A song to deliver to me today
: ndz lip 05, 2026 8:32 pm

Dziwna sprawa z tą całą Birdie. Elwood nadal do końca nie wiedział czego dziewczyna od niego chce. Nie tylko nalegała na spotkanie, ale też prosiła by odbyło się bez świadków. Znajomy skierował ją do Madry'ego z polecenia, podobno tylko on mógł zaradzić bolączce tej klientki. Ciekawe. Woody zażartował nawet, że usług gigolo nie świadczy. Do zaoferowania miał głównie robaki, substancje niedozwolone i kilka średnich tekstów na podryw.
Dzień był długi i męczący. Jeden z tych, po których człowiek musi napić się zimnego piwa. Shake proteinowy byłby lepszy, bo ostatnie co zrobił przed powrotem do domu to szybki trening z kolegami. Właściwie to rozważył dosypanie odżywki do Budweisera, ale w nieczęstym przypływie zdrowego rozsądku pomysł ostateczne odrzucił. Zostało mu mało czasu, a musiał wcisnąć jeszcze prysznic. Do tego był głodny. Oby sprawę z Ptaszynką udało się szybko załatwić. Serio, czego mogła od niego chcieć?
Chyba.. chyba nie szukała go, żeby go zabić, prawda? Jasne, Madry miał w Toronto nieco wrogów, jednak nikomu nie zalazł za skórę na tyle by ktoś pragnął jego śmierci. Jeśli zostawiał za sobą długi, to tylko wdzięczności. Układy pozostawały w końcu ważnym elementem systemu jego samozatrudnienia i samoutrzymania. Żył tu sobie jak pączek w maśle, za punkt honoru obierając cel, by w życiu nie przepracować uczciwie choćby dnia. Niewolnicy systemu, korpo-zombie, do tych klubów nie miał zamiaru przystępować.
- Powinienem przestać się bujać z Ashem, chyba wyprał mi mózg - mruknął brunet, ocierając twarz z potu papierowym ręcznikiem. Kapsel od piwa zostawił na blacie, razem z butelką przenosząc się do salonu. Był cały mokry, więc tylko przycupnął na brzegu obrotowego krzesła żeby wysączyć kilka ostatnich łyków. Serio, czas najwyższy na prysznic.
Briony Hawthorne