Strona 1 z 1

I can tell that we are gonna be friends

: ndz lip 12, 2026 1:29 am
autor: Cassandra Wildbird
To był idealny dzień na krótki spacer, zwieńczony czytaniem książki na jednej z plaż. Czy było coś lepszego, niż wsłuchiwanie się w szum fal, pogrążając się w świecie fantazji literackiej? Lubiła stan, kiedy wyłączała się kompletnie, oddając się błogiej przyjemności śledzenia pięknie napisanych słów. Ach, już nie mogła się doczekać, by poznać dalsze losy dwójki bohaterów, przed którymi stało jeszcze tak wiele przeciwności! Ile to razy wyobrażała sobie, że sama jest jednym a nich, przeżywając podobne przygody? Ile razy zmieniała otaczający ją świat na zupełnie inny - ten, który istniał jedynie w jej głowie. Miała wybujałą wyobraźnię i była z niej dumna, korzystając zawsze kiedy nadarzyła się okazja. Ostatecznie nie miała pewności, że wraz z wiekiem nie nastąpi zanik! nie chciała stracić umiejętności, nie wyciskając z niej jak najwięcej.
Przewiesiła zieloną torbę przez ramię, wcześniej pakując do niej krem z filtrem, książkę, butelkę z wodą i kilka batoników, gdyby nagle zgłodniała. Była łasa na słodycze i nie wyobrażała sobie, że w chwilach napadu głodu nie miałaby niczego pod ręką.
Zadowolona, udała się w sobie tylko znanym kierunku, rozprawiając przy okazji nad pięknem miasta oraz mieszającej się z budynkami natury. Idealna harmonia pomiędzy dwoma światami.
Sięgnęła po telefon, sprawdzając powiadomienia z Tumblr. Dwa dni - tyle minęło od ostatniego zdjęcia opublikowanego przez jej internetowego przyjaciela. Może był na wyjątkowo porywającej wycieczce i nie był wstanie niczego wrzucić? Przywykła, że każdego dnia dane jej było patrzeć na różne zakątki świata oczami kogoś, kto był tam naprawdę. To życie musiało być wspaniałe! Nowe miejsca, nowi ludzie. Ach, ile obrazów mogłaby wtedy stworzyć! Ile piosenek napisać.
Uśmiechając się do siebie wylądowała ostatecznie w miejscu, w którym jeszcze kilka dni temu siedziała z pięcioma nowopoznanymi dziewczynami. Cóż to było za spotkanie! Nadal nie mogła uwierzyć, że poznała tak wspaniałe osoby, zdając się na zupełny przypadek. Co prawda nie wiedziała, kto właściwie zainstalował jej w telefonie aplikację, ale korzystała z niej częściej, głównie by lajkować zdjęcia swoich nowych koleżanek. Były takie śliczne!
Rozglądając się za miejscem, w którym mogłaby przycupnąć, dostrzegła samotnie opalającą się dziewczynę. Przecież było tak gorąco, a ona zdawała się tam być od dłuższego czasu. Jasne, nie miała takiej pewności, ale przezorność to podstawa.
-Ojej! Robisz się cała czerwona! Użyłaś kremu? W razie czego pożyczę ci mój - powiedziała, kucając przy nieznajomej, której skóra robiła się coraz bardziej czerwona. - Bo nie zasnęłaś, prawda? - Chcąc się upewnić lekko nią potrząsnęła. Ostatnie, czego dziewczyna chciała, to bolesne poparzenia słoneczne.

Carmen Torres

I can tell that we are gonna be friends

: czw lip 16, 2026 8:57 pm
autor: Carmen Torres
Carmen była najzwyczajniej w świecie zmęczona.
Przez ostatnie tygodnie, jej życie kręciło się bezustannie wokół pracy — jednej albo drugiej. A jeśli już miała wolną chwilę, to nadrabiała zaległości, związane z korepetycjami, które dawała uczniom szkoły średniej. Albo próbowała pozbyć się swoich braci, którzy nagle przypomnieli sobie, że mają młodszą siostrę! Jak zwykle wtedy, gdy zaczęło im brakować pieniędzy. Gdyby próbowali zachować tę więź, którą mieli jako dzieci, to może wiedzieliby, że Torres nigdy nie pławiła się w luksusie. Pracowała cholernie ciężko, każdego dnia, zapominając o najbardziej podstawowych rzeczach jak regularne posiłki lub odpowiednia ilość snu. Jej rodzeństwo żyło chyba w jakimś chorym przekonaniu, że jeśli udało jej się wyprowadzić do Kanady, to znaczy, że znalazła jakąś żyłę złota.

