Strona 1 z 1

I'm gonna give all my secrets away

: czw lip 30, 2026 5:08 pm
autor: Kieran Burreau
Niektóre odczucia były silniejsze od jego woli. nachodziły go niespodziewanie i nie zostało nic innego, jak się im poddać. Kiedyś Kieran starał się z nimi walczyć, ignorując, ale szybko doszedł do wniosku, że tracił znacznie więcej energii na próbę zagłuszenia pragnienia, niż gdyby po prostu mu się oddał, pozwalając szaleć i wyzwalać głęboko ukryte tajemnice, które towarzyszyły mu niezmiennie od parunastu lat. Czuł, że ten sekret musi pozostać sekretem, bo konsekwencje byłyby zbyt wielkie. Ojciec nigdy tego nie zaakceptuje, dał mu to do rozumienia już w dzieciństwie, kiedy nieśmiało próbował przedstawić swój punkt widzenia. ten jeden jedyny raz chciał zrobić coś dla siebie wierząc naiwnie, że rodzice podzielą pasję, jak również fakt, że będzie miał coś swojego. Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie brutalniejsza i od tamtego dnia, kiedy kategoryczne NIE utkwiło mu w pamięci, trzymał to głęboko w sobie, nie zdradzając nikomu. Było jego i tylko jego.
Dzisiaj pragnienie odezwało się ponownie. Działo na tyle irytująco, że młody prawnik nie potrafił skupić się na niczym innym. Nie powiodły się próby przeczytania kolejnej części Wampirzego Cesarstwa - książki, która ostatnio o dziwo zrobiła na nim wrażenie. Była dobrze napisana i urzekała, wielki plus. Nie powiodło się pisanie pracy semestralnej, która czekała na oddanie. Jak miał skupić się na wybronieniu wyimaginowanego klienta, kiedy nie potrafił skutecznie myśli pochwycić? Ach, cóż za denerwujące odczucie.
Wiedział, że jedynym wyjściem będzie po prostu uspokojenie pragnienia, które nażarte, da mu spokój na jakiś czas, wystarczający, by wrócił do normalności. Spakował do torby wszystkie potrzebne przedmioty i wykorzystując fakt, że w domu nie było jeszcze rodziców, skinął na Inez, dając jej tym samym do zrozumienia, że tego sekretu również musi dochować, wyszedł w ciemną noc. Było przyjemnie. Lekki wiatr, cisza zakłócana typowymi odgłosami miasta - przejeżdżające samochody, gdzieś rozmowy w pobliskich lokalach, szczekanie psa.
Zapakował wszystko do samochodu, kierując się w miejsce, które pojawiło się w jego głowie. Och, gwiazdy tam musiały wyglądać doprawdy wspaniale, a dokładając do tego księży, można było być świadkiem idealnej scenerii. Zaparkował auto możliwie jak najbliżej, gramoląc się z samochodu. Musiał wyglądać dziwnie - ubrany w ciemne kolory, z torbą, która skrywać mogła dosłownie wszystko. Gdyby ponosiła go fantazja, pewnie stwierdziłby, że co najmniej jak płatny morderca, który ma coś do ukrycia. W głowie Burreau jednak nie takie obrazy aktualnie krążyły. Skakały od pewnego zadziornego uśmiechu do tych cholernych gwiazd na niebie. Niebezpieczna kombinacja.
Poprawił ekwipunek i zaczął przedzierać się przez drzewa przeplatane krzakami. mało przyjemny spacer, ale poświęcenie nie było dla niego pierwszyzną. Jak się uparł nie było siły, która by go od tego odwiodła. Dodatkowo musiał korzystać, póki może wiedząc, że tylko w ciemne noce może pozwolić sobie być kimś, kim nie był na sali sądowej lub uczelnianej sali wykładowej. Wersją siebie, której poniekąd się wstydził, zachowując dla siebie.
Pogrążony w myślach nie zwrócił uwagi, że pobliski szelest nie należał do nocnego zwierzęcia. Był zbyt ciężki, chociaż umysł chłopaka zwyczajnie to zignorował, jakby miał jakieś klapki. Kto by pomyślał, że ta chwila nieuwagi szybko okaże się dość niebezpieczna.

