Strona 1 z 1

alvin fontaine

: wt lip 28, 2026 3:36 pm
autor: Alvin Fontaine
Alvin Fontaine
Gregg Sulkin
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
01.04.1999 | nieznane
zaimki
on/jego
zawód
strażak i parę innych
miejsce pracy
toronto fire station 132
orientacja
heteroseksualny (bicurious?)
dzielnica mieszkalna
parkdale
pobyt w toronto
większość życia
umiejętności
posiada uprawnienia do kierowania samochodem i motocyklem ◎ umie też jeździć na snowboardzie i wakeboardzie ◎ zna się na pierwszej pomocy ◎ i survivalu ◎ i na skakaniu ze spadochronem ◎ i nawet naprawi coś przy kompie ◎ potrafi też gotować i bardzo chętnie dokarmia innych ◎ gym świr, więc kondycja 11/10 ◎ jest (zbyt/głupio) odważny ◎ umie działać w kryzysie i zachować zimną krew, kiedy trzeba ◎ odporny na ból i wytrzymały na skrajne warunki atmosferyczne ◎ gra(ł) na pianinie i basie
słabości
chroniczny people pleaser ◎ nie ma w jego słowniku pojęcia takiego jak asertywność czy stawianie granic ◎ uzależniony od adrenaliny i bodźców ◎ nie potrafi odpoczywać i trwać w stagnacji ◎ nie lubi nudy ◎ za to boi się ciszy i samotności ◎ jego FOMO jest destrukcyjne ◎ do bólu lojalny, szybko zapomina o krzywdzie ◎ zbyt empatyczny ◎ biały kłamczuch, ale wmawia sobie, że to dla dobra innych ◎ własne emocje czy problemy zamiata pod dywan albo zbywa żartem
i'd rather burn out than fade away
be the rainfall, cause a landslide

Znalazłem w śmieciach Twój list. Prosiłaś w nim o kontakt, pytałaś o jakieś banały - jak mi idzie nauka, kim chcę zostać w przyszłości, co lubię. Pisałaś o sobie. Nie o mnie, nie o nas. Nic o tym, dlaczego odeszłaś, nic o tym, czemu mnie zostawiłaś. Za to dużo o niczym. O tym, że jesteś teraz na Karaibach i pływałaś z delfinami. O tym, że wczoraj zwiedziłaś Wersal w sandałach ze skóry aligatora i że w zeszłym tygodniu przegrałaś w black jacka w Monako. O tym, że słońce na Bora Bora opala Cię najlepiej i o tym, że wolisz Seszele od Dubaju. W paru zdaniach dałaś mi się poznać jako osoba lubiąca podróże, pieniądze i siebie. Nie wiem dlaczego do mnie napisałaś. Nie wiem czego ode mnie oczekujesz. Nie wiem, czy w ogóle wyślę Ci ten list. To moje piąte podejście do niego i dalej nie wiem, czemu w ogóle odpisuję.
Nauka idzie mi dobrze. Fontainowie (moja już-nie-taka-nowa, prawdziwa rodzina) nie suszą mi głowy, żebym wisiał z nosem w książkach. Wolą, żebym rozwijał swoje pasje i poznawał życie. Mówią: "życie jest dla ciebie, a nie ty dla życia, więc rób co chcesz, jak chcesz, kiedy chcesz. Bądź szczęśliwy, choćby malując pejzaże zachodniego wybrzeża albo latając paralotnią nad Muskoką". Podejrzewam, że z nimi mógłbym być każdym. Wymyśl sobie najdziwniejszy zawód świata — oni by mnie wspierali i dopingowali, jeśli byłoby to coś, co chciałbym robić. Analityk danych? Profesjonalna syrenka w zoo? Dojarz węży? Degustator kawy? Chirurg drzew? Tester kości do gier? Przytulacz, opiekun pand, malarz cytrusów? To artyści i są artystami z krwi i kości, o najbardziej pokręconych umysłach i największych sercach, jakie mogłabyś tylko poznać. I chociaż czasem ich otwartość jest dla moich kumpli zaskakująca, to nie wyobrażam sobie, żeby byli jak inni rodzice. Z nimi nie można się nudzić. Z moim rodzeństwem zresztą też nie. Bo widzisz, jest nas czworo i za każdego z nich dałbym się pokroić.
Fontainowie nigdy nie ukrywali przede mną, że jestem adoptowany. Nigdy też nie dali mi odczuć, że nie jestem ich. Jeśli jest jakiś najlepszy sposób, w jaki rodzic kocha dziecko, to właśnie z takiego sposobu skorzystali. Nie musiałem mieć najnowszego telefonu, bo w zamian mogłem wyrażać siebie na milion sposobów. Albo wrócić o 5 nad ranem i bez obaw przyznać się, że wylądowałem na domówce i sprawy wymknęły się spod kontroli, a ja paliłem zioło i właśnie zgonuję, chociaż za kilka godzin czeka mnie koncert pianistyczny. Miałem zagrać Liszta. Tata mówił, żebym już sobie odpuścił, że jak chcę, to mogę zagrać im, ale ja się uparłem i poszedłem. Zagrałem jakąś karykaturę Pachelbela i Rachmaninowa, za którą prawie zgoniono mnie ze sceny. Na szczęście uśmiech na twarzy mamy był wart czerwonego ze złości jury.
Nie zostałem pianistą. Nie zobaczysz mojego nazwiska na zaproszeniu na występ solisty w Royal Albert Hall ani na spisie muzyków grających koncert w La Scali. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jest mi przykro. Skłamałbym też, gdybym powiedział, że to było faktycznie moje marzenie. Nie było. Bo wiesz, pianino chyba nigdy tak naprawdę do mnie nie pasowało. Fajnie się grało, fajnie się słuchało, ale tak samo fajnie grało mi się na basie czy malowało akwarelami (a propos, mam nadzieję, że nie jestem z Austrii, to byłoby co prawda memiczne, ale bardzo niefortunne).
W każdym razie... Zostałem strażakiem. Nie piszę tego, żebyś była ze mnie dumna. Piszę to, bo chcę, żebyś wiedziała, że pamiętam. Nie dokładnie, bardziej podświadomie, gdzieś na etapie wspomnień sensorycznych. To podobno związane z silnymi emocjami. Pamiętam nagły błysk ognia. Pamiętam ciepło, gorąco. Pamiętam, że się bałem, bo płakałaś. Długo przerabiałem ten temat z terapeutką i jakoś tak w toku tego wszystkiego stwierdziłem, że chcę założyć mundur i pomóc innym mieć lepsze wspomnienia. Poza tym, mogę ściągać koty z drzew i wyciągać głowy dzieci spomiędzy barierek. Ostatnio miałem wezwanie do gościa, którego żona przykuła kajdankami do łóżka i schodząc spadła, złamała sobie obie ręce i nie potrafiła go uwolnić. Numer ratunkowy wybierała nosem.
Pytałaś co lubię. Nie wiem. Życie lubię. Ludzi, muzykę, słońce, zwierzęta, filmiki z failami. Adrenalinę. Ciebie. Ciebie chyba lubię. Może powinienem nienawidzić, może gdzieś głęboko nawet naprawdę nienawidzę. Ale tak ogólnie, to chyba cię lubię.
Chociaż nie nazwę cię nigdy matką.