Jeśli nie spędzała ośmiu godzin w szkole językowej na zajęciach, a potem kolejnej godziny lub dwóch na sprawdzeniu testów i przygotowywaniu materiałów, to leciała do drugiej roboty, jaką tym razem był bar. Potrafiła wychodzić o szóstej rano z domu i wrócić koło trzeciej w nocy, tylko po to, by zdrzemnąć się parę godzin i zacząć ten sam dzień od nowa. Dziewczyna zaczęła wierzyć, że jeszcze trochę i całkowicie jej odbije, jeśli nie zmieni tego systemu pracy i życia. W tym tempie, to nim się obejrzy, a zostanie starą panną, już na emeryturze, która przegapiła najlepsze lata swojej młodości. Na samą myśl o tym przechodziły ją ciarki, dlatego mając świadomość, że ten weekend ma naprawdę wolny, postanowiła nic sobie nie planować. Była ładna pogoda i pełne słońce, a ona potrzebowała choć odrobinę się wyciszyć. Zabrała więc koc, jakieś picie i przekąski, po czym pojechała do parku nad jezioro, by zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę wszystko przemyśleć w pojedynkę. Nie sądziła jednak, że po parunastu minutach wylegiwania się na słoneczku… zwyczajnie zaśnie. A jednak musiała tego potrzebować, skoro organizm sam po to sięgnął, gdy tylko nadarzyła się okazja.

No trochę na pewno się przysmażyła.
Czując, jak ktoś nią potrząsa, Carmen poderwała się jak poparzona, mrużąc przy tym oczy, jak niedźwiedź, wybudzając się ze snu zimowego. Dostrzegając nieznajomą, która przycupnęła tuż obok, Torres uśmiechnęła się łagodnie. Gdyby była facetem, najpewniej otrzymałaby lepę, ale dziewczyna zawsze była mile widziana. — O jezu, przysnęłam — jęknęła, wyciągając rękę, by dotknąć swoich rozgrzanych pleców. — Dobrze, że mnie obudziłaś — przyznała z ulgą. — Która godzina? — wymruczała, szukając swojego telefonu pod swoimi rzeczami. — Kompletnie mnie odcięło. Byłabym wdzięczna za ten krem, zanim nie będę mogła włożyć na siebie koszulki… — powiedziała, spoglądając na nowo poznaną. — W zamian za uratowanie moich pleców, mogę zaproponować ci piwo — zaśmiała się, wyciągając małą puszkę piwa, które miała wypić w samotności, ale które na pewno lepiej będzie smakowało w damskim towarzystwie.

