sarà perché ti amo
: ndz cze 28, 2026 1:41 am
E vola vola si sa
Sempre più in alto si va
E vola vola con me
Il mondo è matto perché
E se l'amore non c'è
Basta una sola canzone
Per far confusione
Fuori e dentro di te
Chryste...
Jeśli jeszcze raz usłyszy coś o tym, jak tamta blondyna miała piękne oczy, to zwariuje. Here we go again. Włożyła palec do ust, żeby udać odruch wymiotny i spojrzała z politowaniem na przyjaciela, który załamany wbił jej na kwadrat z piwem. Nie dość, że musiała słuchać tych wywodów na trzeźwo - ogłaszając, że hoduje w sobie małego pasożyta, czyli dziecko - to jeszcze przepaliła styki biednemu Alexowi, który chyba przestał już wierzyć we wszechświat.
- Dosyć! - warknęła, wychodząc ze swojego pokoju z kajdankami, które zatrzasnęła na nadgarstkach mężczyzny. I nie, nie, nie, to nie było plastikowe gówno, ale prawilne policyjne metalowe kajdany, które używano do usadzania gorszych osiłków niż Alex. - Kurwa, mam już tego dość. Tak, była cudna. Fajna dupa i cycki, ale to nie koniec świata. Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś? Do ostateczności. Więc kurwa ściśnij poślady i jedziemy. - zapięła smycz do tych fikuśnych ozdób na jego nadgarstkach, żeby łatwiej jej było prowadzić ten orszak wstydu i hańby. - Co mówiłeś? Nie podoba ci się? Słuchaj albo idziesz w to BDSM, albo połknę kluczyk i wysram go za dwa dni. Też tak myślałam. - uśmiechnęła się potulnie, obserwując wyraz jego twarzy. Przy takich kiepskich przypadkach trzeba zastosować radykalne środki, a ona była na tyle szalona, że mogła spełnić swoją groźbę.
- Ja wiem, jak to wygląda. Niech mi jednak Pani wierzy, że musiałam to zrobić. On jest tutaj z własnej nieprzymuszonej woli. No dalej, Alex pokiwaj grzecznie Pani głową, że się zgadzasz. - kopnęła w łydkę przyjaciela, żeby spełnił jej prośbę. Nie mógł biedaczek mówić, bo gdy ona dzielnie szukała u niego paszportu, to on dalej snuł wielkie wywody o miłości. Zmusił ją poniekąd do użycia siły. Chwała panu za srebrną taśmę. Przynajmniej Pan z taksówki nie wnikał, co kobieta w środku nocy robiła z zakneblowanym typem na smyczy. Gorzej było na lotnisku, bo baba ewidentnie już trzymała swoją dłoń na przycisku, żeby wezwać ochronę. - To taka zabawa. On lubi być tym uległym. Sama Pani rozumie. Proszę nie oceniać jego fetyszu. Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą. - zniżyła głos, mocniej nachylając się do kobiety siedzącej za ladą. - Interesują nas dwa bilety do Włoch. Bez bagażu. Sycylia? Cudownie. Jest Pani najlepsza, prawda kochanie? - pomachała biletami przed twarzą Alexa i pociągnęła go dalej.
Okazało się, że na lotnisku musiała uwolnić biednego Alexa. Cóż, dobrze, że jednak nie połknęła kluczyka, bo mieliby niezły przypał, gdyby na cito musiała wywoływać biegunkę. I tak prawie otarli się o gliny, ale w końcu grzecznie siedzieli na swoich miejscach w samolocie i rozkoszowali się perspektywą wycieczki. - Umówiłam ci badania na piątego lipca. Hm? No na choroby weneryczne. Chyba nie myślałeś, że po powrocie z tej podróży zostawię cię samego co? Chuj wie, czym cię zarażą te kobietki z Włoch. A po Aperolku to różne rzeczy się dzieją. W końcu startujemy. To co, potrzymasz mnie za rękę jak prawdziwy dżentelmen? - nie bała się, ale kto bogatemu zabroni?
