Let us finish this
: śr lip 22, 2026 3:28 am
021.
Nie zdziwiłby się wcale, gdyby Vita wybrała tą datę specjalnie, tylko po to, by móc się z tego faktu kiedyś pośmiać. Zrobiła mu prezent na urodziny i się z nim rozwiodła, żeby mógł sobie hasać wolny i robić co chce.. Nie ważne. Data była ironiczna. Przymuszone wakacje były znośne tylko dzięki osobie towarzyszącej.
Diego wyglądał jak milion dolców.
W nowej, czarnej koszuli, której Lexie nie widział na nim nigdy wcześniej, a która opinała się na szerokich ramionach, podciągniętymi rękawami (co na sto procent zrobił specjalnie, wiedząc jak Bennett uwielbia jego wytatuowane przedramiona), ciemnymi jeansami, które jakimś cudem sprawiały, że wyglądał na jeszcze bardziej smukłego.
Goddamn, Bennett, wygrałeś w życie.
Stawili się wcześniej, jak wypadało. Alexis nawet się postarał i założył koszulę, zamiast zwykłego t-shirtu, nawet jeśli jego jeansy i adidasy absolutnie do poważnej sytuacji nie pasowały.. Hey, jak się z nią żenił, wypożyczyli ciuchy z punktu niedaleko kapliczki Elvisa; skoro nie wydał hajsu na ślub sam w sobie, to nie chciał wydawać też jakiejś głupiej kwoty na rozwód. Już i tak bolało go sumienie za to, że w większości koszty tej wycieczki pokrywał Latynos za jego plecami.
A im dłużej tam stali na tym korytarzu, tym mniej mu było szkoda, że za to wszystko płacił. Był niepokorny. Zaczepiał go. Trącał łapami raz po raz. Drażnił się z nim. Rzucał głupimi żartami.
UGH.
„Zapiąłeś tę koszulę tak wysoko, żebym nie musiał tu na nikogo warczeć, czy po prostu chciałeś wyglądać jak grzeczny chłopiec dla pana sędziego, flaco?”
- Tio.. Ile ty masz lat? - jęknął w końcu, pacnął w dłoń, która namolnie, jak mucha, próbowała go do siebie przyciągnąć bliżej za szlufkę jeansów. Albo dotykała karku. Albo łapała za rękę. Zmarszczył na niego groźnie brwi, ale widząc szeroki, rozbawiony i absolutnie niepokorny, prawie chłopięcy uśmiech tylko pokręcił głową. - Głupi jesteś.. Jak bym powiedział po twojemu, że jesteś głupi? - zagadnął, wywracając oczami tak mocno, że prawie zabolało. Postąpił pół kroku w przód, odwrócił się na pięcie tak, by stać naprzeciwko, przodem do swojego kompana; założył ramiona na klatce i uniósł podbródek, mrużąc oczy, patrząc butnie, z wyraźnym wyzwaniem.. Powinien był przewidzieć, że to go tylko sprowokuje do dalszych zaczepek. Przekomarzali się jak dwójka gówniarzy na szkolnym korytarzu. Mimo ciągłego upominania Alexisa i przypominania Castillo, że są w sądzie, czekając na pieprzoną rozprawę...
I właściwie Lexie był mu całkiem za to wdzięczny.
Koniec końców przystał na oparcie się górną częścią własnych pleców o klatkę Latynosa i pozwolić mu trzymać lufkę swoich spodni z tyłu, skoro już koniecznie potrzebował mieć z nim jakiś nieprzerwany fizyczny kontakt.
Stresował się. Cieszył się. Wszystko na raz.
Rollercoaster emocjonalny, a przewidywany punkt kulminacyjny tej kolejki miał nastąpić, kiedy zobaczy swoją ex i serce zacznie mu walić w gardle. Trochę się cykał własnej reakcji, głównie przez wzgląd na towarzyszącego mu mężczyznę.. Bo co jeśli głupi, Bennettowy mózg stwierdzi, że on jednak ją kocha? Że jednak wcale nie chce wolności? Co jeśli wydawało mu się, że znalazł coś prawdziwego i porządnego z Diego, a zda sobie z tego sprawę, gdy serce zrobi kilka salt dla byłej żony..?
- Zachowuj się, okay? Nie gwiazdorz i nie zabijaj wzrokiem. Włącz tryb uprzejmego i kulturalnego? Jedyne czemu jest winna Vita, to słuchania moich głupich, impulsywnych pomysłów.. - upomniał jeszcze, odwracając głowę w jego stronę, zerkając kontrolnie, by się upewnić, że są po tej samej stronie. Nie przyszli się tutaj z nikim kłócić. Lexie przyszedł podpisać głupi papierek, którego nie mógł podpisać w domu z jakichś głupich, prawniczych powodów, a Diego.. Diego go rozpraszał, żeby nie zwariował i był, żeby go uziemić, gdyby tak przypadkiem miał się rozpaść.
the ex
the lawyer
the support