Sam sobie był winny i doskonale o tym wiedział. Cały ten cyrk był jego winą, nie ważne jak by na to popatrzył.. To on parł uparcie, żeby z nim była, to on wpadł na głupi pomysł ślubu w Vegas, on "
pożyczył" z rodzinnego interesu, żeby zabrać ją tutaj ze sobą, to on był wrednym, zazdrosnym pyskaczem, mocnym w gębie i to tyle... Przyglądał się Holloway, przez moment w jej błękitnych oczach szukał chociażby cienia porozumienia, ale nie znalazł niczego. A później go zignorowała całkowicie, skupiając się na swoim facecie.
Hey, fair enough, przynajmniej Lexie mógł stwierdzić, że może dzięki niemu podniosła swoje standardy względem mężczyzn, nie? Cofnął swoją dłoń, kiwnięciem głowy zgadzając się na taki stan rzeczy i, w takim razie, skupiając całą swoją uwagę na jedynym w tej malej grupie, który wiedział co się dzieje.
Na chłopaku swojej prawie-byłej żony. Śmiesznie.
Kiedy jego własny facet stał obok i kazał mu się ogarnąć w swoim ojczystym języku. Jeszcze bardziej śmiesznie.
Zerknął na Castillo, wzruszył lekko ramionami, na ten moment nie starając się nawet znaleźć słów po hiszpańsku, by mu odpowiedzieć, zamiast tego oparł się lekko o niego ramieniem, wypuszczając powietrze ustami. Nie ma o czym gadać. Założył ramiona na swojej klatce, zamknął się i po prostu słuchał gdy rudy chłopak mówił o tym jak to nie można się było po prostu rozmyślić z podpisanego układu i.. Okay, może Bennett był najzwyczajniej rozpuszczony. Za łatwo miał w życiu. Znowu
fair.
Piąta osoba, tym razem adwokat, dołączył do ich grupy, rozwijając temat tego po co w ogóle tu przyszli i słuchając go, Lexie znów wziął głębszy oddech czując, jak krew odchodzi mu z twarzy.
-
Byłem świeżo po odwyku i na nowych psychotropach. "Trzeźwy" nie opisywało mnie w tamtym momencie. Złapałem się Vity, bo w przeszłości była jedynym elementem mojego życia dającym mi szczęście. Wystarczy taki powód?- odpowiedział wolno, niechętnie, ale szczerze, znów lekko unosząc ramiona. Nie pamiętał dokładnie powodu "
dlaczego", by rozwinąć swoją myśl, ale gdyby musiał.. Może jeśli padnie jakieś konkretne pytanie później? Był zmęczony, odbiegający od stabilnego psychologicznego stanu tak daleko jak się dało, system nerwowy przypominał pobojowisko na nowych lekach... I ta kobieta wydawała mu się jedynym, co mogło utrzymać go wtedy przy życiu? Desperacko i egoistycznie, chciał przywiązać ją do siebie i dopiero potem spróbować poskładać jakoś ich życie i stworzyć związek, który od samego początku opierał się tylko na seksie? Byli swoimi ucieczkami, wspomnieniem łatwiejszych czasów, może z cichą obietnicą czegoś lepszego w tle; przynajmniej jemu się marzyło, żeby w tym swoim pierwszym poważnym "
związku" stworzyć coś lepszego. Zawiódł ją nie raz. Najpierw zniknął na trzy dni w cugu, potem wrócił i szantażował emocjonalnie, byle go nie zostawiała. Jako mąż żył obok niej, nie z nią, zbyt zajęty próbą utrzymania własnej, świeżej trzeźwości, wskakując w pracoholizm, dając jej przestrzeń zamiast rozmowy.
Mógł się biczować ile chciał, ale co to mogło teraz zmienić?
Jedyne co mógł zrobić, to odpowiedzieć na wszystkie pytania, które mógł usłyszeć i skończyć ten temat. Dać im szansę na coś lepszego po drugiej stronie. Pokiwał głową, przerzucając spojrzenie na Aidena, słysząc o graniu do tej samej bramki. Obydwoje chcieli to zakończyć. Nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi, czy nawet ze sobą rozmawiać, żeby to zrobić, prawda? Prawda.
Znów wypuścił powietrze ustami z długim świstem, łapiąc się na chwilę dłoni Diego, kiedy ruszyli do sali. Ścisnął ją mocno, rzucając mu krótkie spojrzenie.
-
Do zobaczenia po drugiej stronie, hm? - zanim puścił jego dłoń i udał się na swoje miejsce do odstrzału, przechylił się, by pocałować kąt szczęki Castillo. Pacnął go w klatkę dwa razy, żeby znalazł sobie gdzieś miejsce i.. Resztę musieli z Vitą ogarnąć sami, to oni nabroili, ich wsparcia nie mogły trzymać ich za ręce przez cały czas.
Poczuł drżenie własnych dłoni, kiedy skierował się do wskazanego miejsca. Dopiero teraz, kiedy oddalił się od swojego wsparcia, poczuł jak stres oplata go lodowatymi łapskami, mrożąc do kości, zmuszając do spięcia większych partii mięśni w ciele. Już doskonale wiedział, że jeśli przyjdzie mu się odezwać, będzie brzmiał jakby cedził słowa przez zęby; nie chciał tego, więc przez moment jeszcze skupił się na własnym oddechu, patrząc w blat przed sobą, próbując rozluźnić chociażby szczękę.
fuck this shit