Old us, new beginning
: ndz lip 12, 2026 11:44 pm
Powrót do rzeczywistości po wieczorze pełnym wrażeń w pierwszych dniach wydawał się Adeline nad wyraz trudny. Jakkolwiek miała nadzieję na zajęcie się pracą i tym samym odsunięcie wspomnień mężczyzny na dalszy plan, tak jej myśli nadal wracały do Sully’ego w najmniej odpowiednich momentach. Podczas parzenia kawy, w przerwie między spotkaniami czy w drodze powrotnej do domu w jej głowie pojawiały się fragmenty rozmowy i słowa, które niemal wyryły się w jej pamięci — wróciłem po Ciebie. Łapała się na tym, że jej umysł przywoływał obrazy, przy których zatrzymywała się dłużej — jego ciepłe spojrzenie, zawadiacki uśmiech i… pocałunek w policzek. Ten ostatni był dla niej zaskoczeniem, ale nie uciekła przed nim. Co więcej, westchnęła niepostrzeżenie, gdy finalnie się od niej odsunął. Sama nie wiedziała, czy był to tylko wpływ burzy emocjonalnej, którą spowodowała obecność Hartleya, czy naprawdę za nim tęskniła.
Rozgłos medialny nie pozwolił jej o nim zapomnieć. Widziała go w lokalnych wiadomościach, a jego zdjęcia wyskakiwały na ekranie jej telefonu, zachęcając czytelnika do przeczytania artykułów na temat jego niespodziewanego powrotu. Dzięki temu wiedziała, jak brzmiała oficjalna wersja wydarzeń, która znacznie pomijała szczegóły, które wyjawił jej Sully.
Kwestią czasu było zaproszenie do gabinetu jej ojca i pytanie, czy widziała ten news. Badał jej reakcję. Był wprost wniebowzięty, kiedy jego córeczka zaczęła spotykać się z Sullivanem. Czasem miała wrażenie, że według niego było to jej najlepszym osiągnięciem w życiu. Długo nie potrafił też zrozumieć powodów, dla których rozstali się tak nagle. Dziewczyna wszystkim wokół wmówiła, że ich drogi po prostu się rozeszły, nie zagłębiając się w szczegóły. Przyznanie się do tego, że ją zdradził, bolało zbyt bardzo, żeby robiła z siebie jeszcze większą ofiarę. Wystarczyło, że uległa wypadkowi, po którym przez kilka miesięcy dochodziła do pełni zdrowia fizycznego. To psychiczne jeszcze długo szwankowało. Dlatego na pytanie ojca pokręciła głową, przyznając, że też temu nie dowierzała.
Teoretycznie nie kłamała. Do teczki zajrzała dopiero po kilku dniach. Na spokojnie, starała się ułożyć w głowie to wszystko, o czym dwa lata temu Sullivan nie pisnął jej nawet słowem. Musiała zrozumieć sytuację, w jaką się wplątał. I zrozumieć jego. Czemu zachowywał się tak, a nie inaczej.
Wszystko powoli zaczynało układać się w jej głowie. Musiała tylko oddzielić prawdę, którą znała, od oficjalnych wyjaśnień i nie powiedzieć komuś czegoś, co mogłoby źle wpłynąć na Hartleyów. Dlatego musiała pilnować się przed Reece’em, który również niespodziewanie wrócił w ostatnich dniach i postanowił skorzystać z jej kanapy na czas remontu swojego mieszkania.
Czas. Czas odgrywał w tym wszystkim kluczową rolę. To o niego Ade poprosiła Sully’ego, kiedy wyznał jej, że chciał ją z powrotem w swoim życiu. To dzięki niemu miała szansę oswoić się zarówno z historią, w jaką blondyn ją wtajemniczył, jak i powodami, dla których zjawił się w jej drzwiach. A ona dała mu zielone światło, wskazując, by jego słowa zaczęły pokrywać się z czynami.
Nie spodziewała się go przed jej kamienicą tego poranka. Wystarczyło, że przeszła przez bramę, a jej wzrok momentalnie odnalazł żółty odcień blachy auta zaparkowanego naprzeciwko wejścia. Na chwilę przystanęła w bezruchu, wsłuchując się w dudnienie własnego serca. To auto rozpoznałaby wszędzie. I nie myliła się, kiedy zobaczyła, jak wychodzi jej naprzeciw nie kto inny, jak…
— Sully — mruknęła zaskoczona. Jego imię wypowiedziane na głos nieco ją otrzeźwiło, dlatego niepewnie podeszła do niego. — Cześć. Widzę, że udało Ci się odzyskać swoją własność — zagadnęła, spojrzeniem wskazując na zaparkowany przy chodniku pojazd. W jednej chwili przypomniał jej podróże, jakie wspólnie nim odbyli. I inne przejażdżki. Miała do niego jakiś przedziwny sentyment. Gdy tylko o tym pomyślała, wróciła wzrokiem do mężczyzny. — Co tu robisz o tak wczesnej porze? — zapytała zaraz, by wrócić myślami na bardziej bezpieczne tory. Zdecydowanie była to zbyt wczesna pora, jak na takie wizyty. Zwłaszcza, że właśnie wybierała się do pracy.