Bowie Vance

I'm gonna give all my secrets away

: śr sie 05, 2026 3:59 pm
autor: Bowie Vance
How did it feel
when it came alive and took you
out of the black?
Na parking podziemny, pod budynkiem, w którym znajdował się apartament Bowiego, prowadziły albo schody, albo winda. Bowie jednak, niezależnie od tego, że mieszkał tutaj już ładne kilka lat, nigdy jeszcze ze schodów nie korzystał i kiedy odnalazł wzrokiem informacją, że winda nie działa — uprzednio dwa razy naciskając przycisk przywołujący — z zaskoczeniem odkrył, że i owszem, schody istnieją i autentycznie można po nich zejść do celu.
No i zszedł.
A nawet prawie spadł, bo skacząc po stopniach jak fleja, potknął się będąc prawie u celu i z trzech ostatnich schodów zjechał, szorując po krawędziach marmuru trampkami. Tylko cudem złapał ostatecznie równowagę, wypuszczając z płuc wstrzymane chwilę wcześniej powietrze, a w tym samym momencie poczuł wibracje telefonu, wsuniętego w kieszeń czarnych, skórzanych spodni. Wiadomość odczytał w trakcie marszu w stronę grafitowego merca, zaparkowanego niechlujnie na linii oddzielającej dwa miejsca parkingowe.
Odpisał, wysłał i zamyślił się, a ocknął dopiero, kiedy stanął przy drzwiach od strony pasażera. Zamrugał i zajrzał przez okno do środka, dopiero teraz przypominając sobie, że podczas ostatniego wypadu na domek za miastem ludzie (włącznie z nim) tak się skuli, że jego auto wyglądało jakby ktoś bezdomny mieszkał w nim co najmniej przez tydzień.
Strasznie nie chciało mu się tego ogarniać — chociaż ogarnianie ograniczało się do pojechania do detail shopu i oddania auta do gruntownego czyszczenia — więc wzruszył ramionami, wyciągnął tylko ze środka skórzaną kurtkę, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę zaparkowanego bliżej wyjazdu motoru. Wcisnął na głowę kask, zapiął kurtkę pod szyją i wyjechał z głośnym warkotem na ulicę, zajeżdżając przy okazji drogę jakiemuś, na szczęście ostrożnemu, kierowcy, który nie odważył się nawet na niego zatrąbić.
Podobało mu się, dawno nie jeździł swoim Nightshiftem i z zadowoleniem uznał, że dalej to kocha, szczególnie kiedy może dobrze się rozpędzić. Tristanowi by się to nie spodobało, ale jego przecież tutaj nie było. Może gdyby rozbił się na jakimś aucie (budynku, słupie, drzewie), to aktor wróciłby z tej cholernej podróży służbowej szybciej; może wtedy Bowie by tak bardzo nie tęsknił.
Uśmiechnął się do siebie krzywo i dodał gazu na prostym, długim odcinku drogi, w ostatniej chwili hamując przed zjazdem. Nie miał specjalnego planu na to, co ze sobą zrobić. Po prostu mu się nudziło. Nie był pewien ile czasu włóczył się po ulicach Toronto i obrzeżach, ale w pewnym momencie jego wzrok padł na zaparkowany przy lesie samochodów. Czasami zapominał twarze ludzi, imiona, w co byli ubrani i generalnie co z nimi w ogóle i kiedy robił, ale nie zapominał ich pojazdów.
A auto Kierana widział już nie raz.
Chwilę później, zostawiwszy uprzednio kask z motorem przy wspomnianym wcześniej aucie, zagłębiał się powoli w las. Po zmroku to miejsca miało swój niezaprzeczalny urok i zauważał to nawet tak nieoczytany człowiek, jak Vance. Może i nie zajmował się słowem pisanym, ale bez wątpienia był artystą. Szedł powoli i cicho, a to głównie dlatego, że nasłuchiwał. Polował. Wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności, a słuch wytężył, zwracając uwagę na każdy szelest i każdy trzask, kiedy gałązki łamały się pod naporem czyichś kroków. Kroków Kierana, jak się domyślił. Nie był więc zaskoczeniem fakt, że miał rację. Zmrużył oczy, przyglądając się przez chwilę temu, co znajomy właśnie wyprawiał i chociaż mogło się to wydawać przeciętnej osobie dziwne, to jemu się spodobało. Żałował, że sam na to nie wpadł, chociaż zdarzyło mu się kilka razy rysować w środku nocy nad jeziorem, tuż po tym, jak brał kąpiele całkowicie nago. Kolejne uczucie, które uwielbiał i kolejne zapomniane od dawna.
— Liczysz na to, że blask księżyca w pełni magicznie podniesie twoje zdolności manualne? — rzucił żartobliwie, unosząc lekko kącik ust w powściągliwym uśmiechu. Przekrzywił lekko głowę, splatając dłonie przed sobą, między udami. Nie tak, jakby się modlił lub zasłaniał, raczej swobodnie, jakby po prostu chciał coś zrobić z rękami. — Ukrywasz się — dodał po chwili, z taką pewnością w głosie, jakby uważał się za nieomylnego. Dzisiaj miał szczęście w zgadywankach. Może to on czerpał moc z pełni księżyca? Ciekawe.

