Strona 1 z 1

gossip at the bowling alley

: pn cze 29, 2026 6:25 pm
autor: raymond cassidy
#1
look

Umawianie się po pracy, szczególnie po wielogodzinnej zmianie, zawsze zdawało się być słabym pomysłem, ale z drugiej strony wolał to, niż wychodzić z domu w dzień wolny. Jeszcze parę lat temu był zawsze chętny, aby spędzać czas poza domem, choćby padał na ryj. Wtedy ciężko było mu jeszcze egzystować sam na sam ze swoimi myślami, ale z wiekiem lepiej sobie z tym radził. Wciąż nie było kolorowo, ale dni wolne od pracy przeznaczał teraz głównie na obowiązki domowe czy oglądanie różnego rodzaju mediów, choć priorytetem zawsze był sen. Uwielbiał spać długo i bez świadomości, że obudzi go znienawidzony już dźwięk budzika. Z przyzwyczajenia budził się już nawet samoistnie o pewnych porach, ale miał wtedy przynajmniej spokój ducha, że nie musiał nigdzie wstawać.
Ziewał akurat bezwstydnie, ledwo zasłaniając usta ręką, kiedy kelner przyniósł mu do stolika jego zamówienie – kufel piwa z sokiem malinowym oraz kanapkę z kurczakiem na ciepło. — Agggueh ahmm, kuję — wybełkotał głupio w trakcie ziewania i westchnął z niezadowoleniem, bo poczuł się jak troglodyta. Na szczęście kelner nie wydawał się nim zbytnio zaabsorbowany, więc odszedł, nie dając mu do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie.
Rozejrzał się po okolicy, wzrokiem szukając Teddy. Niewiele osób znajdowało się w barze, ale mieli w końcu środek tygodnia i dość późną porę, więc niespecjalnie go to dziwiło. Zresztą lubił taki stan rzeczy, bo czuł się znacznie lepiej w takich warunkach, niż gdyby musiał się z nią potem przekrzykiwać.
Sięgnął po kufel i upił duży haust, czując, jak przyjemny chłód rozlewa się po jego żołądku. Był tak głodny i wymęczony, że był w stanie przysiąc, iż nie minęło nawet kilka sekund, a już poczuł mrowienie w ustach, jakby zaczynał się upijać. Nie był to dobry znak, ale nie zamierzał pić ani dużo, ani na głodnego, bo właśnie dlatego zamówił sobie jakieś śmieciowe jedzenie. Nie był może bardzo rozsądny, ale pewnych podstawowych zasad jednak się trzymał. Jeszcze tego brakowało, żeby jako pielęgniarz stracił przytomność z głodu czy innego błahego powodu.

Nie spóźniła się, bo to on przyszedł kilkanaście minut wcześniej, a do tego przeważnie mieli trochę ruchomą godzinę spotkania, bo w ich zawodach niestety nie zawsze dało się opuścić miejsce pracy zgodnie z planem. Nigdy mu to tak naprawdę nie przeszkadzało, bo uważał, że naiwnością byłoby decydować się na taki fach bez zaakceptowania tej rzeczywistości. — No dobry wieczór — wyszczerzył się na widok Teddy, która zmaterializowała się u jego boku. Wstał od stolika i objął ją przelotnie ramieniem w ramach przywitania. — Zająłem nam miejsce przy torze, ale nawet nie musimy grać, bo nie zapowiada się, żeby zabrakło im miejsc — wskazał ręką tor do kręgli po swojej prawej. Lokal oferował jeszcze automaty do gier, ale to już była mniej jego bajka, więc mógł co najwyżej popatrzeć, gdyby Teddy miała ochotę z nich skorzystać. — Nie chciało mi się czekać, bo byłem już strasznie głodny — wciąż została mu jeszcze połowa kanapki, ale nie spieszyło mu się, zwłaszcza że nie była jakaś rewelacyjna. Ogólnie miał wrażenie, że chyba na chwilę przysnął, kiedy tak na nią czekał, bo w jednej chwili jadł i o czymś myślał, a w drugiej usłyszał kroki obok siebie i już ją witał. Takie urwanie filmu również było częścią jego rzeczywistości, ale nauczył się dzięki temu drzemać w naprawdę różnych warunkach.
To co mi powiesz, piękna? — uśmiechnął się głupio, kiedy zdążyła już usiąść naprzeciwko. Jednocześnie wrócił do konsumowania kanapki, przyglądając się jej uważnie i starając się nie odpłynąć za bardzo myślami ze zmęczenia. Sam miał jej coś do powiedzenia, ale kultura nakazywała mu najpierw okazać zainteresowanie nią. Miał wrażenie, że u Darling zawsze działo się coś ciekawego, albo była po prostu na tyle entuzjastyczną osobą, że potrafiła opowiadać nawet o najmniejszych rzeczach w sposób, który wciągał słuchacza.