Cassandra

I can tell that we are gonna be friends

: wt lip 21, 2026 10:18 pm
autor: Cassandra Wildbird
Obcowanie z naturą było oczyszczające. Pozwalało zebrać myśli i uporządkować je w odpowiedniej kolejności, dzięki czemu człowiek nie miał później problemu z chaotycznie biegającą weną, która nie mogła znaleźć sobie miejsca. Nie lubiła tego stanu i starała się jak mogła, byleby tylko do niego nie dopuścić. Potrzebowała być zawsze w formie, zwłaszcza muzycznej i liczyła, że jeszcze dzisiaj, kiedy wróci ze spaceru i kiedy w jej pamięci znajdą się kolejne rozdziały fascynującej powieści, którą aktualnie pochłaniała, będzie w stanie poćwiczyć na wiolonczeli, odzyskując panowanie nad blokadą. Była wyjątkowo nieprzyjemna, a ona czasu nie miała, żeby się teraz zacinać! Nie mogła dać ciała podczas zbliżającego się koncertu! Kompromitacja była jednym z jej koszmarów, nie mówiąc już o zawodzie, który pojawiłby się na twarzy tak wielu osób. Tak, dzisiaj z pewnością uda jej się wrócić do normalności!
Uśmiechnęła się szeroko do siebie czując, jak z jej barków znika pewien ciężar. Pozytywne nastawienie miało zbawienny wpływ na spięte mięśnie, równie wielki, jak masaż. Może na taki też powinna się udać? Zdrowe ciało to zdrowy umysł, tak czytała w jednej z książek psychologicznych, która kiedyś wpadła jej w ręce. Plan idealny, chociaż szybko został zepchnięty na dalszy plan, kiedy jej wzrok dostrzegł leżącą bez ruchu postać. Ona zdecydowanie zdrowia nie prezentowała!
Niewiele myśląc, zaatakowała ją w imię wyższego dobra. Wiele razy słyszała od Albiego, że nie powinna pchać się w czyjąś przestrzeń osobistą, ale uznała, że teraz zrobi wyjątek. Nikt inny zdawał się nie przejmować dziewczyną, a jeszcze trochę i biedaczka będzie miała poważne oparzenia! Nie mogła jej tak zostawić, skazując na cierpienia dnia następnego.
-Och! - wyrwało się z jej ust i klapnęła na tyłek przestraszona gwałtownego poderwania się nieznajomej. Dobrze, że żadna osa nie planowała zrobić sobie lotu próbnego wokół nich, bo niechybnie by ją zabolało, gdyby żądło wbiło jej się w pośladek. Wzdrygnęła się na samą myśl. - Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć! Nie zrobię ci krzywdy! - zapewniła od razu przekonana, iż dziewczyna pomyślała, że to napad. Dzisiejszy świat bywał niebezpieczny, więc Cassie nie miała jej za złe takiej reakcji. Byleby jej bić nie chciała!
-Posmaruję cię! - zaoferowała i sięgnęła po krem spoczywający w torbie. Będzie jej łatwiej dotrzeć do miejsc, do których spalona niewiasta nie mogłaby dosięgnąc. - Ciągle słyszę, że reaguję zbyt bezpośrednio, więc… mogę? - zapytała. Czyli nauka jej najlepszego przyjaciela nie poszła w las. Zamiast się rzucić na nową koleżankę, poczekała, aż ta da jej przyzwolenie.
-Piwo brzmi jak coś, na co mogłabym przystać, zwłaszcza dzisiaj. Ale najpierw zajmijmy się tobą, bo to nie wygląda za dobrze, kochanie - westchnęła, przyglądając się czerwonym śladom. Za kilka dni będzie się łuszczyć jak Bazyliszek. - Wydajesz się być zmęczona. Potrzebujesz kawy? - zerknęła na jej ładną twarz. Ach, Cass wyjątkowo bardzo lubiła ładnych ludzi.

