Strona 1 z 8
this is not toronto comicon
: pn lip 06, 2026 11:32 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Potrafiła z pewnością odczytać emocje widniejące na rysunkach. Dostrzegała coś więcej niż faktyczne kształty, w które układały się linie jej szkiców. Potrafiła zobaczyć więcej niż zwyczajna nagość modela, ale to było coś zupełnie innego niż rozszyfrowanie faktycznego wyrazu twarzy, mowy ciała czy zwyczajnych intencji osoby, którą miała przy sobie. Realne emocje były o wiele trudniejsze do interpretacji.
Mogły w każdej chwili się ze sobą pogryźć. Manewrowanie między własnymi słowami i emocjami stawało się z każdą chwilą coraz groźniejsze. Co chwila były gotowe do tego, aby zwyczajnie w każdej chwili przekroczyć tę cienką linę oddzielającą zwyczajny żart od personalnego ataku i zarzewia kłótni. Sytuacja jednak na pewno została załagodzona, gdy tylko Prescott zaproponowała, że może udać się na kolejny dzień konwentu.
Nie mogła rzecz jasna odpowiedzieć jej wprost dlaczego chciała tam się znaleźć. Z jednej strony faktycznie znalazła tam masę ciekawych rzeczy, a z drugiej może była ciekawa czy na pewno uda jej się przetrwać całe dwadzieścia cztery godziny, a może i dłużej bez zamordowania się z River? Jak na razie szło im całkiem nieźle. Pytanie, kiedy faktycznie natrafią na przeszkodę.
Nie potrzebowała tak wiele czasu, aby się przygotować do drogi. Głównie dlatego, że była w dużej mierze ogarnięta w momencie, gdy wychodziła już z łazienki. Nie potrzebowała raczej niczego więcej. Nie mogła też powstrzymać się od zlustrowania uważnym spojrzeniem River, która zdecydowanie połechtała jej ego, decydując się na strój, który odkrywał tak wiele. Przynajmniej dzięki temu każdy mógł podziwiać dzieło Ruelle, które widniało na skórze rysowniczki. Absolutnie bezwstydna kreacja. W dodatku taka, która sprawiała, że nagle Prescott zastanawiała się nad tym czy raczej zamiast jechać na konwent nie powinny wrócić do łóżka...
W tym momencie jakoś trudno było jej się przejmować Casparem. Miał za swoje za to, że starał się ją tak usilnie nagabywać przez wiadomości. Zapewne mogłaby zażartować coś na temat tego, że mogłyby go zgarnąć do bagażnika, ale zamiast tego zwyczajnie zapakowała się do auta i pozwoliła na to, aby River zaczęła swój szalony pęd przez ulice Toronto. Tym razem jednak nie próbowała jej rozproszyć własnym dotykiem.
W końcu jednak dotarły na miejsce, a tanatorpraktorka spojrzała jeszcze na ekran swojego telefonu, gdzie widniała seria wiadomości od Fernwooda wypisującego do niej z ubera. Na razie jednak zignorowała je wszystkie, aby zamiast tego sprawdzić godzinę. Miały jeszcze nieco czasu do tego, aby rozstawić się na stoisku Cross z tego, co kojarzyła.
- Jeszcze jest wcześnie... Wezmę nam coś konkretnego do zjedzenia na jednym ze stoisk - powiedział jakby od niechcenia po czym spojrzała wyczekująco w stronę rysowniczki, gdy zmierzały do wejścia.
To był jej moment na to, aby przedstawić jakieś ewentualne życzenia czy preferencje, bo inaczej zwyczajnie weźmie jej to samo, co dla siebie. Niech dziewczyna zna jej ludzkie serce.
River Cross
this is not toronto comicon
: wt lip 07, 2026 6:24 pm
autor: River Cross
Absolutny brak jakichkolwiek wyjaśnień nie powinien nikogo dziwić. Nawet bezpośrednie zwrócenie uwagi Ruelle, że znowu nie traktuje jej w rozmowie sprawiedliwie, niewiele tu dało. Tanatopraktorka zdecydowanie nie uważała, że są w tej relacji równe, ale Cross nie była w stanie pojąć, czemu widzi ją aż tak niżej od samej siebie. Znów kusiło ją by pociągnąć temat i wywołać kłótnię, ale od razu pomyślała też, że istnieje prawdopodobieństwo, że Prescott w ogóle nie będzie chciała w tej kłótni uczestniczyć, bo uzna ją za zbyt mało znacząco. To niewątpliwie byłoby gorsze od sprzeczki. Powinna sobie dawkować ostrożnie te potencjalne szanse na bycie odrzuconą, jeśli nie chce do reszty zwariować. Szkoda dnia.
Miało być przecież całkiem przyjemnie. Chciała rozkoszować się konwentem, bo naprawdę lubiła tego typu spotkania, nawet jeśli nie kręciły się wokół niej, a dzisiaj przecież nie miała już żadnych konkretnych spotkań. Siedzenie na stoisku również nie należało do jej obowiązków, zwyczajnie chciała się w to zaangażować. A może lubiła, jak ludzie się na nią gapią? A wiedziała, że będą się gapić, kiedy ubierze się w ten sposób. Ślady wczorajszej nocy na ciele to ostatnie, co wpadłoby jej do głowy, że powinno zostać zakryte. Jeszcze raz przed wyjściem zlustrowała wzrokiem Prescott, która przywłaszczyła sobie jej ubrania. Co właściwie wybrała? Określ się. Rysowniczka próbowała też przyswoić fakt, że pierwszy raz, odkąd zaczęły się widywać, nie zostawiła na jej ciele ani jednego śladu, który w jasny sposób świadczyłby, że w ogóle ją wczoraj dotknęła.
Nie naciskała na rozmowę przez całą drogę. Skupiała się na drodze, nie chcąc ich zabić swoim tempem jazdy i pozwoliła płynąć muzyce z głośników. O takiej porze w weekend było przynajmniej jeszcze mniej aut niż wczoraj, przez co nie musiała nawet wykonywać żadnych manewrów rodem z Szybkich i Wściekłych.
