raphael valencourt
: wt lip 28, 2026 2:02 pm
raphael valencourt

data i miejsce urodzenia
1 marca 1995, valencourt estate, atherton tableland, australiazaimki
męskiezawód
dyrektor wykonawczy rodzinnego funduszu inwestycyjnegomiejsce pracy
valencourt investment grouporientacja
heterodzielnica mieszkalna
york millspobyt w toronto
przyjechał na kilka dni. jego wizyty nigdy nie są dłuższeumiejętności
wielojęzyczność (angielski, francuski, niemiecki, włoski, hiszpański), prawo jazdy kat. B, jazda konna, taniec towarzyski, strzelectwo, tenis, golf, polo, narciarstwo, podstawy pilotażu prywatnych samolotów, prowadzenie jachtów, wybitna retoryka i negocjacje, analiza ludzi i mowy ciała, etykieta dyplomatyczna, zarządzanie funduszem inwestycyjnym i spółkami, analiza finansowa i strategiczna, znajomość prawa, ekonomii i historii, znajomość sztuki i rynku dzieł sztuki, degustacja win i whisky, wysoka odporność na stressłabości
perfekcjonizm, potrzeba kontroli, trudności z okazywaniem emocji, problemy z zaufaniem, cynizm, manipulowanie ludźmi, hedonizm, skłonność do autodestrukcji, alkohol i okazjonalne narkotyki, uzależnienie od adrenaliny, niska empatia, traktowanie relacji instrumentalnie, nieumiejętność proszenia o pomocOd chwili narodzin nie dorastał — był rzeźbiony. Nie wychowywano go, lecz obrabiano niczym blok marmuru przeznaczony na pomnik. Każdy język stawał się kolejną warstwą lakieru, każda lekcja nowym uderzeniem dłuta, każda kara przypominała, że złoto błyszczy dopiero po przejściu przez ogień.
Rodzinny dom przypominał pałac zbudowany na bagnie. Marmur przykrywał błoto, kryształy odbijały światło, którego w rzeczywistości nie było. W salach pełnych masek dzieci pozostawały jedynymi twarzami bez zasłony, bo najcenniejsze eksponaty wystawia się na widok. Kazano mu tańczyć, przemawiać i uśmiechać się. Nie po to, by zachwycać. Po to, by go wycenić.
W jego rodzinie historia była lustrem ustawionym pod odpowiednim kątem. Wojny pachniały atramentem zamiast krwią, filantropia była rękawiczką nakładaną na zaciśniętą pięść, a prawda pozostawała walutą, którą wydawano wyłącznie wtedy, gdy przynosiła zysk. Uczono go, że sumienie jest luksusem, na który imperia nie mogą sobie pozwolić. Człowiek nie posiadał imienia — był pionkiem, liczbą, aktywem.
Dorastał w zamku ukrytym głębiej niż tajemnica. Tam maski stawały się twarzami, a twarze maskami. Granica między fascynacją a obrzydzeniem rozmyła się szybciej niż dzieciństwo. Z czasem pojął, że jeśli zbyt długo patrzy się na teatr, kurtyna zaczyna przypominać horyzont.
Dziś nosi nazwisko cięższe od korony i lżejsze od sumienia. Porusza się po świecie jak klucz otwierający drzwi niewidoczne dla innych. Historia, prawo i ekonomia są dla niego trzema dialektami tej samej religii, a pieniądze jedynie cieniem czegoś znacznie potężniejszego — wpływu.
Nie kolekcjonuje ludzi. Kolekcjonuje zamknięte drzwi i moment, w którym ustępują pod jego dłonią. Wychowano go w przekonaniu, że intensywność jest jedyną formą życia, dlatego biegnie za nią jak człowiek gaszący pragnienie słoną wodą. Im więcej zdobywa, tym większą odczuwa pustkę.
Rodzinny dom przypominał pałac zbudowany na bagnie. Marmur przykrywał błoto, kryształy odbijały światło, którego w rzeczywistości nie było. W salach pełnych masek dzieci pozostawały jedynymi twarzami bez zasłony, bo najcenniejsze eksponaty wystawia się na widok. Kazano mu tańczyć, przemawiać i uśmiechać się. Nie po to, by zachwycać. Po to, by go wycenić.
W jego rodzinie historia była lustrem ustawionym pod odpowiednim kątem. Wojny pachniały atramentem zamiast krwią, filantropia była rękawiczką nakładaną na zaciśniętą pięść, a prawda pozostawała walutą, którą wydawano wyłącznie wtedy, gdy przynosiła zysk. Uczono go, że sumienie jest luksusem, na który imperia nie mogą sobie pozwolić. Człowiek nie posiadał imienia — był pionkiem, liczbą, aktywem.
Dorastał w zamku ukrytym głębiej niż tajemnica. Tam maski stawały się twarzami, a twarze maskami. Granica między fascynacją a obrzydzeniem rozmyła się szybciej niż dzieciństwo. Z czasem pojął, że jeśli zbyt długo patrzy się na teatr, kurtyna zaczyna przypominać horyzont.
Dziś nosi nazwisko cięższe od korony i lżejsze od sumienia. Porusza się po świecie jak klucz otwierający drzwi niewidoczne dla innych. Historia, prawo i ekonomia są dla niego trzema dialektami tej samej religii, a pieniądze jedynie cieniem czegoś znacznie potężniejszego — wpływu.
Nie kolekcjonuje ludzi. Kolekcjonuje zamknięte drzwi i moment, w którym ustępują pod jego dłonią. Wychowano go w przekonaniu, że intensywność jest jedyną formą życia, dlatego biegnie za nią jak człowiek gaszący pragnienie słoną wodą. Im więcej zdobywa, tym większą odczuwa pustkę.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
niezgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie