Strona 1 z 1

Before I lose you

: śr lip 29, 2026 9:55 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
015
Siedział na kanapie, patrząc na swoje dłonie. Trzęsły mu się, choć bardzo starał się to ukryć. W głowie miał totalny mętlik, a w gardle tak sucho, jakby od wielu godzin nic nie pił. Przyszedł dzisiaj do Charly, bo wiedział, że dłużej nie może tego odwlekać. Każda godzina milczenia robiła z niego oszusta, a Noe po prostu nie chciał jej okłamywać. Musi jej dzisiaj powiedzieć wszystko, chociaż zdawał sobie sprawę, że to może całkowicie zniszczyć to, co między nimi powstało. Z jednej strony czuje strach przed jej reakcją, a z drugiej poczucie winy, że zwala na nią taki cios na samym początku relacji. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażał. Przecież jeszcze niedawno wszystko było takie wspaniałe.
W jego głowie od razu wracają wspomnienia z dnia, w którym się poznali. To było takie zwariowane i zabawne. Pamiętał to bardzo dokładnie. Dostała wtedy pracę i z tej ogromnej radości po prostu podeszła do niego na ulicy i spontanicznie pocałowała. W ogóle go przecież nie znała, po prostu przepełniała ją radość. Stał tam kompletnie zszokowany, ale też od pierwszej sekundy tą dziewczyną zachwycony. Miała w sobie coś takiego, że nie mógł tak po prostu odejść. Zaproponował, żeby poszli na kawę. Zgodziła się, usiedli w kawiarni, pogadali i wymienili się numerami telefonów. Od tamtego dnia nie potrafił przestać o niej myśleć. Zaakceptowanie tego, że ktoś potrafi tak bezinteresownie i pozytywnie namieszać w jego życiu, zajęło mu dosłownie chwilę.
Niedługo potem zaprosił ją na pierwszą randkę. Zabrał ją na dach wieżowca, skąd był piękny widok na miasto. Żeby przełamać lody i mieć pretekst do bycia blisko niej, zaproponował, żeby liczyła tatuaże. To był niesamowity wieczór. Skończyło się na tym, że znowu się całowali. Miał wtedy poczucie, że trafili na siebie w świetnym momencie i że z tą dziewczyną naprawdę może zbudować coś fajnego, i na poważnie. Zaczęli oficjalnie się spotykać i był najszczęśliwszym kolesiem na świecie.
Problem polega na tym, że zanim w ogóle poznał Charly, zrobił głupotę, która teraz wraca do niego i rozwala całe życie. Uprawiał seks po pijaku z przyjaciółką, Gabrielą. To był jednorazowy przypadek. Oboje byli mocno wstawieni, poniosło ich i do niczego więcej między nami nigdy nie doszło. Potem sprawa przycichła, żył normalnie, dopóki Gabi nie przyszła z informacją, że jest w ciąży. Żeby było gorzej, okazało się, że w tamtym okresie spała z pięcioma facetami i sama nie miała pojęcia, kto jest ojcem. Noe był jednym z tych pięciu potencjalnych kandydatów.
Kiedy mu o tym powiedziała, kompletnie się podłamał. Zjadł go stres, zaczęły się bezsenne noce, a żołądek wywracał mu się na drugą stronę przy każdej próbie funkcjonowania. Nie wiedział, co ma z tym zrobić, zwłaszcza że w jego życiu była już Charly. Poszedł po poradę do najlepszej przyjaciółki, Elsy. Usiedli u niej, opowiedział jej wszystko szczegółowo, bez ukrywania faktów. Elsa wysłuchała go i dała radę. Powiedziała, żeby na razie nic nie mówił Charly i zaczekał na wyniki testów