don't make it weird
: śr lip 15, 2026 1:26 pm
Choć zwykle nie miał absolutnie nic przeciwko dość spontanicznym wyjściom do baru, czy innego klubu i równie spontanicznym znajomościom, które zdarzało mu się tam zawierać, od czasu do czasu nie zaszkodziło postawić na nieco bardziej zaplanowane spotkanie. Zakładając, że za takie planowanie dałoby się uznać wysłaną tego samego wieczoru propozycję, by spotkać się w klubie i wypić wspólnie parę drinków…
I chociaż większość osób pewnie uznałoby podobną wiadomość za absurdalną, mając w zwyczaju tego typu spotkania planować z nieco większym wyprzedzeniem… Billy najwyraźniej nie zaliczał się do tej większości. Co pewnie mogło przy okazji stanowić jeden z powodów, dla których ich znajomość rzeczywiście nie zakończyła się tych kilkanaście miesięcy temu, zaraz po kompletnie przypadkowej wycieczce poza miasto, jaką poskutkowała ich wspólna próba powrotu z imprezy.
Tym razem nie planował jednak żadnych dodatkowych atrakcji, rzeczywiście zamierzając po prostu spędzić trochę czasu z kumplem, a następnie – może nawet o dość rozsądnej i przyzwoitej porze – wrócić grzecznie do domu. Bez żadnych dodatkowych przystanków po drodze, bez spontanicznego przenoszenia imprezy gdziekolwiek indziej i – co wydawało się najmniej realną opcją – bez niedorzecznych pomysłów w międzyczasie.
Wypił już dość, by móc poczuć ten przyjemny szum w głowie i niebezpiecznie zbliżyć się do momentu, w którym jeden z tych idiotycznych pomysłów mógłby do niej z łatwością wpaść, jednak nie na tyle, żeby mieć jakieś większe problemy z dotarciem do baru, do którego wybrał się po kolejne drinki. Choć i tak zajęło mu to nieco czasu. Głównie przez fakt, że pozwolił sobie na dłuższą pogawędkę z – jak się okazywało – znajomym barmanem. Możliwe, że znalazłoby się przynajmniej parę osób, które mogłyby uznać za co najmniej lekko niepokojący fakt, że w zasadzie coraz więcej barmanów Dante widywał dość często, by móc uznać ich za znajomych, ale… on sam raczej nie myślał o tym, by jakkolwiek się tym przejmować. Miał na to stanowczo zbyt dobry nastrój, a wiele wskazywało na to, że dwa drinki zgarnięte przez niego z baru mogły zmienić ten stan tylko na lepsze.
O tym, że mógł nieco stracić rachubę czasu, zostawiając Acostę przy stoliku na trochę dłużej niż początkowo planował, mógł przekonać się dopiero wtedy, gdy chciał na nowo zająć swoje dotychczasowe miejsce na kanapie. Co jednak nie mogło się udać, skoro siedziała już na nim jakaś nieco podpita brunetka, która nachylała się nad stolikiem w stronę Billy’ego i usiłowała zalotnie trzepotać rzęsami. Albo pozbyć się tej jednej ich kępki, która w ciągu niewątpliwie wyczerpującego wieczoru zdążyła się jej odkleić i wciąż jeszcze rozpaczliwie trzymała się dosłownie na jednym włosku. Jednoznacznie określenie intencji mogło nie być takie proste – przynajmniej do momentu, gdy Dantemu nie udało się wychwycić, jak dziewczyna wspomina coś o tym, że Billy mógłby postawić jej drinka, żeby mogli trochę przyjemniej spędzić wspólnie czas. Możliwe, że wciąż jeszcze nie dotarł do niej oczywisty fakt, że większa ilość alkoholu raczej niespecjalnie mogłaby polepszyć jej stan…
Mimo wszystko trudno byłoby powstrzymać się od krótkiego parsknięcia śmiechem, z jakim Dante ulokował się ostatecznie na kanapie obok chłopaka – bo przecież nie zamierzał stać jak skończony idiota, tylko dlatego, że ktoś bezczelnie wcisnął się na jego miejsce podczas tej jego krótkiej nieobecności.
– Zostawić was samych i dać wam jeszcze trochę czasu…? – rzucił z rozbawieniem, stawiając przed kumplem przyniesioną właśnie szklankę, ze swojej natomiast pociągając kilka łyków. I oczywiście, że pytanie nie było raczej kierowane w stronę dziewczyny. Jej odpowiedzi mógł się bez większego problemu domyślić…
A chociaż za całkiem zabawne mógłby uważać niewtrącanie się w całą tę sytuację i bierne przyglądanie się, jak Billy próbowałby poradzić sobie z dość nieporadnymi zalotami brunetki… nie był przecież aż tak bezduszny, żeby zostawić go samemu sobie, gdyby ten miał jasno dać do zrozumienia, że potrzebował jakiejś pomocy. Choć pewnie mimo wszystko… wciąż byłaby to dość kusząca opcja. Zwłaszcza, że sytuacja już teraz prezentowała się dość komicznie – na co niewątpliwie wpływ miały wypite do tej pory drinki – a obserwowanie tego, jak mogłaby się rozwinąć, mogłoby okazać się jeszcze lepszą zabawą.