Carmen Torres

I can tell that we are gonna be friends

: ndz lip 26, 2026 1:20 pm
autor: Carmen Torres
Carmen dopiero teraz miała okazję, żeby swobodnie przyjrzeć się buźce Cassandry. Boże, co za przeurocza dziewczyna; te piegi i rude włosy, zdecydowanie przykuwały spojrzenie. No i te oczy! Torres złapała się na tym, że niekontrolowanie posłała jej łagodny uśmiech. Oddałaby wszystko, żeby wyglądać tak uroczo i niewinnie jak ona, ale jej meksykańskie geny na to nie pozwalały. Tak czy inaczej, dziewczyna nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała okazję poznać kogoś w tak nieobliczalny, a jednocześnie bardzo zabawny sposób. Na co dzień przyjaźniła się głównie z Chloe albo Thalią, więc miło było w końcu wpaść na kogoś nowego i nieszkodliwego. Cóż, oczywiście, póki co były to jedynie domysły i pierwsze wrażenie, ale czy ktoś o takim spojrzeniu, naprawdę mógł okazać się złym człowiekiem?
— W porządku, nie wyglądasz jak seryjny morderca — zaśmiała się, odgarniając pasmo włosów za ucho, by zaraz posłać jej rozbawiony uśmiech. — Chociaż ci niewinni zwykle są najbardziej podejrzani. Jeśli jednak jesteś zabójcą, to oszczędź mnie dzisiaj, dobrze? W zamian mogę zaproponować ci dobre towarzystwo — rzuciła żartobliwie. Umierać jeszcze nie chciała. Miała za dużo marzeń i planów do spełnienia przed swoją przedwczesną śmiercią. Słysząc jej propozycję, Carmel znowu uniosła dłoń do ust, by zasłonić swój uśmiech. Parsknęła pod nosem, bo bezpośredniość rudowłosej była cholernie urocza. To zdecydowanie miały ze sobą wspólne.
— Koniecznie. Byłabym wdzięczna — powiedziała, kładąc się na swoim brzuchu i podkładając dłonie pod podbródek. — Naprawdę? Ja nie widzę w tym nic złego. Przynajmniej od razu mówisz to, co myślisz — stwierdziła, spoglądając na nią od boku. Może los stwierdził, że jest cholernie żałosna, robiąc wszystko w pojedynkę i zesłał jej nową przyjaciółkę? Boże, jeśli istniejesz, ześlij mi też jakiegoś fajnego faceta; pomyślała z rozbawieniem.
Na co dzień, Carmen nie powiedziałaby, że czuje się samotna. W gruncie rzeczy to i tak nie miała na nic czasu; próbowała z tym walczyć i jednak odpoczywać albo skupiać się na relacjach towarzyskich, ale było z tym… różnie. Zdawała sobie sprawę z tego, że pracoholizm też jest problematyczny i na dłuższą metę źle wpływa na zdrowie czy też życie, ale w ten sposób funkcjonowała od przyjazdu do Toronto. Nie wiedziała, czy potrafi inaczej.
— Czemu zwłaszcza dzisiaj? Coś się stało? — zagaiła. — Ach, jestem Carmen. Może zanim zaczniemy rozmawiać o swoich problemach, warto byłoby się przedstawić — zaśmiała się, czekając aż dziewczyna nałoży na jej plecy krem do opalania. — Chyba nie. Potrzebowałam drzemki, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam na to czas — mruknęła, przymykając oczy na krótką chwilę. Jej organizm zwykle krzyczał, czego potrzebował, a godzinę temu zdecydowanie był to sen.

