26 y/o
Indulge in local cuisine
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm about to lose it, but I'm doing fine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

021.
Happy Birthday to me.
Nie zdziwiłby się wcale, gdyby Vita wybrała tą datę specjalnie, tylko po to, by móc się z tego faktu kiedyś pośmiać. Zrobiła mu prezent na urodziny i się z nim rozwiodła, żeby mógł sobie hasać wolny i robić co chce.. Nie ważne. Data była ironiczna. Przymuszone wakacje były znośne tylko dzięki osobie towarzyszącej.
Diego wyglądał jak milion dolców.
W nowej, czarnej koszuli, której Lexie nie widział na nim nigdy wcześniej, a która opinała się na szerokich ramionach, podciągniętymi rękawami (co na sto procent zrobił specjalnie, wiedząc jak Bennett uwielbia jego wytatuowane przedramiona), ciemnymi jeansami, które jakimś cudem sprawiały, że wyglądał na jeszcze bardziej smukłego.
Goddamn, Bennett, wygrałeś w życie.

Stawili się wcześniej, jak wypadało. Alexis nawet się postarał i założył koszulę, zamiast zwykłego t-shirtu, nawet jeśli jego jeansy i adidasy absolutnie do poważnej sytuacji nie pasowały.. Hey, jak się z nią żenił, wypożyczyli ciuchy z punktu niedaleko kapliczki Elvisa; skoro nie wydał hajsu na ślub sam w sobie, to nie chciał wydawać też jakiejś głupiej kwoty na rozwód. Już i tak bolało go sumienie za to, że w większości koszty tej wycieczki pokrywał Latynos za jego plecami.
A im dłużej tam stali na tym korytarzu, tym mniej mu było szkoda, że za to wszystko płacił. Był niepokorny. Zaczepiał go. Trącał łapami raz po raz. Drażnił się z nim. Rzucał głupimi żartami.
UGH.

„Zapiąłeś tę koszulę tak wysoko, żebym nie musiał tu na nikogo warczeć, czy po prostu chciałeś wyglądać jak grzeczny chłopiec dla pana sędziego, flaco?”
- Tio.. Ile ty masz lat? - jęknął w końcu, pacnął w dłoń, która namolnie, jak mucha, próbowała go do siebie przyciągnąć bliżej za szlufkę jeansów. Albo dotykała karku. Albo łapała za rękę. Zmarszczył na niego groźnie brwi, ale widząc szeroki, rozbawiony i absolutnie niepokorny, prawie chłopięcy uśmiech tylko pokręcił głową. - Głupi jesteś.. Jak bym powiedział po twojemu, że jesteś głupi? - zagadnął, wywracając oczami tak mocno, że prawie zabolało. Postąpił pół kroku w przód, odwrócił się na pięcie tak, by stać naprzeciwko, przodem do swojego kompana; założył ramiona na klatce i uniósł podbródek, mrużąc oczy, patrząc butnie, z wyraźnym wyzwaniem.. Powinien był przewidzieć, że to go tylko sprowokuje do dalszych zaczepek. Przekomarzali się jak dwójka gówniarzy na szkolnym korytarzu. Mimo ciągłego upominania Alexisa i przypominania Castillo, że są w sądzie, czekając na pieprzoną rozprawę...
I właściwie Lexie był mu całkiem za to wdzięczny.
Koniec końców przystał na oparcie się górną częścią własnych pleców o klatkę Latynosa i pozwolić mu trzymać lufkę swoich spodni z tyłu, skoro już koniecznie potrzebował mieć z nim jakiś nieprzerwany fizyczny kontakt.

Stresował się. Cieszył się. Wszystko na raz.
Rollercoaster emocjonalny, a przewidywany punkt kulminacyjny tej kolejki miał nastąpić, kiedy zobaczy swoją ex i serce zacznie mu walić w gardle. Trochę się cykał własnej reakcji, głównie przez wzgląd na towarzyszącego mu mężczyznę.. Bo co jeśli głupi, Bennettowy mózg stwierdzi, że on jednak ją kocha? Że jednak wcale nie chce wolności? Co jeśli wydawało mu się, że znalazł coś prawdziwego i porządnego z Diego, a zda sobie z tego sprawę, gdy serce zrobi kilka salt dla byłej żony..?
- Zachowuj się, okay? Nie gwiazdorz i nie zabijaj wzrokiem. Włącz tryb uprzejmego i kulturalnego? Jedyne czemu jest winna Vita, to słuchania moich głupich, impulsywnych pomysłów.. - upomniał jeszcze, odwracając głowę w jego stronę, zerkając kontrolnie, by się upewnić, że są po tej samej stronie. Nie przyszli się tutaj z nikim kłócić. Lexie przyszedł podpisać głupi papierek, którego nie mógł podpisać w domu z jakichś głupich, prawniczych powodów, a Diego.. Diego go rozpraszał, żeby nie zwariował i był, żeby go uziemić, gdyby tak przypadkiem miał się rozpaść.

the ex
the lawyer
the support
LemonSpice
none
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Marmurowy korytarz sądu w Las Vegas pachniał specyficzną mieszanką taniego płynu do podłóg, chłodnego nawiewu z klimatyzacji i zastarzałego stresu obcych ludzi. W tym bezdusznym, sterylnym otoczeniu Alexis wyglądał zaskakująco czysto i drobno — w tej starannie zapiętej koszuli, z dłońmi utkwionymi w kieszeniach i ze sztywną linią ramion, która zdradzała każdy spięty nerw w jego ciele.
Diego czuł to napięcie każdym centymetrem własnej skóry. Czuł drobne, prawie niezauważalne drżenie przechodzące przez plecy Alexisa za każdym razem, gdy chłopak opierał się o jego klatkę piersiową.