DNA. Tłumaczyła mu, że jeśli okaże się, że to nie jego dziecko, to nie będzie niepotrzebnie niszczył nowej relacji ani robił zamieszania, a jeśli wyjdzie, że dziecko jest jego, wtedy będzie musiał powiedzieć jej prawdę. Posłuchał Elsy i postanowił czekać, ale te dni wyczekiwania to była dla czysta udręka. Spotykał się z Charly, udawał, że wszystko jest w porządku, uśmiechał się, a w środku zżerały go wyrzuty sumienia i strach przed tym, co przyniosą wyniki. Czuł się jak hipokryta.
Kilka dni temu nadszedł dzień odbioru dokumentów z kliniki. Pojechał tam razem z Gabi oraz z Willem, który był jednym z pozostałych facetów z tej grupy. Gdy wreszcie otworzyli kartkę z wynikami, świat na całkowicie stanął w miejscu. Wynik był jednoznaczny i czarno na białym wskazywał na niego. To Noe jest ojcem. Napięcie, które gromadziło się w nich od tygodni, w tamtej chwili po prostu pękło. Wybuchła między nim a Gabi awantura. Zaczęli na siebie krzyczeć, wyrzucać sobie nawzajem wszystkie żale, pretensje i frustracje. Padło zdecydowanie za dużo okrutnych słów z obu stron. Po tej kłótni ich relacja rozpadła się całkowicie. Zakończyli przyjaźń definitywnie. Ustalili kontakt tylko i wyłącznie w sprawach dziecka.
I właśnie z tym wszystkim przyszedł teraz tutaj. Wypuścił głośno powietrze, oparł łokcie na kolanach, patrząc na podłogę i zaczął mówić.
- Charly, muszę ci o czymś powiedzieć. O czymś bardzo trudnym i poważnym. To nie będzie łatwa rozmowa, ale muszę być wobec ciebie szczery, bo zasługujesz na prawdę.- Ściska go w dołku, ale musi wyrzucić to z siebie.
- Zanim się poznaliśmy, popełniłem ogromny błąd. Byłem na imprezie, piłem i wylądowałem w łóżku z moją przyjaciółką, Gabrielą. To był jednorazowy przypadek po pijaku, do niczego więcej między nami nie doszło. Niedługo potem poznałem ciebie. Pamiętasz nasz pierwszy dzień? Jak podeszłaś do mnie bez zapowiedzi, po tym jak dostałaś pracę i mnie pocałowałaś? Od tamtego momentu zacząłem myśleć tylko o tobie. Kawiarnia, potem dach wieżowca, gdzie liczyłaś moje tatuaże... Bardzo szybko zrozumiałem, że chcę z tobą być i traktuję to poważnie. - Splótł palce dłoni, a każde kolejne słowo przychodziło mu z trudem. - Ale jakiś czas temu Gabi powiedziała mi, że jest w ciąży. Nie wiedziała, kto jest ojcem, bo w tamtym okresie spotykała się z kilkoma facetami. Ja byłem jednym z nich.
Zmusił się do wzięcia głębokiego wdechu, chociaż powstrzymywanie drżenia głosu przypominało walkę z własnym ciałem, które najchętniej po prostu uciekłoby stąd, zanim padną słowa, od których nie będzie już odwrotu.
- Kilka dni temu pojechałem odebrać wyniki. Byłem tam z Gabi i z Willem, jednym z pozostałych kolesi. Odebraliśmy papier i okazało się, że to ja jestem ojcem. Na miejscu doszło między mną, a Gabi do kłótni. Padły słowa, których nie da się cofnąć. Nie rozmawiamy ze sobą i nie jesteśmy już przyjaciółmi, ale nie zmienia to faktu, że będę ojcem.
Przełknął ślinę, bo w ustach miał sucho, a każdy oddech przychodził mu z coraz większym trudem. Patrzył na swoje trzęsące się dłonie czując, jak zjada go przerażenie na myśl o tym, co za chwilę stanie się z ich relacją.
Charly Hayes

