Laurent Ashcroft
: sob cze 27, 2026 12:19 am
Laurent Ashcroft

data i miejsce urodzenia
01/09/1997 Ashcroft Ranch niedaleko Toronto, Kanadazaimki
on/jegozawód
prawnik/właścicielmiejsce pracy
Ashcroft Ranchorientacja
biseksualnydzielnica mieszkalna
York Millspobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
Jest cholernie charyzmatycznym i naprawdę inteligentnym gościem. Potrzebuje zaledwie kilku minut, by komplementem czy żartem kupić sobie sympatię większości ludzi. Bywa skrupulatny i pedantyczny do bólu, choć jeszcze nie układa ubrań w szafie kolorami. Potrafi i naprawdę lubi tańczyć. Kocha karaoke, chociaż śpiewać tylko lubi. Mówi biegle po angielsku, francusku i prawniczemu. Szybko się uczy rzeczy, które go interesują. Uwielbia wyzwania i nie przyjmuje łatwo odmowy. Potrafi być zdeterminowany i uparty.
słabości
Nie posiada wielu praktycznych umiejętności. Prawdopodobnie bez dobrego poradnika na Youtube nie potrafiłby zmienić opony w samochodzie. Z nim również mógłby sobie nie poradzić. Ma problem ze spóźnianiem się, konsekwencją i odkładaniem rzeczy na ostatnią chwilę. Nie przejdzie obojętnie obok wróbelka ze złamanym skrzydełkiem czy internetowej zbiórki dla chorych dzieci, a na pewno rozpłacze się na filmie Disneya. Jest gadułą. Nie potrafi przegrywać. Nawet w monopol. – Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę! – pięcioletni chłopiec stał na środku korytarza i wykrzykiwał swoje racje, tupiąc nogą. – MAMO! – zwrócił się o pomoc do stojącej w progu rodzicielki, ignorując dobrotliwie uśmiechniętego ojca.
– Musisz się nauczyć pracy. Kiedyś będziesz sam tym wszystkim zarządzał – Luke przekonywał cierpliwie, patrząc na kapryśnego syna z nutą zniecierpliwienia. Laurent był tak podobny do matki. – Mam coś dla ciebie – dodał, wyjmując zza pleców mały, kowbojski kapelusz i wręczył go chłopcu.
Laurent przyjął go, przyjrzał mu się przez chwilę, a następnie cisnął nim przez cały korytarz i najzwyczajniej w świecie się rozpłakał.
– Luke, wydaje mi się, że to za wcześnie – Soph wtrąciła się ostrożnie, podchodząc do wyjącego w niebogłosy syna i zamykając go w ramionach. Zawsze była wobec niego nadopiekuńcza, ponieważ był ich jedynym dzieckiem, choć oboje bardzo pragnęli mieć ich więcej. Dlatego teraz cała miłość Sophie skupiała się na nim. – Poza tym wiesz jaka praca na farmie jest niebezpieczna. Jeszcze mu się coś stanie – dodała, a Laurent pociągnął nosem w jej drobnych ramionach.
Luke nasunął kapelusz na włosy i wyszedł bez słowa.
– Spierdalamy!
– Pały jadą!
Grupa chłopców zerwała się do biegu, dogaszając w pośpiechu papierosy i roztrącając butelki ze skradzionym piwem. Rozbiegli się, śmiejąc głośno. Miejscowa policja znała ich doskonale. Laurent nie widział swojej przyszłości na farmie, ale nie lubił też się uczyć, dlatego dołączył do miejscowych łobuzów.
Wybiegł zza zakrętu i niespodziewanie wpadł na jednego z policjantów. Sapnął, rozglądając się na boki za nową drogą ucieczki, ale gdy ponownie zdążył zerwać się do biegu, usłyszał kroki za sobą i poczuł zimny metal kajdanek na nadgarstkach.