Za całym tym dziecinnym zaczepianiem Castillo — trąceniem szlufki jeansów, głupimi uwagami o panu sędzim i nieustannym szukaniem minimalnego, dyskretnego dotyku — stała bardzo chłodna, precyzyjna kalkulacja. Diego zauważył ten cichy, paniczny błysk w oczach Bennetta już w taksówce. Znał ten chaotyczny łeb na tyle dobrze, by wiedzieć, że gdyby zostawił go na pięć minut w świętym spokoju z własnymi myślami na tym korytarzu, Alexis pożarłby się od środka. Zacząłby przetwarzać, analizować, wyciągać widma dawnych błędów i budować w głowie czarne scenariusze, w których był jedynym winnym całego zła na świecie.

Diego robił to, co potrafił najlepiej: stawał się dla niego jedyną, nieuniknioną i bezczelnie głośną rzeczywistością. Grounding. Ciepła, stabilna dłoń oparta mocno na plecach, zapach znajomej wody po goleniu, pewny ciężar męskiego ciała tuż za nim — cokolwiek, co trzymało Alexisa tu i teraz, przy jednoczesnym zachowaniu resztek powagi, jakich wymagała ta sterylna instytucja.
Pochylił się lekko, zniżając głos do cichego mruczenia, by słyszał go wyłącznie Alexis:
Estúpido — wymruczał z cieniem chropowatego rozbawienia. — Albo pendejo, jeśli chcesz ująć głupotę nieco bardziej malowniczo, flaco.

Wewnętrznie, pozostawał całkowicie spokojny. Nie czuł zagrożenia ze strony Vity. Znał tę historię całkiem dobrze — wiedział, że ten małżeński epizod w Vegas nie był żadną wielką, romantyczną tragedią, a jedynie dwójką poturbowanych przez życie dzieciaków, które złapały się siebie nawzajem w ciemności, próbując po prostu przeżyć kolejny dzień. Rozumiał też, jak potężne potrafi być nawykowe poczucie winy. Widział, jak Alexis podświadomie spodziewa się kary za to, że ośmielił się ruszyć dalej i zacząć być szczęśliwym.

Będę absolutnym wzorem kultury, mi amor — szepnął, a w jego niskim głosie wybrzmiała rzadka, bezgranicznie miękka, choć powściągliwa nuta. Przesunął palce po materiale jego koszuli na plecach, uziemiająco wciskając dłoń między jego łopatki, bez przyciągania uwagi przechodzących urzędników. — Żadnego warczenia, żadnego zabijania wzrokiem. Daję ci słowo honoru. Przyszedłem tu tylko trzymać cię w pionie i dopilnować, żebyś dostał wreszcie swój prezent urodzinowy: czystą kartę i swobodny oddech.

Prostując się nieznacznie, by zachować odpowiednią postawę, nie odsunął się od niego ani na milimetr.
A jeśli twój durny łeb wymyśla teraz powody, dla których powinieneś czuć się winny... — dodał cicho, z powagą spoglądając w stronę uchylających się drzwi gabinetu — ...to wyłącz ten silnik, Bennett. Jesteś ze mną. Dzisiaj, jutro i po tym, jak ta dziewczyna złoży swój podpis. Nic tego nie zmieni.



27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Never have I ever gotten married on a whim and then asked for a divorce two months later.

Welp.

Vita mentalnie uniosła niewidzialną szklankę do ust, zamoczyła wargi w rumie z colą i upiła łyk, symbolicznie potwierdzając to, co odpierdoliła jakiś czas temu ze swoim przyjacielem z liceum. Holloway zdawała sobie sprawę, że postąpiła chujowo. Zgodziła się na tak wielki gest, by dosłownie w dniu powrotu, kiedy tylko postawiła stopy na kanadyjskiej ziemi, zostać uderzoną wyrzutami sumienia oraz overthinkingiem, z którym zmagała się od lat. Jej prawie były mąż doskonale o tym wiedział. Panicznie bała się zawieść drugą osobę. Bała się, że stanie się taka jak własna matka, która zapomniała o najważniejszej rzeczy w związku i małżeństwie, czyli o wierności. Pierwsza lampka ostrzegawcza zapaliła się w jej głowie już wtedy, gdy Alexis powiedział jej w Vegas, że mogłaby zrobić wszystko, a on i tak nadal by ją kochał i jej wybaczył. Na dobrą sprawę właśnie o to się wtedy pokłócili. Jednak jego romantyzm, determinacja i ciągłe zapewnienia, że była dla niego wszystkim, sprawiły, że przez moment naprawdę uwierzyła, że mogłaby dać mu dokładnie to samo, co on już wtedy dawał jej.

To nie było tak, że szukała wrażeń. Nie planowała poznać Aidena ani tym bardziej się w nim zakochać. Spotkanie za spotkaniem, które miało być jedynie niezobowiązującym seksem, zamieniło się w spędzanie razem każdej wolnej chwili. Chodzili na randki, nocowali u siebie i na dobrą sprawę od ostatnich dwóch miesięcy mieszkali razem, tylko pomiędzy dwoma apartamentami.
A potem wszystko spierdoliła.
Znowu.

Wyznała mu miłość, łamiąc najważniejszą zasadę, która w ich kodeksie została wspomniana aż dwa razy. Przecież mieli się w sobie nie zakochiwać, prawda? Teraz, będąc ponownie w Vegas, nadal czuła dystans dzielący ją od O’Cahallan'a. Zostawił ją wtedy dokładnie tak, jak kilka miesięcy wcześniej zrobił to Alexis. Za chwilę miała znaleźć się w jednym pomieszczeniu z dwoma mężczyznami, którym oddała część swojego serca, a którzy w pewnym momencie odsunęli ją na bok.

Noc, którą spędziła z Aidenem, trochę jednak wszystko skomplikowała. Nawet nie wiedziała, kiedy cała sterta poduszek odgradzająca ich od siebie zniknęła, a rano obudziła się wtulona w jego ciało. Nareszcie się wyspała. Nie była pewna, co powinna mówić ani jak się zachowywać. Na zewnątrz było cholernie gorąco, dlatego ostatecznie założyła białą koszulę oraz obcisłą, czarną spódnicę sięgającą za kolana. Obcasy dodawały jej kilku centymetrów, ale i tak pozostawała niższa od swojego towarzysza. Jej pierwotny pomysł na outfit nie wypalił. W tamtych ciuchach najzwyczajniej ugotowałaby się żywcem.