Kieran Burreau

I'm gonna give all my secrets away

: sob sie 15, 2026 1:32 pm
autor: Kieran Burreau
Niezależnie od tego za jak szczerego człowiek się uważał, każdy posiadał sekrety. Małe, duże, ale były. Istniały rzeczy, o których nie chciało się mówić nikomu, zachowując dla siebie, dzięki czemu można było poczuć, ze jednak ma się chociaż odrobinę kontroli nad własnym życiem i posiada coś, w co nie ingerowały inne osoby. Cząstkę dostępna tylko dla zainteresowanego, która stanowiła odskocznię oraz dawała poczucie bezpieczeństwa, niezmieniona.
Kieran nie był wyjątkiem. Co prawda powód zachowania przed światem swojej drugiej natury wynikał głównie z wiedzy o podejściu jego ojca do takich rzeczy, ale gdzieś w środku pragnął mieć maleńka oazę, do której dostęp miał tylko on. Ucieczkę od tłoczących się w głowie myśli, których ostatnio było znacznie więcej. Tworzyły istny chaos, nad którym tracił panowanie, a co za tym szło, zaczynał się zwyczajnie gubić nie wiedząc, jak powinien je uporządkować. Nie miał z nimi do czynienia nigdy wcześniej, a jeśli dołożyć do tego jeszcze emocje, ich wspólny ciężar był nie do udźwignięcia.
Potrzebował wyciszenia, a jedynym sposobem było wymknięcie się z domu i udanie do miejsca, które pozwoliłoby mu być po prostu sobą. Zapomnieć o zasadach, zapomnieć o oczekiwaniach, którym miał sprostać, a do których był zwyczajnie stworzony. Jego życie było zaplanowane i nigdy nie stanowiło to dla niego większego problemu. Tak został wychowany, do tego był niemal szkolony.
Czemu więc zaczął to powoli kwestionować?
Czemu z jego powodu zaczal myslec, ze moze przyszłość powinna wyglądać inaczej?
Nie zarejestrował osoby, która ciągle za nim podążała. Tak skupił się na zdaniach, które wirowały w jego głowie, ze gdzieś zgubił dotychczasowa ostrożność, która pomagała mu w zachowaniu sekretu. Wiedział, jak było to ważne, a jednak przez obraz jednej osoby zapomniał.
Nieświadomy obecności zatrzymał się na brzegu, podziwiając widok. Znacznie bardziej od pejzaży lubił malować ludzi, zatrzymując na płótnie ich emocje, by później dokładnie je przeanalizować, ale teraz potrzebował uwolnienia. Chciał wrócić do swojej normalności, w której nie było miejsca na tak wiele uczuć. Potrzebował kontroli i stabilności, która mu uciekała.
Wyjął niewielkie płótno, rozkładając na kamieniach farby. Nie było ich wiele, ale wystarczyły, by uwiecznić ciemna wodę z księżycowa poświata. Może podaruje ten obraz Inez? Zasługiwała na to, a wiedział, ze byłaby wdzięczna.
Głos sprawił, ze niemal podskoczył, a niepożądana linia pojawiła się na szkicu. Cholera. Obrócił głowę w stronę dźwięku, dostrzegając postać, która nie była mu obca. Na litość wszystkiego, jak dobrze, ze nie był to ktoś, kto zaraz poleciałby do jego rodziców.
-Księżyc niewiele ma z magia wspólnego. Zresztą na swoje zdolności manualne też nie narzekam. Co tutaj robisz, Bowie? - wpatrzył się w niego, starając się zrozumieć jego powody. Był wrogiem, czy jednak sojusznikiem? Czy był w stanie zachować dla siebie to, czego był świadkiem? Powinien go o to poprosić, czy przyjdzie to naturalnie? Znał go, ale nie na tyle by umiał odpowiedzieć na większość zadanych sobie pytań.
-Nie ukrywam, potrzebuje jedynie chwili spokoju, to wszystko - odpowiedział. Mógłby w panice zebrać swoje rzeczy, ale jaki to miało sens, skoro został przyłapany? Teraz jedynie mógł pertraktować warunki.

