Strona 1 z 1

sarà perché ti amo

: ndz cze 28, 2026 1:41 am
autor: Gabriela R. Blais
E vola vola si sa
Sempre più in alto si va
E vola vola con me
Il mondo è matto perché
E se l'amore non c'è
Basta una sola canzone
Per far confusione
Fuori e dentro di te


Chryste...
Jeśli jeszcze raz usłyszy coś o tym, jak tamta blondyna miała piękne oczy, to zwariuje. Here we go again. Włożyła palec do ust, żeby udać odruch wymiotny i spojrzała z politowaniem na przyjaciela, który załamany wbił jej na kwadrat z piwem. Nie dość, że musiała słuchać tych wywodów na trzeźwo - ogłaszając, że hoduje w sobie małego pasożyta, czyli dziecko - to jeszcze przepaliła styki biednemu Alexowi, który chyba przestał już wierzyć we wszechświat.
- Dosyć! - warknęła, wychodząc ze swojego pokoju z kajdankami, które zatrzasnęła na nadgarstkach mężczyzny. I nie, nie, nie, to nie było plastikowe gówno, ale prawilne policyjne metalowe kajdany, które używano do usadzania gorszych osiłków niż Alex. - Kurwa, mam już tego dość. Tak, była cudna. Fajna dupa i cycki, ale to nie koniec świata. Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś? Do ostateczności. Więc kurwa ściśnij poślady i jedziemy. - zapięła smycz do tych fikuśnych ozdób na jego nadgarstkach, żeby łatwiej jej było prowadzić ten orszak wstydu i hańby. - Co mówiłeś? Nie podoba ci się? Słuchaj albo idziesz w to BDSM, albo połknę kluczyk i wysram go za dwa dni. Też tak myślałam. - uśmiechnęła się potulnie, obserwując wyraz jego twarzy. Przy takich kiepskich przypadkach trzeba zastosować radykalne środki, a ona była na tyle szalona, że mogła spełnić swoją groźbę.

- Ja wiem, jak to wygląda. Niech mi jednak Pani wierzy, że musiałam to zrobić. On jest tutaj z własnej nieprzymuszonej woli. No dalej, Alex pokiwaj grzecznie Pani głową, że się zgadzasz. - kopnęła w łydkę przyjaciela, żeby spełnił jej prośbę. Nie mógł biedaczek mówić, bo gdy ona dzielnie szukała u niego paszportu, to on dalej snuł wielkie wywody o miłości. Zmusił ją poniekąd do użycia siły. Chwała panu za srebrną taśmę. Przynajmniej Pan z taksówki nie wnikał, co kobieta w środku nocy robiła z zakneblowanym typem na smyczy. Gorzej było na lotnisku, bo baba ewidentnie już trzymała swoją dłoń na przycisku, żeby wezwać ochronę. - To taka zabawa. On lubi być tym uległym. Sama Pani rozumie. Proszę nie oceniać jego fetyszu. Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą. - zniżyła głos, mocniej nachylając się do kobiety siedzącej za ladą. - Interesują nas dwa bilety do Włoch. Bez bagażu. Sycylia? Cudownie. Jest Pani najlepsza, prawda kochanie? - pomachała biletami przed twarzą Alexa i pociągnęła go dalej.

Okazało się, że na lotnisku musiała uwolnić biednego Alexa. Cóż, dobrze, że jednak nie połknęła kluczyka, bo mieliby niezły przypał, gdyby na cito musiała wywoływać biegunkę. I tak prawie otarli się o gliny, ale w końcu grzecznie siedzieli na swoich miejscach w samolocie i rozkoszowali się perspektywą wycieczki. - Umówiłam ci badania na piątego lipca. Hm? No na choroby weneryczne. Chyba nie myślałeś, że po powrocie z tej podróży zostawię cię samego co? Chuj wie, czym cię zarażą te kobietki z Włoch. A po Aperolku to różne rzeczy się dzieją. W końcu startujemy. To co, potrzymasz mnie za rękę jak prawdziwy dżentelmen? - nie bała się, ale kto bogatemu zabroni?