W momencie, gdy przekroczyli próg budynku, przyjemny chłód klimatyzowanego pomieszczenia uderzył ją w twarz. Zerknęła na Aidena i właśnie wtedy dopadła ją nagła fala stresu. Odwróciła się gwałtownie, stając przed nim. - Stresuję się - przyznała, zadzierając głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i wypuściła z płuc głęboki oddech. - Czy moglibyśmy trzymać się za ręce? - zapytała. Poczuła, jak jej policzki zaczynają płonąć. Nie była już pewna, czy to stres związany z całą rozprawą, czy może właśnie to niewinne pytanie tak bardzo ją onieśmieliło. Weird. - Nie musimy. To znaczy... wszystko mam pod kontrolą - wycofała się szybko z nerwowym uśmiechem. Stanęła obok niego i wbiła wzrok w długi korytarz rozciągający się przed nimi. Jeszcze tylko chwilka... i podpisze dokument, który będzie oznaczał, że ta zwariowana eskapada, podjęta pod wpływem emocji i uczuć, których od wielu lat tak rozpaczliwie łaknęła, zostanie po prostu...

u n i e w a ż n i o n a


support system
soon to be ex husband
soon to be ex husband's support
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie spodziewał się, że od czasu usłyszenia nowiny odnośnie posiadania męża przez Vitę, ich relacja tak bardzo się skomplikuje. Nie obarczał jej winą o złamanie zasad ich układu, bo już od jakiegoś czasu było to bardziej niż pewne, że ta relacja wykroczyła poza ramy przygodnego seksu. Winę za obecną sytuację ponosił tylko i wyłącznie on oraz jego problem z uczuciowością. Ta cholerna trauma przed skrzywdzeniem kolejnej osoby albo przynajmniej byciem powodem, przez który ktoś postanowi nagle zniknąć z tego świata. Vita nie zasłużyła na krzywdę i dlatego tak bardzo opierał się oraz powtarzał, że nie mogła się w nim zakochać. Tymi wszystkimi tekstami próbował ją chronić przed samą sobą, ale jak mógł dłużej to robić, skoro jemu samemu, po raz pierwszy od ośmiu lat, trudno było opanować swoje emocje, a wizja jej utraty była gorsza niż każde inne, potencjalne zagrożenie?

Na razie mógł zrobić przynajmniej tyle — dokończyć zajmować się jej unieważnieniem małżeństwa, a dokładnie całą tą papierologią i być dla niej. Wspierać ją i nie zostawiać w stresującej chwili, bo nawet gdyby zapierała się rękami i nogami, to nie uwierzyłby, że było to dla niej kompletnie nieważne. Widział, jak ciężko było jej to opowiadać; jak przytłaczały ją wspomnienia nie tylko ostatnich kilku miesięcy, ale także przeszłości dotyczącej jej rodziców oraz liceum. Teraz miała zamknąć część swojego rozdziału i to w całkiem szybkim tempie, skoro sąd wyznaczył dość szybką datę rozprawy.

Nie miał zamiaru odpuścić. Będzie walczyć, nawet jeśli oznaczało to, że będzie co rusz go odtrącać.
Tym bardziej że nie uważał, aby ich relacja była bez szans. Było parę czynników bezwarunkowych, które jednak miały miejsce, jak przedarcie się przez blok poduszek i obudzenie się rano, kiedy ona jeszcze spała i mógł tulić ją bez oporu. Nie ruszał się nawet o milimetr, patrząc jak miarowo oddycha i jaki spokój ogarniał ją w tamtym momencie. Musiała wyspać się przed ciężkim dniem, nawet jeśli złożenie podpisu nie wymagało dużych pokładów energii, to jednak emocje z pewnością towarzyszyły im wielkie.

Strój formalny nie był dla niego czymś niestandardowym, skoro codziennie musiał w nim paradować. Ubrał koszulę i eleganckie, nieco luźniejsze spodnie, oszczędzając sobie garnituru czy nawet krawatu. Nawet rozpiął dwa górne guziki od koszuli, bo dzisiejsza pogoda była nie do zniesienia. Podjechali pod sąd i przepuścił ją w drzwiach, wchodząc za nią do budynku. Nie spodziewał się nagłej konfrontacji, gdy nagle zatrzymała się przed nim. Spojrzał w jej niebieskie oczy, które dzisiaj straciły tę buntowniczość z ostatni dni. Widział, że była przyjęta sytuacją. — Wiem. Nie ma czym się stresować, obiecuję. Sędzia może zadać wam kilka pytań, podpiszecie dokument i będziesz wolna — wyjaśnił, mówiąc spokojnie, chociaż jego serce biło nieco szybciej, kiedy położyła ręce na jego klatce piersiowej. Reagował jak nastolatek; ale czy można mu się dziwić, skoro sądził, że jest na przegranej pozycji? Tym bardziej, że zaraz pytała o rzecz, która jeszcze niedawno była tak prozaiczna i wykonywana wręcz z automatu. Szybko się zreflektowała i cofnęła swoją propozycję, co Aiden zignorował, splatając ich palce razem i ponownie na nią spoglądając. — Jestem przy tobie i nigdzie się nie wybieram — oznajmił i zaraz kiwnął głową w kierunku wnętrza budynku, lekko pociągając ich złączone ręce i udając się na poszukiwania sali.