Cassandra

I can tell that we are gonna be friends

: wt lip 28, 2026 12:36 am
autor: Cassandra Wildbird
Czuła wewnętrznie współczucie dla nowej koleżanki, jak zaczęła ją traktować. Jej skóra zdecydowanie nie zasłużyła na takie potraktowanie przez bezlitosne promienie słoneczne. W innych, bardziej sprzyjających okolicznościach, w których w grę nie wchodziłoby poparzenie, Cassie śmiało mogłaby uznać, że tańczące światło na ciele dziewczyny nadawało jej nieziemskiego wyglądu. W głowie miała, jak chwyta pędzel, sunąc nim po płótnie, zatrzymując w czasie chwilę, w której smuga słońca spotkała się z twarzą nieznajomej, przecinając ją w naprawdę zadziwiający sposób. Niczym u jakiejś nimfy, ewentualnie wróżki. Chociaż nie, to było złe dobranie postaci, jej rozmówczyni była na to zbyt twarda i zapewne niezależna. Więc może wojowniczka albo treserka smoków? Tak, pasowałaby idealnie.
Westchnęła, odganiając od siebie te myśli. Przecież i tak nie miała jak teraz rysować! Jasne, mogła sięgnąć po szkicownik, który zawsze miała przy sobie, ale co, jeśli dziewczyna się denerwuje, nie życząc sobie rysowania? Ludzie byli różni i nie każdy był fanem rozpowszechniania swojego wizerunku w taki sposób. Zresztą, o ile malowanie można było przesunąć w czasie, tak misja polegająca na ratowaniu skóry koleżanki już niekoniecznie!
-Pozory potrafią mylić, to racja! Kto wie, może jestem tak naprawdę ucieleśnieniem zła w najgorszej, bo nieoczywistej postaci? - rzuciła, dając się trochę ponieść. Ale skoro ta sama rzuciła takim tematem, Wildbird nie zamierzała go porzucać. Coś bowiem mówiło jej, że nieznajoma jest fantastyczną osobą o wspaniałej duszy, z którą się dogada na każdej płaszczyźnie. Na dodatek była taka piękna, a Cassie na piękno była wrażliwa jak mało kto. ile to razy chciała przesunąć dłonią po czyjejś twarzy tylko dlatego, że podobała jej się krzywizna szczęki lub zarys policzków? -Nawet jako morderca nie miałabym serca cię zabijać. To byłoby trochę marnotrawstwo, wiesz? Masz taki piękny zarys twarzy! I takie śliczne oczy! Ciemne są fantastyczne - westchnęła. Mówienie to co myśli miała opanowane do perfekcji nawet, jeśli danych słów nie należało wypowiadać. A później trzeba było Alberta, żeby prostował daną sytuację, jeśli fantazja rudą za bardzo poniosła.
Klasnęła w dłonie, na które chwilę później wycisnęła trochę kremu, by następnie przenieść go na rozgrzaną skórę dziewczyny. Naprawdę miała szczęście, bo jeszcze chwila i zostanie rakiem murowane!
-Ludziom nie zawsze to odpowiada. Wydaje mi się, że obawiają się bezpośredniości bo sami czują się niepewnie w tym świecie. Tacy trochę zagubieni - rzuciła, rozprowadzając krem po ramionach, przy okazji delikatnie je masując. Miała nadzieję, że nie sprawia jej tym bólu bo ostatecznie nie miała pewności jak głęboko sięgała niekorzystna opalenizna!
-Chyba nie. Wydaje mi się, że po prostu cierpię na brak weny, a to trochę upierdliwe. Podobno po alkoholu jest lepiej i człowiek się rozluźnia. Ale nie, nie mam problemu z nałogami, żebyś mnie źle nie zrozumiała! - zaśmiała się, bo zaraz tyle będzie z dobrego wrażenie i dostanie łatkę rudowłosej alkoholiczki szukającej w procentach utraconej motywacji do malowania. - Cassandra. Czy to nie zaskakujące, że oba nasze imiona zaczynają się na literę c? To przeznaczenie, że się spotkałyśmy! - ucieszyła się, kierując się we wszystkim własną logiką. Pewnie gdyby spojrzała na jakieś statystki, imiona na takową literę były częstym zjawiskiem, ale mózg wiolonczelistki pracował zgoła innym systemem. - Nie chcę się czepiać, ale to raczej słabe miejsce na drzemkę. Dość niebezpieczne i to nie tylko ze względu na słońce. Co, jakby obsikał cię pies? Albo zaatakował szop? Bywają wredne - stwierdziła zupełnie tak, jakby jej samej nie zdarzyło się nigdy zasnąć w nietypowych miejscach, później ponosząc tego konsekwencje.
-Czemu właściwie nie śpisz? Masz niemiłych sąsiadów? Moi są w porządku, więc jeśli będziesz potrzebowała noclegu, mam wygodną kanapę - uśmiechnęła się. Jasne, oferowanie noclegu nieznajomym brzmiało jak świetny pomysł na życie i urozmaiconą śmierć.

Carmen Torres

I can tell that we are gonna be friends

: ndz sie 09, 2026 12:15 pm
autor: Carmen Torres
Słysząc słowa nieznajomej, Carmen zaśmiała się niekontrolowanie, bo ta myśl wydawała jej się tak nieprawdopodobna i niemożliwie skrajna, że aż cholernie zabawna. Cassandra, choć starsza, wyglądała na bardzo niewinną i uroczą osobę; z tymi swoimi jasnymi oczami i takim dziecinnym, ale rozkosznym humorem, dawała pewne poczucie bezpieczeństwa i komfortu. To dlatego, pomimo chęci odpoczęcia w pojedynkę, Torres nie zbyła jej przy pierwszej lepszej okazji. Poza tym spędzenie czasu w obcym towarzystwie od czasu do czasu, potrafiło być naprawdę odświeżające i oczyszczające. Cass nie była kimś, kto był na stałe w jej życiu, a więc nie wiedziała nic o jej przeszłości, problemach lub wątpliwościach. Mogły porozmawiać o czymkolwiek, bez oceniania się przez pryzmat wspólnych doświadczeń. To coś… nowego i jednocześnie pokrzepiającego.
— Ciężko mi w to uwierzyć, jeśli mam być szczera — odparła, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, zaczepny sposób. — Jeśli chcesz być groźna, musisz przestać robić taką minę — dodała, wskazując palcem na jej buzię. To nie tak, że Carmen miała jakiekolwiek doświadczenia w byciu badassem, ale umiała się postawić i zawalczyć o swoje. No i potrafiła być kłótliwa, jeśli na czymś jej zależało; zwykle starała się zapanować nad swoim meksykańskim temperamentem, ale czasem ciężko było ukryć jej prawdziwą naturę.