Alexander Hall

sarà perché ti amo

: wt cze 30, 2026 9:49 pm
autor: Alexander Hall
Che confusione
Sarà perché ti amo


Dokładnie, Madison Lennox miała piękne oczy, a przynajmniej tak było do momentu, w którym jeszcze było mu dane je oglądać, czyli… do momentu, w którym nakryła go na uczestnictwie w nielegalnej walce. Po tych jak ich ścieżki rozeszły się tamtego dnia, żadne z nich nie napisało, żadne nie zadzwoniło… żadne nie pofatygowało się do drugiego osobiście. Wypuścili to uczucie z rąk i pozwolili mu odlecieć, fru fru, nara. Alex nie zniósł tego zbyt dobrze. Po pierwsze, jego męska duma została w chuj urażona, bo tamtego dnia nieźle się pokłócili w tamtej prowizorycznej szatni. Po drugie, to był jego najdłuższy nieformalny związek od… zawsze? Pierwszy raz przekroczył magiczną barierę trzech miesięcy z inną dziewczyną. Po trzecie, Jeeezu, jak on tęsknił za jej ciałem - choć w tym czasie to chyba tęsknił za jakimkolwiek kobiecym ciałem, lol.

Tego wieczoru udał się do Gabs, żeby trochę z nią pogadać jak facet z babą, no bo może by mu doradziła, żeby do niej zadzwonił i się nie poddawał? Z tej okazji kupił nawet czteropak, który planował wypić razem z Blais, ale jebana obwieściła mu, że jest w jebanej ciąży, co totalnie zbiło Alexa z pantałyku i mu się kurwa przypomniało, że z dwa razy to się z Maddie nie zabezpieczył, więc miał nadzieję, że Lennox nie zaszła, bo gdyby zaszła to… to byłoby w chuj dziwne, nie? Nagle Gaba - zapewne z powodu trzeźwości - dostała jakiegoś dziwnego ataku agresji i wcale nie zaczęła doradzać Alexowi powrotu do Lennox. Zamiast tego zaczęła pierdolić, że ma tego serdecznie dość i że Alex doprowadził ją do ostateczności, po czym zatrzasnęła kajdanki na jego nadgarstkach i wyprowadziła z mieszkania jak jakiegoś KRYMINALISTĘ. - Nie podoba mi się - rzucił pod nosem, gdy prowadziła go na smyczy w stronę taksówki. - Masz zaparcia? - dodał chwilę później, ale nie powiedział już nic więcej, bo jego oczy napotkały jej spojrzenie. TO SPOJRZENIE. A poza tym to już byli w drodze na… hm, gdzie ona go właściwie wiozła?

… A WIĘC NA JEBANE LOTNISKO?

Nie, nie, nie, on nie może teraz wyjechać. - Posłuchaj, ja nie mogę, muszę tu zostać na wypadek, gdyby jednak chciała ze mną pogadać, poza tym to nie takie proste, Gabriela, ja mam pracę, psa… Monster, zostaw moją smycz… Ja jebię… co ja, pies? Nie, traktujesz mnie gorzej niż psa, mam prawo przeżywać zawód miłosny na swój sposób, ja serio myślałem, że tym razem mi się uda, rozumiesz? Żadna nie chce mnie na dłużej, czy ja naprawdę jestem tylko chłopakiem na jednorazowy numere… Mhmphm! Mmm-pfffff! - no i w tym właśnie momencie Gabriela R. Blais zakleiła Alexowi mordę taśmą.