Bowie Vance

I'm gonna give all my secrets away

: śr sie 26, 2026 7:26 pm
autor: Bowie Vance
Każdy miał sekrety, to prawda. Bowie również, może nawet więcej, niż chciałby mieć. Sekrety były niebezpieczne, przynosiły kłopoty. Kiedy jeszcze pozostawały sekretami nosiły w sobie lęk przed ujrzeniem światła dziennego, a kiedy się wydały, należało zmierzyć się z konsekwencjami ich posiadania, bo takie zawsze były, poważniejsze i te bardziej błahe, ale zawsze jakieś.
Póki co Bowie miał przeświadczenie, że jego sekrety są bezpieczne i nie zastanawiał się co by było, gdyby ktoś — lub on sam przypadkiem — je wydał. Czy możliwym było, że ktoś mógłby zakraść się pod osłoną półmroku i zobaczyć, co miał do ukrycia, tak jak teraz on widział co do ukrycia miał Kieran? Przesunął spojrzeniem po jego spiętej, oblanej mlecznym światłem twarzy, zastanawiając się czy ma coś do stracenia i powodem wymykania się nocą do lasu jest ktoś trzeci, jego niepewności, cały świat, czy może w ogóle o to nie chodzi i po prostu tak sobie upodobał przechodzenie procesu twórczego. Przecież to mogły być po prostu jego dziwactwa. Bowie słynął z dziwactw i pewnie tylko ich miał więcej od sekretów (nie licząc pieniędzy).
Poruszył szczęką, jakby lekko mu zdrętwiała, po czym podrapał się po policzku, zerkając na niewielkie płótno i rozłożone farby. Spodobało mu się, że nie było ich dużo, sam też lubił podstawowe kolory, a resztę tworzył już sam, dopasowując pod siebie upragniony kolor i jego odcień. Wolał się tym bawić, niż stawiać na gotowce.
Jego uwadze nie umknęło zaskoczenie, z jakim powitał go chłopak. Naprawdę był aż tak cichy? Czy może myśli Kierana były za głośne? Uśmiechnął się, lekko i bez jakiegokolwiek podtekstu. Generalnie był bardzo prostą osobą i może to było problemem. Większość ludzi doszukiwała się podstępu, drugiego dna, sprytu, konkretnych powodów i nie wiadomo jakich oczekiwań. Bowie jednak często sam nie wiedział czemu robił, albo mówił, właśnie to, a nie coś innego. Rzadko się nad czymś dogłębnie zastanawiał, chociaż prawda była taka, że ostatnio coraz częściej, chociaż na nieco inny temat. Tym razem działał całkowicie spontanicznie i dopasowywał się do bieżących wydarzeń, nie planując ich jakkolwiek.
— Ah tak? To co według ciebie ma więcej wspólnego z magią? — zapytał, bo z tego co kojarzył księżyc był często przedstawiany w towarzystwie magii, szczególnie zapadła mu w pamięć pełnia i wilkołaki. Może Kieran po prostu nie lubił wilkołaków? Kto wie. Nachylił się nieznacznie do niego i zerknął na randomową kreskę na jasnym tle. Miał dużo wolnego czasu, mógł poczekać na te zdolności manualne i sam je ocenić. Zrobił krok naprzód, niby niedbale, tak od niechcenia i przeniósł dłonie za plecy, splatając palce na swoich przegubach.
— Skoro tak mówisz — skomentował jego kolejne słowa, a po jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech, który świadczył o tym, że albo mu nie wierzył albo przyjął do wiadomości tłumaczenie w pozytywnym sposób. Odchrząknął krótko i przeniósł wzrok na widok, który znajdował się tuż za płótnem, przez chwilę zastanawiając czy właśnie to chciał uchwycić malarz.
— Na twoim miejscu parkowałbym samochód bardziej w głębi lasu, żeby nie było go widać z drogi — powiedział po namyśle, uznając że to całkiem dobra rada. — Jeżeli dalej będzie chciał mieć chwilę spokoju — dodał, jakby wątpił czy na pewno chciał, skoro niby się ukrywał, ale tak nie do końca. Zrobił jeszcze kilka kroków w stronę chłopaka, po czym zgrabnie go wyminął i usiadł z drugiej strony na dużym kamieniu, tak, aby mieć dobry widok na to, co malował Kieran i podciągnął nogi, zginając je w kolanach i obejmując rękami. Jeżeli ten dawał mu aluzje, że chciałby zostać sam, to absolutnie jej nie złapał.