– Ojciec nie będzie dumny – mruknął starszy, wąsaty gliniarz, gdy Laurent rzucił mu wściekłe spojrzenie.
– Ojciec ma mnie w dupie, wujku Harry – odparł, doskonale wiedząc, że nikt nie wyciągnie wobec niego konsekwencji.
Do tej pory posiada kilku znajomych z bogatą kartoteką i bliską relacją z policją.
Stał nad grobem matki, a łzy ciurkiem leciały po jego policzkach. Nie mógł przestać zanosić się szlochem, chociaż miał już czternaście lat. To dobra i łagodna Soph była spoiwem rodziny. Mediowała między ojcem a synem. Jej choroba postępowała szybko. Nikt mu nie powiedział, dopiero kiedy było już naprawdę źle, a skutków chemioterapii nie dało się ukryć. Laurent był za młody, żeby zrozumieć.
Obwinił o wszystko ojca. Luke teraz stał nad grobem kobiet, z którą spędził całe życie i nie uronił nawet jednej łzy.
Relacja ojca z synem nigdy nie była dobra, ale nie można było powiedzieć, że Luke się nie starał. Kochał syna na tyle mocno, by pozwolić mu realizować marzenia, których nie rozumiał. Opłacił mu studia prawnicze i pobyt w Toronto, a Laurent wykorzystał otrzymaną szansę.
– Stary! Byłeś świetny! Gratulacje! Kurwa! Rozwaliłeś ich! Wiesz, co to znaczy?!
Laurent niemal nie słyszał krzyku uradowanych przyjaciół z zespołu. Zaciskał palce na złotym medalu Dicksona. Zwycięstwo w Moot Court otwierało drzwi do elitarnych kancelarii prawniczych, a przyjęcie gratulacji z rąk samego sędziego najwyższego wprawiło go w oszołomienie. Nie było większego osiągnięcia dla studenta. Wybuchnął pełnym niedowierzania śmiechem, a następnie przytulił do siebie Mary, z którą spędził kilka ostatnich nocy na przygotowaniu swojej mowy. Zawsze surowa i poważna dziewczyna miała łzy w oczach.
– Pamiętasz, jak mówiłeś, że nigdy nie dasz rady? Że jak się denerwujesz, to brzmi jak wieśniak, że nie masz tej charyzmy?
Laurent zwykle pewny siebie, teraz był onieśmielony podziwem i ogromem sympatii.
– Teraz, kiedy wrócimy na uczelnię, wszyscy będą się nas pytać, jak to jest być w drużynie z tobą. Dobrze, że byłeś po naszej stronie!
– No dobrze, geniuszu. Teraz idziemy do tej budki z hot dogami na rogu. Stawiasz. Bo jak zdobywasz Dicksona, to znaczy, że będzie cię stać – drobny blondyn uwiesił mu się na szyi i wydął usta w oczekiwaniu na pocałunek, a Laurent z radością obsypał nimi całą jego twarz, z premedytacją pomijając wargi.
– Harry pokazał mi zdjęcie. Jesteś na nim z chłopakiem. To twój kolega? – surowy głos ojca po drugiej stronie telefonu sprawił, że Laurent spiął się w fotelu.
Milczał przez chwilę, szarpiąc nitkę od eleganckich spodni.
A potem wziął głębszy wdech.
– Nie, to mój chłopak – stwierdził z mocą i doskonale znanemu ojcu uporem.
– Jak chłopak? – Luke zadał natarczywie to pytanie, próbując zmusić syna do zaprzeczenia.
– Normalnie. Jesteśmy parą – odparował ze złością, podrywając się z miejsca, chociaż był w pokoju zupełnie sam.
– To jakaś miejska moda? – burknął pogardliwie, nie dopuszczając do głowy myśli o tym, że jego syn mógł być gejem.
– Nie, tato.