Czy stresowała go ta cała konfrontacja? Niezbyt. Alexisa kojarzył z widzenia, bo jak się okazało, był jego sąsiadem i w ciągu ostatniego tygodnia już nawet mijali się gdzieś oddali. Przez ostatnie dwa tygodnie znowu miał okazję pomieszkać w swoim mieszkaniu, więc przyjrzał się nieco swoim sąsiadom. — Cześć — rzucił w kierunku dwóch mężczyzn stojących przed salą. Czy było co silić się na sztywne dzień dobry? — Aiden — przedstawił się, podając rękę najpierw Bennettowi, a później jego towarzyszowi, drugą dłonią w dalszym ciągu trzymając mocno dłoń dziewczyny. — Niedługo przyjdzie prawnik, który bezpośrednio reprezentuje was w tej sprawie i powie o szczegółach. Jeśli chodzi o sam przebieg rozprawy, sędzia może zadać wam kilka pytań, między innymi podstawy do unieważnienia waszego małżeństwa, które też przedstawi wam za chwilę adwokat i jeśli posiedzenie przebiegnie bezspornie, to jeszcze dzisiaj wyda dokument unieważniający, który podpiszecie i… — zawahał się na chwile, zerkając na Vitę i potem na Alexisa, w końcu lekko wzruszając ramionami. — Rozejdziecie się w swoje strony, jak sądzę — dodał. Nie był wprawiony w pokrzepiających mowach, jeśli chodziło o rozwody — nie zajmował się nimi na co dzień. — Ah, i żeby nie było wątpliwości, nie jestem tu jako przedstawiciel któregoś z was. Pomogłem tylko z dokumentami, a poza tym, moje uprawnienia pozostają w zasięgu granic Kanady — wytłumaczył, żeby nikt nie miał zastrzeżeń co do tego, że trzymał Vitę za rękę, delikatnie gładząc kciukiem wierzch jej dłoni, a jednocześnie mówił o rozprawie. Nie był w to żaden sposób wplątany, stanowił jedynie funkcję pośrednika i naprawdę nie chciał, aby nagle któryś z nich zarzucił mu konflikt interesów czy inne bezsensowne zarzuty.

lovely woman
neighbor
stranger
26 y/o
Indulge in local cuisine
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm about to lose it, but I'm doing fine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że trochę panikował, halo? Nigdy w życiu nie był w sądzie. Sąd widział w tv, zazwyczaj w tych głupich telenowelach w których oglądała jego babcia w swoim małym mieszkaniu nad restauracją, ewentualnie Judge Judy, ale w obu tych przypadkach było to raczej komiczne. Ludzie rzucali w siebie mięsem i wszystkie te sprawy były totalnie odklejone, w niczym nie pasowało do sytuacji między nim, a Vitą..
Nawet jeśli był winny rzucania mięsem i do tego się przyznawał. Wszystkie te bezczelne teksty rzucone o tym jak to rozkładała nogi przed innym i jak to niby ona porzuciła go mimo, że się starał? Yeah, no. Kiedy czytał ich konwersację trochę bardziej do tyłu, gdy zapytała, czy może podać jego numer "swojemu prawnikowi", płonął z zażenowania samym sobą. Zachowywał się jak skończony kretyn i nawet bycie najebanym w trzy dupy go nie usprawiedliwiało wystarczająco dobrze. Przetłumaczył sobie we własnej głowie i przy pomocy słuchającego jego wywodów Diego, że przepraszanie jej przez wiadomości mija się z celem i byłoby jeszcze bardziej bezczelne, więc.. Miał zamiar to zrobić na żywo. Dzisiaj. Teraz.

Bo, właśnie, jedyne czemu zawiniła, była zgoda na ten idiotyczny pomysł. Zawiódł ją na każdym poziomie i niby mógłby się zasłonić własną emocjonalną niestabilnością czy byciu świeżo po odwyku, na nowych lekach, ale nie chciał tego robić. Nie chciał się wybielać i tłumaczyć nawet przed samym sobą. Zjebał. A potem wściekł się, że żyła swoim życiem podczas separacji, którą sam na niej wymusił, a której zasad zwyczajnie nie znał. Arogancki dupek.
Nie biczuj się. Mimo, że przed chwilą nazwał go "głupkiem", Castillo zwykle mówił z sensem, a rozwody i głupie teksty znał z doświadczenia. Lexie miał szczęście, że był obok, nawet jeśli chciał mu urwać głowę za to szczeniackie mizianie na korytarzu w sądzie, ugh.

-Cool, zapamiętam, będę używał częściej. - nah, pewnie wcale nie, ale w tym momencie całkiem szczerze tak myślał. Niepokorny, niepoprawny, nie potrafiący trzymać łap przy sobie.. Ale przy tym bywał całkiem słodki, nadrabiając bycie irytującym i upartym, więc Bennett nie mógł narzekać. Westchnął ciężko, tak czy siak, kiedy mężczyzna za nim zaczął się rozgadywać. I mu słodzić. W miejscu publicznym. Alexis naprawdę myślał, że z szafy wyszedł dawno temu, a jednak, przebywanie wśród ludzi i otwarte gesty.. Ani trochę mu nie pasowały.
Postąpił pół kroku w przód, odwracając się na pięcie, przodem do niego, wypuszczając powietrze z płuc z krótkim fuknięciem.
-Okay, okay, już, shush. I get it. - może był trochę nie miły i może potem będzie musiał mu to wynagrodzić. Byle to "potem" było w ich pokoju, w świętym spokoju i z daleka od poważnych papierków, które mimo swojej prostoty podnosiły Alexisowi ciśnienie. Bo Vita. Bo sam w sobie rozwód i bycie pierwszym w rodzinie, który się rozwodził. Czarna owca, bee.

Dwójka ludzi idących prosto na nich złapała jego uwagę na moment zanim rudy facet zaczął mówić; na tyle wcześnie, by złapać spojrzeniem Vitę i fakt, że trzymała za rękę tego wysokiego rudzielca. Opuścił ramiona z klatki, odwracając się bardziej do nich, podświadomie złapał głębszy oddech.. I nic. Ani złość, ani zazdrość, ani zawroty głowy. Jego żołądek bardziej wywrócił się z powodu wszystkich tych bluzgów, które w nią rzucał, chcąc zranić, bo sam czuł się zraniony.
- Hey. Alexis. - podał mu rękę bez żadnego ale, przerzucając spojrzenie na moment na Vitę, posyłając jej lekki uśmiech w ramach powitania.

