Strona 1 z 1

sarà perché ti amo

: ndz cze 28, 2026 1:41 am
autor: Gabriela R. Blais
E vola vola si sa
Sempre più in alto si va
E vola vola con me
Il mondo è matto perché
E se l'amore non c'è
Basta una sola canzone
Per far confusione
Fuori e dentro di te


Chryste...
Jeśli jeszcze raz usłyszy coś o tym, jak tamta blondyna miała piękne oczy, to zwariuje. Here we go again. Włożyła palec do ust, żeby udać odruch wymiotny i spojrzała z politowaniem na przyjaciela, który załamany wbił jej na kwadrat z piwem. Nie dość, że musiała słuchać tych wywodów na trzeźwo - ogłaszając, że hoduje w sobie małego pasożyta, czyli dziecko - to jeszcze przepaliła styki biednemu Alexowi, który chyba przestał już wierzyć we wszechświat.
- Dosyć! - warknęła, wychodząc ze swojego pokoju z kajdankami, które zatrzasnęła na nadgarstkach mężczyzny. I nie, nie, nie, to nie było plastikowe gówno, ale prawilne policyjne metalowe kajdany, które używano do usadzania gorszych osiłków niż Alex. - Kurwa, mam już tego dość. Tak, była cudna. Fajna dupa i cycki, ale to nie koniec świata. Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś? Do ostateczności. Więc kurwa ściśnij poślady i jedziemy. - zapięła smycz do tych fikuśnych ozdób na jego nadgarstkach, żeby łatwiej jej było prowadzić ten orszak wstydu i hańby. - Co mówiłeś? Nie podoba ci się? Słuchaj albo idziesz w to BDSM, albo połknę kluczyk i wysram go za dwa dni. Też tak myślałam. - uśmiechnęła się potulnie, obserwując wyraz jego twarzy. Przy takich kiepskich przypadkach trzeba zastosować radykalne środki, a ona była na tyle szalona, że mogła spełnić swoją groźbę.

- Ja wiem, jak to wygląda. Niech mi jednak Pani wierzy, że musiałam to zrobić. On jest tutaj z własnej nieprzymuszonej woli. No dalej, Alex pokiwaj grzecznie Pani głową, że się zgadzasz. - kopnęła w łydkę przyjaciela, żeby spełnił jej prośbę. Nie mógł biedaczek mówić, bo gdy ona dzielnie szukała u niego paszportu, to on dalej snuł wielkie wywody o miłości. Zmusił ją poniekąd do użycia siły. Chwała panu za srebrną taśmę. Przynajmniej Pan z taksówki nie wnikał, co kobieta w środku nocy robiła z zakneblowanym typem na smyczy. Gorzej było na lotnisku, bo baba ewidentnie już trzymała swoją dłoń na przycisku, żeby wezwać ochronę. - To taka zabawa. On lubi być tym uległym. Sama Pani rozumie. Proszę nie oceniać jego fetyszu. Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą. - zniżyła głos, mocniej nachylając się do kobiety siedzącej za ladą. - Interesują nas dwa bilety do Włoch. Bez bagażu. Sycylia? Cudownie. Jest Pani najlepsza, prawda kochanie? - pomachała biletami przed twarzą Alexa i pociągnęła go dalej.

Okazało się, że na lotnisku musiała uwolnić biednego Alexa. Cóż, dobrze, że jednak nie połknęła kluczyka, bo mieliby niezły przypał, gdyby na cito musiała wywoływać biegunkę. I tak prawie otarli się o gliny, ale w końcu grzecznie siedzieli na swoich miejscach w samolocie i rozkoszowali się perspektywą wycieczki. - Umówiłam ci badania na piątego lipca. Hm? No na choroby weneryczne. Chyba nie myślałeś, że po powrocie z tej podróży zostawię cię samego co? Chuj wie, czym cię zarażą te kobietki z Włoch. A po Aperolku to różne rzeczy się dzieją. W końcu startujemy. To co, potrzymasz mnie za rękę jak prawdziwy dżentelmen? - nie bała się, ale kto bogatemu zabroni?