– Nie martw się. To tylko taka faza. Na pewno spotkasz odpowiednią dziewczynę i wtedy ci się odm-
Laurent natychmiast zakończył połączenie. Nie miał pojęcia, skąd w ogóle wzięła się w nim nadzieja, że ojciec cokolwiek zrozumie. Miesiąc później na święta przyjechał z chłopakiem i kompletnie im wszystkim je zrujnował.
– To będzie przyjemność z panem pracować, panie Ashcroft.
Wymienili uściski dłoni. Oferta pracy w renomowanej kancelarii tuż po skończeniu studiów była tym, o czym marzył każdy absolwent. Laurent nie mógł wybrać lepiej. To była trampolina dla kariery. Odwzajemnił uścisk eleganckiej kobiety, która pełniła funkcję partnera zarządzającego.
– Nie wiem, dla kogo większa – zażartował, a ona odpowiedziała mu cichym śmiechem.
Tuż po wyjściu z wieżowca sięgnął po telefon i wykręcił numer ojca.
– Tato, nie uwierzysz! Dostałem tę pracę. Będę ich najmłodszym prawnikiem – oznajmił z entuzjazmem, a Luke odpowiedział twierdzącym pomrukiem, bo jedyne co usłyszał, to że traci syna na zawsze.
– Tak. To dobrze – odpowiedział w końcu, choć Laurent wyczuł, że ojciec zajęty jest czymś innym. – Zdzwonimy się później, dobrze? Wichura zerwała dach ze stodoły i właśnie zajmujemy się z Loganem jego naprawą. Ten facet zna się na wszystkim. Myślałem, że całe siano nam zamoknie, ale on skądś wytrzasnął materiały i od razu wziął się do roboty. Myślałem, żeby w niedzielę zorganizować grilla, może byś przyjechał?
– Wydaje mi się, że masz towarzystwo – stwierdził chłodno, natychmiast znów się dystansując. Skrzywił usta, gdy dotarło do niego, że ojciec nigdy nie będzie z niego dumny. Nigdy nie zrozumie. A on nigdy nie będzie taki dobry jak Logan. Nienawidził tego faceta, chociaż widział go parę razy w życiu.
Był zazdrosny o coś, czego przecież sam nie chciał.
Dwa tygodnie później dowiedział się, że jego ojciec zmarł na zawał, a on musi zająć się odziedziczonym ranczem.
✔ To matka uparła się, by miał francuskie imię, a Luke nigdy nie umiał sprzeciwić się jej kaprysom, chociaż ani on, ani koledzy w szkole nie potrafili wymówić go właściwie. Luke najczęściej używał zdrobnienia “Larry”, czego Laurent nie znosił.
✔ Lubi modę. Potrafi się ubrać stylowo. Ma kilka perełek w swojej szafie.
✔ Naprawdę dużo czasu spędza w telefonie, dzieląc się w sieci szczegółami ze swojego życia.
– Musisz się nauczyć pracy. Kiedyś będziesz sam tym wszystkim zarządzał – Luke przekonywał cierpliwie, patrząc na kapryśnego syna z nutą zniecierpliwienia. Laurent był tak podobny do matki. – Mam coś dla ciebie – dodał, wyjmując zza pleców mały, kowbojski kapelusz i wręczył go chłopcu.
Laurent przyjął go, przyjrzał mu się przez chwilę, a następnie cisnął nim przez cały korytarz i najzwyczajniej w świecie się rozpłakał.
– Luke, wydaje mi się, że to za wcześnie – Soph wtrąciła się ostrożnie, podchodząc do wyjącego w niebogłosy syna i zamykając go w ramionach. Zawsze była wobec niego nadopiekuńcza, ponieważ był ich jedynym dzieckiem, choć oboje bardzo pragnęli mieć ich więcej. Dlatego teraz cała miłość Sophie skupiała się na nim. – Poza tym wiesz jaka praca na farmie jest niebezpieczna. Jeszcze mu się coś stanie – dodała, a Laurent pociągnął nosem w jej drobnych ramionach.