Prawnicze tłumaczenie zdecydowanie się przydawało, zwłaszcza, że Aiden mówił po ludzku. Poczuł jak spięte dotąd ramiona nieco mu się rozluźniają, a powietrze w końcu opuściło jego płuca z cichym świstem.
- Oh, cool. Dzięki. Za ogarnięcie tych papierów i wyjaśnienie.. - przerzucił spojrzenie znów na Holloway, unosząc lekko, pytająco brew. -Możemy po prostu stwierdzić, że popełniliśmy błąd? Wciąż nie rozumiem dlaczego robią taki problem... Nie ważne. - machnął ręką, ucinając sobie samemu, stwierdzając, że za mało wie w temacie, żeby się udzielać. Yep, nie rozumiał dlaczego dwójka dorosłych ludzi tak po prostu nie może stwierdzić "jednak nie", podpisać świstka papieru i się rozejść, skoro mogli z taką łatwością podpisać świstek w którym zgadzali się ze sobą być.
- I zanim cokolwiek. Przepraszam za bycie bezczelnym kutasiarzem. - skrzywił się lekko, wyciągając dłoń w stronę Vity. - Byłem wściekły i chciałem, żeby moje słowa cię zabolały. Nie zasłużyłaś na to, więc.. Przepraszam. - wszystkie koty za płoty.. Skoro mieli ogarnąć papiery dla własnego spokoju i ruszyć z życiem, chciał zakończyć ten konkretny rozdział bez dram.

girl that I've wronged
the man that has her back
the man that has mine
LemonSpice
none
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zatrzymał dłoń na karku chłopaka dokładnie wtedy, gdy Alexis odwrócił się z powrotem, zrzucając z siebie resztki tego neurotycznego pancerza, którym zwykł zasłaniać się przed światem. Diego czuł pod palcami każde drgnienie jego skóry, całą tę nerwową wibrację, która powoli opadała pod wpływem stałego, mocnego nacisku. Znał ten mechanizm wiedział, kiedy Bennett potrzebował uziemienia, momentu, w którym jego własny, rozbiegany umysł próbował wywołać burzę tam, gdzie istniało już tylko czyste zmęczenie i konieczność domknięcia pewnych rozdziałów.

Kiedy Aiden – wysoki rudowłosy facet trzymający Vitę za rękę – podszedł bliżej, wyciągnął dłoń na przywitanie i rzeczowo wyłożył procedurę, Castillo nie zwlekał. Przyjął ten uścisk z opanowaną pewnością siebie, rzucając krótko, bez zbędnych ceregieli:
-Diego. - w jego ciemnych oczach nie było ani cienia wrogości; szanował ludzi, którzy potrafili zachować zimną krew i profesjonalizm tam, gdzie inni woleliby urządzać niepotrzebne dramy. Przeniósł też przelotny, neutralny wzrok na stojącą obok Vitę, dając jej krótkie skinienie głową na powitanie. Skoro ten prawnik podszedł do sprawy bez zbędnego patosu, oszczędzając im wszystkim emocjonalnych szarpanin, Diego potrafił to docenić. Oboje znaleźli się tutaj z dokładnie tego samego celu: żeby pomóc ludziom, na których im zależało, postawić tę ostatnią, najtrudniejszą kropkę nad i, pozwalając przeszłości odejść na dobre.
Castillo zerknął przelotnie na to, jak Aiden wciąż gładził kciukiem wierzch dłoni Vity. Widział w tym pewnego rodzaju odbicie własnego postępowania – tę cichą potrzebę bycia oparciem dla kogoś, kto przez długi czas potrafił płynąć wyłącznie z prądem.

Gdy Alexis wyrzucił z siebie te przeprosiny Diego uniósł lekko brwi w cichym uznaniu. Dla kogoś takiego jak Bennett, uciekającego całe życie w chaotyczny uśmiech, ironię i unikanie odpowiedzialności, przyznanie się do winy wymagało odwagi. Albo skruchy? Diego nie musiał niczego dodawać na głos do tej krótkiej wymiany zdań między nimi a Vitą; zostawił tę przestrzeń wyłącznie Alexisowi, wiedząc, że chłopak musiał domknąć ten rachunek sam ze sobą.

- Ya estuvo, flaco - rzucił w jego stronę, w prostym wsparciu - Respira de una vez.

Żadnych wielkich słów, żadnych kazań, krótkie, rzeczowe uziemienie. Czekali teraz tylko na wezwanie do gabinetu, na ten ostateczny podpis, po którym cała ta długa, pokręcona historia zostanie oficjalnie zamknięta, a przed nimi otwierać się będzie droga powrotna do domu.



27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnie dwadzieścia cztery godziny były jak jakiś kataklizm. Cholera, kto by pomyślał, że jeszcze wczoraj późnym popołudniem będzie na niego potężnie wkurwiona, niemal rozważając ucieczkę z samolotu, potem na pokładzie powie mu, że go kocha, kilka godzin później w hotelu zezłości się na niego za to, że uważał ją za łatwą, a zaraz potem wyjdzie do klubu tylko po to, żeby utrzeć mu nosa. To jeszcze nie koniec! Potem to wszystko skończyło się bójką, w której stała się łatwym celem, Aidenem rzucającym się na jakiegoś typa, a finalnie ich oboje wyproszono przez ochronę. Mieli tylko szczęście, że policja ich wtedy nie zgarnęła. Uśmiechnęła się delikatnie, wpatrując się w jego abstrakcyjne tęczówki z uroczymi plamkami przy źrenicach, po czym spojrzała na plaster widniejący na jego nosie po tym, jak tamten gnój w niego przydzwonił. Zaraz zapiekł ją własny policzek, na którym również miała mały opatrunek po uderzeniu sygnetem. Skrzywiła się lekko przez ukłucie bólu i zsunęła dłonie z jego klatki piersiowej, kiwając głową na jego ciepłe słowa. - Mam nadzieję, że szybko pójdzie - westchnęła. Stanęła obok niego, nie będąc pewną, czy aby na pewno nie będzie się wstydził chwycić jej za rękę, ale kiedy sam ją ujął, poczuła ulgę i od razu mocniej zacisnęła dłoń. Na jego kolejne słowa tylko się uśmiechnęła i razem ruszyli w stronę sali.

