Che confusione
Sarà perché ti amo
Dokładnie, Madison Lennox miała piękne oczy, a przynajmniej tak było do momentu, w którym
jeszcze było mu dane je oglądać, czyli… do momentu, w którym nakryła go na uczestnictwie w nielegalnej walce. Po tych jak ich ścieżki rozeszły się tamtego dnia, żadne z nich nie napisało, żadne nie zadzwoniło… żadne nie pofatygowało się do drugiego osobiście. Wypuścili to uczucie z rąk i pozwolili mu odlecieć, fru fru, nara. Alex nie zniósł tego zbyt dobrze. Po pierwsze, jego męska duma została w chuj urażona, bo tamtego dnia nieźle się pokłócili w tamtej prowizorycznej szatni. Po drugie, to był jego najdłuższy nieformalny związek od… zawsze? Pierwszy raz przekroczył magiczną barierę trzech miesięcy z inną dziewczyną. Po trzecie, Jeeezu, jak on tęsknił za jej ciałem - choć w tym czasie to chyba tęsknił za jakimkolwiek kobiecym ciałem, lol.
Tego wieczoru udał się do Gabs, żeby trochę z nią pogadać jak facet z babą, no bo może by mu doradziła, żeby do niej zadzwonił i się nie poddawał? Z tej okazji kupił nawet czteropak, który planował wypić razem z Blais, ale jebana obwieściła mu, że jest w jebanej ciąży, co totalnie zbiło Alexa z pantałyku i mu się kurwa przypomniało, że z dwa razy to się z Maddie nie zabezpieczył, więc miał nadzieję, że Lennox nie zaszła, bo gdyby zaszła to… to byłoby w chuj dziwne, nie? Nagle Gaba - zapewne z powodu trzeźwości - dostała jakiegoś dziwnego ataku agresji i wcale nie zaczęła doradzać Alexowi powrotu do Lennox. Zamiast tego zaczęła pierdolić, że ma tego serdecznie dość i że Alex doprowadził ją do ostateczności, po czym zatrzasnęła kajdanki na jego nadgarstkach i wyprowadziła z mieszkania jak jakiegoś KRYMINALISTĘ. -
Nie podoba mi się - rzucił pod nosem, gdy prowadziła go na smyczy w stronę taksówki. -
Masz zaparcia? - dodał chwilę później, ale nie powiedział już nic więcej, bo jego oczy napotkały jej
spojrzenie. TO SPOJRZENIE. A poza tym to już byli w drodze na… hm, gdzie ona go właściwie wiozła?
… A WIĘC NA JEBANE LOTNISKO?
Nie, nie, nie, on nie może teraz wyjechać. -
Posłuchaj, ja nie mogę, muszę tu zostać na wypadek, gdyby jednak chciała ze mną pogadać, poza tym to nie takie proste, Gabriela, ja mam pracę, psa… Monster, zostaw moją smycz… Ja jebię… co ja, pies? Nie, traktujesz mnie gorzej niż psa, mam prawo przeżywać zawód miłosny na swój sposób, ja serio myślałem, że tym razem mi się uda, rozumiesz? Żadna nie chce mnie na dłużej, czy ja naprawdę jestem tylko chłopakiem na jednorazowy numere… Mhmphm! Mmm-pfffff! - no i w tym właśnie momencie Gabriela R. Blais zakleiła Alexowi mordę taśmą.
Ostatecznie skończyło się na tym, że Pies wylądował u Eryka, a Alex szamotał się w kajdankach i co chwila posyłał Gabie mordercze spojrzenia, gdy tak stali obok pani sprzedającej bilety lotnicze. -
HMPFHMPF - zaprotestował i pokręcił głową, gdy Gaba stwierdziła, że Alex był tutaj z własnej nieprzymuszonej woli, bo było to ewidentne KŁAMSTWO.
To taka zabawa, on lubi być uległym… Proszę nie oceniać jego fetyszu… -
HMPMPPPFF?! -
Długo nam zajęło, żeby afiszować się z tym tak publicznie i trochę robi się nerwowy, gdy ludzie patrzą… -
PFFFHHH?! - dalej próbował mówić, mimo że srebrna taśma była… cóż, srebrną taśmą. Niezniszczalną warstwą przełożoną klejem. Chwilę później Gabriela zakupiła dwa bilety do Włoch, a konkretniej do Palermo na Sycylii. Alex pokiwał głową zrezygnowany i postanowił przestać wykazywać niechęć współpracy z Gabrielą, bo nie miało to żadnego sensu. Z kobietami w ciąży nie można było zadzierać.
Jest pani najlepsza, prawda, kochanie? No, prawda, ale Alex nie mógł ustnie potwierdzić, bo został ZAKNEBLOWANY. Z zimną krwią.
Gabriela uwolniła go dopiero na lotnisku, na oczach panów ochroniarzy, którzy już trzymali w pogotowiu paralizatory. No i z tego powodu, gdy tylko Gaba uwolniła jego usta… -
Proszę nie strzelać, ona jest w ciąży, będzie rodzić kanadyjskiego obywatela za kilka miesięcy, spełniła swój państwowy obowiązek, a poza tym to taki mój fetysz - wyrzucił z siebie z szerokim uśmiechem na mordzie i wskazał głową na kajdanki, które Ruda właśnie próbowała otworzyć kluczykiem.
Dwie godziny później, po odprawie, byli już w samolocie.
Umówiłam ci badania na piątego lipca. -
Jakie badania? - palnął momentalnie, po czym zerknął przez małe okienko. Wschodziło słońce. Idealna pora na wylot z Kanady. -
Weneryczne? Zarażą? Kobietki z Włoch? Ja nie jadę się tam ruchać - zaprotestował, a przy okazji zerknął na pośladki pani stewardessy, która przeszła obok nich i zaczęła sprawdzać, czy wszystkie zasłonki przy okienkach są otwarte oraz czy każdy z pasażerów miał zapięte pasy. -
Chociaż… w sumie - dodał chwilę później i pokręcił głową z uznaniem, gdy stewardessa znów ich minęła. Ujął rękę Gabrieli i pocałował wierzch jej dłoni. -
Dziękuję, milady - parsknął, po czym splótł ich palce ze sobą i ułożył na swoim udzie. Nie chciał precyzować, o co mu chodziło, bo... kurwa, chodziło mu o całokształt. Na Gabrielę zawsze mógł liczyć, no. -
Wiesz, że to mój drugi lot samolotem? Znaczy, trzeci... licząc powrót z pierwszej wycieczki. A tak w ogóle to jestem głodny, kupisz mi kanapkę? Zabrałaś tylko mój paszport i zostawiłaś portfel. Nawet nie dałaś mi szansy, żebym ci to powiedział, ech. Włączyłaś tryb samolotowy? Słyszałem, że jak się tego nie zrobi, to elektronika w kokpicie… - zniżył głos do szeptu i nachylił się do ucha Gabrieli. -
… boom - dokończył dramatycznie i wolną ręką zainscenizował wybuch. -
Dobra. Kto jest ojcem?
Gabs