Strona 1 z 1

don't make it weird

: śr lip 15, 2026 1:26 pm
autor: Dante Levasseur
Choć zwykle nie miał absolutnie nic przeciwko dość spontanicznym wyjściom do baru, czy innego klubu i równie spontanicznym znajomościom, które zdarzało mu się tam zawierać, od czasu do czasu nie zaszkodziło postawić na nieco bardziej zaplanowane spotkanie. Zakładając, że za takie planowanie dałoby się uznać wysłaną tego samego wieczoru propozycję, by spotkać się w klubie i wypić wspólnie parę drinków…
I chociaż większość osób pewnie uznałoby podobną wiadomość za absurdalną, mając w zwyczaju tego typu spotkania planować z nieco większym wyprzedzeniem… Billy najwyraźniej nie zaliczał się do tej większości. Co pewnie mogło przy okazji stanowić jeden z powodów, dla których ich znajomość rzeczywiście nie zakończyła się tych kilkanaście miesięcy temu, zaraz po kompletnie przypadkowej wycieczce poza miasto, jaką poskutkowała ich wspólna próba powrotu z imprezy.
Tym razem nie planował jednak żadnych dodatkowych atrakcji, rzeczywiście zamierzając po prostu spędzić trochę czasu z kumplem, a następnie – może nawet o dość rozsądnej i przyzwoitej porze – wrócić grzecznie do domu. Bez żadnych dodatkowych przystanków po drodze, bez spontanicznego przenoszenia imprezy gdziekolwiek indziej i – co wydawało się najmniej realną opcją – bez niedorzecznych pomysłów w międzyczasie.
Wypił już dość, by móc poczuć ten przyjemny szum w głowie i niebezpiecznie zbliżyć się do momentu, w którym jeden z tych idiotycznych pomysłów mógłby do niej z łatwością wpaść, jednak nie na tyle, żeby mieć jakieś większe problemy z dotarciem do baru, do którego wybrał się po kolejne drinki. Choć i tak zajęło mu to nieco czasu. Głównie przez fakt, że pozwolił sobie na dłuższą pogawędkę z – jak się okazywało – znajomym barmanem. Możliwe, że znalazłoby się przynajmniej parę osób, które mogłyby uznać za co najmniej lekko niepokojący fakt, że w zasadzie coraz więcej barmanów Dante widywał dość często, by móc uznać ich za znajomych, ale… on sam raczej nie myślał o tym, by jakkolwiek się tym przejmować. Miał na to stanowczo zbyt dobry nastrój, a wiele wskazywało na to, że dwa drinki zgarnięte przez niego z baru mogły zmienić ten stan tylko na lepsze.
O tym, że mógł nieco stracić rachubę czasu, zostawiając Acostę przy stoliku na trochę dłużej niż początkowo planował, mógł przekonać się dopiero wtedy, gdy chciał na nowo zająć swoje dotychczasowe miejsce na kanapie. Co jednak nie mogło się udać, skoro siedziała już na nim jakaś nieco podpita brunetka, która nachylała się nad stolikiem w stronę Billy’ego i usiłowała zalotnie trzepotać rzęsami. Albo pozbyć się tej jednej ich kępki, która w ciągu niewątpliwie wyczerpującego wieczoru zdążyła się jej odkleić i wciąż jeszcze rozpaczliwie trzymała się dosłownie na jednym włosku. Jednoznacznie określenie intencji mogło nie być takie proste – przynajmniej do momentu, gdy Dantemu nie udało się wychwycić, jak dziewczyna wspomina coś o tym, że Billy mógłby postawić jej drinka, żeby mogli trochę przyjemniej spędzić wspólnie czas. Możliwe, że wciąż jeszcze nie dotarł do niej oczywisty fakt, że większa ilość alkoholu raczej niespecjalnie mogłaby polepszyć jej stan…
Mimo wszystko trudno byłoby powstrzymać się od krótkiego parsknięcia śmiechem, z jakim Dante ulokował się ostatecznie na kanapie obok chłopaka – bo przecież nie zamierzał stać jak skończony idiota, tylko dlatego, że ktoś bezczelnie wcisnął się na jego miejsce podczas tej jego krótkiej nieobecności.
Zostawić was samych i dać wam jeszcze trochę czasu…? – rzucił z rozbawieniem, stawiając przed kumplem przyniesioną właśnie szklankę, ze swojej natomiast pociągając kilka łyków. I oczywiście, że pytanie nie było raczej kierowane w stronę dziewczyny. Jej odpowiedzi mógł się bez większego problemu domyślić…
A chociaż za całkiem zabawne mógłby uważać niewtrącanie się w całą tę sytuację i bierne przyglądanie się, jak Billy próbowałby poradzić sobie z dość nieporadnymi zalotami brunetki… nie był przecież aż tak bezduszny, żeby zostawić go samemu sobie, gdyby ten miał jasno dać do zrozumienia, że potrzebował jakiejś pomocy. Choć pewnie mimo wszystko… wciąż byłaby to dość kusząca opcja. Zwłaszcza, że sytuacja już teraz prezentowała się dość komicznie – na co niewątpliwie wpływ miały wypite do tej pory drinki – a obserwowanie tego, jak mogłaby się rozwinąć, mogłoby okazać się jeszcze lepszą zabawą.