Ostatecznie skończyło się na tym, że Pies wylądował u Eryka, a Alex szamotał się w kajdankach i co chwila posyłał Gabie mordercze spojrzenia, gdy tak stali obok pani sprzedającej bilety lotnicze. - HMPFHMPF - zaprotestował i pokręcił głową, gdy Gaba stwierdziła, że Alex był tutaj z własnej nieprzymuszonej woli, bo było to ewidentne KŁAMSTWO. To taka zabawa, on lubi być uległym… Proszę nie oceniać jego fetyszu… - HMPMPPPFF?! - Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą… - PFFFHHH?! - dalej próbował mówić, mimo że srebrna taśma była… cóż, srebrną taśmą. Niezniszczalną warstwą przełożoną klejem. Chwilę później Gabriela zakupiła dwa bilety do Włoch, a konkretniej do Palermo na Sycylii. Alex pokiwał głową zrezygnowany i postanowił przestać wykazywać niechęć współpracy z Gabrielą, bo nie miało to żadnego sensu. Z kobietami w ciąży nie można było zadzierać. Jest pani najlepsza, prawda, kochanie? No, prawda, ale Alex nie mógł ustnie potwierdzić, bo został ZAKNEBLOWANY. Z zimną krwią.

Gabriela uwolniła go dopiero na lotnisku, na oczach panów ochroniarzy, którzy już trzymali w pogotowiu paralizatory. No i z tego powodu, gdy tylko Gaba uwolniła jego usta… - Proszę nie strzelać, ona jest w ciąży, będzie rodzić kanadyjskiego obywatela za kilka miesięcy, spełniła swój państwowy obowiązek, a poza tym to taki mój fetysz - wyrzucił z siebie z szerokim uśmiechem na mordzie i wskazał głową na kajdanki, które Ruda właśnie próbowała otworzyć kluczykiem.

Dwie godziny później, po odprawie, byli już w samolocie. Umówiłam ci badania na piątego lipca. - Jakie badania? - palnął momentalnie, po czym zerknął przez małe okienko. Wschodziło słońce. Idealna pora na wylot z Kanady. - Weneryczne? Zarażą? Kobietki z Włoch? Ja nie jadę się tam ruchać - zaprotestował, a przy okazji zerknął na pośladki pani stewardessy, która przeszła obok nich i zaczęła sprawdzać, czy wszystkie zasłonki przy okienkach są otwarte oraz czy każdy z pasażerów miał zapięte pasy. - Chociaż… w sumie - dodał chwilę później i pokręcił głową z uznaniem, gdy stewardessa znów ich minęła. Ujął rękę Gabrieli i pocałował wierzch jej dłoni. - Dziękuję, milady - parsknął, po czym splótł ich palce ze sobą i ułożył na swoim udzie. Nie chciał precyzować, o co mu chodziło, bo... kurwa, chodziło mu o całokształt. Na Gabrielę zawsze mógł liczyć, no. - Wiesz, że to mój drugi lot samolotem? Znaczy, trzeci... licząc powrót z pierwszej wycieczki. A tak w ogóle to jestem głodny, kupisz mi kanapkę? Zabrałaś tylko mój paszport i zostawiłaś portfel. Nawet nie dałaś mi szansy, żebym ci to powiedział, ech. Włączyłaś tryb samolotowy? Słyszałem, że jak się tego nie zrobi, to elektronika w kokpicie… - zniżył głos do szeptu i nachylił się do ucha Gabrieli. - … boom - dokończył dramatycznie i wolną ręką zainscenizował wybuch. - Dobra. Kto jest ojcem?

