-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Przewiesiła zieloną torbę przez ramię, wcześniej pakując do niej krem z filtrem, książkę, butelkę z wodą i kilka batoników, gdyby nagle zgłodniała. Była łasa na słodycze i nie wyobrażała sobie, że w chwilach napadu głodu nie miałaby niczego pod ręką.
Zadowolona, udała się w sobie tylko znanym kierunku, rozprawiając przy okazji nad pięknem miasta oraz mieszającej się z budynkami natury. Idealna harmonia pomiędzy dwoma światami.
Sięgnęła po telefon, sprawdzając powiadomienia z Tumblr. Dwa dni - tyle minęło od ostatniego zdjęcia opublikowanego przez jej internetowego przyjaciela. Może był na wyjątkowo porywającej wycieczce i nie był wstanie niczego wrzucić? Przywykła, że każdego dnia dane jej było patrzeć na różne zakątki świata oczami kogoś, kto był tam naprawdę. To życie musiało być wspaniałe! Nowe miejsca, nowi ludzie. Ach, ile obrazów mogłaby wtedy stworzyć! Ile piosenek napisać.
Uśmiechając się do siebie wylądowała ostatecznie w miejscu, w którym jeszcze kilka dni temu siedziała z pięcioma nowopoznanymi dziewczynami. Cóż to było za spotkanie! Nadal nie mogła uwierzyć, że poznała tak wspaniałe osoby, zdając się na zupełny przypadek. Co prawda nie wiedziała, kto właściwie zainstalował jej w telefonie aplikację, ale korzystała z niej częściej, głównie by lajkować zdjęcia swoich nowych koleżanek. Były takie śliczne!
Rozglądając się za miejscem, w którym mogłaby przycupnąć, dostrzegła samotnie opalającą się dziewczynę. Przecież było tak gorąco, a ona zdawała się tam być od dłuższego czasu. Jasne, nie miała takiej pewności, ale przezorność to podstawa.
-Ojej! Robisz się cała czerwona! Użyłaś kremu? W razie czego pożyczę ci mój - powiedziała, kucając przy nieznajomej, której skóra robiła się coraz bardziej czerwona. - Bo nie zasnęłaś, prawda? - Chcąc się upewnić lekko nią potrząsnęła. Ostatnie, czego dziewczyna chciała, to bolesne poparzenia słoneczne.
Carmen Torres
-
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much todaynieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez ostatnie tygodnie, jej życie kręciło się bezustannie wokół pracy — jednej albo drugiej. A jeśli już miała wolną chwilę, to nadrabiała zaległości, związane z korepetycjami, które dawała uczniom szkoły średniej. Albo próbowała pozbyć się swoich braci, którzy nagle przypomnieli sobie, że mają młodszą siostrę! Jak zwykle wtedy, gdy zaczęło im brakować pieniędzy. Gdyby próbowali zachować tę więź, którą mieli jako dzieci, to może wiedzieliby, że Torres nigdy nie pławiła się w luksusie. Pracowała cholernie ciężko, każdego dnia, zapominając o najbardziej podstawowych rzeczach jak regularne posiłki lub odpowiednia ilość snu. Jej rodzeństwo żyło chyba w jakimś chorym przekonaniu, że jeśli udało jej się wyprowadzić do Kanady, to znaczy, że znalazła jakąś żyłę złota.
Jeśli nie spędzała ośmiu godzin w szkole językowej na zajęciach, a potem kolejnej godziny lub dwóch na sprawdzeniu testów i przygotowywaniu materiałów, to leciała do drugiej roboty, jaką tym razem był bar. Potrafiła wychodzić o szóstej rano z domu i wrócić koło trzeciej w nocy, tylko po to, by zdrzemnąć się parę godzin i zacząć ten sam dzień od nowa. Dziewczyna zaczęła wierzyć, że jeszcze trochę i całkowicie jej odbije, jeśli nie zmieni tego systemu pracy i życia. W tym tempie, to nim się obejrzy, a zostanie starą panną, już na emeryturze, która przegapiła najlepsze lata swojej młodości. Na samą myśl o tym przechodziły ją ciarki, dlatego mając świadomość, że ten weekend ma naprawdę wolny, postanowiła nic sobie nie planować. Była ładna pogoda i pełne słońce, a ona potrzebowała choć odrobinę się wyciszyć. Zabrała więc koc, jakieś picie i przekąski, po czym pojechała do parku nad jezioro, by zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę wszystko przemyśleć w pojedynkę. Nie sądziła jednak, że po parunastu minutach wylegiwania się na słoneczku… zwyczajnie zaśnie. A jednak musiała tego potrzebować, skoro organizm sam po to sięgnął, gdy tylko nadarzyła się okazja.
No trochę na pewno się przysmażyła.
Czując, jak ktoś nią potrząsa, Carmen poderwała się jak poparzona, mrużąc przy tym oczy, jak niedźwiedź, wybudzając się ze snu zimowego. Dostrzegając nieznajomą, która przycupnęła tuż obok, Torres uśmiechnęła się łagodnie. Gdyby była facetem, najpewniej otrzymałaby lepę, ale dziewczyna zawsze była mile widziana. — O jezu, przysnęłam — jęknęła, wyciągając rękę, by dotknąć swoich rozgrzanych pleców. — Dobrze, że mnie obudziłaś — przyznała z ulgą. — Która godzina? — wymruczała, szukając swojego telefonu pod swoimi rzeczami. — Kompletnie mnie odcięło. Byłabym wdzięczna za ten krem, zanim nie będę mogła włożyć na siebie koszulki… — powiedziała, spoglądając na nowo poznaną. — W zamian za uratowanie moich pleców, mogę zaproponować ci piwo — zaśmiała się, wyciągając małą puszkę piwa, które miała wypić w samotności, ale które na pewno lepiej będzie smakowało w damskim towarzystwie.
Cassandra