Umawianie się po pracy, szczególnie po wielogodzinnej zmianie, zawsze zdawało się być słabym pomysłem, ale z drugiej strony wolał to, niż wychodzić z domu w dzień wolny. Jeszcze parę lat temu był zawsze chętny, aby spędzać czas poza domem, choćby padał na ryj. Wtedy ciężko było mu jeszcze egzystować sam na sam ze swoimi myślami, ale z wiekiem lepiej sobie z tym radził. Wciąż nie było kolorowo, ale dni wolne od pracy przeznaczał teraz głównie na obowiązki domowe czy oglądanie różnego rodzaju mediów, choć priorytetem zawsze był sen. Uwielbiał spać długo i bez świadomości, że obudzi go znienawidzony już dźwięk budzika. Z przyzwyczajenia budził się już nawet samoistnie o pewnych porach, ale miał wtedy przynajmniej spokój ducha, że nie musiał nigdzie wstawać.
Ziewał akurat bezwstydnie, ledwo zasłaniając usta ręką, kiedy kelner przyniósł mu do stolika jego zamówienie – kufel piwa z sokiem malinowym oraz kanapkę z kurczakiem na ciepło. — Agggueh ahmm, kuję — wybełkotał głupio w trakcie ziewania i westchnął z niezadowoleniem, bo poczuł się jak troglodyta. Na szczęście kelner nie wydawał się nim zbytnio zaabsorbowany, więc odszedł, nie dając mu do zrozumienia, że zachował się niewłaściwie.
Rozejrzał się po okolicy, wzrokiem szukając Teddy. Niewiele osób znajdowało się w barze, ale mieli w końcu środek tygodnia i dość późną porę, więc niespecjalnie go to dziwiło. Zresztą lubił taki stan rzeczy, bo czuł się znacznie lepiej w takich warunkach, niż gdyby musiał się z nią potem przekrzykiwać.
Sięgnął po kufel i upił duży haust, czując, jak przyjemny chłód rozlewa się po jego żołądku. Był tak głodny i wymęczony, że był w stanie przysiąc, iż nie minęło nawet kilka sekund, a już poczuł mrowienie w ustach, jakby zaczynał się upijać. Nie był to dobry znak, ale nie zamierzał pić ani dużo, ani na głodnego, bo właśnie dlatego zamówił sobie jakieś śmieciowe jedzenie. Nie był może bardzo rozsądny, ale pewnych podstawowych zasad jednak się trzymał. Jeszcze tego brakowało, żeby jako pielęgniarz stracił przytomność z głodu czy innego błahego powodu.
Nie spóźniła się, bo to on przyszedł kilkanaście minut wcześniej, a do tego przeważnie mieli trochę ruchomą godzinę spotkania, bo w ich zawodach niestety nie zawsze dało się opuścić miejsce pracy zgodnie z planem. Nigdy mu to tak naprawdę nie przeszkadzało, bo uważał, że naiwnością byłoby decydować się na taki fach bez zaakceptowania tej rzeczywistości. — No dobry wieczór — wyszczerzył się na widok Teddy, która zmaterializowała się u jego boku. Wstał od stolika i objął ją przelotnie ramieniem w ramach przywitania. — Zająłem nam miejsce przy torze, ale nawet nie musimy grać, bo nie zapowiada się, żeby zabrakło im miejsc — wskazał ręką tor do kręgli po swojej prawej. Lokal oferował jeszcze automaty do gier, ale to już była mniej jego bajka, więc mógł co najwyżej popatrzeć, gdyby Teddy miała ochotę z nich skorzystać. — Nie chciało mi się czekać, bo byłem już strasznie głodny — wciąż została mu jeszcze połowa kanapki, ale nie spieszyło mu się, zwłaszcza że nie była jakaś rewelacyjna. Ogólnie miał wrażenie, że chyba na chwilę przysnął, kiedy tak na nią czekał, bo w jednej chwili jadł i o czymś myślał, a w drugiej usłyszał kroki obok siebie i już ją witał. Takie urwanie filmu również było częścią jego rzeczywistości, ale nauczył się dzięki temu drzemać w naprawdę różnych warunkach.
— To co mi powiesz, piękna? — uśmiechnął się głupio, kiedy zdążyła już usiąść naprzeciwko. Jednocześnie wrócił do konsumowania kanapki, przyglądając się jej uważnie i starając się nie odpłynąć za bardzo myślami ze zmęczenia. Sam miał jej coś do powiedzenia, ale kultura nakazywała mu najpierw okazać zainteresowanie nią. Miał wrażenie, że u Darling zawsze działo się coś ciekawego, albo była po prostu na tyle entuzjastyczną osobą, że potrafiła opowiadać nawet o najmniejszych rzeczach w sposób, który wciągał słuchacza.
teddy darling