Before I lose you

: śr lip 29, 2026 8:28 pm
autor: Charly Hayes
Charly od pierwszych minut ich spotkania miała nieodparte wrażenie, że coś było nie tak. Nie potrafiła jednak wskazać jednej konkretnej rzeczy, która wzbudziłaby jej niepokój, dlatego początkowo zrzuciła to na karb własnej wyobraźni. Noe siedział przecież naprzeciwko niej, w tym samym miejscu, w którym jeszcze niedawno potrafili rozmawiać godzinami o zupełnie nieistotnych rzeczach, śmiać się z głupot i przerzucać między sobą kolejne żarty, aż któreś z nich w końcu zaczynało narzekać na ból brzucha. Tym razem jednak cisza pomiędzy nimi wydawała się zupełnie inna; cięższa, przenikliwa i nieprzyjemna.
Przez chwilę przyglądała mu się z ukosa, siedząc wygodnie na kanapie i podciągając jedną nogę pod siebie. W dłoni obracała telefon, choć od dobrych kilku minut nawet nie patrzyła na ekran. Znała Noe wystarczająco długo, by zauważyć, kiedy coś go gryzło, a jednocześnie zdecydowanie zbyt krótko, by wiedzieć, co właściwie powinna z tym zrobić.
Ich relacja nadal była dla niej czymś nowym. Czymś, co początkowo miało być zwyczajnym poznawaniem drugiego człowieka, lecz z czasem zaczęło przypominać coś znacznie bardziej poważnego, a teraz coraz częściej łapała się na tym, że obecność blondyna stała się jednym z tych elementów codzienności, których brak potrafiłaby odczuć znacznie bardziej, niż chciała się do tego przyznać.
Było to o tyle problematyczne, że Charly Hayes zdecydowanie nie należała do kobiet, które z łatwością pozwalały komukolwiek wejść do swojego życia. Zwykle wolała zostawiać sobie otwartą furtkę, możliwość wycofania się, kiedy coś przestawało jej odpowiadać. Przy Noe ta furtka zaczęła jednak niebezpiecznie szybko zarastać, a ona sama nie była jeszcze pewna, czy bardziej ją to przerażało, czy fascynowało. Miała wystarczająco dużo własnych problemów na głowie — nieudana praca, poszukiwanie nowej i rosnące poczucie, że jej życie po raz kolejny próbuje znaleźć się w miejscu, którego wcale nie planowała — żeby dodatkowo komplikować sobie sytuację uczuciami, a jednak.

Dlatego patrzyła teraz na twarz mężczyzny, który obudził w niej na nowo uczucia. Nie zwracała uwagi na jego dłonie, które drżały mimo usilnych prób ukrycia tego faktu. Ignorowała podłogę, w którą uparcie wpatrywał się przez dłuższy czas. Bagatelizowała sposób, w jaki co chwilę nabierał powietrza, jakby każdy kolejny oddech wymagał od niego zdecydowanie większego wysiłku, niż powinien. Charly patrzyła na niego z rosnącym niepokojem, który początkowo próbowała jeszcze przykryć zwyczajowym rozbawieniem — No dobrze… — odezwała się w końcu, próbując odnaleźć w jego twarzy choć odrobinę tego Noe, którego znała. — Zaczynam się zastanawiać, czy powinnam się bać, czy po prostu zaproponować ci kawę, zanim oboje dojdziemy do wniosku, że zdecydowanie za długo siedzisz bez kofeiny. - powiedziała, uśmiechając się przy tym lekko, ale tym razem nawet jej własny żart nie zabrzmiał tak przekonująco, jak powinien. Nie potrafiła odwrócić wzroku od jego twarzy. Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że wszystkie próby udawania, iż sytuacja jest zupełnie normalna, stawały się coraz bardziej absurdalne.
Dopiero kiedy jej żart nie spotkał się z żadną odpowiedzią, tylko tym dziwnym spojrzeniem, wówczas Charly naprawdę spoważniała. Odłożyła telefon na bok i poprawiła się na kanapie, zwracając się w jego stronę całym ciałem. Nie znała jeszcze powodu tej wizyty, ale zaczynała rozumieć, że nie przyszedł tutaj po to, by spędzić z nią zwyczajny wieczór. Nie chciał jej rozbawić. Nie chciał nawet udawać, że wszystko jest w porządku.

Kiedy Noe w końcu zaczął mówić, ciemnowłosa początkowo słuchała go w całkowitym milczeniu. Nie przerywała. Nie zadawała pytań. Nawet wtedy, kiedy usłyszała pierwsze słowa o błędzie, alkoholu i Gabrieli, jej twarz nie zdradziła jeszcze tego, co zaczynało dziać się gdzieś głęboko pod powierzchnią; jedynie palce zacisnęły się nieco mocniej na materiale spodni.
Spojrzenie zielonych tęczówek ani razu nie uciekło od twarzy mężczyzny, kiedy opowiadał o nocy, która miała nigdy nie wrócić, o przyjaciółce, z którą przespał się przed ich poznaniem, o ciąży, o pięciu potencjalnych ojcach i wreszcie o wynikach testu DNA. Każde kolejne zdanie dokładało następną cegiełkę do historii, której Charly wcale nie chciała teraz budować w swojej głowie.