Alexander Hall

sarà perché ti amo

: wt cze 30, 2026 9:49 pm
autor: Alexander Hall
Che confusione
Sarà perché ti amo


Dokładnie, Madison Lennox miała piękne oczy, a przynajmniej tak było do momentu, w którym jeszcze było mu dane je oglądać, czyli… do momentu, w którym nakryła go na uczestnictwie w nielegalnej walce. Po tych jak ich ścieżki rozeszły się tamtego dnia, żadne z nich nie napisało, żadne nie zadzwoniło… żadne nie pofatygowało się do drugiego osobiście. Wypuścili to uczucie z rąk i pozwolili mu odlecieć, fru fru, nara. Alex nie zniósł tego zbyt dobrze. Po pierwsze, jego męska duma została w chuj urażona, bo tamtego dnia nieźle się pokłócili w tamtej prowizorycznej szatni. Po drugie, to był jego najdłuższy nieformalny związek od… zawsze? Pierwszy raz przekroczył magiczną barierę trzech miesięcy z inną dziewczyną. Po trzecie, Jeeezu, jak on tęsknił za jej ciałem - choć w tym czasie to chyba tęsknił za jakimkolwiek kobiecym ciałem, lol.

Tego wieczoru udał się do Gabs, żeby trochę z nią pogadać jak facet z babą, no bo może by mu doradziła, żeby do niej zadzwonił i się nie poddawał? Z tej okazji kupił nawet czteropak, który planował wypić razem z Blais, ale jebana obwieściła mu, że jest w jebanej ciąży, co totalnie zbiło Alexa z pantałyku i mu się kurwa przypomniało, że z dwa razy to się z Maddie nie zabezpieczył, więc miał nadzieję, że Lennox nie zaszła, bo gdyby zaszła to… to byłoby w chuj dziwne, nie? Nagle Gaba - zapewne z powodu trzeźwości - dostała jakiegoś dziwnego ataku agresji i wcale nie zaczęła doradzać Alexowi powrotu do Lennox. Zamiast tego zaczęła pierdolić, że ma tego serdecznie dość i że Alex doprowadził ją do ostateczności, po czym zatrzasnęła kajdanki na jego nadgarstkach i wyprowadziła z mieszkania jak jakiegoś KRYMINALISTĘ. - Nie podoba mi się - rzucił pod nosem, gdy prowadziła go na smyczy w stronę taksówki. - Masz zaparcia? - dodał chwilę później, ale nie powiedział już nic więcej, bo jego oczy napotkały jej spojrzenie. TO SPOJRZENIE. A poza tym to już byli w drodze na… hm, gdzie ona go właściwie wiozła?

… A WIĘC NA JEBANE LOTNISKO?

Nie, nie, nie, on nie może teraz wyjechać. - Posłuchaj, ja nie mogę, muszę tu zostać na wypadek, gdyby jednak chciała ze mną pogadać, poza tym to nie takie proste, Gabriela, ja mam pracę, psa… Monster, zostaw moją smycz… Ja jebię… co ja, pies? Nie, traktujesz mnie gorzej niż psa, mam prawo przeżywać zawód miłosny na swój sposób, ja serio myślałem, że tym razem mi się uda, rozumiesz? Żadna nie chce mnie na dłużej, czy ja naprawdę jestem tylko chłopakiem na jednorazowy numere… Mhmphm! Mmm-pfffff! - no i w tym właśnie momencie Gabriela R. Blais zakleiła Alexowi mordę taśmą.