Gabs

sarà perché ti amo

: sob lip 11, 2026 4:35 pm
autor: Gabriela R. Blais
Pierwszy red alert o beznadziejnym położeniu przyjaciela był na samym wstępie. Kto normalny kupuje jedynie czteropak piwa? Nawet pół litra na dwóch, to było mało, a dwa piwka to chyba jedynie na rozruszanie kubków smakowych. Drugi poziom wszedł w momencie, gdy jej przyjaciel pomyślał, że akurat ona mu dobrze doradzi i to w sprawie sercowej. Wisienką na torcie były myśli o tym, że może powinien napisać do Maddie po tym, jak przyniósł tylko cztery piwa. Jakby to już prosiło o interwencję Blais, bo każdy przygłup wiedział, że jak kompromitować się poprzez wiadomości, to tylko po odpowiedniej dawce procentów. A skoro blondyna chciała łobuza, to niech żre gruz, bo wypierdoliła się na pierwszym zakręcie. Jeśli myślała, że związek jest usłany różami z takim typem jak Alex, to już jej wina. Żałosne, jak jej kobiecy gatunek sam sobie przeczył. No jasne. Najpierw chcą łobuza, a potem wielkie zdziwienie, że zachowuje się jak łobuz. Logika godna Nobla. Patologia. Dlatego nie mogła dłużej słuchać tego stękania. Zrobiła co musiała i była kurwa z tego dumna. Bo umówmy się, rzadko kiedy laska miała okazję uwiązać trenera boksu i paradować z nim na smyczy przez połowę miasta. Chociaż może jej na to pozwolił, bo podświadomie wiedział, że jej metody, choć brutalne, były realizowane dla jego dobra.
To była kwestia zaufania.
W sumie to dosyć sporo ryzykowała na tym lotnisku. Ci ochroniarze wyglądali całkiem poważnie z tymi swoimi paralizatorami w gotowości. Obyło się bez straty w cywilach, ale ze łzami w oczach musiała pożegnać swoje kajdanki. Serio, płakała wtedy, gdy je oddawała, ale to ciężkie pożegnanie było ceną, jaką była gotowa zapłacić. Czego to człowiek nie robił dla przyjaźni.
Uczcijmy minutą ciszy, więc tę stratę, która zostanie wypomniana kiedyś na pogrzebie Alexa lub na jego ślubie.
- A już prawie było romantycznie. Chciałam ci powiedzieć, że ta jasne... Że co, może chcesz uprawiać miłość? Wszystko zjebałeś. Prawie się zgodziłam na nasze zaręczyny. Ale dobra dam ci kolejną szansę w restauracji. Liczę na darmowy deser. - bo w sumie cały ten wypad był wielki spontanem. Prawie nic ze sobą nie wzięli, a ona wydała ostatni hajs na bilety. Yolo. Nie pierwszy raz odwalała miastowy survival bez grosza przy duszy. Nocowanie na plaży też było fajne.
- Nie stać mnie nawet na pół kanapki - odparła z rozbrajającym uśmiechem i mocniej ścisnęła dłoń przyjaciela. Ale będzie zajebiście! - Nie pamiętasz naszej wspólnej nocy w domku? Po tym, jak zaniosłam twoje zwłoki do pokoju, gdy się ze mną nawaliłeś nad jeziorem? - uniosła drugą dłoń do ust, a w jej oczach nawet pojawiły się łzy. Samolot wzbił się w powietrze. Przycisnęło ich mocniej do foteli, gdy ona wciąż ciągnęła tą swoją melodramatyczną opowieść.
- Nie chciałam ci psuć związku. Skoro jednak i tak wszyscy umrzemy, bo nie włączyłam trybu samolotowego... To muszę ci powiedzieć, że ojcem tego dziecka... - babka, która koło nich siedziała aż ściągnęła z wrażenia słuchawki, żeby lepiej słyszeć. - Nie mam bladego pojęcia. Mam pięciu kandydatów. A my nie uprawialiśmy seksu. Wiem, że ci smutno z tego powodu. - poklepała po ramieniu przyjaciela. Przynajmniej już się nie stresował samym startem.
- A teraz Romeo, chodź spać. Czeka nas intensywny weekend. - ulokowała się wygodnie na swoim fotelu i nawet oparła głowę o umięśniony bicek Alexa. Co jak co, ale te mięśnie robią wrażenie. - Niczym się nie przejmuj. Ogarniemy wszystko na miejscu. Najwyżej sprzedamy twoją cnotę. - ziewnęła i pozwoliła sobie odpłynąć w ramiona Morfeusza.