Im bliżej byli, a ona zauważyła dwóch mężczyzn stojących przy wejściu, tym mocniej ścisnęło ją w żołądku, a fala gorąca uderzyła w twarz. Cholera, czy klimatyzacja w tym budynku się zepsuła? Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, a drugą ręką chwyciła Aidena za przedramię. Holloway nie należała do osób, które bały się konfrontacji. Wręcz przeciwnie... była pyskata, sarkastyczna, a przewracanie oczami należało do jej najbardziej charakterystycznych odruchów. Widok Alexisa sprawił jednak, że nagle zrobiło jej się duszno. Nie potrafiła pogodzić się z tym, w jaki sposób odezwał się do niej ostatnim razem, gdy rozmawiali. Z tym, jak bardzo był na nią zły, kiedy nie wpuściła go do mieszkania po tym, jak znowu za dużo wypił, choć przecież miał chodzić na spotkania. Stresowało ją to. Bardzo. Nawet wtedy, zaraz po rozstaniu, zebrała się w sobie na tyle, żeby napisać do Alexa i poprosić go, żeby zaopiekował się Lexim, bo mogł go potrzebować bardziej niż kiedykolwiek. W zamian dostała wiadomości, przez które poczuła się jak ostatnia szmata.

Mimo to stała tam teraz, przyglądając się, jak mężczyźni ściskają sobie dłonie. Sama tylko na moment zerknęła na Alexisa, po czym odwróciła wzrok i posłała uprzejmy uśmiech jego towarzyszowi. Słuchała uważnie tego, co Aiden mówił o potencjalnej rozprawie i o tym, jak mogłaby się potoczyć, jednocześnie coraz mocniej zaciskając dłoń na jego przedramieniu. Naprawdę odebrało jej mowę. Była zestresowana i zwyczajnie przytłoczona. Przed oczami znowu stanęło jej to, jak Lexie prosił, żeby nie paliła tego mostu, a zaraz potem wróciły wspomnienia wiadomości, których nie potrafiła zapomnieć. Dlatego, gdy Lexie do niej się odezwał to jedynie zmusiła się tylko, by spojrzeć na Aidena i odpowiedzieć, - Odpowiem cokolwiek będzie potrzebne, żeby to zakończyć. - Westchnęła ciężko i spuściła wzrok. Kiedy po chwili zauważyła dłoń Lexiego wyciągniętą w jej kierunku i usłyszała przeprosiny, spojrzała najpierw w oczy swojego prawie byłego męża, a potem zerknęła na jego partnera, chłopaka, mentalne wsparcie, kimkolwiek dla niego był. Westchnęła tylko i zignorowała wyciągniętą rękę. Zaraz potem uniosła głowę, żeby znów spojrzeć na Aidena. - Kiedy twój znajomy tutaj będzie? Chcę mieć to już za sobą. - Miał na to miesiąc. Wiedział, gdzie mieszkała. Musiał też wiedzieć o rozprawie wcześniej. Wiedział, gdzie pracowała. Mógł załatwić to polubownie i przeprosić ją jak mężczyzna, sam na sam. Zamiast tego zrobił to dopiero teraz, najwyraźniej licząc na szybki, ugodowy podpis na świstku, który nigdy nie powinien był się pojawić.

Ah, fuck this.


mine
soon to be ex husband
soon to be ex husband's support
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie spodziewał się, że da się ponieść emocjom. A przede wszystkim, że przyjdzie do tego cholernego baru i Vita rzeczywiście będzie siedzieć z jakimś kolesiem. Po tych kilku wymienionych smsach, nie miał zamiaru czekać, aż się do niej dobierze, tylko że niewinne odepchnięcie natręta wywołało lawinę późniejszych czynności, których skutki były widoczne na załączonym obrazku. No cóż, takie życie, jeśli do czynienia miały ze sobą dwa uparte charaktery, a on w dalszym ciągu nie rezygnował z dziewczyny — nie, skoro powiedziała mu, że dalej go kocha, bo inne aspekty były tylko szczegółami, które trzeba było odpowiednio… wypracować. A gdy wyjdą z tego budynku, mając całkowicie czystą kartę, to już nic nie będzie w stanie go zatrzymać przed tym, aby dołożyć wszelkich starań, aby Holloway była już tylko jego.

Stali z Diego po stronach swoich… poniekąd przyszłych (obecnych?) partnerów, chcąc okazać im największe wsparcie, jakie mogli dać, ale finalnie musieli rozwiązać ten konflikt między sobą. Każde z nich odczuwało zranienie na swój sposób i był w stanie uzmysłowić sobie, że Alexisowi było głupio za wypowiedziane słowa, jednak O’Cahallan dobrze wiedział, że uraza w sercu Vici była głęboką rysą. Koniec końców, za przeszłość się płaciło, prawda? Zapłatą równie dobrze mogła być świadomość, że niektórych słów się nie cofnie, a za pewne rzeczy ciężko było dostać przebaczenie. — Za błędy ponosi się konsekwencje — odpowiedział na jego sugestię, czy mogli się przyznać po prostu do błędu. — Samo rozmyślenie się nie jest odpowiednią przyczyną, aby unieważnić małżeństwo, więc nikt na to nie przystanie — wytłumaczył. Ta sprawa była trudniejsza niż sam rozwód, ale przynajmniej dawała możliwość szybszej wolności niż czekania rok od udzielenia ślubu.