Sullivan Hartley
Rozgłos medialny nie pozwolił jej o nim zapomnieć. Widziała go w lokalnych wiadomościach, a jego zdjęcia wyskakiwały na ekranie jej telefonu, zachęcając czytelnika do przeczytania artykułów na temat jego niespodziewanego powrotu. Dzięki temu wiedziała, jak brzmiała oficjalna wersja wydarzeń, która znacznie pomijała szczegóły, które wyjawił jej Sully.
Kwestią czasu było zaproszenie do gabinetu jej ojca i pytanie, czy widziała ten news. Badał jej reakcję. Był wprost wniebowzięty, kiedy jego córeczka zaczęła spotykać się z Sullivanem. Czasem miała wrażenie, że według niego było to jej najlepszym osiągnięciem w życiu. Długo nie potrafił też zrozumieć powodów, dla których rozstali się tak nagle. Dziewczyna wszystkim wokół wmówiła, że ich drogi po prostu się rozeszły, nie zagłębiając się w szczegóły. Przyznanie się do tego, że ją zdradził, bolało zbyt bardzo, żeby robiła z siebie jeszcze większą ofiarę. Wystarczyło, że uległa wypadkowi, po którym przez kilka miesięcy dochodziła do pełni zdrowia fizycznego. To psychiczne jeszcze długo szwankowało. Dlatego na pytanie ojca pokręciła głową, przyznając, że też temu nie dowierzała.
Teoretycznie nie kłamała. Do teczki zajrzała dopiero po kilku dniach. Na spokojnie, starała się ułożyć w głowie to wszystko, o czym dwa lata temu Sullivan nie pisnął jej nawet słowem. Musiała zrozumieć sytuację, w jaką się wplątał. I zrozumieć jego. Czemu zachowywał się tak, a nie inaczej.
Wszystko powoli zaczynało układać się w jej głowie. Musiała tylko oddzielić prawdę, którą znała, od oficjalnych wyjaśnień i nie powiedzieć komuś czegoś, co mogłoby źle wpłynąć na Hartleyów. Dlatego musiała pilnować się przed Reece’em, który również niespodziewanie wrócił w ostatnich dniach i postanowił skorzystać z jej kanapy na czas remontu swojego mieszkania.
Czas. Czas odgrywał w tym wszystkim kluczową rolę. To o niego Ade poprosiła Sully’ego, kiedy wyznał jej, że chciał ją z powrotem w swoim życiu. To dzięki niemu miała szansę oswoić się zarówno z historią, w jaką blondyn ją wtajemniczył, jak i powodami, dla których zjawił się w jej drzwiach. A ona dała mu zielone światło, wskazując, by jego słowa zaczęły pokrywać się z czynami.
Nie spodziewała się go przed jej kamienicą tego poranka. Wystarczyło, że przeszła przez bramę, a jej wzrok momentalnie odnalazł żółty odcień blachy auta zaparkowanego naprzeciwko wejścia. Na chwilę przystanęła w bezruchu, wsłuchując się w dudnienie własnego serca. To auto rozpoznałaby wszędzie. I nie myliła się, kiedy zobaczyła, jak wychodzi jej naprzeciw nie kto inny, jak…
— Sully — mruknęła zaskoczona. Jego imię wypowiedziane na głos nieco ją otrzeźwiło, dlatego niepewnie podeszła do niego. — Cześć. Widzę, że udało Ci się odzyskać swoją własność — zagadnęła, spojrzeniem wskazując na zaparkowany przy chodniku pojazd. W jednej chwili przypomniał jej podróże, jakie wspólnie nim odbyli. I inne przejażdżki. Miała do niego jakiś przedziwny sentyment. Gdy tylko o tym pomyślała, wróciła wzrokiem do mężczyzny. — Co tu robisz o tak wczesnej porze? — zapytała zaraz, by wrócić myślami na bardziej bezpieczne tory. Zdecydowanie była to zbyt wczesna pora, jak na takie wizyty. Zwłaszcza, że właśnie wybierała się do pracy.
Sullivan Hartley