ODPOWIEDZ
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wieczór był bardzo ciepły, co Robbie akurat lubił. Już od dawna wiedział, że gdyby miał taką możliwość, to chętnie przeniósłby się na południe. Ale tutaj miał swoje zobowiązania... Nie mógł zostawić Blue Jays, nawet gdyby chciał. Był z tą drużyną związany i emocjonalnie, i duchowo... Był wychowankiem, niegdyś gwiazdą, która w smutnych okolicznościach zgasła. Był członkiem rodziny, przygarniętym przez właścicieli. Nie porzucili go, kiedy kontuzja uniemożliwiła mu dalsze granie. Posłali go na studia trenerskie, wyleczyli i zostawili w zespole, robiąc z niego świetnego trenera. Nie mógłby ich porzucić. Więc to nie było tylko związanie z zespołem poprzez kasę zapomogowo-pożyczkową.
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. Chciało się wskoczyć do basenu albo popatrzeć, jak pływa w nim pewna urocza blondynka. Albo... Bardzo wścibska brunetka... Ugh... Robbie...
Ale wieczór był ciepły, dokładnie taki, jak lubił. I miał go spędzić z przyjaciółką. Czuł lekkie zdenerwowanie... Bo... No właśnie. Iris mu wbiła do głowy, czy też uświadomiła, że ma problem z lekami. Vera pewnie podejrzewała, że bierze ich trochę za dużo, ale jakoś nigdy nie zwróciła na to większej uwagi. Przed kimś, kto jest blisko, najwyraźniej łatwiej było udawać. A może to kwestia tego, że Iris nie widziała tego, jak bardzo Robbie jest ogarnięty w życiu. Bo jak tutaj nazwać kogoś, kto ma sukcesy zawodowe, ciepłe relacje i piękny dom - ćpunem?
Drzwi były otwarte, zresztą Vercia nie musiała się kłopotać tym, żeby dzwonić dzwonkiem. Od czasu, kiedy ratowała mu krwawiący od ciosu jej męża nos, mogła tutaj wchodzić jak do siebie. Ta akcja z Elliotem w ogóle była skomplikowana...
Zastała go w kuchni, krzątającego się niespiesznie. Kończył właśnie sałatkę z pomidorów, które kupił dzisiaj na targu. Do tego ogórek, szczypiorek, czerwona cebula.
- O! Dobrze, że jesteś! Potrzebuję pomocy z sosem do sałatki. - zaprosił ją ruchem głowy do kuchni i sam przeniósł się do następnej pozycji, w której zabrał się za osuszanie ziemniaków pokrojonych w słupki. - Fajnie Cię widzieć!
Powiedział, nadstawiając zarośnięty policzek do pocałunku.

vera callahan
Żejmi
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czas upływał jej dzień po dniu. W pełni skupiała się na pracy, bo tylko w ten sposób udawało jej się jeszcze nie zwariować przez milczenie Elliota.
Kiedy niedawno spotkała się z Zaylee, miała jedynie podejrzenia, że jej jeszcze mąż coś kombinował. Tymczasem teraz, gdy kalendarz uparcie wskazywał, że minął kolejny tydzień, a z jego strony wciąż otrzymywała wyłącznie ciszę, była niemal pewna, że przygotowywał coś znacznie większego.
Nie znosiła być nieprzygotowana na takie ewentualności. Z biegiem lat, które spędzili razem, nauczyła się rozpoznawać sygnały zwiastujące jego kolejne ruchy. Potrafiła odróżnić uprzejmość od manipulacji, chwilowy spokój od ciszy przed burzą. Tym razem jednak była kompletnie zagubiona. Czy naprawdę odpuszczał, czy może właśnie szykował tak ciężkie działa, przed którymi nie będzie już miała szans się obronić?
To właśnie dawała jej praca od rana do późnych godzin nocnych, a często również ponadprogramowe dyżury - w o l n o ś ć. Skupiała się tak bardzo na wszystkim innym, że przez kilka, czasem kilkanaście godzin nie była zmuszona myśleć o problemach we własnym życiu. Dopiero kiedy wracała do pustego mieszkania, wszystkie pytania wracały razem z nią.
W chwilach, w których czuła, że zaczyna przesadzać, ratowała się spotkaniami z przyjaciółmi. Na dzisiejszy wieczór miała co prawda zupełnie inne plany, ale gdy tylko, zupełnym przypadkiem, po wymianie kilku wiadomości z Colem, ten zaproponował, żeby wpadła do niego na kolację, nie odmówiła.
Wychodząc ze szpitala późnym popołudniem, pojechała jeszcze do domu, żeby się przebrać i choć odrobinę ogarnąć, a dopiero później skierowała się pod odpowiedni adres. Przywitała Robbiego szerokim uśmiechem, odstawiając przyniesioną butelkę wina na stół stojący nieopodal. - Tak od razu? - uniosła brew z rozbawieniem. - Bez żadnego Vera, jak pięknie wyglądasz, albo chociaż nędznego Skarbie, jak dobrze, że jesteś? - miała tylko nadzieję, że wiedział, o co ją prosił.
Callahan w kuchni była kompletnym beztalenciem. Nauczona od dzieciństwa życia w domu, w którym to inni gotowali za nich, nigdy nie przywiązywała do tego większej wagi. A nawet jeśli zdarzały się chwile, w których jako ciekawa świata dziewczynka chciała spróbować swoich sił, rodzice skutecznie wybijali jej to z głowy. Życie z Elliotem wyglądało zresztą bardzo podobnie. Było pasmem eleganckich przyjęć, kolacji, śniadań zamawianych do domu i obiadów jadanych w restauracjach. Gotowanie zwyczajnie nigdy nie stało się częścią jej codzienności.
- Krok po kroku, Robbie, co mam zrobić. Tak jakbyś tłumaczył to sześciolatce - oparła się biodrem o blat, a jedynym czym faktycznie się zajmowała, było wyjadanie co chwilę kawałków warzyw z miski przygotowanej wcześniej przez Cole'a. - Co słychać? - zapytała swobodnie, czując się tak, jakby była u siebie.