— Weź też coś wegetariańskiego dla Caspara — poleciła, zanim skręciła w swoją stronę, zostawiając ją przy wejściu do budynku. Prescott była dużą dziewczynką, powinna dać sobie radę z zakupami i odnalezieniem rysowniczki, szczególnie, że była na stoisku jej wydawnictwa wczoraj. Cross udała się tam od razu.
Przywitała się serdecznie z Maeve, która krzątała się już po stosiku. Pulchna kobieta w wieku sugerującym, że mogłaby być jej matką, przytuliła ją serdecznie, zachwycona faktem, że zyskała kogoś do pomocy. Oczywiście nie mogłaby być jej matką, bo na pierwszy rzut oka było widać, że miała chińskie, nie koreańskie korzenie, ale rasiści i tak powiedzą swoje! Cross wywróciła oczami, gdy Maeve zaczęła jej wszystko tłumaczyć jak nowicjuszowi i po prostu zabrała się za rozpakowywanie wciąż czekających na czyjąś uwagę pudeł.
— Nie wydaje mi się, żeby twój bratanek był w stanie czerpać z tego historyczną wiedzę do szkoły, ale jeśli brakuje mu w życiu opowieści o miłości dwóch rosłych żołnierzy, to polecam. O bitwie pod Waterloo i tak mu przecież powiedzą w szkole, a dzięki uczuciom Mathéo i Williama może łatwiej mu będzie zrozumieć, że każde bezlitosne mordowanie w imię ambicji cesarzy, który nigdy... — Nie było jej dane dokończyć, bo Maeve położyła dłoń na jej ramieniu, przejmując rozmowę z klientką. River rozłożyła bezradnie ręce i wycofała się na kilka kroków, uznając, że tym razem może darować sobie wciskanie ludziom swoich poglądów na prawo i lewo. Kątem oka spojrzała na dwie nastolatki, które przeglądały plakaty z artami stworzonymi przez artystów z ich wydawnictwa. Nie tylko dzieła Cross powinny wzbudzić jakieś obawy w rodzicach tych gówniar, ale opiekunów nigdzie nie było widać, a ona na pewno nie miała zamiaru odmawiać im kupna czegoś, co im się spodoba. Podniosła wreszcie wzrok, słysząc znajomy głos. Obok Ruelle szedł Caspar, który trajkotał coś radośnie. Miał na sobie koszulkę z rysunkiem kobiety siedzącej na staroświeckiej sofie. Prawie cała była wtopiona w czerń. Długie włosy opadały jej po bokach twarzy, a sama twarz została zostawiona blada. Miała na sobie ciemny, zapięty pod szyję strój, jedna z jej bladych dłoni spoczywała na kolanie. Obok na tej samej kanapie siedział czarny kot, niemal niewidoczny poza parą jasnych oczu i ostrym zarysem uszu. Fernwood myślał, że ją udobrucha zakładając na siebie bluzkę z jej własnym rysunkiem? Może i by się to udało, gdyby najpierw przyszedł tutaj, a nie do Prescott. Cross nie miała wątpliwości, że zdążył w międzyczasie coś namieszać. Wyprostowała się i wbiła w niego oceniające spojrzenie, cierpliwie śledząc każdy krok, którym zbliżali się do stoiska.
Ruelle I. Prescott
this is not toronto comicon
: wt lip 07, 2026 8:39 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Milczenie na pewno było o wiele lepsze niż kolejna kłótnia, która doprowadziłaby je obie wyłącznie do szału. Lepiej było zdecydowanie powstrzymać się od niepotrzebnych słów jeśli miałyby one doprowadzić jedynie do tego, że zniszczą sobie ten dobrze zapowiadający się dzień. Powinny skupić się na konwencie, a nie na tym, że Prescott kompletnie nie rozumiała swojej rysowniczki i była całkowicie niedostępna emocjonalnie.
Widziała w programie konwentu kilka punktów, które ją zainteresowały, ale pewnie mogłaby je bez problemu odpuścić, gdyby tylko River zechciała ją zatrzymać przy sobie. W końcu po wczorajszym dniu wiedziała już, że Cross była dosyć dobra jeśli chodziło tylko o wymyślanie atrakcji dla pewnej wymagającej tanatopraktorki.
Nie była zbyt wybredna jeśli chodzi o kwestie modowe. Głównie dlatego, że w tym momencie żerowała na zawartości szafy artystki i sięgnęła po pierwsze z brzegu rzeczy, więc poza swoimi trampkami miała na sobie spięte paskiem poszarpane jeansy, które musiała sobie podwinąć ze względu na długość nogawek przystosowanych wzrostu River oraz jakiś krótki top, który akurat jej się nawinął pod rękę, gdy kradła coś dla siebie. Najważniejsze jednak było, że wyglądała jak człowiek.
W ostatnim momencie powstrzymała się od rzucenia hasłem kto jest wege to rucha kolegę, gdy tylko Cross poleciła jej wziąć także jakieś jedzenie dla Caspara (który dalej ją bombardował wiadomościami) i ruszyła w odpowiednim kierunku.
Całe szczęście konwenty zawsze prezentowały dosyć sporo okazji do tego, aby się dobrze najeść. Między innymi dlatego, że rozstawiały się tam sklepiki z przekąskami oraz sprowadzaną spożywką oraz małe punkty gastronomiczne. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć też tych, które wydawały azjatyckie żarcie dla tych, których życie zafiksowało się na mandze i anime. To właśnie tam spotkała się z Fernwoodem i zamówiła trzy porcje wykonywanych na miejscu okonomiyaki. Zawsze było to lepsze niż zwykła bułka czy chińskie zupki sprzedawane obok.