Czuł zaciskający się uścisk na jego ręce, przez co spojrzał na nią ze zmartwieniem. Jeszcze tego brakowało, aby przewróciła się z nadmiaru emocji i prawie pustego żołądka, skoro śniadanie musiał praktycznie wcisnąć w nią. Kiwnął lekko głową na jej słowa, bo ta podstawa na pewno będzie pomocna — w końcu trzeba będzie ubarwić rzeczywistość, skoro byli trzeźwi i w pełni rozumu, aby podjąć i tak nieprzemyślaną decyzję. — Pewnie lada moment — odpowiedział, zerkając na zegarek i jakieś pół minuty później wyszedł zza rogu adwokat, który miał ich reprezentować. Przedstawił się całej trójce, po czym zaczął im robić krótki wstęp do sprawy. — Głównym powodem, dla którego chcą państwo unieważnić swoje małżeństwo jest brak rzeczywistej zgody na nie. Z pewnością sąd może zapytać was o to, co wydarzyło się w dniu ślubu lub czy ktoś wywierał na państwa presję. Najbardziej logiczne jest zrzucić winę na środki odurzające, przedstawić, że jedna ze stron była na tyle nietrzeźwa, że nie mogła wyrazić świadomej zgody i stanięcie przed ślubnym kobiercem miało mieć charakter symboliczny a nie prawnie wiążący. — produkował się, a Aiden gdzieś w sercu poczuł stres całą sprawą. Czy coś mogło pójść nie tak? Oczywiście. Zaczął obawiać się, że nie będą to wystarczające argumenty i sąd ostatecznie nie wyda im papierka. — Kolejne pytania mogą dotyczyć państwa wspólnego życia, ile trwa znajomość, czy mieszkaliście razem i prowadziliście wspólne życie jako małżonkowie. I również najważniejsze: dlaczego zdecydowali się państwo na ślub? — zapytał mężczyzna, patrząc na nich uważnie, chcąc również poznać tę odpowiedź, bo jednak szczegóły znał tylko z tego, co przekazał mu Aiden; nie miał okazji wcześniej z nimi porozmawiać.

— Pamiętajcie, że gracie do jednej bramki. Adwokat przedstawia argumenty prawne, ale sędzia może oczekiwać, że odpowiecie na podstawowe pytania, żeby bezpośrednio usłyszeć od was odpowiedzi. Musi to być kompletnie bezsporne, żeby nikt nie zarzucił wam dodatkowo konfliktu — dodał od siebie, bo było to ważne spostrzeżenie. Jakakolwiek niepewność może wydłużyć rozprawę i dodać kolejne pytania do puli. — Dokładnie. Jeśli nie ma wątpliwości to zapraszam — rzucił adwokat, a Aiden machnął ręką, przepuszczając ich wszystkich przed nimi. Zostając na końcu, krótko przyłożył usta do skroni dziewczyny, czując, jak ze stresu aż drży. — Już połowa za tobą. Teraz najgorsze, ale nie denerwuj się. Jesteście w dobrych rękach — wyszeptał jej szybko, zanim weszli do sali, gdzie musieli się rozłączyć i to najbardziej go bolało, że nie mógł w tej najcięższej chwili dawać bliskiego wsparcia, a jedynie siedzieć na ławce i obserwować.

lovely woman
neighbor
stranger
26 y/o
Indulge in local cuisine
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I'm about to lose it, but I'm doing fine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam sobie był winny i doskonale o tym wiedział. Cały ten cyrk był jego winą, nie ważne jak by na to popatrzył.. To on parł uparcie, żeby z nim była, to on wpadł na głupi pomysł ślubu w Vegas, on "pożyczył" z rodzinnego interesu, żeby zabrać ją tutaj ze sobą, to on był wrednym, zazdrosnym pyskaczem, mocnym w gębie i to tyle... Przyglądał się Holloway, przez moment w jej błękitnych oczach szukał chociażby cienia porozumienia, ale nie znalazł niczego. A później go zignorowała całkowicie, skupiając się na swoim facecie. Hey, fair enough, przynajmniej Lexie mógł stwierdzić, że może dzięki niemu podniosła swoje standardy względem mężczyzn, nie? Cofnął swoją dłoń, kiwnięciem głowy zgadzając się na taki stan rzeczy i, w takim razie, skupiając całą swoją uwagę na jedynym w tej malej grupie, który wiedział co się dzieje.

Na chłopaku swojej prawie-byłej żony. Śmiesznie.
Kiedy jego własny facet stał obok i kazał mu się ogarnąć w swoim ojczystym języku. Jeszcze bardziej śmiesznie.
Zerknął na Castillo, wzruszył lekko ramionami, na ten moment nie starając się nawet znaleźć słów po hiszpańsku, by mu odpowiedzieć, zamiast tego oparł się lekko o niego ramieniem, wypuszczając powietrze ustami. Nie ma o czym gadać. Założył ramiona na swojej klatce, zamknął się i po prostu słuchał gdy rudy chłopak mówił o tym jak to nie można się było po prostu rozmyślić z podpisanego układu i.. Okay, może Bennett był najzwyczajniej rozpuszczony. Za łatwo miał w życiu. Znowu fair.

Piąta osoba, tym razem adwokat, dołączył do ich grupy, rozwijając temat tego po co w ogóle tu przyszli i słuchając go, Lexie znów wziął głębszy oddech czując, jak krew odchodzi mu z twarzy.
-Byłem świeżo po odwyku i na nowych psychotropach. "Trzeźwy" nie opisywało mnie w tamtym momencie. Złapałem się Vity, bo w przeszłości była jedynym elementem mojego życia dającym mi szczęście. Wystarczy taki powód?- odpowiedział wolno, niechętnie, ale szczerze, znów lekko unosząc ramiona. Nie pamiętał dokładnie powodu "dlaczego", by rozwinąć swoją myśl, ale gdyby musiał.. Może jeśli padnie jakieś konkretne pytanie później? Był zmęczony, odbiegający od stabilnego psychologicznego stanu tak daleko jak się dało, system nerwowy przypominał pobojowisko na nowych lekach... I ta kobieta wydawała mu się jedynym, co mogło utrzymać go wtedy przy życiu? Desperacko i egoistycznie, chciał przywiązać ją do siebie i dopiero potem spróbować poskładać jakoś ich życie i stworzyć związek, który od samego początku opierał się tylko na seksie? Byli swoimi ucieczkami, wspomnieniem łatwiejszych czasów, może z cichą obietnicą czegoś lepszego w tle; przynajmniej jemu się marzyło, żeby w tym swoim pierwszym poważnym "związku" stworzyć coś lepszego. Zawiódł ją nie raz. Najpierw zniknął na trzy dni w cugu, potem wrócił i szantażował emocjonalnie, byle go nie zostawiała. Jako mąż żył obok niej, nie z nią, zbyt zajęty próbą utrzymania własnej, świeżej trzeźwości, wskakując w pracoholizm, dając jej przestrzeń zamiast rozmowy.