teddy darling

gossip at the bowling alley

: pn cze 29, 2026 7:48 pm
autor: teddy darling
059.
Najłatwiej było jej umówić się z kimś od razu po pracy. Dobrze wiedziała, że jeśli najpierw wróci do domu, zrzuci buty i usiądzie choćby na pięć minut, to później znalezienie motywacji do ponownego wyjścia graniczy z cudem. Towarzyskość miała swoją cenę. Zwłaszcza jeśli naprawdę zależało jej na ludziach i chciała o te relacje dbać, zamiast ograniczać się do okazjonalnego wysłania wiadomości raz na kilka miesięcy. Znajomość z Raymondem zdecydowanie należała do tych, które warto było pielęgnować. I wcale nie dlatego, że Cassidy był pielęgniarzem, heh. Choć oczywiście Teddy nie mogła zaprzeczyć, że posiadanie wśród znajomych ludzi, którzy potrafił profesjonalnie ocenić, czy złamany palec faktycznie jest złamany, miało swoje zalety. Nic dziwnego, że wśród znajomych miała nie tylko strażaków, ale też policjantów i ludzi jakkolwiek związanych z medycyną.
Zanim przebrała się z munduru w normalne ubrania i opuściła remizę, żeby spędzić resztę wieczoru z Rayem, jeszcze raz napisała do narzeczonej z krótkim pytaniem, czy przypadkiem nie miały dzisiaj żadnych planów, o których Darling zapomniała w natłoku obowiązków. Co prawda zazwyczaj mogła pochwalić się naprawdę dobrą pamięcią, ale czasami zwyczajnie przegrywała z własną wielozadaniowością. Zwłaszcza ostatnio, gdy jednostka powoli przygotowywała się do nadchodzącej fali upałów, a wszyscy doskonale wiedzieli, co to oznaczało. Wystarczyło kilka dni bez deszczu i telefony zaczynały urywać się od zgłoszeń. Na razie sytuacja była spokojna, ale kapitan Whitman od lat powtarzał to samo - przezorny zawsze ubezpieczony. Szybko dostała odpowiedź zwrotną, że niczego jednak nie przegapiła i ma dobrze się bawić. No i bajka. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było odkrycie w połowie spotkania z Ray'em, że od tygodnia były umówione na wspólny wypad do znajomych Finch albo wizytę u Darlingów, a ona kompletnie wyparła ten fakt z pamięci.
Dostrzegła go od razu po przekroczeniu progu swojego ulubionego lokalu. Zawsze wpadała tutaj z chłopakami z jednostki. Dzisiaj było spokojnie, ale sama mogła poświadczyć, że w weekend mieli niezły zapieprz i ciężko było dorwać wolny stolik.
Hej, dobrze cię widzieć — przywitała go, odwzajemniając uścisk. — Świetnie wyglądasz, wiesz? Coś chyba ściemniałeś, że dopiero co skończyłeś zmianę — zmrużyła oczy z udawanym podejrzeniem. Teddy też prezentowała się całkiem nieźle. Może trochę waliła dymem po gaszeniu zabytkowej kamienicy, ale nie zawsze udawało jej się od razu doszorować duszący smród. Potrzebowała chwili, żeby wywietrzeć. — Och, nie krępuj się, przed wyjściem jadłam obiad — machnęła ręką, dając mu do zrozumienia, żeby spokojnie dokończył sobie kanapkę. Zajęła miejsce naprzeciwko Raymonda i zerknęła w kierunku toru. — Możemy później w coś zagrać, czemu nie — dodała, bo zawsze chętna była na takie rozrywki. W ogóle lubiła robić rzeczy. Wszystko, byle nie siedzieć za długo w miejscu. Sportowe świry już tak mają. — Ale najpierw wezmę piwo — zadecydowała i już uśmiechała się do kelnera, który uśmiechnął się na jej widok, bo dobrze kojarzył ją i jej kolegów, którzy wpadali tutaj na drinka. Albo siedem. Ostatnio pękło tyle flaszek, że Darling robiło się niedobrze na samą myśl, jak czuła się następnego dnia. Dzisiaj nie zamierzała przesadzać z alkoholem, żeby nie musieć przechodzić przez to samo.
Zamówiła butelkowe piwo i wróciła spojrzeniem do Ray'a.
U mnie? Dużo pracy i dużo miłości — wyszczerzyła się pięknie, jak na piękną przystało. Nie sposób było nie dostrzec, że było zakochana po uszy. — Udało nam się dzisiaj uratować zabytkową kamienicę w East End. Wymaga renowacji, ale płomień nie zdążył się rozprzestrzenić. Uczestniczyliśmy też w transporcie medycznym. Niechodzący mężczyzna z nadwagą. Trzeba było go znieść z jedenastego piętra bez windy. Przysięgam, że mój kręgosłup mnie za to znienawidzi. A jak u ciebie? Aiden się odzywał? — zapytała niby ot tak, nawiązując do jednego ze swoich współpracowników. Aiden Brooks był jedynym wyoutowanym w gejem w straży i chociaż zwykle Teddy mijała się z nim zmianowo, to stwierdziła, że świetnym pomysłem będzie spiknąć go z Cassidym.

raymond cassidy