Minusem tego przedsięwzięcia był fakt, że musiała jeszcze przez jakiś czas wysłuchiwać wesołego trajkotania Caspara, który najwyraźniej posiadał w sobie o wiele więcej energii niż ustawa przewidywała. Naprawdę chciał się zaprzyjaźnić, a przy okazji zasypywał ją takim gradem pytań, że Prescott poczuła się jak na przesłuchaniu. Całe szczęście, że droga do stoiska, gdzie urzędowała River nie była taka długa… Chociaż dla Ruelle dłużyła się w nieskończoność.
- Znasz go znacznie dłużej. On ma jakiś przycisk żeby go wyłączyć albo chociaż wyciszyć? - zapytała, gdy już podeszła do swojej rysowniczki i podała jej porcję zakupionego jedzenia.
Dopiero po chwili zauważyła także obecność starszej kobiety, do której uśmiechnęła się nieco niepewnie, gdy tylko Chinka zwróciła na nią uwagę. Zdecydowanie za bardzo zaczynała się socjalizować.
River Cross
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 10:50 am
autor: River Cross
Nie musiała ich nawet słyszeć, by domyślać się, co właśnie robił Caspar. Nie miała wątpliwości, że zasypuje Ruelle gradem pytań, na które ona pewnie nie odpowiada, więc sam zaczyna dopowiadać własne historie na każdy z możliwych tematów. Lata doświadczenia nauczyły rysowniczkę radzić sobie z momentami, w których przyjacielowi zdrowo się odklejało, ale niedoświadczona Prescott chyba nie miała pojęcia, co ma teraz począć. Uśmiechnęła się pod nosem, widząc jej zbolałą minę. Może jednak będzie musiała potem Fernwoodowi podziękować?
— Oczywiście, że nie. Ale cieszę się, że zdążyliście się już tak polubić. — Przyjęła od niej śniadanie i skinęła głową z wdzięcznością. To chyba faktycznie lepszy pomysł niż same papierosy i energetyki. Od razu zresztą schyliła się, by wyjąć nieotwartą puszkę i rzuciła ją w stronę Caspara, który zgrabnie ją złapał. Dopiero wtedy zreflektowała się, że powinna chyba zadbać o komfort każdego z obecnych, skoro była jedynym ogniwem, których tu wszystkich łączył.
— Poznajcie się. To jest Maeve, opiekunka wszystkich artystów z naszego wydawnictwa. Fakt, że cokolwiek zarabiamy jest zasługą wyłącznie jej talentów handlowych i duszy sprzedanej diabłu. Jeśli byłoby trzeba, sprzedałaby nawet wodę delfinom. — Skłoniła głowę, szerokim gestem prezentując stojącą obok niej kobietę, jakby była prawdziwą szlachcianką. Obie uśmiechnęły się szeroko, najwyraźniej zadowolone z tego opisu. Cross przeniosła wzrok na tanatopraktorkę.
— A to jest Ruelle, moja... — zawiesiła głos, wyraźnie nie mając pojęcia, jak powinna dokończyć to zdanie. Podeszła do przedstawiania Prescott z podobnym entuzjazmem, co do Maeve i to był podstawowy błąd. Niby nie miała problemów z publicznym nazywaniem jej swoją muzą, bo przecież nie wstydziła się swoich prac i nawet jedną z nich wystawiła na sprzedaż, ale w kontekście ich ostatnich rozmów to słowo jakoś nie chciało ułożyć się na języku. Podobnie zresztą jak każde inne. Na szczęście Maeve od razu wyczula wahanie w jej głosie i nie pozwoliła rozbrzmieć ciszy tak długo, by zrobiła się niezręczna.
— Bardzo miło mi cię wreszcie poznać. Nasłuchałam się wczoraj sporo na twój temat od... — Tym razem to ona zawiesiła głos. Uniosła brwi, przyglądając się czemuś z zaskoczeniem. Cross podążyła za jej wzrokiem i przyłapała Fernwooda machającego rękami, który w niemym błaganiu domagał się niedokańczania zdania.
— Z przyjemnością dowiem się, co takiego słyszałaś. — Uśmiechnęła się ze sztuczną uprzejmością, wbijając wzrok w Caspara i ewidentnie zwracają się wyłącznie do niego. Mężczyzna zdążył przykleić się do jakiejś pary, która przeglądała komiksy na drugim końcu stolika, próbując im chyba na siłę doradzać i wyglądać na zajętego, co absolutnie nie przeszkadzało River we wbijaniu w niego spojrzenia, które pewnie zaraz wypali mu w koszulce dziurę.
— Może moglibyśmy cię czymś zainteresować? Jestem w stanie znaleźć coś dla każdego. Powiedz tylko, na co masz ochotę. — Nieprzejmujące się zupełnie tym, co właśnie działo się między przyjaciółmi, Maeve zwróciła się bezpośrednio do Prescott. Rozłożyła szeroko ręce, prezentując całą ofertę rozłożoną na kilku stolikach. Większość tego, co ze sobą przywieźli, stanowiły komiksy wszelkiej maści. Nie brakowało również plakatów w różnych formatach, pocztówek i naklejek, czyli bardzo standardowego wyposażenie wszystkich tutejszych sprzedawców. Niewielki procent oferty stanowiły również mangi. Za Maeve stał rollup, z którego szczerzył się wampir ubrany w nowoczesny garnitur. Po podbródku ściekała mu krew, do skroni przystawiał sobie pistolet. Całość była podpisana jako 30 nocy, co najwyraźniej było jedną z popularniejszych oferowanych serii.
Ruelle I. Prescott
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 3:34 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Czasami nawet nie miała pojęcia, co właściwie powinna odpowiedzieć Casparowi na jedno z jego licznych pytań. Nigdy nie zastanawiała się nad kwestiami takimi jak to jakim typem pieczywa by była ani co sądziła na temat tego czy innego zjawiska. Naprawdę miał on przeogromną bazę pytań i na pewno na imprezach dbał o to, aby nie było ani chwili ciszy. Chyba jeszcze nikt nie zdobył tak ogromnej bazy randomowych faktów na temat Prescott jak ten facet.