billy acosta

don't make it weird

: czw lip 16, 2026 5:42 pm
autor: billy acosta
3
look


Dwa razy proponować mu nie trzeba było i na palcach jednej ręki był w stanie policzyć scenariusze, w których ktoś zaprosił go na miasto, a on odmówił i to nie dlatego, że miał już inne plany. Szczerze mówiąc, nie pamiętał ostatniej takiej sytuacji, ale dlaczego miałby sobie odmawiać przyjemności, kiedy ta sama pukała do drzwi? Zawieranie masy różnych znajomości w wielu miejscach przynosiło wspaniałe efekty. Billy nie miał tak naprawdę "swoich" ludzi, grona osób, które były jego domyślnym towarzystwem, a nawet jeśli pojawiały się perspektywy na takie relacje, nigdy nie trwały zbyt długo. Cenił sobie niezależność towarzyską i to, że, brzydko mówiąc, miał tyle różnych opcji. Było to odzwierciedleniem jego podejścia do wielu innych rzeczy w życiu i podobnie było również tutaj - nie zamierzał tego zmieniać, dopóki nie zostałby postawiony pod ścianą. Nie wyobrażał sobie jednak takiej sytuacji. Ba, nawet jakoś specjalnie o tym nie myślał. Miał znajomości, z różną częstotliwością i uwagą je pielęgnował, był szczęśliwy i co tu dużo więcej gadać.
Dante zawsze był świetnym towarzystwem, bo był równie szalony co on, przez co spędzanie z nim czasu było wyjątkowo komfortowe. Do tego zawsze wpadali na jakiś durny pomysł, który w jego oczach czynił wieczór czymś wyjątkowym. Byli też już na etapie, na którym mogli wzajemnie wzywać się do pomocy, a przynajmniej tak było całkiem niedawno, kiedy Levasseur napisał do niego SMS-a w środku nocy, prosząc, żeby pomógł mu wrócić z imprezy. Billy lubił być pomocny, o ile nie wychodziło to zbyt mocno poza jego strefę komfortu, ale w tym przypadku było wręcz przeciwnie. Fajnie było chociaż raz wcielić się w tę drugą stronę i być odpowiedzialnym kolegą, który pomaga dotrzeć do domu. Dla niego był to wręcz bonding experience, chociaż zakładał, że dla Dantego już niekoniecznie, bo prawdopodobnie niewiele z tamtej nocy pamiętał.