Robbie Cole
diosmio
nuda i przesadna życioza
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No to mogli zrobić typowe "he cooks, she vibes". W sumie oglądanie Very tańczącej na blacie jego wyspy kuchennej musiało być fantastycznym widokiem.
Spojrzał na nią z szelmowskim uśmiechem na twarzy, trochę spode łba. Przerwał to, co robił w tym momencie, i wycierając ręce w ściereczkę, odwrócił się w jej stronę, mierząc ją spojrzeniem, jakby oceniał ubrania, jakie miała na sobie.
- Ale wiesz dobrze, że najbardziej Cię lubię w skrubsach... Są seksi. - zauważył, po czym kiwnął głową i dodał: - Kochanie, tak bardzo cieszę się, że już jesteś. Tęskniłem... Zaraz... Zdążyłaś się przebrać po pracy? Znowu byłaś u swojej kochanki?
Parsknął śmiechem i podszedł do lodówki, by ją otworzyć.
- Miód, musztarda, trochę sosu sojowego, oliwa z oliwek... Czy olej z czosnkiem i bazylią? - zawahał się na chwilę i spojrzał na dziewczynę, marszcząc brwi w zamyśleniu.
Robbie był zatwardziałym kawalerem. Vera nie znała go z czasów, kiedy był gwiazdą baseballu, ale nawet wtedy był bardziej skupiony na treningach i budowaniu kariery niż na dziewczynach. Generalnie miał mało do nich śmiałości i dopiero jakoś ostatnio coś się w nim przełamało. Może dziewczynom przestało przeszkadzać to, że więcej gotuje niż imprezuje...
Bycie takim kawalerem oznaczało też to, że albo żył na takeoutach, albo musiał nauczyć się gotować. Jak się okazało, kucharzenie sprawiało mu dużą satysfakcję, więc uczył się, jak to robić z pomocą kilku kucharskich książek, kanałów i... Wstyd się przyznać - chata GPT...
- Tam masz słoik, dodaj wszystko po dwie łyżki, wymieszaj i zalej pomidory. - kontynuował, po czym zaczął wrzucać frytki do gorącego oleju.
W powietrzu momentalnie uniósł się zapach smażeniny, więc włączył okap i odwrócił się znów do Very. Co u mnie? Najprawdopodobniej jestem uzależniony od Vicodinu i chciałbym to pokonać, ale koszmarnie boję się bólu.
- Mnóstwo stresu... - uśmiechnął się pod nosem. - Chłopakom coraz lepiej idzie, ale to chyba jeszcze nie ten sezon. Może uda nam się wejść do playoffów.
Przecież nie pytała o Blue Jays.
- Poszedłem na randkę z dwudziestolatką... - jego mina wyrażała powątpiewanie. - Nie jestem z tego najbardziej dumny na świecie. I mam steki grube jak moje przedramię...
I to była dobra wiadomość.

