten chłopiec nie musiał pracować tylko spędzał czas ze mną. Musisz mu zapłacić.

Ares był dziwny. Nie był nigdy za granicą, nie znał obcych języków i nie uczył się nigdy szermierki. Nosił za to scyzoryk, który jej pokazał po tym, jak skarżyła mu się pół dnia na kolegę z kortu, który specjalnie trafia w nią piłkami. Powiedział jej wtedy, że jeśli chłopak jeszcze raz zrobi to specjalnie, porozcina wszystkie jego piłki. Queenie była zachwycona samą deklaracją — nie dlatego, że naprawdę chciała zemsty, ale dlatego, że po raz pierwszy ktoś stanął po jej stronie z taką pewnością. Oczywiście następnego dnia zrobiła wszystko, żeby tamten chłopak znów trafił ją piłką. Celowo stanęła dokładnie tam, gdzie nie powinna. Dziwnie ją poruszyło, kiedy po meczu, przy lemoniadzie, zobaczyła zapłakanego chłopca patrzącego na swoje zniszczone piłki.
Nigdy nie zrozumiała, jak bardzo arogancki był to gest, kiedy kazała ojcu zapłacić za to, by Ares się z nią bawił. Chodził najpierw za nią niczym zbity pies. Nie odzywał się, stresował, kiedy wciągała go do zamkniętych części klubu - mówił, że nie mogą być na basenie, ale i tak z nią szedł, gotów w razie przyłapania wziąć na siebie odpowiedzialność. Wkrótce zaczał nawet coś mówić, ale dość szybko okazywało sie, że głosił przedziwne tezy. Kłócili się, ale nigdy przy dorosłych. Jej rodzice byli przekonani, że chłopiec ma na nią zbawienny wpływ, bo przestła dokuczać rówieśnikom, w szkole szło jej dobrze i tylko oni sami wiedzieli że to dlatego, że Ares pisał za nią wypracowania. Zawsze bardzo pięknie pisał. Jak poeta. Ale Queenie nie dawąła mu spokoju i czasami jak się zdneewowała to wrzucała jego esej do śmieci i kazała mu pisać go od początku.
Bywali dla siebie wszystkim i niczym jednocześnie. Przyjaciółmi, przeciwnikami, wspólnikami i utrapieniem. Kłócili się niemal codziennie. Rywalizowali o najdrobniejsze rzeczy. Queenie doprowadzała go do szału swoją zachłannością na uwagę, a on odwdzięczał się uporem równie wielkim jak jej własny.
Lubiła wydawać mu polecenia, ale on rzadko ich słuchał. To doprowadzało ją do furii i chociaż mogłoby oznaczać to, że się od niego odsunie - wcale tak się nie działo. Tylko przy nim miała poczucie, że obok niej znajduje się ktoś, kto potrafi przyjąć jej wyzwanie i odpowiedzieć tym samym. I właśnie dlatego nie potrafiła trzymać się od niego z daleka.

Tato, Ares pojedzie z nami do letniego domku.