Słysząc komplementy, padające z jej ust, Torres zaśmiała się melodyjnie. Nie spodziewała się takiej fali miłych słów w swoją stronę, dlatego oparła policzek na swojej dłoni, spoglądając na Cassandrę z wesołymi iskierkami w oczach. — Podrywasz mnie, koleżanko? — rzuciła żartobliwie. — Jeśli tak to bardzo dobrze ci to idzie — dodała; no aż humor jej się poprawił. Musi wziąć jej numer i zadzwonić do niej, kiedy życie stanie się upierdliwe. Czuła, że Cass może być człowiekiem, który nieco rozjaśni jej gorsze chwile. Skoro przyjaźniła się z Albertem — o czym Carmen jeszcze oczywiście nie wiedziała, a raczej nie połączyła zbyt szybko faktów — to mieli bardzo podobny gust, heh. Tak czy inaczej, gdy Wildbird zaczęła smarować kremem jej plecy, dziewczyna odetchnęła ciężko; może powinna była zapisać się do spa? Chociaż to był wydatek, na który nie mogła pozwolić sobie ot tak. — Mi to w ogóle nie przeszkadza — stwierdziła. Carmel też potrafiła być bezpośrednia; i dość brutalna w swoich słowach, jeśli była przy tym wściekła.

— To nieistotne w jaki sposób szukasz weny. Najważniejsze, żeby ostatecznie do ciebie wróciła — powiedziała spokojnie. Po krótkiej chwili, Torres podniosła się do siadu, żeby móc wygodnie na nią patrzeć. — Tak, chyba masz rację — zaśmiała się po raz kolejny. Co za urocza dziewczyna. — Potrafię poradzić sobie z szopami. Mój były chłopak je przypominał — rzuciła kąśliwie, zaraz wzruszając łagodnie ramieniem. — Nie planowałam zasypiać. To zmęczenie — wyjaśniła. Carmen podała jedną puszkę Cassandrze, a sama otworzyła sobie drugą. — Pracuję. Uczę w szkole językowej, a po zajęciach kelneruję i barmanuję. — Wzruszyła lekko ramieniem; zdążyła do tego przywyknąć w przeciwieństwie do jej organizmu.