Ojciec.
To jedno słowo pojawiło się w jej myślach zdecydowanie zbyt wyraźnie. Charly odruchowo odwróciła wzrok, ale tym nie dlatego, że potrzebowała ukryć zakłopotanie. Zwyczajnie potrzebowała kilku sekund, żeby po prostu spojrzeć gdziekolwiek indziej i nie dać sobie wmówić, że właśnie źle usłyszała. Przełknęła ślinę, czując nieprzyjemne napięcie zaciskające się gdzieś pod mostkiem. Jej pierwszym odruchem było zaprzeczenie. Drugim — zadanie setki pytań jednocześnie. Trzecim, najbardziej charakterystycznym dla niej, było zaśmianie się z całej tej absurdalności. Nie zrobiła żadnej z tych rzeczy.
Zamiast tego siedziała nieruchomo, próbując przetworzyć fakt, że człowiek, z którym jeszcze niedawno całowała się na dachu wieżowca, z którym zaczęła spotykać się coraz częściej i którego obecność zdążyła polubić zdecydowanie bardziej, niż zamierzała, właśnie powiedział jej, że zostanie ojcem.

Nie wiedziała, co powinna poczuć. Złość? Rozczarowanie? Strach? A może zwyczajnie panikę, bo oto nagle okazało się, że coś, co dopiero zaczynało nabierać kształtu, od samego początku miało w sobie element, którego żadne z nich nie mogło przewidzieć.— Dobrze… — odezwała się w końcu, ale własny głos zabrzmiał obco; zbyt spokojnie, niemal nienaturalnie. Przesunęła dłonią po włosach, odgarniając je z twarzy, po czym spojrzała na niego ponownie. Tym razem uważniej i dłużej, zupełnie jakby próbowała zobaczyć w nim tego samego Noe, którego znała jeszcze godzinę wcześniej.— Czyli… — urwała, bo słowo nagle okazało się zdecydowanie trudniejsze, niż powinno. — Czyli masz dziecko. - nie brzmiało to jak pytanie, raczej niczym próba wypowiedzenia na głos czegoś, co wciąż nie chciało przejść jej przez gardło.
Charly opuściła wzrok na swoje dłonie, przez chwilę milcząc. Nie potrafiła jeszcze powiedzieć, co to oznaczało dla nich. Nie potrafiła nawet zdecydować, czy powinna być zła na niego za to, że powiedział jej dopiero teraz, skoro przez te wszystkie tygodnie byli coraz bliżej. Wiedziała jednak jedno. Nie chciała pocieszenia. Nie chciała też, żeby mówił, że wszystko jakoś się ułoży.
Pragnęła prawdy. Podniosła więc wzrok i tym razem w jej oczach nie było już nawet śladu wcześniejszego rozbawienia. — Powiedz mi tylko jedną rzecz, Noe. — głos miała spokojny, choć gdzieś pod nim czaiło się napięcie, którego nie potrafiła już całkowicie ukryć. — Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? - zawahała się przez krótką chwilę, a potem dodała: — I nie pytam o to, dlaczego nie powiedziałeś mi tego pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy. Nie jestem aż tak absurdalna. — kąciki jej ust drgnął ledwie zauważalnie, ale tym razem nie był to uśmiech. — Pytam, dlaczego przez te wszystkie tygodnie, kiedy byliśmy razem, kiedy zaczęliśmy się do siebie zbliżać… pozwoliłeś mi wierzyć, że wszystko między nami jest dokładnie takie, jak myślałam. - zamilkła, nawet jeśli początkowo brzmiała tak, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze. To jednak zamilkła, bo dopiero teraz uświadomiła sobie, że właśnie to bolało ją najbardziej. Nie sam fakt istnienia dziecka. Nie Gabriela. Nawet nie tamta noc, która wydarzyła się przecież zanim Noe ją poznał - tylko to, że przez ostatnie tygodnie pozwalała sobie na coś, czego wcześniej bała się jak ognia — na myśl, że być może naprawdę może mu zaufać.