Alexander Hall

sarà perché ti amo

: wt sie 18, 2026 8:15 pm
autor: Alexander Hall
Fajnie było mieć przyjaciół, którzy byli w stanie zrobić wszystko, żeby zapewnić człowiekowi jakąś rozrywkę po zerwaniu z dziewczyną. Alex naprawdę to doceniał - i to niezależnie od tego, jak ekstremalnych środków Gabriela używała, żeby wywołać u niego choć cień uśmiechu. Uwielbiał tę wariatkę ponad życie, nawet jeśli właśnie władowała go do samolotu bez kasy, bez portfela i bez jebanego bagażu do Europy. - Jakie, kurwa, zaręczyny? Co ty pierdolisz? - wtrącił się w jej monolog i zrobił minę w stylu głębokiego WTF, bo powoli przestawał nadążać za tokiem myślowym Blais. Zerknął z ukosa na stewardessę, która w tym czasie ze stoickim spokojem demonstrowała maski tlenowe na wypadek sytuacji awaryjnej, mimo że sytuacja awaryjna właśnie siedziała obok niego.

Nagle Gaba wypaliła, że nie stać jej nawet na pół kanapki i Alex sobie pomyślał, że zaraz się rozpłacze. Ścisnął w odpowiedzi jej dłoń i pokręcił głową z niedowierzaniem. Pojebie go z nią. - Gaba, a masz chociaż kartę, może ktoś nam przeleje hajs? Ja nawet karty nie mam, laska - rzucił, klepiąc się zrezygnowany po kieszeniach dresów, ale jedyne, co w nich znalazł, to własny telefon. - A wzięłaś chociaż ładowarkę do telefonu? Cokolwiek? - spytał, taksując wzrokiem jej niewielką torbę. Co w niej miała? A chuj wie, Alex z zasady nie zaglądał do damskich torebek. Nie pamiętasz naszej wspólnej nocy w domku? Spojrzał na nią z politowaniem. - Jakbym pamiętał, to bym nie był najebany - odparował i zmarszczył brwi, bo to przecież niemożliwe, żeby z nią spał. Gdyby do czegokolwiek doszło, Gabriela kolejnego dnia ogłosiłaby to przy śniadaniu całej ekipie przez megafon. Na szczęście, kilka sekund później utwierdziła go w przekonaniu, że żartowała. Ufff. - Aha - skwitował krótko informację o pięciu potencjalnych ojcach oraz o tym, że sam nie znajdował się na liście kandydatów. To dobrze. Lol. Spojrzał na nią podejrzliwie - kurde, wiedział, że jego przyjaciółka była chodzącym crazy girlfriend material, ale… no… aż tak jej nie podejrzewał jednak? O bycie taką krejzi? A w sumie, nie powinien być zaskoczony, znał Blais nie od dziś. - Skaranie boskie z tobą - mruknął pod nosem, po czym pozwolił jej oprzeć głowę o swoje ramię, a sam oparł swoją o jej czuprynę i po paru minutach odleciał w kimę.


🍁 🍁 🍁


Wylądowali na Sycylii i pech postanowił im nie odpuszczać. Gdy tylko opuścili samolot i terminal, wsiedli do jakiegoś lokalnego autobusu i ruszyli w kierunku centrum Katanii. Niedługo później dopadł ich wąsaty, włoski kanar z wyrazem twarzy wskazującym na brak litości i zażądał biletów. Bilecików, oczywiście, brak. A tak w ogóle to Alexowi było gorąco na tej Sycylii, w brzuchu mu burczało, wszędzie naokoło rosły jakieś krzaczaste, różowe kwiaty, a wiatr… no… wiatru nie było, Jezus Maria.

