security, please, the annoying prosecutor has arrived
: ndz lip 05, 2026 10:27 pm
001.
Dwa dni temu nastąpił przełom, kiedy najbardziej upierdliwy prokurator w całym Toronto, Caleb Fairchild, po raz pierwszy się uśmiechnął. No dobra, może uśmiech to za dużo powiedziane, ale nie dało się zignorować tego lekkiego uniesienia kącika ust, kiedy doręczony opis toksykologiczny kończył swój wywód zdaniem prawdopodobne zatrucie. Wiedziała, że sprawa ciągnęła się już jakiś czas, a mężczyzna próbował wrzucić za kratki żonę otrutej ofiary i to badanie dało naprawdę duże światło na sprawę, ale wczorajsze nieporozumienie nie było jej winą, a jedynie niekompetencją młodego policjanta, który nie dość, że nie dał jej wszystkich próbek, to zagubione fiolki były źle przechowywane, najprawdopodobniej w rozgrzanym bagażniku, więc nie była w stanie nic z tym zrobić. Nie mogła wydać takiej opinii, skoro nie zinterpretowała częściowo materiału i nie miała już ku temu okazji, bo teraz ciało zmarłego zaczęło usuwać z siebie toksyny. Dlatego wczoraj, do późnego wieczora, opisywała na nowo materiał z wyjaśnieniem sytuacji, wywód kończąc słowami nie można potwierdzić zatrucia. Wysłała meilem do wszystkich ważnych osób i wyszła z pracy, żeby nie patrzeć, jak świat płonie.
Dopiero na następny dzień weszła do prawdziwego piekła. Jeszcze musiała jechać do cholernego sądu, żeby potwierdzić swoje badania i tak bardzo nie chciała konfrontacji z Fairchildem. Nie dlatego, że się go obawiała — nic z tych rzeczy. Ale najzwyczajniej w świecie chciała sobie oszczędzić dyskusji z nim. Czuła jego palący wzrok, gdy obrona zadawała jej pytania, a ona odpowiadała.
Czy może pani wykluczyć, że zmarły sam zażył lek? Nie.
Czy może pani stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że doszło do otrucia?
Nie.
Opcja była jedna; po zakończonej rozprawie szybko ewakuowała się z sądu, zanim zdążył ją dorwać i pojechała z powrotem na komisariat z nadzieją, że nie będzie chciało mu się fatygować i jechać do niej, aby zjebać ją od góry do dołu. Zajęła się swoją pracą, odciągając swoje myśli od tej sprawy i rozmyślania, czy mogła zrobić coś inaczej, ale postąpiła książkowo. Tak, jak powinna, żeby samej nie ponieść konsekwencji za zatajenie wyników lub rozmijanie się z prawdą. Wierzyła nauce, a nie faworyzowaniu prokuratorów, którzy mogliby z dumą chwalić się, że udało im się wygrać ciężką sprawę. Uzupełniała brakujące dokumentacje, aby zmienić tor swoich myśli i nieco uspokoić swoje myśli, kiedy wybiła godzina zero i odwiedził ją final boss dzisiejszego dnia. — Nie mam ochoty z tobą dyskutować — odpowiedziała na wstępie, nawet nie przenosząc na niego spojrzenia, a jedynie dalej klikając na komputerze. Może… sobie pójdzie?
upierdliwiec