- Przywykłam już do podobnych egzemplarzy - przyznała, bo sama posiadała takiego osobistego Caspara, którym była pewna blondynka zaprzyjaźniona w zakładzie pogrzebowym, gdzie Ruelle zgodziła się urządzić ceremonię funeralną dla szczura pochowanego w pudełku po crocsach.
Przez chwilę faktycznie panowała niezręczna cisza, w której nie każdy z jej uczestników znał się z pozostałymi, ale River jednak się zreflektowała i postanowiła przedstawiać tanakopraktorce stojącą obok kobietę. Jej opis brzmiał niezwykle przekonująca, a sama Maeve musiała się z nim w pełni zgadzać, sądząc po jej uśmiechu. Gorzej było, gdy doszło do zmiany stron. Cross zacięła się po zbyt entuzjastycznym wstępie, który nie przyniósł żadnych trafnych określeń na tanatopraktorkę. Ruelle słyszała już obok siebie cichy odgłos zachwytu jakby był to moment, na który czekał od dawna. Już miała się wtrącić i powiedzieć, że jest jej okazjonalną modelką i źródłem inspiracji, ale okazało się, że nie było to potrzebne. Te słowa chyba jednak byłyby najbliższe prawdy jeśli chodziło to kim była dla artystki.
- Miło poznać - rzuciła, a następnie odwróciła głowę w kierunku Fernwooda odstawiającego pantomimę. - Jestem pod wrażeniem, że już zostałam obgadana przez Caspara.
Mężczyzna mógł na sobie poczuć przenikliwe spojrzenie nie tylko swojej przyjaciółki, ale także jej modelki, która wpatrywała się w niego tak intensywnie jakby chciała go zasztyletować wzrokiem. Nic dziwnego, że zaczął się wycofywać i szukać ucieczki w kontakcie z nielicznymi klientami, którzy zaczęli się kręcić w pobliżu stoiska.
- Myślę, że najbardziej zainteresowałaś mnie tym jakie rzeczy na mój temat wygadywał Caspar - odpowiedziała całkiem swobodnie, nabierając na drewniany widelczyk odrobinę swojego okonomiyaki po czym przeniosła spojrzenie w pełni na Maeve. - W tej chwili mam największą ochotę, aby właśnie tego posłuchać. Zwłaszcza, że znam go ledwie jeden dzień, a już wiem, że cokolwiek słyszałaś było na pewno znacznie przesadzone.
Kobieta już się lekko wysprzęgliła, a Ruelle posłuchałaby chętnie czegoś więcej na ten temat. Zresztą w tym przypadku miała chyba też Cross po swojej stronie, a winowajca obecnie wydawał się naprawdę pogrążony w rozmowie z jakimiś osobami trzecimi. Okazja była zatem odpowiednia.
River Cross
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 4:12 pm
autor: River Cross
Wprowadzenie Ruelle w grono własnych znajomych było przedziwnym doświadczeniem. Z Blair – o dziwo – poszło jakoś łatwiej. Wtedy nie musiała się przynajmniej martwić o jakieś niezręczności albo o to, że ktoś będzie faktycznie zainteresowany konkretną rozmową, a nie tylko ciągłymi docinkami lub flirtem. Dynamika jej relacji zarówno z Casparem, jak i z Maeve znacznie różniła się od tej, którą miała z Saint Clair i od tej, która była między nią a tanatopraktorka. Ta ostatnia opcja była właściwie najbardziej pogmatwana, więc dobrze, że nikt nie musiał niczego od razu metkować. Na całe szczęście Maeve była szybsza niż Rue i nikt nie dowiedział się, na jakie określenia wpadła. Cross coś podpowiadało, że pewnie nie byłaby zadowolona z tych epitetów.
Caspar bardzo się starał, żeby nie patrzeć w stronę żadnej z kobiet. Na jego policzkach od razu pojawił się rumieniec, który świadczył o tym, że było mu bardzo głupio, że znowu został przyłapany na paplaniu bez sensu. Wygląda na to, że ten gość w życiu się niczego nie nauczy. Może to całe ignorowanie go było jednak głupim pomysłem? Gdyby udzieliła mu bardziej wyczerpujących odpowiedzi, może byłby w stanie powściągnąć swoją niezdrową ciekawość.
— To akurat mogę zrobić bez żadnych opłat, a jednak liczyłam, że coś na tobie zarobię — zażartowała Maeve, kątem oka spoglądając w stronę Fernwooda. Ciekawość na pewno go kiedyś zgubi. Mógłby przecież po prostu stąd odejść i uniknąć całkowicie dodatkowej konfrontacji, a on ciągle kręcił się wokół stoiska, pewnie licząc, że podsłucha coś ciekawego. River westchnęła ciężko i oderwała od niego spojrzenie, skupiając się tym razem na starszej kobiecie. Ona również musiała zmierzyć się ze zirytowanym wzrokiem rysowniczki, ale nie wyglądała na taką, która miałaby się tego przestraszyć. Mordercze spojrzenie artystki nie robiło na niej najmniejszego wrażenia. Uniosła brew, patrząc na nią z niedowierzaniem. Pewnie nie spodziewała się, że Cross rzuci jej jakiekolwiek wyzwanie, choćby takie nieme. Uważnie i bez żadnego skrępowania się zlustrowała uważnie jej sylwetkę, a raczej nagą skórę, na której wciąż były widoczne ślady wczorajszej nocy. Kobiety wgapiał się w siebie, jakby prowadziły jakąś walkę umysłów, której żadna nie miała zamiaru poddawać. Mave w końcu wzruszyła ramionami i skupiła się na Prescott.
— Był bardzo podekscytowany faktem, że cię poznał. Dziwił się temu, jak River zachowuje się w twoim towarzystwie, co z kolei zdziwiło mnie, bo przecież z jej rysunków jasno wynika... — Po raz kolejny jakieś zdanie zostało urwane w połowie. Strasznie pokręcone to towarzystwo, nikt nie potrafi sklecić porządnej wypowiedzi. Tym razem jednak kobiecie weszła w słowo Cross.