Alex spojrzał na Gabę, Gaba na Alexa. Zaczęli powoli przesuwać się w stronę wyjścia, ale kanar ruszył za nimi, klnąc po włosku. PUTTANA. PUTTANA. Kiedy byli już przy schodkach, Alex, niewiele myśląc, zgarnął Blais pod ramię, przyłożył dłoń do jej niewielkiego brzuszka i… - MAMMA MIA! BAMBINO COMING! NO MONEY, BAMBINO COMING NOOOWWW! - zawołał, wypadając z autobusu prosto na jezdnię, bo autobus akurat się zatrzymał. Prawie wjechał w nich jakiś wariat na Vespie, który trąbił jak pojebany. NO SŁOWO DAJĘ, jak oni jeździli na tej Sycylii?! Nie minęła minuta, kiedy z piskiem opon zatrzymał się obok nich taksówkarz. - BAMBINO! SZPITAL! HELP! - wydarł się Alex, grając na zwłokę, bo kanar już chciał zacząć szarpać Gabrielę za torebusię. Alex pokazał mu faka i wcisnął się z Gabrielą na tylne siedzenie taksówki. - Oddychaj trochę szybciej, co? - szepnął do Gabrieli, po czym wychylił się w stronę kierowcy. - SZPITAL!!!! - powiedział do niego, a taksówkarz - starszy, mocno przejęty Włoch - popatrzył w lusterku najpierw na przerażonego Alexa (bardzo starał się wejść w rolę, dobra?), a potem na niewielki brzuch Gabrieli... I... Hmm... Przecież po niektórych kobietach nie było widać, że były w ciąży, nie? - Floriano? - spytał taksówkarz, wskazując najpierw na siebie, a potem na Gabę. - FLORIANO! - powtórzył z powagą Alex i pokiwał głową energicznie. Nazwałby tego dzieciaka nawet Siciliano, jakby zaszła taka potrzeba, bo chyba właśnie tego chciał od nich ten podstarzały Włoch, żeby nazwali dzieciaka na jego cześć? - Floriano, gaz do dechy, bambino coming! - rzucił jeszcze raz Alex, klepiąc w fotel taksówkarza. - No co? - rzucił do Gabrieli, bo chyba wyczuł na sobie jej wzrok.

No co? Czego się nie robiło dla darmowej podwózki, nie?

Gabs

sarà perché ti amo

: czw sie 20, 2026 8:43 pm
autor: Gabriela R. Blais
Nie musiał ogarniać jej czasoprzestrzeni. Ważne, że był słodki i do rany przyłóż. Zresztą był po traumie zwanej potocznie Maddie, więc nic dziwnego, że jego mózgownica - te dwie półkule, które siłą anatomii człowieka musiały być w jego głowie - nie współgrała ze sobą. Zresztą mięśniacy tacy właśnie byli. Nic więc dziwnego, że musiała przyłożyć palec do jego ust, żeby zamilkł i pokręciła głową, jakby co najmniej strofowała małe dziecko.
- Wyluzuj. Przeżyłam tak sześć lat. Nie bój żaby. - i pewnie te słowa w żaden sposób go nie uspokoiły, ale luzik. Przez trzy dni nie zdechną z głodu, a bilet powrotny mieli. Więc póki nikt ich nie okradnie z tego dobytku, to byli jedną nogą w domu. - Gdzie twój duch przygody? Oddawaj to. - zabrała mu telefon, bo jeszcze zamiast skupiać się na ich wakajkach życia, to zacznie pisać z tym blond mopem. Co ona z nim miała. Siedem światów. Kochała go, ale trzeba było go nawrócić na prawilną ścieżkę singli. A dopiero później szukać nowej pannicy, co go ogarnie, tak jak Sher ich przyjaciela. Biedni ci mężczyźni. Bez kobiety było im źle. Z tymi niewłaściwymi jeszcze gorzej, a później takie właśnie przyjaciółki, jak ona miały mnóstwo pracy nad takim delikwentem. Dobrze, że miała hajs na te bilety i nawet znalazł się termin na badania. No ale cóż... On zrobiłby dla niej to samo...

