Some disasters are worth the trouble
: pt cze 26, 2026 3:06 pm
012
Maj 2024
Adeline zawsze z niecierpliwością czekała na moment, w którym mogła wyrwać się ze szponów codzienności i znów ruszyć na obrzeża Toronto do miejsc, które znała niemal jak własną kieszeń. Usilnie przy tym wmawiała sobie, że chodziło jej przede wszystkim o chwilę oddechu od trosk, które zostawiała za sobą w momencie przekraczania granic Guildwood. To jednak nierozerwalnie wiązało się z towarzystwem pewnego blondyna, dzięki któremu wszystko, za czym tęskniła, stawało się o wiele łatwiejsze i bardziej osiągalne.
Max. Na Maxa zawsze mogła liczyć. Ilekroć udawało jej się znaleźć wolną chwilę między pracą a uczelnią, zwykle wystarczyła jedna wiadomość, żeby niedługo potem udać się na przejażdżkę konną czy gdziekolwiek, gdzie mogła swoją skromną osobą umilić mu czas. Tym razem nie było inaczej.
Blondwłosa lubiła cenne chwile wolności poświęcać budowaniu ich przyjaźni, bo tak pewnie określiłby to blondyn. Zawsze wiedział, co powiedzieć i jak ładnie ubrać pewne rzeczy w słowa, żeby nie brzmiały zbyt pospolicie. I ilekroć nadarzała się okazja, nie omieszkał jej poprawiać, wywołując tym w niej szczere rozbawienie. Miał duszę pisarza i żałowała, że wszystkie pomysły, jakie zapisywał na przypadkowych karteczkach czy serwetkach, chował do szuflady. Nie musiała wiedzieć, co tak skrzętnie sobie notował, by mieć pewność, że jego potencjał marnował się wraz z odkładaniem tych zapisków gdzieś głęboko, bez perspektyw na ujrzenie światła dziennego. Na nic jednak zdawały się jej słowa, by w końcu zebrał te pomysły w całość i wydał książkę. Mężczyzna był jednak zbyt uparty, żeby jej posłuchać.
Czasem odnosiła wrażenie, że za tymi spotkaniami kryły się czysto egoistyczne pobudki, bo obecność blondyna przynosiła jej znacznie więcej, niż chciała to przed sobą przyznać - w jakiś magiczny sposób potrafił poprawić jej humor nawet w chwilach, w których wydawało się to niemożliwe. Przy nim nigdy nie musiała niczego udawać, mogła być w pełni sobą. No, prawie, bo choć zwykle nie potrafiła pohamować bijącej od niej pewności siebie i skłonności do żartów, tak czasem prowadziły ją zbyt daleko, w o wiele bardziej niebezpieczne rejony, których odkrycie wywoływało w niej niewytłumaczalny dreszcz emocji. Było coś, co skutecznie powstrzymywało ją przed przekroczeniem magicznej linii między przyjaźnią, której kurczowo starała się trzymać, a czymś, czego bała się nazwać. Najbezpieczniej było uznać, że niektórych rzeczy nie warto było nazywać po imieniu.
Co nie oznaczało, że słuchała rozsądku, który dawał jej ciche sygnały, że nie powinna cieszyć się aż tak na wspólną wizytę w sklepie budowlanym. W zasadzie nie było to nic wielkiego, miała pomóc Maxowi w wyborze farby i nawet zaoferowała się nieść te puszki z powrotem do pickupa w zamian za skromną opłatę w wysokości jej ulubionych chrupków. Trzymała właśnie otwartą paczkę i podjadała je w drodze powrotnej z wyraźną beztroską wymalowaną na twarzy, jakby jej największym problemem był wybór piosenki w radio. Z głośników słychać było Forget You, którą sobie nuciła pod nosem bez skrępowania, aż dotarła do fragmentu o Ferrari.
— O, właśnie, jak Ci się teraz jeździ z naprawioną skrzynią? — zapytała po chwili, spoglądając na Maxa z szerokim uśmiechem i niewinną miną, udając, że piosenka wcale tego tematu jej nie zasugerowała. — Przypomnij mi, czemu właściwie nie wymienisz tego starego, wysłużonego pickupa na coś, co bardziej… — ściągnęła brwi, na chwilę przerywając, by znaleźć odpowiednie określenie — …wtopi się w otoczenie? - dokończyła z cieniem rozbawienia widocznym w kącikach ust. To auto zdecydowanie zwracało na siebie uwagę, a jednak Max uparcie w kółko go naprawiał, ani myśląc o zmianie. — To znaczy, ja rozumiem, że traktujesz to jako część Twojej tożsamości, wiesz, masz starą duszę, ale na taką furę nie poderwiesz żadnej panny — zasugerowała z powagą, choć zawadiackie iskry w jej oczach całkowicie temu zaprzeczały. Nie potrafiła oprzeć się przed tą zaczepką, ale była też niezmiernie ciekawa jego odpowiedzi.
Dlatego oparła się łokciem o drzwi auta i przekręciła nieco w stronę blondyna, by z nieco figlarnym uśmiechem móc mu się przyglądać bez przeszkód. Lubiła go w tym wydaniu - w koszuli w kratę, z włosami w wiecznym nieładzie i rozbawieniem, które właśnie wywołała na jego twarzy. Z resztą, Maxa nie dało się nie lubić. Ani przeoczyć wzrokiem. Żadna z kobiet w sklepie, w którym jeszcze parę chwil temu robili zakupy, nie przeszła obok niego zupełnie obojętnie. Adeline nie mogła tego nie zauważyć. Trochę ją jednak bawiło, że kiedy idąc obok niego, łapała ich spojrzenia, pospiesznie odwracały wzrok.
Max Korhonen