— Nie widziałaś moich ostatnich rysunków — wytknęła jej tonem, w którym kryło się dużo więcej irytacji niż typowego dla niej chłodu. Starsza kobieta obróciła głowę w jej stronę i zamilkła na moment, jakby analizowała to, co właśnie usłyszała.
— Nie widziałam — potwierdziła spokojnie, nie dając się sprowokować do bezsensownego warczenia na siebie nawzajem.
— Pokażę ci je przy innej okazji, jeśli tylko wyrazisz taką chęć, ale z łaski swojej nie zakładaj niczego, czego nie możesz być pewna. — River skupiała się wyłącznie na swojej współpracowniczce, chyba nadal próbując włożyć jej do głowy jakieś komunikaty bez konieczności wypowiadania ich na głos.
— Sugerujesz, że kiedykolwiek interpretowałam twoją twórczość niewłaściwie? — Posłała przepraszający uśmiech w stronę Ruelle, wyczuwając, że ta cała przepychanka słowna nie była zbyt kulturalna. Wokół nie było jednak żadnych klientów. Caspar zajął się obsłużeniem pary, która jeszcze przed momentem oglądała komiksy, a teraz sięgnął tylko ręką do pudełka leżącego obok Maeve, by włożyć do niego kopię paragonu i wyciągu z terminala. River nie poświęciła mu nawet sekundy uwagi. Nie odszczekała się od razu, próbując znaleźć właściwie słowa.
— Zawsze interpretujesz wszystko dosłownie i nie oddzielasz autora od dzieła? — prychnęła w końcu, uznając, że najlepszym wyborem będzie przemoc. Maeve wyprostowała się i uniosła podbródek. Przyglądała się rysowniczce jak oceniająca nauczycielka, kompletnie niezrażona sporą różnicą wzrostu między nimi.
— Panuj nad sobą, River, bo powiesz coś, czego potem będziesz bardzo żałować — ostrzegła ją, co tylko jeszcze mocniej podniosło rysowniczce ciśnienie. Zacisnęła szczękę, powstrzymując się od wydania z siebie choćby najmniejszego dźwięku.
— Przepraszam cię. O czym to ja...? Ach tak. Caspar żywił też nadzieję, że wpadniesz do nas dzisiaj, czym oczywiście mnie zaraził. Było też coś o obaleniu tyranki i zrzuceniu jej z kościanego tronu na rzucenie na pożarcie potworom, ale tego nie zrozumiałam. Nie mówił na twój temat niczego negatywnego, nie musisz się martwić. — Maeve ponownie zwróciła się do Ruelle. Mówiła ciepłym, spokojnym głosem, jakby cała ta sprzeczka sprzed sekundy w ogóle się nie wydarzyła. Pewnie uznawała, że nie ma żadnych powodów, by wyżywać się za to na Prescott... w przeciwieństwie do River, która posłała tanatopraktorce tylko krótkie, wściekłe spojrzenie. Odwróciła wzrok, jakby obawiała się, że faktycznie może wypalić nim paskudną dziurę w jej ciele, a przecież już jeden podobny ślad zostawiła na jej brzuchu.
Ruelle I. Prescott
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 7:20 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Dziwnie było tak nagle znaleźć się w kręgu znajomych River, który na dobrą sprawę przyjął ją dosyć łaskawie w swoje szeregi. Przynajmniej takie wrażenie mogła odnieść. Chociaż może była to kwestia fascynacji osobą, która rzekomo zakręciła się nieco dłużej na orbicie rysowniczki oraz stała się tematem jej rysunków. Nie przypuszczała, aby mogła z tego powstać jakaś przyjaźń na całe życie, ale przynajmniej na razie nie było też powodów do konfliktów.
Na krótką chwilę Caspar przestał mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie. Skupiła się raczej na swoim posiłku oraz Maeve, która uśmiechała się do niej dosyć serdecznie i pozwalała sobie nawet na drobne żarty.
- Może później dam ci się w ten sposób wykorzystać. Albo postawię ci drinka w ramach podziękowania za plotki - rzuciła w kierunku kobiety, a kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu.
Fernwood wciąż kręcił się w pobliżu zupełnie jakby liczył na to, że dzięki temu uda mu się dokonać jakiegoś damage control, gdyby tylko ich koleżanka sprzedała nieco zbyt wiele poufnych informacji i sprowadziła na niego jakieś niebezpieczeństwo. W końcu może jednak River zamorduje go za to, co był w stanie sobie ubzdurać i przekazać kolejnej osobie? Całe szczęście wydawało się, że Maeve nie bardzo przejmuje się kimkolwiek i jest w stanie sprzedać Prescott pewne informacje za jeden uśmiech.
Już czuła formułujące się w jej ustach pytanie, które mogłaby zadać, gdyby tylko wypowiedź kobiety nie była wystarczająco zadowalająca pod względem udzielonych informacji, ale River musiała się jej wciąć w środek zdania. Ruelle nawet nie kryła się szczególnie z niezadowoleniem, które okazała ściągnięciem brwi.
Wiedziała, że Maeve zdołała dodać dwa do dwóch, gdy wspólnie przyjechały na konwent, a strój Cross niespecjalnie zadbał o to, aby ukryć widniejące na jej skórze ślady powstałe poprzedniej nocy. Zresztą kilka widniało i tak aż w nadto widocznych miejscach.
Przez jakiś czas się nie wtrącała w ich rozmowę. Dokończyła po prostu posiłek i wyrzuciła tekturowy talerzyk wraz z drewnianym widelczykiem do znajdującego się niedaleko wiadra pełniącego funkcję śmietnika, a konflikt zdawał się eskalować. Prawie już ruszyła do tego, aby dyscyplinować artystkę, ale okazało się to być kompletnie niepotrzebne, bo handlarka idealnie z tym sobie poradziła.
