Gdyby miał być ze sobą absolutnie szczery, najpewniej musiałby przyznać, że ledwie w ogóle kojarzył fakt, że to właśnie Billy pomógł mu wrócić do domu nie tak dawno temu, gdy ilość wypitych drinków stanowczo minęła się z tą jakkolwiek
rozsądną. Z całą pewnością nie pamiętał za to o najważniejszym, czyli nierozwiązanej zagadce związanej z tym, jakim cudem Acosta pojawił się wtedy właśnie tam, gdzie był potrzebny.
Bo przecież tego, że
nie pisał akurat do niego, Dante był niemal pewny.
Albo raczej – byłby, gdyby faktycznie choćby przez moment zastanawiał się nad tym fenomenem, zamiast po prostu bezkrytycznie i bezrefleksyjnie przyjąć tę
niespodziewaną podwózkę i nie wracać do tego tematu nigdy więcej. Bo niby dlaczego miałby przejmować się podobnymi banałami, skoro na co dzień całkiem nieźle radził sobie z bagatelizowaniem lub całkowitym ignorowaniem znacznie poważniejszych spraw…?
Zresztą, sprawa tej dziwnej podwózki w żaden sposób nie zmieniała tego, że po prostu lubił spędzać czas w towarzystwie Billy’ego. Zwłaszcza, że zwykle był to czas spędzony w stanie dalekim od trzeźwości, dający w dodatku szerokie pole do popisu, jeśli chodziło o wdrażanie w życie większości tych durnych pomysłów, na które większość
rozsądnych ludzi mogłaby zareagować co najwyżej niedowierzaniem, że rzeczywiście ktokolwiek mógłby wpaść na coś podobnego. I jeszcze – o zgrozo… – uznać to za jakkolwiek
dobry pomysł.
Z całą pewnością ani razu nie mógłby narzekać, że wspólne wyjście z Billym było jakkolwiek
nudne i nie spodziewał się, że w tym konkretnym przypadku miałoby być inaczej. Choć może też nie do końca spodziewał się, że
rozrywką wieczoru miałoby okazać się obserwowanie mniej lub bardziej skutecznych prób względnie taktownego spławienia kompletnie pijanej dziewczyny… Nie żeby miał jakkolwiek narzekać. W końcu… zapowiadało się całkiem nieźle.
Nawet jeśli niewiele brakowało, by zepsuł wszystko ledwie chwilę po tym niespodziewanym przedstawieniu go. Choć na szczęście i tak nie wyglądało na to, by brunetka jakkolwiek przejęła się tym ewidentnie rozbawionym parsknięciem – tyle dobrego, że akurat zdążył przełknąć pociągnięty chwilę wcześniej ze szklanki alkohol – jakiego Dante nie zdołał powstrzymać. Właściwie… chyba nawet nie zwróciła na nie uwagi, zbyt zajęta próbą przyswojenia i zrozumienia usłyszanych właśnie słów.
–
Cieszę się, że ci smakuje, skarbie – wypalił bez większego namysłu, za to z szerokim uśmiechem na twarzy. Skoro Billy zamierzał rozegrać to w ten sposób… nie widział absolutnie żadnego powodu, dla którego nie miałby dać się wciągnąć w ten jakże
sprytny plan. –
No ale serio, przynajmniej przy ludziach mógłbyś zachowywać się trochę lepiej niż zazwyczaj…
A skoro wyglądało na to, że brunetka była znacznie twardszym zawodnikiem niż można było się spodziewać, cała ta gra aktorska najwyraźniej wymagała nieco większego zaangażowania. I być może właśnie dlatego Dante postanowił sięgnąć po jedną z leżących na stole serwetek, by w kolejnej chwili – i nie mogąc podarować sobie obowiązkowego wywrócenia oczami – wytrzeć nią twarz swojego
chłopaka. Przy czym prawdopodobnie powinien być wyjątkowy dumny z siebie i tego, że tym razem przynajmniej udało mu się przy okazji nie roześmiać – nawet jeśli wymagało to przygryzienia policzka od wewnątrz i jeśli mimo wszystko rozbawienie i tak wciąż dość wyraźnie malowało się na jego twarzy.
–
Nie, no skąd… Cudownie się z tobą rozmawia i Billy na pewno nie chciał być niemiły, ale… – zwrócił się zaraz w stronę dziewczyny, ledwie przez moment zastanawiając się, czy aby na pewno miał ochotę kończyć tę farsę tak szybko. Z drugiej strony… o ile sytuacja rzeczywiście mogła być całkiem zabawna, to jednak ciągnięcie jej kosztem kompletnie pijanej brunetki może już niekoniecznie. Dlatego też, po krótkim westchnięciu, zdecydował się kontynuować. –
Tak się składa, że to dla nas dość szczególna okazja. No wiesz, czwarta miesięcznica… Raczej wolelibyśmy ją spędzić w trochę mniejszym gronie…
Po raz kolejny wspiął się na wyżyny samokontroli, jakimś cudem nie wybuchając śmiechem. Choć to może głównie dzięki temu, że starał się po prostu nie patrzeć w kierunku Billy’ego, spodziewając się najwyraźniej, że to w jednej chwili zrujnowałoby cały efekt i zakończyło się co najwyżej głośnym rechotem ich obydwu.
Szkoda tylko, że tych nieprzeciętnych zdolności aktorskich ewidentnie nie doceniała dziewczyna, która przez moment po prostu wodziła nieprzytomnym spojrzeniem od jednego do drugiego, ostatecznie całą wypowiedź kwitując wyjątkowo nieskładnym bełkotem, który… można było uznać w zasadzie za
cokolwiek. Na pewno jednak nie za deklarację tego, że zamierzała ich rzeczywiście zostawić samym sobie, skoro wciąż uparcie siedziała dokładnie w tym samym miejscu i raczej niewiele wskazywało na to, by planowała wybrać się dokądkolwiek – czy to na poszukiwanie tych zaginionych koleżanek, czy jakiegokolwiek transportu do domu.
billy acosta