Luke nasunął kapelusz na włosy i wyszedł bez słowa.
– Spierdalamy!
– Pały jadą!
Grupa chłopców zerwała się do biegu, dogaszając w pośpiechu papierosy i roztrącając butelki ze skradzionym piwem. Rozbiegli się, śmiejąc głośno. Miejscowa policja znała ich doskonale. Laurent nie widział swojej przyszłości na farmie, ale nie lubił też się uczyć, dlatego dołączył do miejscowych łobuzów.
Wybiegł zza zakrętu i niespodziewanie wpadł na jednego z policjantów. Sapnął, rozglądając się na boki za nową drogą ucieczki, ale gdy ponownie zdążył zerwać się do biegu, usłyszał kroki za sobą i poczuł zimny metal kajdanek na nadgarstkach.
– Ojciec nie będzie dumny – mruknął starszy, wąsaty gliniarz, gdy Laurent rzucił mu wściekłe spojrzenie.
– Ojciec ma mnie w dupie, wujku Harry – odparł, doskonale wiedząc, że nikt nie wyciągnie wobec niego konsekwencji.
Do tej pory posiada kilku znajomych z bogatą kartoteką i bliską relacją z policją.
Stał nad grobem matki, a łzy ciurkiem leciały po jego policzkach. Nie mógł przestać zanosić się szlochem, chociaż miał już czternaście lat. To dobra i łagodna Soph była spoiwem rodziny. Mediowała między ojcem a synem. Jej choroba postępowała szybko. Nikt mu nie powiedział, dopiero kiedy było już naprawdę źle, a skutków chemioterapii nie dało się ukryć. Laurent był za młody, żeby zrozumieć.
Obwinił o wszystko ojca. Luke teraz stał nad grobem kobiet, z którą spędził całe życie i nie uronił nawet jednej łzy.
Relacja ojca z synem nigdy nie była dobra, ale nie można było powiedzieć, że Luke się nie starał. Kochał syna na tyle mocno, by pozwolić mu realizować marzenia, których nie rozumiał. Opłacił mu studia prawnicze i pobyt w Toronto, a Laurent wykorzystał otrzymaną szansę.
– Stary! Byłeś świetny! Gratulacje! Kurwa! Rozwaliłeś ich! Wiesz, co to znaczy?!
Laurent niemal nie słyszał krzyku uradowanych przyjaciół z zespołu. Zaciskał palce na złotym medalu Dicksona. Zwycięstwo w Moot Court otwierało drzwi do elitarnych kancelarii prawniczych, a przyjęcie gratulacji z rąk samego sędziego najwyższego wprawiło go w oszołomienie. Nie było większego osiągnięcia dla studenta. Wybuchnął pełnym niedowierzania śmiechem, a następnie przytulił do siebie Mary, z którą spędził kilka ostatnich nocy na przygotowaniu swojej mowy. Zawsze surowa i poważna dziewczyna miała łzy w oczach.
– Pamiętasz, jak mówiłeś, że nigdy nie dasz rady? Że jak się denerwujesz, to brzmi jak wieśniak, że nie masz tej charyzmy?
Laurent zwykle pewny siebie, teraz był onieśmielony podziwem i ogromem sympatii.
– Teraz, kiedy wrócimy na uczelnię, wszyscy będą się nas pytać, jak to jest być w drużynie z tobą. Dobrze, że byłeś po naszej stronie!
– No dobrze, geniuszu. Teraz idziemy do tej budki z hot dogami na rogu. Stawiasz. Bo jak zdobywasz Dicksona, to znaczy, że będzie cię stać – drobny blondyn uwiesił mu się na szyi i wydął usta w oczekiwaniu na pocałunek, a Laurent z radością obsypał nimi całą jego twarz, z premedytacją pomijając wargi.