Mógł się biczować ile chciał, ale co to mogło teraz zmienić?
Jedyne co mógł zrobić, to odpowiedzieć na wszystkie pytania, które mógł usłyszeć i skończyć ten temat. Dać im szansę na coś lepszego po drugiej stronie. Pokiwał głową, przerzucając spojrzenie na Aidena, słysząc o graniu do tej samej bramki. Obydwoje chcieli to zakończyć. Nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi, czy nawet ze sobą rozmawiać, żeby to zrobić, prawda? Prawda.
Znów wypuścił powietrze ustami z długim świstem, łapiąc się na chwilę dłoni Diego, kiedy ruszyli do sali. Ścisnął ją mocno, rzucając mu krótkie spojrzenie.
-Do zobaczenia po drugiej stronie, hm? - zanim puścił jego dłoń i udał się na swoje miejsce do odstrzału, przechylił się, by pocałować kąt szczęki Castillo. Pacnął go w klatkę dwa razy, żeby znalazł sobie gdzieś miejsce i.. Resztę musieli z Vitą ogarnąć sami, to oni nabroili, ich wsparcia nie mogły trzymać ich za ręce przez cały czas.

Poczuł drżenie własnych dłoni, kiedy skierował się do wskazanego miejsca. Dopiero teraz, kiedy oddalił się od swojego wsparcia, poczuł jak stres oplata go lodowatymi łapskami, mrożąc do kości, zmuszając do spięcia większych partii mięśni w ciele. Już doskonale wiedział, że jeśli przyjdzie mu się odezwać, będzie brzmiał jakby cedził słowa przez zęby; nie chciał tego, więc przez moment jeszcze skupił się na własnym oddechu, patrząc w blat przed sobą, próbując rozluźnić chociażby szczękę.

fuck this shit
LemonSpice
none
37 y/o
For good luck!
180 cm
szef kuchni Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Diego ani przez chwilę nie miał pretensji do Vity za to, że zignorowała wyciągniętą rękę Alexisa. Doskonale rozumiał ten mechanizm – sam spędził lata na budowaniu murów i uciekaniu przed konfrontacją, a kiedy w końcu przyszło mu płacić rachunki za własne błędy, wiedział, że przeprosiny to czasem za mało, by wymazać z czyjejś pamięci smród starych dram. Kobieta miała prawo być wściekła, miała prawo czuć się oszukana i zmęczona tym cyrkiem. Zresztą, cały ten proces, o którym prawnik mówił z taką kliniczną obojętnością – te wszystkie pytania o brak zgody, o środki odurzające, o dezorientację i psychiczny rollercoaster – brzmiały jak dokumentacja z jakiegoś wypadku, z którego oboje cudem uszli z życiem. Może trochę tak było, rzeczywiście.

Kiedy Alexis otworzył usta i wyrzucił z siebie tę brutalną, obnażającą go prawdę o tamtym okresie – o świeżym odwyku, nowych lekach, desperackim chwytaniu się czegokolwiek, co dawało złudzenie gruntu pod nogami – w klatce piersiowej Diego coś boleśnie się ścisnęło. Słyszał w tym echo własnych demonów sprzed lat, tego paraliżującego lęku przed samotnością i totalnym rozpadem, kiedy człowiek robi głupie, destrukcyjne rzeczy, bo nie potrafi utrzymać się na powierzchni o własnych siłach. Bolesna, niepoukładana przeszłość, żeby nikt inny nie mógł mu jej wypomnieć.

A potem zapadła cisza przed burzą.

Zanim Alexis zdążył odejść w stronę swojego miejsca, poczuł ten szybki, niespodziewany impuls – zaciśnięcie dłoni, krótkie uderzenie w klatkę piersiową i ten szybki, niemal desperacki pocałunek wymierzony prosto w kąt jego szczęki. Wbrew zasadzie o unikaniu publicznych czułości, którą Lexie sam ustalił, Diego nawet nie drgnął. Widział lodowaty lęk w oczach chłopaka, to fizyczne napięcie, które spinało jego mięśnie. Pozwolił mu na ten jeden, nieregulaminowy gest, bo wiedział, że musiał zaczerpnąć tchu przed tym skokiem w nieznane.

Adelante, flaco — rzucił jeszcze cicho w ślad za nim, zanim chłopak odwrócił się i ruszył na swoją stronę sali, pozostawiając go samego na linii bocznej.

Diego został z tyłu, tuż obok rudego faceta, Aiden'a, który podzielił ten sam los obserwatora skazanego na bezczynność. Zerknął na niego przelotnie, wymieniając krótkie, ciężkie spojrzenie ludzi, którzy musieli patrzeć, jak ich partnerzy sprzątają największy bałagan swojego życia. Nie było o czym dyskutować. Castillo po prostu spuścił ramiona, zaplótł łapy na klatce i zabetonował wzrok na plecach Alexisa. Trzymał kciuki po cichu czekając, aż ten biurokratyczny koszmar wreszcie dobiegnie końca i każde z nich będzie mogło odejść w swoja stronę. Aiden za Vitą, a on za Lexiem.

ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”