Kieran Burreau

I'm gonna give all my secrets away

: śr wrz 30, 2026 9:18 pm
autor: Kieran Burreau
Nie podobało mu się, że został przyłapany. Do tej pory uważał, że za każdym razem zachowuje tę samą ostrożność, dzięki której jego noce wypady pozostawały tajemnicą, dla niemal każdego, a jedyną bliską mu osobą, która została w to wtajemniczona, była Inez. Niestety, teraz przekonał się, po raz kolejny, że chaotyczne myśli w głowie zmieniały zarówno jego życie jak i jego samego sprawiając, że wiele z tego, czym kierował się w przeszłości, znikało. Ostrożność, umiejętność przewidywania, rutyna. Zostawały zastąpione i o ile z niektórymi cechami Kieran mógł się pogodzić, tak nie potrafił zaakceptować, że stracił w tym wszystkim również czujność, która dbała o jego tajemnice.
Jego trybiki w głowie pracowały na zwiększonych obrotach, szukając najlepszego rozwiązania, starając się przy okazji zmazać z jego twarzy szok oraz niedowierzanie jak również poczucie zawstydzenia. Nie chciał ich okazywać, ale nie zawsze udawało mu się nad tym panować tak dobrze. Kiedy chodziło o malowanie i wszystko, co miało z nim związek, młody prawnik robił się bardziej człowieczy, jakby wstepowała a niego inna osoba. Bez chłody, bez sztywności i elokwencji.
Czuł, jak jego ciało się napina, a każda komórka ciała krzyczy, by się oddalił bez wypowiedzenia chociażby słowa. Mógł się później wszystkiego wyprzeć, ale wydawało mu się to dziwnie irracjonalne - nie potrafił w kłamstwa tak dobrze, jak mogło się wydawać. Cenił sobie szczerość i jeśli tylko ktoś znał go odpowiednio mógł dostrzec delikatny cień, kiedy starał się coś ukryć.
Obserwował chłopaka czujnie, starając się go rozpracować, co w tych okolicznościach oraz świetle księżyca wcale nie było takie łatwe. W normalnych warunkach sprawiało mu to poważną trudność, z którą mierzył się każdego dnia, a co dopiero teraz. Brak w emocje sprawiał, że o wiele bardziej widział się w roli adwokata, niż chociażby policjanta, który musiał wyciągnąć wszystko z podejrzanego. Kieranowi na sali sądowej wystarczały dowody oraz znajomość poszczególnych paragrafów.
-Harry Potter. Jeśli chcesz doświadczyć magii, polecam to uniwersum - odpowiedział, nieprzerwanie spoglądając na wyższego mężczyznę. Musiał wiedzieć na ile może mu ufać, bo gdzieś wewnętrznie rozwijała się obawa, że ostatecznie może zostać wydany. Irracjonalne poczucie, które kiełkowało wbrew woli burreau, będącego w podobnej sytuacji po raz pierwszy. - Księżyc co najwyżej może być jej symboliką, chociaż to tylko dlatego, że ludzie tak go przedstawiają. Zaklęcia podczas pełni, rośliny kwitnące podczas pełni, pismo, które można odczytać tylko w księżycowym świetle. A gdyby się zastanowić, to po prostu ciało niebieskie będące satelitą ziemskim - dodał. Czy dostrzegał w nim piękno? Jak najbardziej. Chociażby teraz, kiedy jego odbicie mieniło się w wodzie, przy której stali. Pewne rzeczy jednak nie były w stanie opuścić ust prawnika, zadowalając się rozbrzmiewaniem w jego głowie.
Wciągnął lekko powietrze, kiedy ten zbliżył się do niego znacznie bardziej. Do tej pory powinien się przyzwyczaić do nieproszonych osób w swojej strefie komfortu, bo benjamin robił to nagminnie, jednak nadal wywoływało to pewne reakcje, których nie kontrolował.