Cassie

I can tell that we are gonna be friends

: pn sie 17, 2026 11:17 pm
autor: Cassandra Wildbird
Atakowanie ludzi było w jej przypadku normalnością. nie raz, nie dwa zdarzyło jej się, że zakłóciła spokój drugiej osobie tylko dlatego, że nagle poczuła nieodpartą chęć podejścia do delikwenta i powiedzenia, że w poprzednim wcieleniu z pewnością był łasicą. Albo demonem. Wszystko zależy od aparycji. Carmen przykładowo, jeśli tylko rozpatrzyć ją pod kątem zwierzęcym, była lub będzie panterą. Albo gepardem. majestatycznym i pięknym, wyróżniającym się na tle innych wielkich kotów. Ach, czy to nie była piękna wizja? Co prawda nie pałała się malowaniem furrasów i zdecydowanie nie chciała brać w tym udziału, ale ubranie na płótnie Carmen w panterkę powinno wystarczyć, by zaspokoić fantazje Wildbird i urzeczywistnić wizje, które niekoniecznie powinny zobaczyć światło dzienne.
-I to jest ten problem! Ludzie zawsze uważają, że jestem niewinna, spokojna i nie potrafią być groźna, a przecież jestem, zwłaszcza jak się zdenerwuję! - powiedziała. Nawet jej nowa koleżanka widziała w niej potulne stworzenie (którym i tak była), nie dostrzegając demonicznej natury Wildbird. Nazwisko zobowiązywało i co prawda czaił się tam ptaszek, ale nadal znajdowała się dzikość! - Jaką minę? Nie wiem jaką robię, ale przecież każdy skrywa w sobie jakieś mroczne zapędy - skomentowała, chociaż w jej głosie wcale nie było pewności. umówmy się, Cassie to nawet się specjalnie nie biła, a jej jedynym przejawem siły było spoliczkowanie osób, które na to zasługiwały. Ciekawe, czy w chwilach zagrożenia umiałaby stanąć w swojej obronie. Przyjaciele to jedno, ale inaczej patrzyło się na siebie. - Naucz mnie wyglądać groźnie! Nie to, żebyś ty na taką wyglądała, ale mam wrażenie, że potrafisz wzbudzić respekt. To takie groźne piękno! - westchnęła, niemal z rozmarzeniem. To musiało być świetne, mieć ostrzejsze rysy twarzy i jeszcze być tak fenomenalnie urodziwym.
-Podrywy bardzo często kończą się randkami. Czy nasze kolejne spotkanie będzie randką? - zaśmiała się. W podrywaniu była raczej słaba, będąc po prostu sobą. A fakt, że bywały momenty, kiedy powiedziała coś tak, jak nie powinna, było inną parą kaloszy. A później się dziwić, że ludzie patrzyli na nią dziwnie, kiedy ona nie rozumiała o co chodzi. Nawet teraz wypowiadając te słowa do dziewczyny, nie miała na myśli żadnego podtekstu. Well, rudowłosa totalnie w nie nie umiała.
Przesunęła delikatnie po jej skórze, czując jej delikatną miękkość. Niemal jak jedwab! Czy było coś, czego ta kochana osóbka nie posiadała?
-Ale masz gładka skórę! Aż chce się jej dotykać! - westchnęła, wyciskając kolejną porcję kremu na ciało koleżanki. Starała się być wystarczająco delikatna, żeby nie narazić jej spalonych części. te zasługiwały na znacznie lepszą pieszczotę. - Mam nadzieję. Ale zawsze możesz zostać moją muzą! Co ty na to? Nigdy nie wiadomo, co może nam dać druga osoba, a wiele razy zdarzyło się, że to właśnie w kimś dostrzegłam wenę, która mi uciekła. Kto wie, może właśnie dlatego na ciebie trafiłam! - skomentowała, wycierając resztę kremu o swoje ubranie. Tak, teraz przynajmniej Carmen będzie chroniona. - Twój były był uroczo agresywny? Niebezpieczne połączenie - zaśmiała się na to porównanie. Raczej nie zdarzało się, by ludzie w taki sposób określali innych, ale hej, sama Cass chwilę wcześniej porównała Carmen do kotowatego.
-Dużo masz tych prac. Jakiego języka uczysz? Musisz być w tym świetna! Jestem pewna, że uczniowie cię uwielbiają! Ja bym uwielbiała i miała za najlepszą nauczycielkę! - wzięła od niej puszkę napoju, który zaraz tworzyła, upijając łyk. Gorzkie, bo gorzkie, ale teraz nie miało to wielkiego znaczenia, skoro na przeciwko niej siedziało tyle słodyczy! - Ale w tym całym szaleństwie potrzebujesz odpoczynku. Urlop to dobra sprawa!