Miotało nim, jakby szatan go opętał. Pewnie to coś też miało na imię Maddie, ale była zaskoczona tym, jak bardzo Alex był spięty. Kij w dupie, to za mało powiedziane. Więc potulnie szła za ogierem, który próbował opanować sytuację, chociaż ona sobie gwizdała cicho, niczym się nie przejmując. Była we Włoszech niemal rok. Złapała wtedy trochę języka, chociaż jej akcent był do dupy. Nawet miała plan gdzie powinni pójść i jak zdobyć coś do jedzonka, ale nie przerywała mężczyźnie, który był w trakcie udawania panowania nad sytuacją. Jeśli czegoś nauczyły ją relacje damsko-męskie, to właśnie tego, żeby nie wchodzić w paradę, gdy chodziło o męskie ego, które było delikatne.
Tyle, że przez to wylądowała pomiędzy Alexem, a kanarem, który chciał szarpać ją za cały ich dobytek. Wślizgnęła się do taksówki i mrugała, jak ktoś z udarem, obserwując, co odpierdalał jej przyjaciel.
Słowo Bambino będzie jej się śniło po nocach, jak nic.
A potem Floriano… Może powinna tak nazwać syna? Nabuchodonozor ciężko się wymawiało i nieraz jej się myliło i przekręcała, to imię. William pewnie będzie zawiedziony, ale Duszek mogło zostać na drugie, prawda?
- Bo ja zapomniałam ci coś powiedzieć... - zaczęła niepewnie. Tym tonem, którego jej przyjaciel nigdy nie uświadczył od niej. - Bo ja miałam zatargi z Włoską mafią. Moretti...
Pisk opon. Floriano czyli ich taksówkarz patrzył na nią przerażony, a cała jego złocista opalenizna poszła się jebać, bo tak zbladł. Zaczął coś płaczącym tonem wyć po Włosku, a ona nie nadążała za jego fabułą. Wyłapywała pojedyncze słowa. Drżącymi rękami gość rzucał w nią hajsem, wydłubując nawet drobniaki z portfela.
- No... No... - wystawiła dłonie do przodu, próbując pokazać taksówkarzowi, że nie byli żadną mafią, ale ewidentnie typ był przed zawałem. - Spierdalamy... - popchnęła Alexa, żeby wysiadł z pojazdu, a sama zgarnęła w razie co kilka banknotów, żeby mieli za co kupić chociaż kanapkę. Skoro już rzucał tak tymi banknotami... Nie okradnie staruszka z całego dobytku, ale sami byli w potrzebie.
- Ale akcja... - zaśmiała się pogodnie i pociągnęła towarzysza w stronę jakiejś uliczki. - Na co masz ochotę? Wiem, do jakiego hotelu możemy się włamać. W piwnicy mają pokoje dla służby, więc tam przekimamy. A wieczorkiem pójdziemy do jednej speluny. Tam będą w nas rzucać darmowymi drinami. - paplała dalej w ogóle nie zważając na to, że przed chwilą odjebało się gówno.
- A może pizza? Starczy nam chyba. - wyciągnęła przed siebie dłoń, żeby oboje pochylili się nad swoim zyskiem. Nie było tego wiele. Po chwili było przegłosowane i zaczęli szukać jakiegoś lokalnego gastro. Nawet pytała tubylców swoim łamanym Włoskim i tak właśnie trafili do Pablito.
Bardziej to wyglądało na garaż. W ściankach metalowej budki było kilka dziur, które mogły świadczyć o jakichś strzelaninach w tej dzielnicy. Chuj. Burczało im w brzuszkach, więc dzielnie podeszli do lady.

Alexander Hall