A więc to tak się zachowuję, kiedy urywa mi się film.
Pomyślał, gdy brunetka bełkotała do niego swoje przemyślenia, które już dawno straciły dla niego jakikolwiek sens. Wyczynem było zrozumieć, co dokładnie mówiła, bo język strasznie się jej plątał, a co dopiero doszukiwać się logiki w treści jej słów. Zaczęło się od tego, że pomyliła go z kimś, choć im dłużej "rozmawiali", tym bardziej wątpił, że rzeczywiście o to chodziło. Potem wymieniała mu, kogo jej przypominał, by zaraz przejść do opowiadania o swoim wieczorze i koleżankach, które najwyraźniej zgubiła. — Ale o co się pokłóciłyście? — zapytał, kiedy poczuł na swoim udzie jej palce i zorientował się, że najlepszą taktyką będzie skierowanie jej uwagi na jakieś inne tory. Z natury może i był flirciarzem, ale jednak ciężko było utrzymać odpowiedni vibe z kimś, kto ledwo był w stanie zachować pion i to na siedząco. Opowiedziała mu o swojej kłótni jakimiś skrótami myślowymi, przez co nadal nie miał zielonego pojęcia, o co właściwie poszło, a potem przyznała, że nie potrzebowała koleżanek, skoro znalazła takie miłe towarzystwo. Zaczynało robić się niebezpiecznie i zaczął już zastanawiać się, jak uciec z tej sytuacji, ale wtedy miejsce obok zajął Dante.

Nie — rzucił niemal od razu i posłał mu spojrzenie, które wręcz krzyczało: pomóż mi do cholery. — Słuchaj, to jest Dante... mój chłopak — wskazał na niego kciukiem, znów zwracając się do dziewczyny, by zaobserwować jej reakcję. Ku jego rozczarowaniu, nie wydała się szczególnie wzruszona tym wyznaniem, jakby wciąż wierzyła, że ma szansę na coś więcej. Tyle tylko, że z ich dwójką, a nie samym Acostą. To zmusiło go do wzięcia tak dużego łyka drinka, że strużka alkoholu pociekła mu po brodzie. Potrzebował być bardziej pijany, jeśli mieli dalej z nią rozmawiać. Był młody, a do tego miał już sporą wprawę, więc niestety niełatwo przychodziło mu doprowadzenie się do stanu, który lubił najbardziej. Teraz miał jednak sporą motywację.
Dziękuję za pysznego drinka, misiu — rzucił do Dantego, mając ochotę parsknąć mu w twarz śmiechem, ale udało mu się powstrzymać, mocno zaciskając wargi i posyłając mu rozbawione spojrzenie. — Ej, a może pomożemy ci znaleźć twoje koleżanki albo zamówimy ci taksówkę? — zapytał, czując się pewniej w towarzystwie swojego chłopaka. Był to pierwszy raz, odkąd się dosiadła, kiedy wywołał w niej negatywną emocję. Zdawała się wręcz oburzona, bo po chwili zapytała: — Aso, śe zie ze lmą ną źel gada?!