billy acosta
I chociaż większość osób pewnie uznałoby podobną wiadomość za absurdalną, mając w zwyczaju tego typu spotkania planować z nieco większym wyprzedzeniem… Billy najwyraźniej nie zaliczał się do tej większości. Co pewnie mogło przy okazji stanowić jeden z powodów, dla których ich znajomość rzeczywiście nie zakończyła się tych kilkanaście miesięcy temu, zaraz po kompletnie przypadkowej wycieczce poza miasto, jaką poskutkowała ich wspólna próba powrotu z imprezy.
Tym razem nie planował jednak żadnych dodatkowych atrakcji, rzeczywiście zamierzając po prostu spędzić trochę czasu z kumplem, a następnie – może nawet o dość rozsądnej i przyzwoitej porze – wrócić grzecznie do domu. Bez żadnych dodatkowych przystanków po drodze, bez spontanicznego przenoszenia imprezy gdziekolwiek indziej i – co wydawało się najmniej realną opcją – bez niedorzecznych pomysłów w międzyczasie.
Wypił już dość, by móc poczuć ten przyjemny szum w głowie i niebezpiecznie zbliżyć się do momentu, w którym jeden z tych idiotycznych pomysłów mógłby do niej z łatwością wpaść, jednak nie na tyle, żeby mieć jakieś większe problemy z dotarciem do baru, do którego wybrał się po kolejne drinki. Choć i tak zajęło mu to nieco czasu. Głównie przez fakt, że pozwolił sobie na dłuższą pogawędkę z – jak się okazywało – znajomym barmanem. Możliwe, że znalazłoby się przynajmniej parę osób, które mogłyby uznać za co najmniej lekko niepokojący fakt, że w zasadzie coraz więcej barmanów Dante widywał dość często, by móc uznać ich za znajomych, ale… on sam raczej nie myślał o tym, by jakkolwiek się tym przejmować. Miał na to stanowczo zbyt dobry nastrój, a wiele wskazywało na to, że dwa drinki zgarnięte przez niego z baru mogły zmienić ten stan tylko na lepsze.
O tym, że mógł nieco stracić rachubę czasu, zostawiając Acostę przy stoliku na trochę dłużej niż początkowo planował, mógł przekonać się dopiero wtedy, gdy chciał na nowo zająć swoje dotychczasowe miejsce na kanapie. Co jednak nie mogło się udać, skoro siedziała już na nim jakaś nieco podpita brunetka, która nachylała się nad stolikiem w stronę Billy’ego i usiłowała zalotnie trzepotać rzęsami. Albo pozbyć się tej jednej ich kępki, która w ciągu niewątpliwie wyczerpującego wieczoru zdążyła się jej odkleić i wciąż jeszcze rozpaczliwie trzymała się dosłownie na jednym włosku. Jednoznacznie określenie intencji mogło nie być takie proste – przynajmniej do momentu, gdy Dantemu nie udało się wychwycić, jak dziewczyna wspomina coś o tym, że Billy mógłby postawić jej drinka, żeby mogli trochę przyjemniej spędzić wspólnie czas. Możliwe, że wciąż jeszcze nie dotarł do niej oczywisty fakt, że większa ilość alkoholu raczej niespecjalnie mogłaby polepszyć jej stan…
Mimo wszystko trudno byłoby powstrzymać się od krótkiego parsknięcia śmiechem, z jakim Dante ulokował się ostatecznie na kanapie obok chłopaka – bo przecież nie zamierzał stać jak skończony idiota, tylko dlatego, że ktoś bezczelnie wcisnął się na jego miejsce podczas tej jego krótkiej nieobecności.
– Zostawić was samych i dać wam jeszcze trochę czasu…? – rzucił z rozbawieniem, stawiając przed kumplem przyniesioną właśnie szklankę, ze swojej natomiast pociągając kilka łyków. I oczywiście, że pytanie nie było raczej kierowane w stronę dziewczyny. Jej odpowiedzi mógł się bez większego problemu domyślić…
A chociaż za całkiem zabawne mógłby uważać niewtrącanie się w całą tę sytuację i bierne przyglądanie się, jak Billy próbowałby poradzić sobie z dość nieporadnymi zalotami brunetki… nie był przecież aż tak bezduszny, żeby zostawić go samemu sobie, gdyby ten miał jasno dać do zrozumienia, że potrzebował jakiejś pomocy. Choć pewnie mimo wszystko… wciąż byłaby to dość kusząca opcja. Zwłaszcza, że sytuacja już teraz prezentowała się dość komicznie – na co niewątpliwie wpływ miały wypite do tej pory drinki – a obserwowanie tego, jak mogłaby się rozwinąć, mogłoby okazać się jeszcze lepszą zabawą.
billy acosta