Ławka rezerwowych też pełni ważną funkcję
: ndz cze 28, 2026 7:41 pm
Wieczór był bardzo ciepły, co Robbie akurat lubił. Już od dawna wiedział, że gdyby miał taką możliwość, to chętnie przeniósłby się na południe. Ale tutaj miał swoje zobowiązania... Nie mógł zostawić Blue Jays, nawet gdyby chciał. Był z tą drużyną związany i emocjonalnie, i duchowo... Był wychowankiem, niegdyś gwiazdą, która w smutnych okolicznościach zgasła. Był członkiem rodziny, przygarniętym przez właścicieli. Nie porzucili go, kiedy kontuzja uniemożliwiła mu dalsze granie. Posłali go na studia trenerskie, wyleczyli i zostawili w zespole, robiąc z niego świetnego trenera. Nie mógłby ich porzucić. Więc to nie było tylko związanie z zespołem poprzez kasę zapomogowo-pożyczkową.
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. Chciało się wskoczyć do basenu albo popatrzeć, jak pływa w nim pewna urocza blondynka. Albo... Bardzo wścibska brunetka... Ugh... Robbie...
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. I miał go spędzić z przyjaciółką. Czuł lekkie zdenerwowanie... Bo... No właśnie. Iris mu wbiła do głowy, czy też uświadomiła, że ma problem z lekami. Vera pewnie podejrzewała, że bierze ich trochę za dużo, ale jakoś nigdy nie zwróciła na to większej uwagi. Przed kimś, kto jest blisko, najwyraźniej łatwiej było udawać. A może to kwestia tego, że Iris nie widziała tego, jak bardzo Robbie jest ogarnięty w życiu. Bo jak tutaj nazwać kogoś, kto ma sukcesy zawodowe, ciepłe relacje i piękny dom - ćpunem?
Drzwi były otwarte, zresztą Vercia nie musiała się kłopotać tym, żeby dzwonić dzwonkiem. Od czasu, kiedy ratowała mu krwawiący od ciosu jej męża nos, mogła tutaj wchodzić jak do siebie. Ta akcja z Elliotem w ogóle była skomplikowana...
Zastała go w kuchni, krzątającego się niespiesznie. Kończył właśnie sałatkę z pomidorów, które kupił dzisiaj na targu. Do tego ogórek, szczypiorek, czerwona cebula.
- O! Dobrze, że jesteś! Potrzebuję pomocy z sosem do sałatki. - zaprosił ją ruchem głowy do kuchni i sam przeniósł się do następnej pozycji, w której zabrał się za osuszanie ziemniaków pokrojonych w słupki. - Fajnie Cię widzieć!
Powiedział, nadstawiając zarośnięty policzek do pocałunku.
vera callahan
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. Chciało się wskoczyć do basenu albo popatrzeć, jak pływa w nim pewna urocza blondynka. Albo... Bardzo wścibska brunetka... Ugh... Robbie...
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. I miał go spędzić z przyjaciółką. Czuł lekkie zdenerwowanie... Bo... No właśnie. Iris mu wbiła do głowy, czy też uświadomiła, że ma problem z lekami. Vera pewnie podejrzewała, że bierze ich trochę za dużo, ale jakoś nigdy nie zwróciła na to większej uwagi. Przed kimś, kto jest blisko, najwyraźniej łatwiej było udawać. A może to kwestia tego, że Iris nie widziała tego, jak bardzo Robbie jest ogarnięty w życiu. Bo jak tutaj nazwać kogoś, kto ma sukcesy zawodowe, ciepłe relacje i piękny dom - ćpunem?
Drzwi były otwarte, zresztą Vercia nie musiała się kłopotać tym, żeby dzwonić dzwonkiem. Od czasu, kiedy ratowała mu krwawiący od ciosu jej męża nos, mogła tutaj wchodzić jak do siebie. Ta akcja z Elliotem w ogóle była skomplikowana...
Zastała go w kuchni, krzątającego się niespiesznie. Kończył właśnie sałatkę z pomidorów, które kupił dzisiaj na targu. Do tego ogórek, szczypiorek, czerwona cebula.
- O! Dobrze, że jesteś! Potrzebuję pomocy z sosem do sałatki. - zaprosił ją ruchem głowy do kuchni i sam przeniósł się do następnej pozycji, w której zabrał się za osuszanie ziemniaków pokrojonych w słupki. - Fajnie Cię widzieć!
Powiedział, nadstawiając zarośnięty policzek do pocałunku.
vera callahan