Z biegiem lat różnice między nimi stawały się coraz bardziej widoczne. Ona należała do świata eleganckich przyjęć i rodzinnych fundacji. On do świata, który nauczył się radzić sobie bez przywilejów. Każde z nich zdawało się ciągnąć w inną stronę, a mimo to nieustannie do siebie wracali. Rodzina Bylthe’ów od lat spędzała część lata w Hamptons. Był to jeden z tych rodzinnych rytuałów, które z czasem przestają przypominać zwyczaj, a zaczynają być niemal dziedzictwem — czymś, co istniało tak długo, że nikt już nie pamiętał, kto właściwie podjął pierwszą decyzję. Wielki dom stojący niedaleko oceanu, prywatna plaża skąpana w złotym świetle zachodzącego słońca, długie wieczory wypełnione śmiechem ludzi, którzy nigdy nie musieli martwić się o jutro, i twarze znajome od pokoleń — równie bogate, równie uprzywilejowane i równie przyzwyczajone do tego, że świat zawsze otwierał przed nimi drzwi. Dla Queenie Hamptons były częścią jej dzieciństwa, niemal naturalnym przedłużeniem domu, w którym dorastała, miejscem, gdzie wszystko miało swoje określone miejsce, a każdy człowiek wiedział, do jakiego świata należy. Tamtego lata miała szesnaście lat i po raz pierwszy zaczęła traktować jego obecność jak coś, co jej się należy. Nie była to jedna z jej chwilowych zachcianek — tych, które pojawiały się nagle, rozświetlały jej uwagę na kilka dni, a potem znikały równie szybko, jak się pojawiły. Queenie wiedziała dokładnie, że chce go wziąć. Po pierwsze nie chciała być sama z nudziarzami ze swojego świata. Wszyscy mieszkańcy Hamptons mieli jachty, zapisywali się do uniwersytetów ligi bluszczowej albo zdobywali kolejne trofea w sporcie. Queenie słyszała te rozmowy już kilkanaście lat, a żadna z nich nie obudziła w niej takich uczuć jak kłótnia z Aresem o to czy można czy nie można prowadzić pod wpływem dwóch piw. Poza tym nie mogła sobie odmówić rozrywki oglądania jak Ares radzi sobie wśród ludzi tak różnych od niego. To była taka jej egoistyczna chęć.
To były wspaniałe wakacje, pełne kąpieli w morzu, wymykania się na nocne imprezy, pierwszych pocałunków pod gwiazdami... ale też pierwszych zazdrości. Queenie nie podobało się, jak na Aresa spoglądały amerykanki. Były nim zainterewsowane i świeciły przed nim tyłkiem albo dekoltem, naawet kiedy stał całą imprezę u jej boku. Nie widziały, że on jest jej? Obwiniała go oczywiście o wszystko. Robiła mu awantury o to, że podziękował kelnerce za przyniesienie milkshake'a, o to, że chciał bronić jakiejś dziewczyny, która pijana zataczała się wprost w ramiona sportowców o niemoralnych zamiarach. Była zazdrosna, złośliwa, impulsywna i działała irracjonalnie. I gdyby nie to, że na tych wakacjach w końcu się ogarniali, to pewnie obraziłaby się na niego na zawsze za to, jaką robił furorę.


Nigdy nie powiedziała mu, że go kocha. Ale nie była nawet pewna, czy potrafiłaby nazwać to uczucie miłością. Wiedziała jedynie, że kiedy był obok, wszystko wydawało się bardziej żywe. A kiedy go nie było, świat stawał się nieznośny.

Ares? Dlaczego odszedłeś?

Dlatego jego zniknięcie przypominało katastrofę. Nie było wielkiej kłótni ani dramatycznego pożegnania. Pewnego dnia po prostu przestał być częścią jej codzienności. Najpierw była zła. Potem jeszcze bardziej zła. Przez długi czas wmawiała sobie, że właśnie to czuje. Gniew był znacznie łatwiejszy do zniesienia niż tęsknota. Nigdy nie przyznała nikomu, ile razy sprawdzała telefon. Ile razy pytała o niego ludzi, udając, że robi to mimochodem. Ile razy wyobrażała sobie ich przypadkowe spotkanie, tylko po to, by w myślach powiedzieć mu wszystko to, czego nie zdążyła powiedzieć wcześniej.

Ostatecznie zrobiła to, czego od niej oczekiwano. Skończyła szkołę. Poszła na studia. Nauczyła się uśmiechać wtedy, gdy należało się uśmiechać, i milczeć wtedy, gdy milczenie było wygodniejsze. Kilka lat później poznała Heatha Wyatta - kuzyna od strony ojca Galena Wyatta. Heath był przystojny, dobre geny w rodzinie Wyattów to podstawa. Był starszy, miał świetną pracę i rozkręcał swój biznes. Kiedy ją poznał nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Na początku sądziła, że znalazła w nim to samo spojrzenie, którym wodził za nią Ares. Miał przecież na jej punkcie obsesje: obsypywał ją kwiatami, zabierał na wojaże, do teatru i na bale charytatywne. Obok niego życie wydawało się stabilne i przewidywalne. Heath nigdy nie budził w niej tych emocji, które budził Ares, ale może właśnie dlatego wydawał się rozsądniejszym wyborem. Po raz pierwszy w życiu Queenie postanowiła być rozsądna.