- Nie spodziewałam się, że wywołuję aż takie emocje - stwierdziła krótko po czym uśmiechnęła się lekko. - Nie martwię się takimi rzeczami. Zresztą po Casparze bym się tego nie spodziewała. Raczej po River.
Biorąc pod uwagę fakt jak wyglądała ich relacja i jak bardzo potrafiły działać sobie na nerwy samą swoją egzystencją to nie byłoby to niczym dziwnym. W końcu faktem było, że jeszcze niedawno naprawdę się nie cierpiały, a teraz... teraz sprawa była dużo bardziej skomplikowana.
- Chciałaś też powiedzieć o czymś, co wynikało jasno z jej rysunków. O co chodziło i jak niby się zachowywała? - zapytała, skupiając się głównie na Maeve, a samej artystce posyłając jedynie krótkie spojrzenie, aby się upewnić czy na pewno nie będzie znowu próbowała wszczynać awantur ze względu na to jak ktoś miał prawo do tego, aby mieć swoje zdanie na temat jej twórczości.
River Cross
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 7:58 pm
autor: River Cross
Caspar kilkukrotnie zastanawiał się, czy powinien wtrącić się w tę rozmowę. Wymiana zdań między River a Maeve eskalowała dość szybko i pewnie niewiele brakowało, by dotarła za daleko. W rysowniczce najwyraźniej kryło się sporo szacunku do kobiety, bo ugryzła się w język i nie wciągnęła ją w żadną kłótnie ani wrzaski. To wcale nie było dla Cross takie typowe. Maeve Yang musiała mieć w sobie jakąś energię, którą była w stanie powstrzymać temperament River. A może to ich wspólna historia? Nie było czasu, by jej opowiedzieć, a na pewno miała na to wszystko jakiś wpływ. Cóż, to na pewno nie była wyłącznie kwestia wieku. Autorytety wynikające z daty urodzin to ostatnie, czym rysowniczka by się przejmowała, a tu proszę. Yang trzymała ją na (względnie) krótkiej smyczy. Może ze sobą sypiały? Nie, to na pewno nie to. To wszystko nie zmieniało jednak faktu, że Cross była wściekła, a kręcący się obok Fernwood nie widział żadnego sposobu, by ją uspokoić. Znał dynamikę tej dwójki i znał dobrze swoją przyjaciółkę. Wiedział, kiedy bez kija lepiej do niej nie podchodzić.
— Nie powiedziałabym, żeby River mówiła na twój temat coś negatywnego, ale to nie tak, że prowadzimy na twój temat wielogodzinne dyskusje, sama rozumiesz. — Maeve uśmiechnęła się ciepło do Prescott, pozwalając sobie na ten niewinny żart, który rysowniczka skomentowała pogardliwym prychnięciem. Nadal nie podobał jej się kierunek, w który zmierzała ta rozmowa. Należało się z tego wszystkiego jak najszybciej wycofać. Jakby wiedziała, że dyskusja obierze taki obrót, w ogóle nie przyprowadziłaby Ruelle ze sobą. Ona zresztą też zachowywała się absolutnie skandalicznie. Zamiast odpuścić temat, jak to miała w zwyczaju, uparła się, żeby drążyć. Myślałby kto, że jest taka ciekawska i skora do zadawania pytań. Szkoda tylko, że wszystkim wokół, a nie samej Cross i to jeszcze na tematy, które nie powinny jej obchodzić. Och, no dobrze, sprawa dotyczyła jej samej, więc ciekawość była zrozumiała, ale i tak mogła sobie odpuścić, widząc, jak Cross niemalże dymi z uszu z tych całych nerwów. Tym razem wbiła mordercze spojrzenie w swoją modelkę, ale ta uparcie ją ignorowała, totalnie zafiksowana na rozmowie z Maeve.
— Nie czytałaś jej komiksów, prawda? — Zaskoczenie szybko przerodziło się w realizację i zrozumienie. Odpowiedź najwyraźniej była dla Yang oczywista. Podobnie zresztą, jak i dla Cross oraz Fernwooda, który podniósł wzrok znad naklejek, w które się wgapiał, wyraźnie zaniepokojony.
— A jebcie się wszyscy — warknęła i odstawiła nietknięty posiłek na środek stolika. Złapała swoją torbę, wyminęła kobietę i szybkim krokiem skierowała się wzdłuż korytarza i najbliższego zakrętu, ignorując westchnienie Yang. Caspar tylko wywrócił oczami i od razu sięgnął po talerz, który zostawiła jego przyjaciółka. Swoją porcję dawno już zjadł, a teraz bardzo chciał skorzystać z dodatkowej. Niespecjalnie przejął się zniknięciem Cross, więc pewnie nie był to pierwszy raz, kiedy radziła sobie z nerwami w ten sposób. Zajął się pożeraniem jej śniadania ze świętym przekonaniem, że i tak doskonale wie, gdzie polazła i co robi.
— No tak. Nie lubi rozmawiać o "Butelkach". Nie twierdzę, że każdy artysta przelewa na dzieła własne poglądy i że każda tutaj opowiedziana historia.... — Szerokim gestem wskazała na komiksy leżące przed nią. — ...jest prawdziwa. Ale uważam też, że River nie potrafi zmyślać — pociągnęła temat, nie chcąc zostawić rozmówczyni na lodzie. Podniosła wzrok nad jej ramię, starając się dostrzec rysowniczkę gdzieś w okolicy, ale dzięki tym długaśnym nogom udało jej się dość szybko wyparować z pola widzenia.
— Długo chowa w sobie urazę, jak i wszystkie inne emocje, więc nic dziwnego, że jest tak mocno skupiona na twojej obecności. Mam rację, Caspar? — Kobieta obróciła głowę w stronę blondyna, który zapychał się porcja rysowniczki. Kiedy usłyszał pytanie, nabrał do ryja jeszcze więcej, chcąc stworzyć wymówkę przed uczestniczeniem w rozmowie.