Dante Levasseur

don't make it weird

: pt lip 17, 2026 7:21 pm
autor: Dante Levasseur
Gdyby miał być ze sobą absolutnie szczery, najpewniej musiałby przyznać, że ledwie w ogóle kojarzył fakt, że to właśnie Billy pomógł mu wrócić do domu nie tak dawno temu, gdy ilość wypitych drinków stanowczo minęła się z tą jakkolwiek rozsądną. Z całą pewnością nie pamiętał za to o najważniejszym, czyli nierozwiązanej zagadce związanej z tym, jakim cudem Acosta pojawił się wtedy właśnie tam, gdzie był potrzebny.
Bo przecież tego, że nie pisał akurat do niego, Dante był niemal pewny.
Albo raczej – byłby, gdyby faktycznie choćby przez moment zastanawiał się nad tym fenomenem, zamiast po prostu bezkrytycznie i bezrefleksyjnie przyjąć tę niespodziewaną podwózkę i nie wracać do tego tematu nigdy więcej. Bo niby dlaczego miałby przejmować się podobnymi banałami, skoro na co dzień całkiem nieźle radził sobie z bagatelizowaniem lub całkowitym ignorowaniem znacznie poważniejszych spraw…?
Zresztą, sprawa tej dziwnej podwózki w żaden sposób nie zmieniała tego, że po prostu lubił spędzać czas w towarzystwie Billy’ego. Zwłaszcza, że zwykle był to czas spędzony w stanie dalekim od trzeźwości, dający w dodatku szerokie pole do popisu, jeśli chodziło o wdrażanie w życie większości tych durnych pomysłów, na które większość rozsądnych ludzi mogłaby zareagować co najwyżej niedowierzaniem, że rzeczywiście ktokolwiek mógłby wpaść na coś podobnego. I jeszcze – o zgrozo… – uznać to za jakkolwiek dobry pomysł.
Z całą pewnością ani razu nie mógłby narzekać, że wspólne wyjście z Billym było jakkolwiek nudne i nie spodziewał się, że w tym konkretnym przypadku miałoby być inaczej. Choć może też nie do końca spodziewał się, że rozrywką wieczoru miałoby okazać się obserwowanie mniej lub bardziej skutecznych prób względnie taktownego spławienia kompletnie pijanej dziewczyny… Nie żeby miał jakkolwiek narzekać. W końcu… zapowiadało się całkiem nieźle.
Nawet jeśli niewiele brakowało, by zepsuł wszystko ledwie chwilę po tym niespodziewanym przedstawieniu go. Choć na szczęście i tak nie wyglądało na to, by brunetka jakkolwiek przejęła się tym ewidentnie rozbawionym parsknięciem – tyle dobrego, że akurat zdążył przełknąć pociągnięty chwilę wcześniej ze szklanki alkohol – jakiego Dante nie zdołał powstrzymać. Właściwie… chyba nawet nie zwróciła na nie uwagi, zbyt zajęta próbą przyswojenia i zrozumienia usłyszanych właśnie słów.
Cieszę się, że ci smakuje, skarbie – wypalił bez większego namysłu, za to z szerokim uśmiechem na twarzy. Skoro Billy zamierzał rozegrać to w ten sposób… nie widział absolutnie żadnego powodu, dla którego nie miałby dać się wciągnąć w ten jakże sprytny plan. – No ale serio, przynajmniej przy ludziach mógłbyś zachowywać się trochę lepiej niż zazwyczaj…
A skoro wyglądało na to, że brunetka była znacznie twardszym zawodnikiem niż można było się spodziewać, cała ta gra aktorska najwyraźniej wymagała nieco większego zaangażowania. I być może właśnie dlatego Dante postanowił sięgnąć po jedną z leżących na stole serwetek, by w kolejnej chwili – i nie mogąc podarować sobie obowiązkowego wywrócenia oczami – wytrzeć nią twarz swojego chłopaka. Przy czym prawdopodobnie powinien być wyjątkowy dumny z siebie i tego, że tym razem przynajmniej udało mu się przy okazji nie roześmiać – nawet jeśli wymagało to przygryzienia policzka od wewnątrz i jeśli mimo wszystko rozbawienie i tak wciąż dość wyraźnie malowało się na jego twarzy.
Nie, no skąd… Cudownie się z tobą rozmawia i Billy na pewno nie chciał być niemiły, ale… – zwrócił się zaraz w stronę dziewczyny, ledwie przez moment zastanawiając się, czy aby na pewno miał ochotę kończyć tę farsę tak szybko. Z drugiej strony… o ile sytuacja rzeczywiście mogła być całkiem zabawna, to jednak ciągnięcie jej kosztem kompletnie pijanej brunetki może już niekoniecznie. Dlatego też, po krótkim westchnięciu, zdecydował się kontynuować. – Tak się składa, że to dla nas dość szczególna okazja. No wiesz, czwarta miesięcznica… Raczej wolelibyśmy ją spędzić w trochę mniejszym gronie…
Po raz kolejny wspiął się na wyżyny samokontroli, jakimś cudem nie wybuchając śmiechem. Choć to może głównie dzięki temu, że starał się po prostu nie patrzeć w kierunku Billy’ego, spodziewając się najwyraźniej, że to w jednej chwili zrujnowałoby cały efekt i zakończyło się co najwyżej głośnym rechotem ich obydwu.
Szkoda tylko, że tych nieprzeciętnych zdolności aktorskich ewidentnie nie doceniała dziewczyna, która przez moment po prostu wodziła nieprzytomnym spojrzeniem od jednego do drugiego, ostatecznie całą wypowiedź kwitując wyjątkowo nieskładnym bełkotem, który… można było uznać w zasadzie za cokolwiek. Na pewno jednak nie za deklarację tego, że zamierzała ich rzeczywiście zostawić samym sobie, skoro wciąż uparcie siedziała dokładnie w tym samym miejscu i raczej niewiele wskazywało na to, by planowała wybrać się dokądkolwiek – czy to na poszukiwanie tych zaginionych koleżanek, czy jakiegokolwiek transportu do domu.