Ja Queenie Bylthe, biorę sobie Ciebie Heath Wyattcie za męża i ślubuję Ci...

Wyszła za niego. Na zdjęciach ze ślubu opublikowanych w kanadyjskim wydaniu VOGUE (za którą to sesję oczywiście zapłacił Heath) wyglądają jak para królewska. On, siedzi dumnie wyprostowany, ona w długiej do ziemi koronkowej sukni spogląda wyzywająco w aparat. Podobno dobry fotograf potrafi wyciągnąć na wierzch tajemnice duszy. Ten był świetny i mu się to udało. Pani Wyatt miała pewne uwagi co do tej sesji, może zawuażyła w oku Queenie to, czego nie widział Heath. Ale było już po ptakach. Otoczeni są piwoniami, których Queenie nienawidzi, odkąd Ares dowiedział się, że to jej ulubione kwiaty i w związku z tym zasadził jej pod oknem ich całe pęczki. Kiedy odszedł ścieła je wszystkie i polała randapem, by już nigdy nie wyrosły. Ale do czerwcowego ślubu piwonie pasowały, a Queenie postawiniła, że musi odciąć przeszłość i żyć dalej.
Czasami patrzy na te zdjęcia i zastanawia się, czy naprawdę była wtedy szczęśliwa, czy jedynie bardzo zmęczona walką z własnym sercem. Dziś ma trzydzieści trzy lata. Mieszka w jednej z najbardziej prestiżowych części Toronto, nosi nazwisko Wyatt, dopiero co urodziła małego chłopca i prowadzi życie, którego mogłaby jej pozazdrościć większość ludzi. Tylko że niektórych historii nie da się zamknąć za sobą tak łatwo.

Czasami wystarczy przypadkowa melodia, znajomy zapach albo wizyta w domku w Hamptons by nagle znów mieć szesnaście lat i wierzyć, że cały świat mieści się pomiędzy dwójką ludzi.
Najgorsze jest jednak to, że po tylu latach Queenie nadal nie wie, czego chciałaby bardziej.
Żeby Ares wrócił. Czy żeby już nigdy więcej go nie zobaczyć.
Ciekawostki
• Ma półroczne dziecko, chłopca którego nazwała Percy. Chciałaby mieć jeszcze dwójkę dzieci.
• Jest okropną plotkarą, w szkole miała reputacje podobną do Reginy George.
• Jej szkolne koleżanki są na terapii i są przekonane, że Queenie jest socjopatką.
• Kolekcjonuje buty.
• Nigdy nie nauczyła się jeździć konno.
• Lubi czytać horrory erotyczne i romanse.
• Nosi obrączkę nawet wtedy, gdy jest sama.
• Nigdy nie usunęła numeru Aresa ze starego telefonu,. Trzyma go w swojej szufladzie i byłaby mocno zestresowana, gdyby się zgubił. Raz jej mąż chciał zrobić porządki i pozwolił pokojówce na wyrzucenie staroci, kiedy okazało się, że przez to Queenie prawie straciła ten telefon, to zwolniła biedną dziewczynę.
• Uwielbia burze. Najbardziej relaksuje ją obserwowanie ich z tarasu w sypialni, gdzie może siedzieć pod dachem.
• Publicznie uchodzi za osobę opanowaną, prywatnie ma bardzo wybuchowy temperament.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
niski
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
nie
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie

Queenie Wyatt

: czw cze 25, 2026 1:16 pm
autor: Maple Hearts
Witamy na forum Queenie Wyatt
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!

Queenie Wyatt

: czw cze 25, 2026 1:16 pm
autor: Maple Hearts
ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE



ODZNAKI SPECJALNE
txt
Obrazek
txt
txt
Obrazek
txt