Widząc, jak Noe bierze kolejny wdech, chcąc zabrać głos, powstrzymała go subtelnym ruchem dłoni, sama nabierając powietrza w płuca. Te unosiły się ciężko, wywołując wręcz fizyczny ból, mimo którego mówiła dalej: — Bo ja chyba potrzebuję wiedzieć, czy przez ten cały czas, kiedy patrzyłeś na mnie i mówiłeś, że chcesz być ze mną… — urwała, czując, że pierwszy raz naprawdę zaczyna łamać jej się głos. — …ty też wierzyłeś, że to może być coś prawdziwego? Czy po prostu czekałeś, aż wyniki powiedzą ci, czy w ogóle warto mi o tym powiedzieć? - chociaż bardzo chciała to jednak nie odwróciła wzroku. Tym razem nie uciekła. Siedziała naprzeciwko niego i czekała na odpowiedź, choć po raz pierwszy od dnia, w którym Noe pojawił się w jej życiu, nie była pewna, czy naprawdę chciała ją usłyszeć.




Noe Villeneuve-Scott

Before I lose you

: czw lip 30, 2026 10:04 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
Słuchał jej i czuł, jak z każdym kolejnym słowem w jego wnętrzu coś pęka. Głos Charly brzmiał obco, nienaturalnie spokojnie, że aż przeszedł go dreszcz. Siedziała naprzeciwko niego, patrząc inaczej niż wcześniej, jakby próbowała w nim odnaleźć kogoś, kogo znała jeszcze godzinę temu, a kogo on sam w sobie na chwilę zgubił.
Pamiętał doskonale moment, kiedy wszedł dzisiaj do jej mieszkania. Od pierwszej minuty czuł, jaki ciężar wnosił ze sobą przez progi jej domu. Widział, jak przyglądała mu się z ukosa, siedząc na kanapie i obracając w dłoni telefon. Wiedział też, jak trudne dla Charly było wpuszczenie go do swojego życia. Wiedział jak ostrożna była od samego początku, jak zdawkowo przydzielała mu swój czas i uważała na to, co mówi, jakby zawsze trzymała rękę na pulsie. Przez pierwsze tygodnie czuł dystans, jakby w każdej chwili była gotowa zniknąć bez słowa, ale z czasem ta rezerwa znikała. Zaczęła wpuszczać go bliżej, dzielić się z nim swoim czasem i życiem, a on miał poczucie, że zyskuje jej zaufanie. I to bolało go dzisiaj najbardziej – że ten krok, który zrobiła w jego stronę z takim trudem, przyszedł zniszczyć.
Kiedy próbowała jeszcze na samym początku rozładować niepokój i zapytała z uśmiechem, czy powinna się bać, czy zaproponować mu kawę, miał ochotę skłamać. Chciał złapać się tego żartu jak koła ratunkowego, uśmiechnąć się i udawać, że rzeczywiście chodziło tylko o gorszy dzień, ale nie potrafił. Widział, jak momentalnie spoważniała, odłożyła telefon i odwróciła się do niego. Dopiero wtedy tak zrozumiała, że nie przyszedł na zwyczajny wieczór i że to nie była sytuacja, którą dało się obrócić w żart.
Słuchała go w milczeniu. Widział, jak przy słowach o alkoholu, Gabrieli i nocy sprzed ich poznania jej palce zacisnęły się na materiale spodni. Jej zielone oczy patrzyły na niego bez przerwy, kiedy opowiadał, a potem, nagle odwróciła wzrok. Znał ją na tyle, by wiedzieć, że w takich momentach w jej głowie biła się ze sobą setka myśli i pytań, ale nie nakrzyczała na niego ani nie uciekła.
W powiedziała nienaturalnie spokojnym głosem Czyli masz dziecko, i opuściła wzrok, a Noe poczuł wstyd. Wiedział, że nie chciała pocieszenia, że nie chciała słuchać jego głupich zapewnień, że jakoś to będzie. Chciała prawdy i dlaczego dowiaduje się o tym dopiero teraz?