Carmen Torres

I can tell that we are gonna be friends

: sob sie 22, 2026 8:59 am
autor: Carmen Torres
Carmen pokiwała głową z nieco udawanym przekonaniem, bo wizja Cassandry, która w rzeczywistości jest groźna i przerażająca, wydawała jej się… Dość nieprawdopodobna. Jednak pozory potrafią mylić, szczególnie na pierwszych spotkaniach, dlatego Torres (pomimo swojego krzywego uśmiechu), starała się być dojść czujna. No — w teorii. Nic nie mogła poradzić na to, że Wildbird całą swoją osobowością, dawała jej poczucie bezpieczeństwa i dziecinnej sympatii. W dorosłym, smutnym i poniekąd szarym świecie, brakowało takich osób jak ona; uśmiechających się, dość niewinnych i jednocześnie uroczo otwartych na obcych. To był ciekawy i miły powiew świeżości; i tego dnia, zdecydowanie poprawiła jej humor swoim nagłym towarzystwem. No nic, może jeszcze ją zdąży zaskoczyć swoim… temperamentem albo nagłym wybuchem, nigdy nie wiadomo.
— Jasne. Wierzę — zaśmiała się, unosząc ręce w nieco obronnym geście. Z każdej kobiety potrafił wyjść prawdziwy szaleniec, kiedy tylko była rozdrażniona. Carmi ze swoim meksykańskim charakterem, tracąc cierpliwość, zamieniała się w… bestię. Potrafiła krzyczeć albo stawać się do tego stopnia nieznośna, że druga osoba mimowolnie wyciągała białą flagę w geście kapitulacji. No cóż… Minęło dużo czasu od ostatniego razu, gdy tak bardzo się wściekła; chyba zdążyła dorosnąć. — Taką uroczą minę, jakbyś ciągle patrzyła na szczeniaczki — parsknęła, uśmiechając się przy tym łagodnie.

Gadatliwość rudowłosej była urzekająca. Carmi podniosła się do siadu, opierając swoje dłonie za plecami, by swobodnie odchylić się i wyciągnąć nogi przed siebie. — Och, ale ja jestem bardzo groźna — stwierdziła, śmiejąc się pod nosem, zanim odgarnęła pasmo swoich włosów za ucho. — Nie mylisz się tak bardzo, ale doceniam komplement — dodała z rozbawieniem. — Po co? Moim zdaniem to słodkie, że nie wyglądasz, jakbyś miała kogoś zabić. W świecie, gdzie każdy chodzi z obrażoną miną, to jest to całkiem przyjemna odmiana — stwierdziła, wygładzając palcami koc, na którym siedziały. Torres nigdy nie uważała się za chodzącą piękność; była pewna siebie i uważała, że każdy jest wyjątkowy na swój własny sposób. Z tą też myślą, nie skupiała się na własnych wadach i kompleksach. Życie było dzięki temu znacznie prostsze i przyjemniejsze.

Na wspomnienie o randce Carmen znowu parsknęła śmiechem.
— To niewykluczone, ale będziesz musiała wbić się w mój napięty grafik — rzuciła. I nie chodziło nawet o to, że była rozchwytywana, bo choć zdecydowanie miała powodzenie, to zwyczajnie praca nie pozwalała jej na randkowanie. Od kiedy zaczęła pracować w barze, notorycznie ktoś ją zaczepiał; czasem w tej kiepskiej, pijanej formie, a czasem w ten ludzki, miły sposób. Z jakiegoś powodu, Torres nie czuła się jeszcze gotowa na nowy związek. Ach, ale ile zamierzała czekać? I przede wszystkim… Na co?

Carmi miała jakieś przyciąganie w stronę artystów; każda osoba, którą poznawała na przestrzeni ostatnich lat miała związek ze sztuką lub muzyką. Co było dość zabawne, zważywszy, że sama miała dwie lewe ręce do takich rzeczy. Świadomość, że mogłaby się okazać przydatna dla Cass jako potencjalna wena lub muza, wywołał na jej ustach rozbawiony uśmiech. Zresztą on przez całe ich spotkanie, jak na razie nie schodził z jej twarzy. — Jeśli mogę ci w jakiś sposób pomóc, to bardzo chętnie zostanę twoją inspiracją — zaśmiała się, bo to mimo wszystko wydawało jej się niewiarygodne. — Hm, można tak powiedzieć — parsknęła na wspomnienie o byłym.

— Pochodzę z Meksyku, więc uczę hiszpańskiego — wyjaśniła. Carmen pokiwała z niedowierzaniem głową na jej słowa, stale się przy tym uśmiechając. — Wiem, dlatego dzisiaj postanowiłam odpocząć. Jak na razie nie stać mnie na nic więcej — dodała. Zdążyła pogodzić się z tą myślą, że minie jeszcze trochę czasu, zanim zdoła zwolnić.

Cassandra