Alexander Hall
Sempre più in alto si va
E vola vola con me
Il mondo è matto perché
E se l'amore non c'è
Basta una sola canzone
Per far confusione
Fuori e dentro di te
Chryste...
Jeśli jeszcze raz usłyszy coś o tym, jak tamta blondyna miała piękne oczy, to zwariuje. Here we go again. Włożyła palec do ust, żeby udać odruch wymiotny i spojrzała z politowaniem na przyjaciela, który załamany wbił jej na kwadrat z piwem. Nie dość, że musiała słuchać tych wywodów na trzeźwo - ogłaszając, że hoduje w sobie małego pasożyta, czyli dziecko - to jeszcze przepaliła styki biednemu Alexowi, który chyba przestał już wierzyć we wszechświat.
- Dosyć! - warknęła, wychodząc ze swojego pokoju z kajdankami, które zatrzasnęła na nadgarstkach mężczyzny. I nie, nie, nie, to nie było plastikowe gówno, ale prawilne policyjne metalowe kajdany, które używano do usadzania gorszych osiłków niż Alex. - Kurwa, mam już tego dość. Tak, była cudna. Fajna dupa i cycki, ale to nie koniec świata. Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś? Do ostateczności. Więc kurwa ściśnij poślady i jedziemy. - zapięła smycz do tych fikuśnych ozdób na jego nadgarstkach, żeby łatwiej jej było prowadzić ten orszak wstydu i hańby. - Co mówiłeś? Nie podoba ci się? Słuchaj albo idziesz w to BDSM, albo połknę kluczyk i wysram go za dwa dni. Też tak myślałam. - uśmiechnęła się potulnie, obserwując wyraz jego twarzy. Przy takich kiepskich przypadkach trzeba zastosować radykalne środki, a ona była na tyle szalona, że mogła spełnić swoją groźbę.
- Ja wiem, jak to wygląda. Niech mi jednak Pani wierzy, że musiałam to zrobić. On jest tutaj z własnej nieprzymuszonej woli. No dalej, Alex pokiwaj grzecznie Pani głową, że się zgadzasz. - kopnęła w łydkę przyjaciela, żeby spełnił jej prośbę. Nie mógł biedaczek mówić, bo gdy ona dzielnie szukała u niego paszportu, to on dalej snuł wielkie wywody o miłości. Zmusił ją poniekąd do użycia siły. Chwała panu za srebrną taśmę. Przynajmniej Pan z taksówki nie wnikał, co kobieta w środku nocy robiła z zakneblowanym typem na smyczy. Gorzej było na lotnisku, bo baba ewidentnie już trzymała swoją dłoń na przycisku, żeby wezwać ochronę. - To taka zabawa. On lubi być tym uległym. Sama Pani rozumie. Proszę nie oceniać jego fetyszu. Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą. - zniżyła głos, mocniej nachylając się do kobiety siedzącej za ladą. - Interesują nas dwa bilety do Włoch. Bez bagażu. Sycylia? Cudownie. Jest Pani najlepsza, prawda kochanie? - pomachała biletami przed twarzą Alexa i pociągnęła go dalej.
Okazało się, że na lotnisku musiała uwolnić biednego Alexa. Cóż, dobrze, że jednak nie połknęła kluczyka, bo mieliby niezły przypał, gdyby na cito musiała wywoływać biegunkę. I tak prawie otarli się o gliny, ale w końcu grzecznie siedzieli na swoich miejscach w samolocie i rozkoszowali się perspektywą wycieczki. - Umówiłam ci badania na piątego lipca. Hm? No na choroby weneryczne. Chyba nie myślałeś, że po powrocie z tej podróży zostawię cię samego co? Chuj wie, czym cię zarażą te kobietki z Włoch. A po Aperolku to różne rzeczy się dzieją. W końcu startujemy. To co, potrzymasz mnie za rękę jak prawdziwy dżentelmen? - nie bała się, ale kto bogatemu zabroni?
Alexander Hall