– Harry pokazał mi zdjęcie. Jesteś na nim z chłopakiem. To twój kolega? – surowy głos ojca po drugiej stronie telefonu sprawił, że Laurent spiął się w fotelu.
Milczał przez chwilę, szarpiąc nitkę od eleganckich spodni.
A potem wziął głębszy wdech.
– Nie, to mój chłopak – stwierdził z mocą i doskonale znanemu ojcu uporem.
– Jak chłopak? – Luke zadał natarczywie to pytanie, próbując zmusić syna do zaprzeczenia.
– Normalnie. Jesteśmy parą – odparował ze złością, podrywając się z miejsca, chociaż był w pokoju zupełnie sam.
– To jakaś miejska moda? – burknął pogardliwie, nie dopuszczając do głowy myśli o tym, że jego syn mógł być gejem.
– Nie, tato.
– Nie martw się. To tylko taka faza. Na pewno spotkasz odpowiednią dziewczynę i wtedy ci się odm-
Laurent natychmiast zakończył połączenie. Nie miał pojęcia, skąd w ogóle wzięła się w nim nadzieja, że ojciec cokolwiek zrozumie. Miesiąc później na święta przyjechał z chłopakiem i kompletnie im wszystkim je zrujnował.
– To będzie przyjemność z panem pracować, panie Ashcroft.
Wymienili uściski dłoni. Oferta pracy w renomowanej kancelarii tuż po skończeniu studiów była tym, o czym marzył każdy absolwent. Laurent nie mógł wybrać lepiej. To była trampolina dla kariery. Odwzajemnił uścisk eleganckiej kobiety, która pełniła funkcję partnera zarządzającego.
– Nie wiem, dla kogo większa – zażartował, a ona odpowiedziała mu cichym śmiechem.
Tuż po wyjściu z wieżowca sięgnął po telefon i wykręcił numer ojca.
– Tato, nie uwierzysz! Dostałem tę pracę. Będę ich najmłodszym prawnikiem – oznajmił z entuzjazmem, a Luke odpowiedział twierdzącym pomrukiem, bo jedyne co usłyszał, to że traci syna na zawsze.
– Tak. To dobrze – odpowiedział w końcu, choć Laurent wyczuł, że ojciec zajęty jest czymś innym. – Zdzwonimy się później, dobrze? Wichura zerwała dach ze stodoły i właśnie zajmujemy się z Loganem jego naprawą. Ten facet zna się na wszystkim. Myślałem, że całe siano nam zamoknie, ale on skądś wytrzasnął materiały i od razu wziął się do roboty. Myślałem, żeby w niedzielę zorganizować grilla, może byś przyjechał?
– Wydaje mi się, że masz towarzystwo – stwierdził chłodno, natychmiast znów się dystansując. Skrzywił usta, gdy dotarło do niego, że ojciec nigdy nie będzie z niego dumny. Nigdy nie zrozumie. A on nigdy nie będzie taki dobry jak Logan. Nienawidził tego faceta, chociaż widział go parę razy w życiu.
Był zazdrosny o coś, czego przecież sam nie chciał.
Dwa tygodnie później dowiedział się, że jego ojciec zmarł na zawał, a on musi zająć się odziedziczonym ranczem.
Ciekawostki
✔ Posiada białego, rozpieszczonego pomeraniana Beau. Pies nie zna żadnych komend, ale jest absolutnie uroczy i jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł.✔ To matka uparła się, by miał francuskie imię, a Luke nigdy nie umiał sprzeciwić się jej kaprysom, chociaż ani on, ani koledzy w szkole nie potrafili wymówić go właściwie. Luke najczęściej używał zdrobnienia “Larry”, czego Laurent nie znosił.
✔ Lubi modę. Potrafi się ubrać stylowo. Ma kilka perełek w swojej szafie.
✔ Naprawdę dużo czasu spędza w telefonie, dzieląc się w sieci szczegółami ze swojego życia.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
niezgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie