I'll make you lose all of your cool, just say you wanna play
: śr lip 29, 2026 11:08 pm
Całe życie szmatą w pysk, inaczej nie można było tego określić. Kto widział, żeby w dwudziestym pierwszym wieku, kiedy cywilizacja dążyła do coraz to lepszego rozwoju, zabrakło w domu ciepłej wody. Tak zwyczajnie, tak po prostu i to jeszcze kiedy Dean uznał, że zrobi sobie męskie spa. Posiedzi w wannie, porobi co ma porobić, powspomina najlepsze momenty z upojnych nocy, przygotowując się na kolejne. Brzmiało jak plan idealny, którego najwidoczniej wszechświat nie zaakceptował, odbierając mu chwilową radość z życia. Musiało go nieźle w tych gwiazdach ściskać, że tancerz każdorazowo się tak dobrze bawił, a ten mógł jedynie po galaktykach hasać.
Szybka wymiana wiadomości z Benjaminem, którego co prawda w domu nie było (pewnie baraszkował pomiędzy nogami tego swojego blondaska, którego miał zdobyć w ramach wyzwania), ale który pozwolił mu skorzystać z łazienki u nich. Nie pierwszy i nie ostatni raz, a skoro Vanberg miał klucz dany przez przyjaciela (co najmniej jak obietnica wspólnego życia), grzechem byłoby nie skorzystać. Jasne, mógł się pofatygować do jakiejś ponętnej piękności, która uzyczyłaby swojego ciała jako ręcznika, ale aktualnie serio tancerz chciał się po prostu umyć czując, że po ciężkim treningu zaczyna wonieć bardziej, niż bezdomny na stacji metra.
Spakował co miał spakować i zaledwie kilka minut później znalazł się w domu Thallmana, rzucając sportową torbę na jego łóżko. Jego sypialnia była mu na tyle dobrze znana (bez zboczeństwa proszę), że wiedział nawet gdzie kumple trzymał swoje pisemka pornograficzne z męskimi torsami i innymi ciekawymi widokami. Trochę mu to uwłaczało, bo miał przecież Deana tak blisko, ale ostatecznie był skłonny wybaczyć - przyjaciele powinni zostać tylko przyjaciółmi, nie zawsze z korzyściami.
Zrzucił z siebie ubrania i święcie przekonany, że w domu nie ma nikogo (Benji zapewniał, że chata wolna i można harcować), poszedł jak go Bóg stworzył do łazienki na piętrze. Wpakował się pod prysznic, wydając ciche westchnienie ulgi, kiedy na plecy spadły pierwsze krople ciepłej wody.
Oddawał się przyjemności płynącej z relaksującej kąpieli i nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś mu się wpakował do łazienki. Zaparowane szkło nie przepuszczało widoków, więc mogło mu umknąć. Zresztą jedynym, kto wiedział, że dupkę myć będzie i tak był Benjamin, który widział więcej niż powinien. Dopiero kiedy zakręcił kurek z wodą usłyszał krzątanie dobiegające zza kabiny prysznicowej.
-Z blondynem nie poszło, to przylazłeś do mnie? Ręcznik byś chociaż podał - rzucił i bezceremonialnie rozsunął szklane drzwi, uwalniając parę, która roztoczyła się na niewielkie pomieszczenie, przy okazji świecą golizną. Z tym, że w łazience nie było Benjamina, a ktoś kogo nijak się nie spodziewał.
-O siema, Młoda - rzucił do Clementine z szerokim uśmiechem. - Urocza piżamka - dodał, kiedy bezczelnie prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce skrytej pod kolorową piżamą.
Clementine Thallman
Szybka wymiana wiadomości z Benjaminem, którego co prawda w domu nie było (pewnie baraszkował pomiędzy nogami tego swojego blondaska, którego miał zdobyć w ramach wyzwania), ale który pozwolił mu skorzystać z łazienki u nich. Nie pierwszy i nie ostatni raz, a skoro Vanberg miał klucz dany przez przyjaciela (co najmniej jak obietnica wspólnego życia), grzechem byłoby nie skorzystać. Jasne, mógł się pofatygować do jakiejś ponętnej piękności, która uzyczyłaby swojego ciała jako ręcznika, ale aktualnie serio tancerz chciał się po prostu umyć czując, że po ciężkim treningu zaczyna wonieć bardziej, niż bezdomny na stacji metra.
Spakował co miał spakować i zaledwie kilka minut później znalazł się w domu Thallmana, rzucając sportową torbę na jego łóżko. Jego sypialnia była mu na tyle dobrze znana (bez zboczeństwa proszę), że wiedział nawet gdzie kumple trzymał swoje pisemka pornograficzne z męskimi torsami i innymi ciekawymi widokami. Trochę mu to uwłaczało, bo miał przecież Deana tak blisko, ale ostatecznie był skłonny wybaczyć - przyjaciele powinni zostać tylko przyjaciółmi, nie zawsze z korzyściami.
Zrzucił z siebie ubrania i święcie przekonany, że w domu nie ma nikogo (Benji zapewniał, że chata wolna i można harcować), poszedł jak go Bóg stworzył do łazienki na piętrze. Wpakował się pod prysznic, wydając ciche westchnienie ulgi, kiedy na plecy spadły pierwsze krople ciepłej wody.
Oddawał się przyjemności płynącej z relaksującej kąpieli i nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś mu się wpakował do łazienki. Zaparowane szkło nie przepuszczało widoków, więc mogło mu umknąć. Zresztą jedynym, kto wiedział, że dupkę myć będzie i tak był Benjamin, który widział więcej niż powinien. Dopiero kiedy zakręcił kurek z wodą usłyszał krzątanie dobiegające zza kabiny prysznicowej.
-Z blondynem nie poszło, to przylazłeś do mnie? Ręcznik byś chociaż podał - rzucił i bezceremonialnie rozsunął szklane drzwi, uwalniając parę, która roztoczyła się na niewielkie pomieszczenie, przy okazji świecą golizną. Z tym, że w łazience nie było Benjamina, a ktoś kogo nijak się nie spodziewał.
-O siema, Młoda - rzucił do Clementine z szerokim uśmiechem. - Urocza piżamka - dodał, kiedy bezczelnie prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce skrytej pod kolorową piżamą.
Clementine Thallman