Scrubsie
Żejmi
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła oczami z teatralnym oburzeniem, gdy zaczął tak ostentacyjnie mierzyć ją wzrokiem, jakby faktycznie oceniał przygotowaną przez nią stylizację. Nawet odruchowo obróciła się wokół własnej osi. - A już myślałam, że wreszcie zacząłeś mieć dobry gust - westchnęła z udawanym rozczarowaniem. - W skrubsach wyglądam jak każdy inny lekarz. Zero kreatywności z twojej strony, Robbie - pokręciła głową, chociaż kąciki ust ani na moment nie opadły.
Bez większego zastanowienia sięgnęła po wskazany słoik, wrzucając do niego kolejne składniki dokładnie w takich proporcjach jakie jej podał. Robiła to z pełnym skupieniem, jakby wykonywała wyjątkowo odpowiedzialne zadanie, choć w rzeczywistości bardziej pilnowała, żeby niczego nie rozsypać. - Zdecydowanie ten z czosnkiem i bazylią - odpowiedziała z przekonaniem. - Skoro już mam udawać, że pomagam, to przynajmniej niech będzie smacznie - zamieszała zawartość słoika i zgodnie z instrukcją polała marynatą pomidory, po czym odłożyła łyżkę na blat. - Po tym wieczorze będę mogła zacząć się chwalić, że potrafię gotować - prychnęła pod nosem.
Słuchała go uważnie, opierając się biodrem o blat. Kiedy wspomniał o stresie, uniosła jedynie lekko brew, doskonale wiedząc, że gdyby naprawdę chciał opowiedzieć o tym, co go męczyło, zrobiłby to od razu. Nie należała do ludzi, którzy wyciągali z innych zwierzenia na siłę. Miała wystarczająco dużo cierpliwości, żeby poczekać i wystarczająco dużo rozsądku, by wiedzieć, że czasami nie chcieli tego robić. Ona należała do tej drugiej grupy, być może dlatego nigdy nie naciskała na innych.
- Wejście do playoffów i tak byłoby niezłym wynikiem - wzruszyła ramionami. Nie śledziła baseballu szczególnie uważnie, ale przez lata zdążyła nauczyć się tyle, by przynajmniej wiedzieć, kiedy wypada kibicować, a kiedy narzekać razem z nim.
Parschnęła śmiechem dopiero na kolejne wyznanie. - D w u d z i e s t o l a t k ą? Robbie, kurwa - przeciągnęła z wyraźnym rozbawieniem. - Dobrze, że żyjemy w Kanadzie, a nie w USA, bo musiałbyś jej podać koktajl truskawkowy zamiast daiquiri - rzuciła złośliwie, sięgając po kolejny kawałek warzywa. - No i? Co było z nią nie tak poza tym, że być może siedziałeś z jej ojcem w jednej ławce? - posłała mu zaczepny uśmiech.
Nie zamierzała go krytykować, mogła sobie żartować i nieco się z nim droczyć, ale kompletnie nie interesowało jej to, co robił ze swoim życiem, dopóki sobie nie szkodził. Jeśli radość sprawiały mu randki z młodszymi kobietami, to kim była, żeby to oceniać? Być może jego kryzys wieku średniego przyszedł o kilka lat za wcześnie.

Robbie Cole
diosmio
nuda i przesadna życioza
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Ty nigdy nie wyglądasz jak każdy inny lekarz. A ja mam największą słabość do pończoch, ale raczej nie wypadałoby mi tego sugerować przyjaciółce, co? - odpowiedział z przekąsem, cofając się, kiedy olej zaczął nieco pryskać.
Niezadowolony z efektu skrzywił się, a jego ręka odruchowo powędrowała do lewego ramienia, które zaczął lekko rozmasowywać. To samo ramię, które dokuczało mu bólem od czasów pamiętnej kontuzji. Pęknięty obojczyk, pozrywane przyczepy mięśniowe. Wszystko przez to, że odbita kijem piłka pofrunęła prosto w niego, a on nie zdążył zareagować.
- Wybacz, ostatni mecz wyczerpał całą moją kreatywność. - zaczął wyławiać frytki z oleju.
Co prawda trener powinien być przekonany o zwycięstwie swojej drużyny. Inaczej nie byłby w stanie zaszczepić w swoich zawodnikach takiego przekonania. Ale to był problem dla jutrzejszego Robbiego. Dzisiejszy i tak zmagał się z ciężarami, które po raz pierwszy w jego życiu wydawały się być za duże.
- Tak, masz rację... To wielki sukces, ale wiesz...
Wiedziała... Może nie interesowała się sportem, ale znała jego historię. Mecz od finału. Złote dziecko z podkręconą nie do odbicia. 2015 rok... Blue Jays byli o krok od mistrzostwa. Gdyby nie jego kontuzja...
Dopiero teraz była szansa na to, by znów znaczyli więcej.
- Vera, kurwa! Wiem! - odpowiedział ze śmiechem, biorąc żeliwną patelnię, by wyjść na taras, gdzie w palenisku już trzaskał ogień.
Uporał się wcześniej z olejem, a frytki już odpoczywały przed drugim smażeniem.
- Przyjemnie wycierało jej się mleko spod nosa! - dodał, ruchem głowy zapraszając ją na taras. - Tym bardziej że poszliśmy na kawę i to ona mnie zaprosiła. I jest naprawdę bystra... Urocza... Rozbrajająca. I tak, mógłbym być jej ojcem. A najgorsze jest to, że poza różnicą wieku nie bardzo widzę czerwone flagi.
Westchnął ciężko, w duchu samego siebie karcąc. Masło zaczęło się roztapiać na patelni postawionej na żywym ogniu.

vera callahan
Żejmi
ODPOWIEDZ

Wróć do „#10”