Fajnie było mieć przyjaciela, z którym nie trzeba było widywać się codziennie, żeby rozumieć się bez słów, wiecie? Hall nie musiał udawać kogoś, kim nie był, nie musiał też gryźć się w język - mogliby nie rozmawiać z Eryczkiem tygodniami, a potem usiąść w rozjebanym rowerku wodnym i od razu przejść do konkretów, tak jak właśnie postąpił Stones. -
Trudno, będziemy sobie siedzieć w takim, oby nie zaczął przeciekać - rzucił z rozbawieniem Alex, po czym bezceremonialnie rozwiązał buty i odłożył je na bok. Znów rozprostował nogi, wywalił je poza krawędź rowerka i z głośnym pluskiem zanurzył stopy w chłodnej wodzie. Słońce dalej grzało bezlitośnie, więc nic dziwnego, że Alex chwytał się każdego sposobu na ochłodę. Zresztą, na pewno nie był jedyną taką osobą na jeziorze Ontario - różnica polegała na tym, że inni przynajmniej mieli kostiumy kąpielowe.
Gdy Eryczek wyciągnął prowiant i wspomniał o zakazie na alkohol, Alex posłał mu podejrzliwe spojrzenie. Oho. -
Czemu masz bana? Otwieraj cziperki, ej - rzucił luźno, po czym wskazał skinieniem głowy na paczkę chrupek, której co prawda nie widział, bo znajdowała się w plecaku Stonesa, ale miał świadomość, że tam była, okej? Okej. Stuknął się puszeczką ze Stonesem, po czym jeszcze raz przyjrzał się etykiecie. -
Ja też pierwszy raz. Smakuje zacnie - zawtórował przyjacielowi, po czym pociągnął kolejnego łyka orzeźwiającego napoju.
No i to by było na tyle jeśli chodziło o uprzejmości, bo zaledwie chwilę później Eryczek rozpoczął swoją opowieść. Naprawdę bardzo nieprawdopodobną, pełną zwrotów akcji opowieść. Z każdym kolejnym słowem przyjaciela, Alex otwierał oczy coraz szerzej. -
Ale jak to kurwa z twojego telefonu? - wymamrotał po chwili, marszcząc brwi. NIE OGARNIAŁ. Skąd typ wytrzasnął jego telefon??? Machnął dłonią, kążąc Ericowi zwolnić. -
Czekaj, czekaj, po kolei. Jak on cię znalazł w ogóle? Znacie się? - zadał pytania, po czym pozwolił kumplowi kontynuować. No i słuchał dalej, a im głębiej Stones wchodził w szczegóły, tym bardziej Alex kręcił głową z niedowierzaniem. Jezu, to się porobiło u Eryczka. Na wzmiankę o zakuciu w kajdanki i wywiezieniu na komendę przez rodzonego brata posłał Eryczkowi spojrzenie pełne politowania. Właśnego brata wpakować na dołek? For real? -
Serio? Twój brat to jakiś nie halo jest na umyśle czy co? - rzucił z niesmakiem i poczęstował się chrupkami, które Eryczek już na pewno zdążył otworzyć z pięć razy.
Chrupał sobie chrupeczki i słuchaj dalej - był fantastycznym friendem. Tym razem słuchał historii o tym, że kolejnego poranka (czy tam w nocy, trochę się pogubił) Eryczka obudziło tłuczone szkło. Matko Boska Forumowska. -
Sher stłukła ci cały alkohol co miałeś na chacie? - spytał ze zmrużonymi oczami, próbując zwizualizować sobie tę sytuację i oczami wyobraźni przywołać kuchenne pobojowisko. Kurde, Winfield wyglądała na taką słodką i niepozorną, a tu proszę, diabeł wcielony. No i okazywało się, że ów diabeł wcielony wyznał Eryczkowi miłość! I TO WZAJEMNIE! Uśmiechnął się szeroko, no bo się ucieszył, co miał się nie ucieszyć ze szczęścia kumpla, który tak długo nie miał drugiej połówki? Podniósł dłoń i poklepał Eryczka po ramieniu. ZAJEBIŚCIE, MORDECZKO. -
Stary… Przecież to zajebista wiadomość! Pasujecie do siebie z Sher, naprawdę ją lubię - roześmiał się wesoło. Stones zasługiwał na miłość. Ba, każdy porządny człowiek zasługiwał na miłość! No ale Stones trochę bardziej. Alex przechylił głowę na bok i utkwił zaciekawione spojrzenie w Eryczku. -
A właśnie… ona ma jakieś latynoskie korzenie? - spytał. W końcu jeszcze nie tak dawno, ledwie kilka miesięcy temu, mieli poszukać dla niego gorącej latiny, nie? A tu proszę, sama się znalazła. Był ciekaw, czy Eryczek pamiętał tę rozmowę. -
Macie moje błogosławieństwo, kochajcie się. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, co nie, Eric? - podsumował ciepło, po czym znów skinął głowę na plecak Eryczka. -
Mogę colkę? - spytał, bo miał ochotę na taką wspaniałą schłodzoną puszkę coli. Od tego upału szybko zasychało mu w gardle, a zeróweczka się skończyła.
Przejął puszkę od kumpla, bo na pewno mu ją podał, po czym westchnął. -
Przynajmniej tobie się układa, słuchaj. Mnie rzuciła i Maddie, i August. Pamiętasz August? Opowiadałem ci o niej kiedyś… Pokłóciliśmy się z miesiąc temu, eh - wyrzucił z siebie krótko. Eryczek na pewno kojarzył August Winters, w końcu była przyjaciółką Alexa od dzieciaka. A może nawet kiedyś się minęli? Nie pamiętał. No, nieważne. Przez moment nastała cisza, zakłócana jedynie cichym pluskiem fal uderzających o kadłub rowerka i nogi Alexa. Poprawił bandamkę na czole i podciągnął ją odrobinę wyżej, po czym sięgnął po okulary przeciwsłoneczne i wsunął je na nos. Hmm. Skoro już weszli na temat szczerych, męskich rozmów bez owijania w bawełnę… -
Miałeś kiedyś przyjaciółkę, która się w tobie zakochała, a ty w niej chyba nie? - zapytał nagle, rzucając to pytanie niby od niechcenia, ale w jego głosie wyraźnie dało się wyczuć cień konsternacji.
Jakoś tak już sam nie wiedział, co powinien myśleć.
Eric