— Janicniewiem — wymamrotał, zasłaniając usta dłonią, by nie opluć ani kobiet, ani tym bardziej komiksów. Maeve potarła skroń, zmęczona tymi podchodami młodzieniaszków. Za jej czasów pewnie mówiło się o wszystkim wprost, a nie się ludzi rysowało albo umieszczało się ich w swoich komiksach. To była poważna kobieta handlu, a nie jakichś tam durnych, ołówkowych wymysłów.
Ruelle I. Prescott
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 9:14 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie wnikała w to jak wyglądała relacja między Maeve a River. Może kryła się za tym jakaś głębsza historia, której nie dane było jej jeszcze poznać albo cokolwiek innego, ale na ten moment nie bardzo miała czas na to, aby się tym zainteresować. Nie w momencie, gdy toczyła się ta cała dyskusja, a starsza kobieta miała w zanadrzu całą masę interesujących informacji, które Ruelle mogłaby z niej wyciągnąć, gdyby tylko się o to odpowiednio postarała. Zresztą: Caspar również nie poczuwał się do rozwiązania tego konfliktu szybciej, a to on sprawiał wrażenie jakby miał być w całej grupie typowym pacyfistą.
- Zdaję sobie z tego sprawę. No, ale to po niej bardziej bym się tego spodziewała jak już - stwierdziła, bo jednak zdążyła Cross poznać na tyle, aby wiedzieć, że nie należała do zbyt rozmownych typów, a tym bardziej wylewnych więc z pewnością nie można było liczyć na zbyt długie formy wypowiedzi w jej wykonaniu.
Zdawała sobie sprawę z tego, River była prawdziwie wściekła przez to, że rozgrzebywały niepotrzebne tematy, ale ciekawość robiła swoje. Tym bardziej, że mogłaby potem wykorzystywać te kilka informacji do tego, aby znęcać się w bardziej psychiczny sposób nad swoją rysowniczką. Być może przesadzała, ale udało jej się trafić na kogoś kto bez zbędnego kręcenia mógł udzielić jej prostych odpowiedzi bez stosowania jakichkolwiek wykrętów. Dlatego postanowiła z tego wszystkiego skorzystać w ten, a nie inny sposób.
- Nie... Widziałam tylko szkice i obrazy - potwierdziła przypuszczenia Maeve, bo nie zamierzała nawet udawać, że wcześniej zapoznawała się z twórczością Cross w jakimś większym stopniu.
Wystarczyła jedynie wzmianka o komiksach, aby River wybuchła jeszcze gwałtowniej i postanowiła ich porzucić. Zdecydowanie nie powinni tak tego wszystkiego rozdrabniać ani rozmawiać w taki sposób jakby nie było jej obok. Tylko, że to, co kierowało w tej chwili Prescott wydawało się być silniejsze niż cokolwiek innego.
- Słyszałam jak rozmawiała wczoraj z jedną fanką. Wiem tylko, że to jakaś licealna opowieść czy coś w tym stylu i nie uważa tego za udany komiks ze względu, że to był jej debiut... - wyjaśniła, bo to było wszystko, co wiedziała na temat wspomnianych Butelek
Spojrzała jeszcze na Caspara, który postanowił zjeść porcję śniadania, która należała do River, ale nie zwróciła mu na to wszystko uwagi. Nie zająknęła się dodatkowo nawet słowem na temat tego, że napychał się opcją, która nie była wege. Niech ma za swoje. Westchnęła ciężko i postanowiła na razie nie podążać za rysowniczką, która musiała nieco ochłonąć.
- Dobra. To o co dokładnie chodzi z tymi Butelkami? - spytała, postanawiając pociągnąć jeszcze nieco Maeve za język skoro już zdradziła jej tak wiele.
Chociaż wewnętrznie chyba zaczęła dokonywać pewnej dedukcji, łącząc tytuł tomiku z pewnymi wydarzeniami mającymi miejsce w czasach szkolnych...
River Cross
this is not toronto comicon
: śr lip 08, 2026 10:07 pm
autor: River Cross
Nietrudno było domyślić się, że każdą informację, jaką Prescott będzie w stanie uzyskać od Caspara i Maeve wykorzysta przeciwko swojej rysowniczce. River będzie absolutnie ostatnią osobą, która zaczerpnie z tego jakiekolwiek korzyści, nawet jeśli do kolejki dorzucimy z jakiegoś powodu Ezio Auditore da Firenze i Anastacię. Nic dziwnego, że czuła się w tym momencie oszukana przez wszystkich sterczących w okolicy stoiska. Potrzebowała jakiegoś wsparcia, żeby zwyczajnie się ze wszystkimi nie pokłócić, a nie otrzymała go ani grama. Nic dziwnego, że postanowiła wypisać się z tej rozmowy i pójść się przewietrzyć. Gorzej, jak pojechała do domu bez żadnego wyjaśnienia, ale taka zła to chyba nie jest? Chyba.
Maeve skinęła głową, zgadzając się z opisem komiksu, który przedstawiła Prescott. Niby go nie czytała, a trochę już wiedziała! Gdyby River została podsłuchiwać, pewnie byłaby pod wrażeniem, że Ruelle zarejestrowała którąkolwiek z tych informacji po rozmowie, która przecież jej nie dotyczyła. A fakt, że zapamiętała wszystkie, był już totalnie niesamowity. Raz tanatopraktorka zrobiła coś godnego pochwały i oczywiście w zasięgu słuchu nie było nikogo, kto mógłby ją za to faktycznie pochwalić. Caspara w końcu przy tej rozmowie nie było. Zresztą, teraz to on był zajęty pochłanieniem porcji Cross, nie zdając sobie nawet sprawy, że jego próby bycia wiernym wegetarianinem właśnie poszły się jebać. A może na nieświadomce się nie liczy? Tak będzie musiał sobie wmawiać.