-Której zapewne ty mi teraz nie dasz, zgadłem? - westchnął. Postawa chłopaka niemal krzyczałą, że nigdzie się nie wybierał. Całkiem niedawno widział coś podobnego u pewnego osobnika. - Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie, chociaż sam zadajesz ich całkiem sporo. Co tutaj robisz? jeśli jechałeś za mną specjalnie, chciałbym wiedzieć po co - przyjrzał mu się i ugodziła go myśl, że idalnie jego sylwetka wpasowałaby się w to, co Kieran chciał uwiecznić na płótnie. - Będziesz w stanie chwilę się nie ruszać? - spytał, zerkając na siedzącego chłopaka. Miał w głowie wizję, która irytująco wwiercała mu się w mózg.

Bowie Vance

I'm gonna give all my secrets away

: ndz paź 04, 2026 3:50 pm
autor: Bowie Vance
Uśmiechnął się nieznacznie, obserwując go baczniej, niż mogłoby się wydawać. Widział konsternację i zmieszanie w jego postawie i minie, za to w tonie głosu próby zamaskowania znacznego wykroczenia poza sferę komfortu. Nie potrafił tego jednak tak do końca objąć jedną, jasną myślą, dochodząc do konkretniejszych wniosków. Nie był też pewien czy to on jest tego powodem, a dokładniej jego nagłe pojawienie się, czy może coś innego, co w ogóle nie było z nim związane. Lubił, kiedy wszystko kręciło się wokół niego, ale ktoś kiedyś dobitnie dał mu do zrozumienia, że nie zawsze tak jest i że mógłby czasami wyjąć głowę z dupy i zwrócić uwagę, że inni też mają swoje małe osobiste uniwersum.
A Bowie coś tam czasami łapał i nawet zapamiętywał.
Kiedy już usiadł i podciągnął nogi, podparł ręce na kolanach i objął szczupłymi palcami twarz, którą wyciągnął w stronę górującego nad nimi pełnego księżyca, a jego światło oblało twarz Vance’a, nadając jej wręcz trupiego wyrazu, ale jednocześnie dziwnego uroku. Uśmiechnął się ponownie, tym razem bardziej po swojemu, czyli z dozą przekorności.
— Harry Potter to fikcja. Archetyp magii i metafora wielu niemagicznych zjawisk. Taka bajka z przesłaniem — powiedział, nie spuszczając wzroku z księżyca. — Za to on nie jest jedynie symbolem, jest prawdziwy. Oddziałuje na Ziemię, poza tym jest też wyznacznikiem czasu — dodał po chwili. Nie był jakimś znawcą, ale kiedyś trochę interesował się Wiccą i magią planetarną, co było mu potrzebne do opowieści graficzno-muzycznej, którą tworzył od prawie dwóch lat. Z przerwami.
Zerknął na niego przelotnie dopiero wtedy, kiedy zadał mu pytanie o spokój. Nie odpowiedział jednak, ale można było zobaczyć w jego oczach błysk rozbawienia. To prawda, że narazie nie zamierzał się nigdzie stąd ruszać. Znalezienie Kierana samotnie malującego w lesie było na tyle ciekawe, że Bowie uznał, iść obecnie nie ma nic ciekawszego do roboty.
Zamrugał zaskoczony, słysząc jego teorię o umyślnym śledzeniu go.
— Oj uwierz mi, aż tak ambitny nie jestem. Zauważyłem twoje auto z drogi, a że mi się nudzi, to postanowiłem wetknąć nos w twoją sprawę — odparł i uniósł lekko kącik ust, a potem wrócil do obserwowania nieba. Był sową, dużo bardziej wolał noc od dnia i nie była to tylko kwestia upodobania, ale i samopoczucia. Znacznie lepiej czuł się o tej porze, niż w rankami lub w południe.
— Mogę spróbować… A dostanę coś za to? — zapytał unosząc lekko jedną z brwi. Nie ruszał się jednak, z resztą i tak nie miał takiego zamiaru. Bywało, że kręcił się jak szalony, szczególnie jak mu się nudziło. Teraz jednak dla odmiany poczuł wewnętrzny spokój i niezależnie od powodu, całkiem mu się to podobało. — Czyli oficjalnie zostałem twoim modelem? Natchnąłem cię? Zdarzało mi się to już wcześniej, to pewnie ten czar, który czerpię z księżycowego światła — zażartował na koniec, powstrzymując się od szerszego uśmiechu, żeby faktycznie chociaż jakiś czas się nie ruszać.