PS. Dzięki za pocztówkę z Malediwów.



Ciekawostki
◎ profesjonalny golden retriever,
◎ poza byciem strażakiem, prowadzi też kursy z pierwszej pomocy, jest instruktorem skakania ze spadochronem i sezonowo nauczycielem jazdy na snowboardzie,
◎ robi najlepsze szejki proteinowe na dzielni,
◎ uwielbia chodzić po górach, pływać w jeziorze, nurkować, obżerać się kebsami, wyjść na escape roomy i pograć w gry komputerowe (planszowe i rpg przy stole z kostkami też),
◎ absolutny fan Resident Evila i Cyberpunka,
◎ czasami zamiast na siłkę, idzie na baldy czy basen,
◎ zawsze ma przy sobie psie smaczki i orzeszki,
◎ na google maps ma pozaznaczane miejscówki z najlepszym żarciem i aktywnie je aktualizuje,
◎ potrafi zasnąć w każdych warunkach (jak już wyczerpią mu się baterie): na fotelu dentystycznym, w helikopterze, na domówce, na podłodze w remizie, pod stołem u rodziców, na Teddy...
◎ utrzymuje kontakt z biologiczną matką, ale w zasadzie wygląda to bardziej jak jakaś ekskluzywna eskorta bez zobowiązań — zabiera go na luksusowe wakacje w egzotyczne miejsca i przez chwilę mogą sobie udawać, że tak naprawdę nigdy go nie porzuciła, gadać o pierdołach i poznawać świat, a potem on wraca do Toronto i za jakiś czas znowu dostaje e-mail z biletem lotniczym czy info o zamówionej taksówce na jego adres o tej i o tej godzinie,
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
-
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie

alvin fontaine

: czw lip 30, 2026 3:03 pm
autor: Maple Hearts
Witamy na forum Alvin Fontaine
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!