Ostatecznie skończyło się na tym, że Pies wylądował u Eryka, a Alex szamotał się w kajdankach i co chwila posyłał Gabie mordercze spojrzenia, gdy tak stali obok pani sprzedającej bilety lotnicze. - HMPFHMPF - zaprotestował i pokręcił głową, gdy Gaba stwierdziła, że Alex był tutaj z własnej nieprzymuszonej woli, bo było to ewidentne KŁAMSTWO. To taka zabawa, on lubi być uległym… Proszę nie oceniać jego fetyszu… - HMPMPPPFF?! - Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą… - PFFFHHH?! - dalej próbował mówić, mimo że srebrna taśma była… cóż, srebrną taśmą. Niezniszczalną warstwą przełożoną klejem. Chwilę później Gabriela zakupiła dwa bilety do Włoch, a konkretniej do Palermo na Sycylii. Alex pokiwał głową zrezygnowany i postanowił przestać wykazywać niechęć współpracy z Gabrielą, bo nie miało to żadnego sensu. Z kobietami w ciąży nie można było zadzierać. Jest pani najlepsza, prawda, kochanie? No, prawda, ale Alex nie mógł ustnie potwierdzić, bo został ZAKNEBLOWANY. Z zimną krwią.

Gabriela uwolniła go dopiero na lotnisku, na oczach panów ochroniarzy, którzy już trzymali w pogotowiu paralizatory. No i z tego powodu, gdy tylko Gaba uwolniła jego usta… - Proszę nie strzelać, ona jest w ciąży, będzie rodzić kanadyjskiego obywatela za kilka miesięcy, spełniła swój państwowy obowiązek, a poza tym to taki mój fetysz - wyrzucił z siebie z szerokim uśmiechem na mordzie i wskazał głową na kajdanki, które Ruda właśnie próbowała otworzyć kluczykiem.

Dwie godziny później, po odprawie, byli już w samolocie. Umówiłam ci badania na piątego lipca. - Jakie badania? - palnął momentalnie, po czym zerknął przez małe okienko. Wschodziło słońce. Idealna pora na wylot z Kanady. - Weneryczne? Zarażą? Kobietki z Włoch? Ja nie jadę się tam ruchać - zaprotestował, a przy okazji zerknął na pośladki pani stewardessy, która przeszła obok nich i zaczęła sprawdzać, czy wszystkie zasłonki przy okienkach są otwarte oraz czy każdy z pasażerów miał zapięte pasy. - Chociaż… w sumie - dodał chwilę później i pokręcił głową z uznaniem, gdy stewardessa znów ich minęła. Ujął rękę Gabrieli i pocałował wierzch jej dłoni. - Dziękuję, milady - parsknął, po czym splótł ich palce ze sobą i ułożył na swoim udzie. Nie chciał precyzować, o co mu chodziło, bo... kurwa, chodziło mu o całokształt. Na Gabrielę zawsze mógł liczyć, no. - Wiesz, że to mój drugi lot samolotem? Znaczy, trzeci... licząc powrót z pierwszej wycieczki. A tak w ogóle to jestem głodny, kupisz mi kanapkę? Zabrałaś tylko mój paszport i zostawiłaś portfel. Nawet nie dałaś mi szansy, żebym ci to powiedział, ech. Włączyłaś tryb samolotowy? Słyszałem, że jak się tego nie zrobi, to elektronika w kokpicie… - zniżył głos do szeptu i nachylił się do ucha Gabrieli. - … boom - dokończył dramatycznie i wolną ręką zainscenizował wybuch. - Dobra. Kto jest ojcem?