billy acosta

don't make it weird

: ndz lip 19, 2026 2:27 pm
autor: billy acosta
Usta drgnęły mu niekontrolowanie, kiedy został nazwany skarbem. Nieziemsko ulżyło mu, że kumpel podłapał temat i postanowił odegrać rolę jego chłopaka w tej wyjątkowo niekomfortowej sytuacji, przy okazji czyniąc ją znacznie zabawniejszą dla nich samych. Wiadomo, użeranie się z pijanymi ludźmi nierzadko bywało męczące i wyczerpujące, ale skoro mogli przy tym się trochę powygłupiać, szkoda byłoby nie skorzystać. — Słucham? Przecież ja się zawsze dobrze zachowuję — udał lekkie oburzenie, choć nie na tyle przekonujące, żeby zaraz musieli odgrywać scenę kłótni. Na to było zdecydowanie za wcześnie. Cudem powstrzymał się od śmiechu, kiedy Dante starł mu coś z podbródka. Udało mu się zachować powagę tylko dlatego, że uparcie patrzył gdzieś w bok, unikając jego spojrzenia. Był niemal pewien, że gdyby spojrzeli sobie w oczy, obaj wybuchnęliby śmiechem. — Aww, dzięki — klepnął go lekko w kolano, po czym szybko dopił resztę drinka. Zresztą i tak nigdy nie należał do ludzi, którzy sączyli alkohol godzinami, czekając, aż lód całkowicie się roztopi, a smak zrobi się rozwodniony.
Na wieść o czteromiesięcznicy musiał odwrócić wzrok od brunetki, bo jego twarz nie była już w stanie ukryć rozbawienia. Zacisnął mocno wargi, tłumiąc śmiech cichym gardłowym prychnięciem, i pochylił się w stronę Dantego, chowając twarz za jego plecami. Udał, że było to spowodowane kichnięciem, wydając z siebie nawet teatralne achoo. Po kilkunastu sekundach wrócił do poprzedniej pozycji. — Dokładnie. To taka nasza wspólna noc. We dwoje — podkreślił ostatnie słowa, ale najwyraźniej i to nie przyniosło oczekiwanego efektu. Zwątpił, że uda im się jej pozbyć, jeśli zamierzali zostać przy tym stoliku. Na szczęście zawsze mogli po prostu... uciec. — Wiesz co? Musimy na chwilę do toalety. Uważaj na siebie, dobrze? — zwrócił się do niej, po czym odstawił pustą szklankę i wstał, ciągnąc Dantego za rękę. Starał się nie dawać jej zbyt wiele czasu na to, by mogła zareagować. Jeśli towarzysz choć odrobinę protestował, Billy pociągnął go mocniej, szybko przeciskając się z nim przez tłum na parkiecie w stronę baru.
Boże, co za akcja — roześmiał się w końcu, kręcąc głową. Pochylił się nad ladą i poinformował barmana o stanie dziewczyny, licząc, że przynajmniej będą mieli dzięki temu czyste sumienie. Kiedy jednak odwrócił się, żeby wskazać mu stolik, przy którym siedziała jeszcze chwilę wcześniej... już jej tam nie było. — Ojj... mam złe przeczucie. Chodź — powiedział, ponownie łapiąc Levasseura za rękę. Tym razem ruszyli prosto do toalet, gdzie na całe szczęście nie było kolejki. Billy błyskawicznie wciągnął ich obu do jednej z kabin, zasunął zamek i wypuścił z ulgą powietrze. — Co za adrenalina — parsknął, opierając się plecami o ściankę kabiny i spoglądając na niego z szerokim uśmiechem. — Powinniśmy częściej to robić... Misiu — wyszczerzył się głupkowato. Musiał przyznać, że cała ta scena była zaskakująco ekscytująca. Tworzyli całkiem zgrany duet. — W ramach wdzięczności wszystkie kolejki po wyjściu stąd są na mnie — puścił mu zaczepnie oczko. Już miał uchylić drzwi, żeby wyjrzeć na zewnątrz, kiedy po łazience poniósł się charakterystyczny stukot obcasów.
Chłooops... chłopayki... ejjj... jes... jeseście tu? Chapaki...? — znajomy głos nawoływał ich coraz głośniej. Po kilku sekundach ciszy obcasy znów zastukały o posadzkę, tym razem coraz bliżej. Chwilę później usłyszeli szarpanie kolejnych klamek. Jedna kabina po drugiej. Każde pociągnięcie kończyło się albo zirytowanym burknięciem osoby w środku, albo odkryciem pustego pomieszczenia. W końcu dotarła do ich kabiny. Billy z całych sił walczył ze śmiechem. Obawiał się, że Dante również nie wytrzyma, więc błyskawicznie przyłożył mu dłoń do ust i przysunął się bliżej, drugą ręką dając wyraźny znak, żeby był cicho. Po kilku bezskutecznych szarpnięciach dziewczyna jęknęła z frustracji i ruszyła dalej. Na szczęście jej poszukiwania przerwała trójka facetów, którzy najpierw oburzyli się na jej obecność w męskiej toalecie, ale już chwilę później zaczęli z nią rozmawiać.