— Jak sama powiedziałaś, to debiut River. Wbrew temu, co sama opowiada, całkiem udany. W finansowaniu pomogły jej matki, co uważam akurat za wyjątkowo urocze. — Maeve sięgnęła do jednego ze stosów i ostrożnie wyciągnęła książkę z dołu, na brzegu której znajdował się znajomy tytuł i nazwisko rysowniczki. Położyła komiks na stoliku w stronę Ruelle. Na okładce narysowany był wielki blok z równymi rzędami okien. Na parapecie jednego z nich siedziała dziewczyna. W dłoni trzymała butelkę, a między ustami papierosa. Jedna z jej nóg zwisała swobodnie z parapetu, trudno stwierdzić, ile pięter nad ziemią. To zdecydowanie była młoda Cross.
— Wkurwi się, wiesz o tym? — odezwał się w końcu Fernwood po tym, jak wyrzucił opróżniony talerz rysowniczki do śmierci. Zatrzymał się obok Prescott i spojrzał na okładkę z sentymentalnym uśmiechem.
— Już jest wkurwiona, a ja nie odpowiadam za jej emocje. Komiks jest nadal w sprzedaży, w każdej chwili można go przeczytać, więc nie zdradzam niczyich sekretów. — Yang podniosła wzrok na blondyna, Jakimś cudem sprawiał wrażenie zarówno przekonanego, jak i nadal przeświadczonego, że robią coś niedozwolonego.
— To tylko po części licealna opowieść. Zaczyna się chwilę przed jej narodzinami i ciągnie aż do zakończenia szkoły — kontynuowała opowieść. Otworzyła komiks na jednej z pierwszych stron i stuknęła palcem w rysunek przedstawiający azjatycką kobietę stojącą na lotnisku z dzieckiem na rękach. Nietrudno było się domyślić, że musiała być to jedna z matek River. Po całym komiksie od razu było widać, że to dzieło Cross. Kręgosłup jej stylu pozostał ten sam, ale pod względem jakości rysunków zdecydowanie się rozwinęła. Nie osiadała na laurach, a to całe obsesyjne szkicowanie najwyraźniej przynosiło korzyści.
— Uważam, że to ciekawe spojrzenie na wasze pokolenie. Udowadnianie, że wciąż macie się przeciwko czemu buntować i że jeśli będziecie wystarczająco uparci, to wyszarpiecie sobie wszystko, czego chcecie albo po prostu nauczycie doceniać się to, co macie. Przy naszym pierwszym spotkaniu w wydawnictwie pokłóciła się ze mną o to, czy w historii o dorastaniu naprawdę musi pojawić się choć jeden przyzwoity nauczyciel, policjant albo inny dorosły z instytucji, żeby czytelnik nie stracił wiary w system, który większość bohaterów i tak konsekwentnie zawodzi... Dasz wiarę? — Yang pokręciła głową, rozbawiona własnym wspomnieniem. Caspar prychnął, najwyraźniej również dobrze zaznajomiony z tego typu dyskusjami z River. To, że od zawsze była pyskata i pierwsza do kłótni raczej dla nikogo nie było zaskoczeniem.
— No, ale ciebie pewnie interesuje głównie to. — Podniosła na moment komiks, przewertowała go, aż dotarła do jakichś trzech czwartych. Spojrzała na tanatopraktorkę znad książki, zanim odłożyła ją z powrotem na stolik. Wskazała na panel zajmujący prawie całą stronę, na którym narysowana była nastolatka siedząca w szkolnej ławce. Opierała podbródek na ręce i wpatrywała się ze znudzeniem w stronę tablicy, nauczyciela albo po prostu zegara. Od razu było widać, że to Ruelle. Fernwood pochylił się nad książką i gwizdnął z podziwem.
— Już zapomniałem, jak to wyglądało. Czyli w liceum też byłaś szprycha, tak? — Wyszczerzył się do dziewczyny, dumny z siebie. — W sensie... że atrakcyjna — poprawił się szybko, bo chyba dotarło do niego, że powinien ważyć słowa w rozmowach z prawie nieznajomą. Yang wzniosła oczy ku niebu, znów nie mogą uwierzyć w to, co to pokolenie miało we łbach.
— Wychodzę z założenia, że zawsze najlepiej rysowała tych, którzy w jakiś sposób zmienili jej chemię w mózgu — dodała, znów wertując przez strony, aż w końcu pokazała im panele, na których River najpierw pije z jakimś chłopakiem w bejsbolówce, a potem tańczy z nim w jakimś klubie. Na ostatnim rysunku z tryptyku spali oboje na jednym łóżku, ewidentnie najebani i wykończeni. Fernwood jęknął załamany i aż przeczesał palcami długie włosy, bo jego licealna wersja miała zdecydowanie głupszą fryzurę z zaczesaniem na jedną stronę.
— Dlatego czuję, jakbym znała cię już od lat. I dlatego nie widzę niczego dziwnego w tym, że Caspar mówił, że znowu zaczęła cię rysować. A z ciebie to też taki niby artysta, a nie nadążasz za umysłem drugiej rysowniczki? — Zamknęła komiks i odłożyła go z powrotem na stosik, tym razem na samą górę, może po prostu nie chcą męczyć się z ciężką konstrukcją.
— Ano tak, bo ty, kurwa, za nią nadążasz jak Shinkansen — oburzył się, wyraźnie dotknięty. Yang już otwierała usta, by go pouczyć, ale ostatecznie zamknęła je i skinęła głową na znak, że się z nim zgadza. Wejście do łba River i niezgubienie się w tamtejszym labiryncie było trudne. Niemniej jednak Caspar sprawiał wrażenie uspokojonego. Uśmiechnął się z wdzięcznością do Yang, która zdecydowała się jednak nie streszczać całej fabuły Butelek, opierając się tylko na ogólnikach, które i tak już dużo mówiły na temat nastoletnich przeżyć River. Istniało też niezerowe prawdopodobieństwo, że to była sprytna metoda Maeve na sprzedaż dodatkowego egzemplarza, bo Prescott może zacząć teraz zżerać ciekawość. Czy to dobre serce, czy żyłka do interesów – nieważne. Liczy się pozytywny skutek.
Ruelle I. Prescott