Gabs

sarà perché ti amo

: sob lip 11, 2026 4:35 pm
autor: Gabriela R. Blais
Pierwszy red alert o beznadziejnym położeniu przyjaciela był na samym wstępie. Kto normalny kupuje jedynie czteropak piwa? Nawet pół litra na dwóch, to było mało, a dwa piwka to chyba jedynie na rozruszanie kubków smakowych. Drugi poziom wszedł w momencie, gdy jej przyjaciel pomyślał, że akurat ona mu dobrze doradzi i to w sprawie sercowej. Wisienką na torcie były myśli o tym, że może powinien napisać do Maddie po tym, jak przyniósł tylko cztery piwa. Jakby to już prosiło o interwencję Blais, bo każdy przygłup wiedział, że jak kompromitować się poprzez wiadomości, to tylko po odpowiedniej dawce procentów. A skoro blondyna chciała łobuza, to niech żre gruz, bo wypierdoliła się na pierwszym zakręcie. Jeśli myślała, że związek jest usłany różami z takim typem jak Alex, to już jej wina. Żałosne, jak jej kobiecy gatunek sam sobie przeczył. No jasne. Najpierw chcą łobuza, a potem wielkie zdziwienie, że zachowuje się jak łobuz. Logika godna Nobla. Patologia. Dlatego nie mogła dłużej słuchać tego stękania. Zrobiła co musiała i była kurwa z tego dumna. Bo umówmy się, rzadko kiedy laska miała okazję uwiązać trenera boksu i paradować z nim na smyczy przez połowę miasta. Chociaż może jej na to pozwolił, bo podświadomie wiedział, że jej metody, choć brutalne, były realizowane dla jego dobra.
To była kwestia zaufania.
W sumie to dosyć sporo ryzykowała na tym lotnisku. Ci ochroniarze wyglądali całkiem poważnie z tymi swoimi paralizatorami w gotowości. Obyło się bez straty w cywilach, ale ze łzami w oczach musiała pożegnać swoje kajdanki. Serio, płakała wtedy, gdy je oddawała, ale to ciężkie pożegnanie było ceną, jaką była gotowa zapłacić. Czego to człowiek nie robił dla przyjaźni.
Uczcijmy minutą ciszy, więc tę stratę, która zostanie wypomniana kiedyś na pogrzebie Alexa lub na jego ślubie.
- A już prawie było romantycznie. Chciałam ci powiedzieć, że ta jasne... Że co, może chcesz uprawiać miłość? Wszystko zjebałeś. Prawie się zgodziłam na nasze zaręczyny. Ale dobra dam ci kolejną szansę w restauracji. Liczę na darmowy deser. - bo w sumie cały ten wypad był wielki spontanem. Prawie nic ze sobą nie wzięli, a ona wydała ostatni hajs na bilety. Yolo. Nie pierwszy raz odwalała miastowy survival bez grosza przy duszy. Nocowanie na plaży też było fajne.
- Nie stać mnie nawet na pół kanapki - odparła z rozbrajającym uśmiechem i mocniej ścisnęła dłoń przyjaciela. Ale będzie zajebiście! - Nie pamiętasz naszej wspólnej nocy w domku? Po tym, jak zaniosłam twoje zwłoki do pokoju, gdy się ze mną nawaliłeś nad jeziorem? - uniosła drugą dłoń do ust, a w jej oczach nawet pojawiły się łzy. Samolot wzbił się w powietrze. Przycisnęło ich mocniej do foteli, gdy ona wciąż ciągnęła tą swoją melodramatyczną opowieść.
- Nie chciałam ci psuć związku. Skoro jednak i tak wszyscy umrzemy, bo nie włączyłam trybu samolotowego... To muszę ci powiedzieć, że ojcem tego dziecka... - babka, która koło nich siedziała aż ściągnęła z wrażenia słuchawki, żeby lepiej słyszeć. - Nie mam bladego pojęcia. Mam pięciu kandydatów. A my nie uprawialiśmy seksu. Wiem, że ci smutno z tego powodu. - poklepała po ramieniu przyjaciela. Przynajmniej już się nie stresował samym startem.
- A teraz Romeo, chodź spać. Czeka nas intensywny weekend. - ulokowała się wygodnie na swoim fotelu i nawet oparła głowę o umięśniony bicek Alexa. Co jak co, ale te mięśnie robią wrażenie. - Niczym się nie przejmuj. Ogarniemy wszystko na miejscu. Najwyżej sprzedamy twoją cnotę. - ziewnęła i pozwoliła sobie odpłynąć w ramiona Morfeusza.

Alexander Hall