Dante Levasseur

don't make it weird

: ndz lip 19, 2026 7:49 pm
autor: Dante Levasseur
Może i nie zamierzał w żaden sposób protestować, kiedy Billy pociągnął go za rękę i zmusił do podniesienia się z kanapy, ale… na pewno też nie zamierzał tak po prostu pozostawiać tam swojego niedopitego drinka. Na szybkie opróżnienie szklanki nie dostał wystarczająco wiele czasu, toteż po prostu zgarnął ją ze sobą. Może nawet jakoś przysłużył się w ten sposób ich nowej koleżance – bo przecież zdecydowanie lepiej dla niej było, by nie próbowała już dziś pić niczego, co miałoby być czymś mocniejszym od czystej wody…
Po całej tej niełatwej przeprawie przez parkiet, oparł się po prostu o barową ladę i przechylił do ust szklankę, by upić z niej sporą część ocalonej zawartości. Rozmowę z barmanem i załatwianie ratunku dla pijanej dziewczyny pozostawił już swojemu chłopakowi, samemu po prostu kiwając z rozbawieniem głową na jego całkiem trafną uwagę.
Musiałeś faktycznie wpaść jej w oko, skoro jest aż tak zdeterminowana. Myślisz, że na trzeźwo miałaby takie samo zdanie…? – uśmiechnął się zaczepnie w jego stronę, odstawiając na bar nie do końca jeszcze pustą szklankę. I to był błąd, bo tym razem nie zdążył jej już ocalić, zanim znów został pociągnięty – tym razem w stronę łazienek, co w oczywisty sposób musiało wywołać wybuch niekontrolowanego śmiechu.
No daj spokój, przecież nie myślisz chyba, że… – naprawdę bardzo chciał dokończyć to zdanie i zasugerować, że przecież nie było opcji, żeby dziewczyna szukała ich akurat w męskim kiblu. Przeszkodził mu jednak własny śmiech, którego w dalszym ciągu nie był w stanie powstrzymać, a kiedy już zdawało mu się, że byłby w stanie jakkolwiek się wypowiedzieć… drzwi kabiny już się za nimi zamknęły, wywołując u niego kolejny napad wesołości.
Naprawdę nie mam pojęcia, czemu po prostu nie dasz jej szansy… – zaśmiał się, opierając się o ściankę przeciwną do tej wybranej przez Billy’ego. Co zasadniczo i tak dawało im raczej niewiele przestrzeni – najwyraźniej nikt jak dotąd nie pomyślał o tym, że kabiny w klubowych toaletach stanowczo zbyt często musiały mieścić więcej niż tylko jedną osobę…
Dante natomiast sam już nie wiedział, czy bardziej bawiła go determinacja Acosty, by uciec przed pijaną brunetką, cała ta zabawa w parę świętującą swoją czwartą miesięcznicę, czy… po prostu całokształt tej pokręconej sytuacji. Ale nie zamierzał wnikać. Niezależnie od przyczyny – bawił się przecież naprawdę dobrze. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że najbliższych kilka chwil mieli spędzić w tej zdecydowanie zbyt ciasnej kabinie…
