-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Szybka wymiana wiadomości z Benjaminem, którego co prawda w domu nie było (pewnie baraszkował pomiędzy nogami tego swojego blondaska, którego miał zdobyć w ramach wyzwania), ale który pozwolił mu skorzystać z łazienki u nich. Nie pierwszy i nie ostatni raz, a skoro Vanberg miał klucz dany przez przyjaciela (co najmniej jak obietnica wspólnego życia), grzechem byłoby nie skorzystać. Jasne, mógł się pofatygować do jakiejś ponętnej piękności, która uzyczyłaby swojego ciała jako ręcznika, ale aktualnie serio tancerz chciał się po prostu umyć czując, że po ciężkim treningu zaczyna wonieć bardziej, niż bezdomny na stacji metra.
Spakował co miał spakować i zaledwie kilka minut później znalazł się w domu Thallmana, rzucając sportową torbę na jego łóżko. Jego sypialnia była mu na tyle dobrze znana (bez zboczeństwa proszę), że wiedział nawet gdzie kumple trzymał swoje pisemka pornograficzne z męskimi torsami i innymi ciekawymi widokami. Trochę mu to uwłaczało, bo miał przecież Deana tak blisko, ale ostatecznie był skłonny wybaczyć - przyjaciele powinni zostać tylko przyjaciółmi, nie zawsze z korzyściami.
Zrzucił z siebie ubrania i święcie przekonany, że w domu nie ma nikogo (Benji zapewniał, że chata wolna i można harcować), poszedł jak go Bóg stworzył do łazienki na piętrze. Wpakował się pod prysznic, wydając ciche westchnienie ulgi, kiedy na plecy spadły pierwsze krople ciepłej wody.
Oddawał się przyjemności płynącej z relaksującej kąpieli i nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś mu się wpakował do łazienki. Zaparowane szkło nie przepuszczało widoków, więc mogło mu umknąć. Zresztą jedynym, kto wiedział, że dupkę myć będzie i tak był Benjamin, który widział więcej niż powinien. Dopiero kiedy zakręcił kurek z wodą usłyszał krzątanie dobiegające zza kabiny prysznicowej.
-Z blondynem nie poszło, to przylazłeś do mnie? Ręcznik byś chociaż podał - rzucił i bezceremonialnie rozsunął szklane drzwi, uwalniając parę, która roztoczyła się na niewielkie pomieszczenie, przy okazji świecą golizną. Z tym, że w łazience nie było Benjamina, a ktoś kogo nijak się nie spodziewał.
-O siema, Młoda - rzucił do Clementine z szerokim uśmiechem. - Urocza piżamka - dodał, kiedy bezczelnie prześlizgnął się wzrokiem po jej sylwetce skrytej pod kolorową piżamą.
Clementine Thallman
-
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Powrót na stare śmieci nie był jednak pozytywnym zdarzeniem. Pomiędzy rodzeństwem dalej dało się wyczuć napięcie, a cisza była wyznacznikiem tego, jak bardzo nikt nie chciał wyciągnąć ręki, żeby zażegnać ten mały spór. Kto by się spodziewał, że jedna kobieta mogła być rysą na zaufaniu wobec najbliższych.
Thalia rozszarpywała od wewnątrz ich rodzinę.
To był męczący dzień. Od rana stała w cukierni i robiła za dwoje, bo jeden pracownik poszedł na chorobowe. Do tego przez pół miasta biegła, żeby zdążyć przed zamknięciem poczty, żeby odebrać paczkę, którą nadesłała jej firma. Pierwsza większa współpraca. Cieszyła się na to, ale nie spodziewała się, że Pani przyniesie jej taki wielki karton. Ledwo umiała go unieść, więc musiała zamówić taksówkę, na którą czekała prawie godzinę.
OMG.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Sięgnęła po pilocik i po raz kolejny była bliska załamaniu. Oczywiście, że to małe ustrojstwo było zapakowane w jakiś plastik, którego nie mogła rozerwać. A nożyczki były... w łazience. Niby nikogo nie było w domu, ale i tak asekuracyjnie założyła swoją piżamkę w jednorożce, którą dostała kiedyś od Benjiego na święta. Dla nich zawsze będzie tylko młodszą, niewinną siostrzyczką.
Ruszyła do pomieszczenia z trwogą i uświadomiła sobie, że jednak ktoś był w domu. Trudno. Dasz radę. Nacisnęła klamkę, zasłaniając oczy, tak w razie czego i z ulgą stwierdziła, że ktoś jest pod prysznicem. - Ja tylko na chwilę. - powiedziała, ale zapewne i tak odgłos lecącej wody zagłuszył jej słowa. Otworzyła szufladę i zaczęła ją przetrząsać w poszukiwaniu nożyczek i wtedy...
Ten głos.
Nie, to niemożliwe...
- Dean?! - opakowanie wysunęło się z jej rąk, gdy mimowolnie spojrzała w kierunku mężczyzny. Rozchyliła usta, zerkając w dół na jego... O mój Boże... Odwróciła się do niego plecami, ale ten ruch na niewiele się zdał, bo dalej miała dobry widok na niego w lustrze. - Co ty tu robisz? - zapytała i cicho przeklęła pod nosem, zdając sobie sprawę, że nie może teraz uciec. Musiała odzyskać ten przeklęty pilocik.
Dean Vanberg