Kieran Burreau

I'm gonna give all my secrets away

: sob paź 24, 2026 5:07 pm
autor: Kieran Burreau
Wbrew temu, że obecność Bowiego była Kieranowi wyjątkowo nie na rękę, a nieproszony gość wzbudzał w nim sprzeczne emocje, cała dyskusja wydawała się być interesująca. Nie od dzisiaj było wiadomo, że Burreau lubił dzielić się z innymi swoją opinią na różne tematy, będąc rad, jeśli tylko druga strona podejmowała słowną grę. Lubił słuchać ludzi, jeśli tylko mieli do powiedzenia coś konkretnego, nie obawiając się, że ich słowa zostaną źle odebrane. Na tym polegała dojrzała dyskusja, prawda? I chociaż nie zgadzał się ze wszystkim, o czym mówił chłopak, tak nadal czerpał satysfakcję z kolejno padających słów, zapisując w głowie niemal każdą uwagę.
-Magia też jest fikcją i nie ma z księżycem niczego wspólnego. On jest prawdziwy, to fakt. Dlatego nie rozumiem, czemu ludziom tak zależy, żeby ze sobą łączyć obie te rzeczy - stwierdził, lustrując uważnie sylwetkę chłopaka, która utrwalała się w głowie. Pasowała idealnie do tego, co już naszkicował, dlatego miał zamiar skorzystać z obecności Bowiego jeszcze bardziej, dając przy tym upust własnej wenie, która domagała się atencji. Zbywał ją zdecydowanie zbyt długo, teraz musząc poświęcić jej znacznie więcej uwagi w obawia, że nagle mogłaby go opuścić. Potrzebował jej, chociaż nie wiedział jeszcze jak bardzo.
-Dość dziwne hobby - zakłócanie innym spokoju z nudów. Często tak robisz? Nikt nigdy nie zgłosił obiekcji w dosadny sposób? - wychylił się zza sztalugi, która dumnie stała przed nim czekając na kolejne posunięcia na płótnie. Wiedział, że musiał dzisiaj skończyć obraz, nie wiedząc, kiedy po raz kolejny nadarzy się okazja. Ile razy mógł sprzedawać rodzicom tę samą śpiewkę?
-Mogę ci zapłacić, jeśli chcesz - wzruszył ramionami, chociaż był pewien, że akurat pieniędzy Bowie miał pod dostatkiem równie bardzo, jak sam Kieran. - Ewentualnie zaprosić na kawę? Służyć przysługą? - zaproponował, nie do końca wiedząc, co jeszcze miałby zaoferować. Nie znał się na rzeczach, które satysfakcjonowały drugiego człowieka, bo prawdą było, że niemal wszystko załatwiał za pomocą portfela. Wszak na tym ludziom najbardziej zależało, prawda? - Jak na modela Bowie, bardzo dużo mówisz - zaznaczył blondyn, nie potrafiąc się dostatecznie skupić, kiedy kolejne zdania opuszczały usta jego modela. Tak, został nim, chociaż Kieran bardzo rzadko malował kogoś, kto stał przed nim. Zazwyczaj starał się zapamiętać jak najwięcej, pracująć później w samotności.
Zmarszczył brwi, kiedy coś mu zaczęło nie pasować. Ułożenie sylwetki? A może kąt twarzy? Odłożył pędzel, podchodząc do chłopaka. Złapał go bez namysłu za podbródek, delikatnie kierując jego twarz w różne strony szukając tego, czego mu brakowało. I chociaż normalnie nie zakłócał przestrzeni osobistej, bądąc raczej powściągliwy jeśli chodziło o dotykanie drugiego człowieka, tak w przypływie natchnienia potrafił działać wbrew sobie.
Ewentualnie w towarzystwie Benjamina, ale on zdecydowanie nie powinien pojawiać się teraz w jego głowie.
-Tak lepiej. Postaraj się nie ruszać przez jakieś dziesięć minut. Muszę uchwycić to światło - zakomunikował, wracając do pracy. Chciał uwinąć się jak najszybciej bo czuł, że Bowie nie był typem osoby, która długi czas mogła siedzieć bez drgnięcia.

Bowie Vance