Na nic innego nie liczę, skarbie – parsknął z rozbawieniem, słysząc tę jakże poważną deklarację i rzeczywiście nie mając najmniejszego zamiaru gardzić darmowymi drinkami. A jeśli w związku z tym do końca wieczoru mieli już pozostać swoim misiem i skarbem, to… w zasadzie nie miał nic przeciwko. Zwłaszcza, że jakoś nie zapowiadało się, by któregoś z nich miało to nagle zacząć bawić mniej niż do tej pory. – No i w końcu trzeba jakoś porządnie uczcić tę miesięcznicę, nie? Masz zamiar zabr…
Urwał w połowie słowa, nasłuchując przez moment tego trudnego do przeoczenia dźwięku, jakie wydawać mogły tylko dość chwiejne kroki stawiane na stanowczo zbyt wysokich obcasach. Właściwie… chyba tylko cudem brunetka wciąż jeszcze nie połamała sobie w nich nóg, choć chyba z dużą dozą prawdopodobieństwa można było zakładać, że przynajmniej kilka razy tego wieczoru musiała być tego bliska.
No i oczywiście, że z trudem powstrzymywał śmiech, wsłuchując się w te stukające coraz bliżej obcasy i wpatrując się w równie rozbawione spojrzenie Billy’ego. Przede wszystkim zamierzał jednak odpowiedzieć na to szarpanie, kiedy już dziewczyna dotarła do tych właściwych drzwi. W zasadzie już nawet nabierał powietrza, by uraczyć ją tekstem, który miałby ją skutecznie zniechęcić – albo wręcz przeciwnie… – do dalszych prób dostania się do środka, jednak… dłoń Acosty na jego ustach dość szybko i całkiem skutecznie uniemożliwiła mu realizację tego pomysłu. Przez moment jednak, wsłuchując się w odgłosy zza drzwi, nie zamierzał jednak w żaden sposób próbować się tej ręki pozbywać – przynajmniej nie do chwili, kiedy stało się już jasne, że zarówno dziewczyna, jak i jej nowe towarzystwo zamierzało opuścić łazienkę. I że na szczęście wszystko wskazywało na to, że tamci mieli zamiar raczej załatwić jej jakiś transport do domu, a nie jakkolwiek wykorzystywać jej aktualny stan…
Chyba czysto… – sięgnął po dłoń Billy’ego, żeby odciągnąć ją od swojej twarzy i przywrócić sobie możliwość komunikowania się w sposób nieco bardziej rozbudowany niż tylko te rzucane mu, ewidentnie rozbawione spojrzenia. – Idziemy? Wiesz, liczyłem raczej, że na tę noc we dwoje znajdziesz nam lepsze miejsce niż… kibel.
Po raz kolejny zaśmiał się, mając już absolutną pewność, że cały ten żart z udawaniem pary przeciągnie się stanowczo za długo. Ale po prostu nie mógł sobie odpuścić, kiedy to nadal tak cholernie bawiło i po prostu aż prosiło się o kolejne idiotyczne teksty…

billy acosta