Chciał od razu zacząć się tłumaczyć, jednak powstrzymała go delikatnym ruchem dłoni i to zabolało. Słuchał, jak mówiła dalej, jak unosiła się jej klatka piersiowa i jak po raz pierwszy naprawdę łamał jej się głos, gdy pytała go, czy przez te wszystkie tygodnie, kiedy patrzył na nią i mówił, że chce z nią być, on też wierzył, że to jest coś prawdziwego. Patrzył na nią nie odwracając wzroku. Nie uciekał, choć miał ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nigdy, ani przez sekundę nie pomyślałem, że nie warto ci mówić - zaczął, a jego głos był cichy i chropowaty od uścisku w gardle. - Każde słowo, które ci powiedziałem, było w stu procentach prawdziwe. Z każdym tygodniem byłem coraz bardziej pewien, że chcę być z tobą. To, co między nami powstało, było dla mnie najbardziej prawdziwą rzeczą, jaka przydarzyła mi się od bardzo dawna. - Przełknął ślinę, bo miał sucho w ustach. Chciał, żeby usłyszała prawdę o tym, co działo się w jego głowie, bez wykrętów. - Kiedy Gabi przyszła do mnie z informacją o ciąży, kompletnie się rozpadłem. - Splótł palce dłoni i zacisnął je na kolanach, starając się zatrzymać ich drżenie, a potem popatrzył jej prosto w oczy, chociaż widział w nich żal. - Wmawiałem sobie, że chronię cię przed niepotrzebnym stresem, dopóki nie ma pewności, ale tak naprawdę chroniłem siebie. Byłem tchórzem. Bałem się jak cholera. Widziałem, jak trudne było dla ciebie otwarcie się na mnie i jak powoli wpuszczałaś mnie do swojego życia i panicznie bałem się, że jeśli powiem ci o moich przypuszczeniach, zanim poznam fakty, to odejdziesz. Zamiast być z tobą szczerym od samego początku, wolałem żyć w iluzji i udawać przed tobą, że wszystko jest w porządku, podczas gdy w środku zżerał mnie strach.
Oparł łokcie na kolanach i nachylił się lekko w jej stronę, choć nie odważył się wyciągnąć ręki, by jej dotknąć.
- Czekałem na wyniki nie po to, żeby ocenić, czy warto ci o tym mówić, ale dlatego, że sparaliżował mnie strach przed stratą ciebie. I to było samolubne z mojej strony. Zawiodłem twoje zaufanie dokładnie w momencie, w którym zaczynałaś mi je dawać. Rozumiem twój żal i rozumiem, dlaczego czujesz, że to wszystko mogło być nieprawdziwe, ale błagam cię, nie wątp w moje uczucia. Popełniłem błąd, myślałem idiotycznie, ale moje uczucia do ciebie nigdy nie były grą. Zależy mi na tobie bardziej, niż potrafię to teraz ubrać w słowa i znoszę każdą konsekwencję tego, że powiedziałem ci o tym dopiero dzisiaj.
Po wypowiedzeniu ostatnich słów zapadła cisza, a Noe siedział, czując, jak serce tłucze mu się w piersi. Nic już nie ukrywał, niczego nie ubarwiał i nie szukał dla siebie żadnego usprawiedliwienia. Zrobił to, co powinien był zrobić tygodnie temu, ale ulga wcale nie nadeszła. Zamiast niej czuł tylko pustkę i niepewność. Zastanawiał się, czy Charly za chwilę po prostu wskaże mu drzwi i każe wyjść. I co najbardziej go przerażało – wiedział, że miałaby do tego pełne prawo. Myślał o tym, jak w kilka minut całe jego poukładane życie zamieniło się w gruzy. Z jednej strony stracił przyjaciółkę, z którą pokłócił się na korytarzu kliniki do tego stopnia, że nie chciał jej widzieć na oczy, a z drugiej strony stał przed wizją straty kobiety, na której mu zależało. Został sam z faktem, że zostanie ojcem dziecka kobiety, z którą nic go nie łączyło i ze świadomością, że złamał serce Charly. Patrzył na nią i czekał na odpowiedź, wiedząc, że cokolwiek dziewczyna teraz powie, ten wieczór zmieni w jego życiu wszystko.
Charly Hayes