drifting & drowning
: ndz lip 05, 2026 12:10 am
Potrzebował odpoczynku. Chciał pogadać z kimś, kto nie patrzył na niego jak na zranionego szczeniaka i kto nie miał pojęcia o tym całym… bagnie, w którym ostatnio tkwił. Właśnie dlatego wyciągnął telefon i napisał krótką wiadomość do Eryka.
Skończył pracę i wpadł do mieszkania, żeby zabrać Monstera na szybki spacer. Wziął też prysznic, żeby nie było, że śmierdział czy coś. Zanim jednak dotarł na umówione miejsce, zaliczył jeszcze szybką wizytę w monopolowym. Kupił czteropak porządnie schłodzonego piwa bezalkoholowego, bo w taki upał nie zamierzał tykać czegokolwiek, co miało alkohol, i skitrał go w czarnej bluzie. Wyglądał jak jakiś szemrany przemytnik, ale nie chciał, żeby ktoś kręcił nosem przy wypożyczaniu rowerka wodnego.
Z Eryczkiem spotkali się przy pomoście. Wynajęcie tego plastikowego gówna poszło sprawnie i parę minut później już byli na wodzie. Od razu zabrali się za pedałowanie, żeby jak najszybciej uciec od brzegu, wrzeszczących dzieciaków i wścibskich plażowiczów. Dopiero kilkaset metrów dalej zatrzymali się, Alex zdjął bluzę i rzucił w Eryka puszką. Oparł się wygodnie, rozłożył ramiona i rozprostował nogi. - Coś jest zjebane w tym rowerku, mówię ci, tak się ciężko pedałuje - mruknął pod nosem i otworzył puszkę z zimnym napojem, od razu pociągając solidny łyk. - Są bezalkoholowe, bo byśmy tu zdechli - dodał do kumpla, mimochodem czytając etykietę. Wziął jakieś takie śmieszne puszeczki, kolorowe, niby piwo bezalkoholowe, ale było polecane na odwodnienie i zawierało jakieś tam witaminki… Ciekawe, ciekawe.
Siedział przez chwilę w milczeniu, gapiąc się na taflę wody i zbierając myśli. Nie był dobry w uzewnętrznianie się, ale to jebane milczenie ze strony Dust zaczynało go wkurwiać. Spojrzać na Stonesa z ukosa i zmrużył oczy od słońca. Fuka, nie wziął żadnej czapki z daszkiem, no cóż. - Co u ciebie? Bo u mnie przechujowo, więc może chociaż u ciebie jest git? - zagadnął w końcu. Jakoś tak… wolał zacząć nie od siebie.
Eric
Lex
cho na rowerki wodne
za godzinę jestem wolny
Wiadomość...
Z Eryczkiem spotkali się przy pomoście. Wynajęcie tego plastikowego gówna poszło sprawnie i parę minut później już byli na wodzie. Od razu zabrali się za pedałowanie, żeby jak najszybciej uciec od brzegu, wrzeszczących dzieciaków i wścibskich plażowiczów. Dopiero kilkaset metrów dalej zatrzymali się, Alex zdjął bluzę i rzucił w Eryka puszką. Oparł się wygodnie, rozłożył ramiona i rozprostował nogi. - Coś jest zjebane w tym rowerku, mówię ci, tak się ciężko pedałuje - mruknął pod nosem i otworzył puszkę z zimnym napojem, od razu pociągając solidny łyk. - Są bezalkoholowe, bo byśmy tu zdechli - dodał do kumpla, mimochodem czytając etykietę. Wziął jakieś takie śmieszne puszeczki, kolorowe, niby piwo bezalkoholowe, ale było polecane na odwodnienie i zawierało jakieś tam witaminki… Ciekawe, ciekawe.
Siedział przez chwilę w milczeniu, gapiąc się na taflę wody i zbierając myśli. Nie był dobry w uzewnętrznianie się, ale to jebane milczenie ze strony Dust zaczynało go wkurwiać. Spojrzać na Stonesa z ukosa i zmrużył oczy od słońca. Fuka, nie wziął żadnej czapki z daszkiem, no cóż. - Co u ciebie? Bo u mnie przechujowo, więc może chociaż u ciebie jest git? - zagadnął w końcu. Jakoś tak… wolał zacząć nie od siebie.
Eric
