-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Dzisiaj pragnienie odezwało się ponownie. Działo na tyle irytująco, że młody prawnik nie potrafił skupić się na niczym innym. Nie powiodły się próby przeczytania kolejnej części Wampirzego Cesarstwa - książki, która ostatnio o dziwo zrobiła na nim wrażenie. Była dobrze napisana i urzekała, wielki plus. Nie powiodło się pisanie pracy semestralnej, która czekała na oddanie. Jak miał skupić się na wybronieniu wyimaginowanego klienta, kiedy nie potrafił skutecznie myśli pochwycić? Ach, cóż za denerwujące odczucie.
Wiedział, że jedynym wyjściem będzie po prostu uspokojenie pragnienia, które nażarte, da mu spokój na jakiś czas, wystarczający, by wrócił do normalności. Spakował do torby wszystkie potrzebne przedmioty i wykorzystując fakt, że w domu nie było jeszcze rodziców, skinął na Inez, dając jej tym samym do zrozumienia, że tego sekretu również musi dochować, wyszedł w ciemną noc. Było przyjemnie. Lekki wiatr, cisza zakłócana typowymi odgłosami miasta - przejeżdżające samochody, gdzieś rozmowy w pobliskich lokalach, szczekanie psa.
Zapakował wszystko do samochodu, kierując się w miejsce, które pojawiło się w jego głowie. Och, gwiazdy tam musiały wyglądać doprawdy wspaniale, a dokładając do tego księży, można było być świadkiem idealnej scenerii. Zaparkował auto możliwie jak najbliżej, gramoląc się z samochodu. Musiał wyglądać dziwnie - ubrany w ciemne kolory, z torbą, która skrywać mogła dosłownie wszystko. Gdyby ponosiła go fantazja, pewnie stwierdziłby, że co najmniej jak płatny morderca, który ma coś do ukrycia. W głowie Burreau jednak nie takie obrazy aktualnie krążyły. Skakały od pewnego zadziornego uśmiechu do tych cholernych gwiazd na niebie. Niebezpieczna kombinacja.
Poprawił ekwipunek i zaczął przedzierać się przez drzewa przeplatane krzakami. mało przyjemny spacer, ale poświęcenie nie było dla niego pierwszyzną. Jak się uparł nie było siły, która by go od tego odwiodła. Dodatkowo musiał korzystać, póki może wiedząc, że tylko w ciemne noce może pozwolić sobie być kimś, kim nie był na sali sądowej lub uczelnianej sali wykładowej. Wersją siebie, której poniekąd się wstydził, zachowując dla siebie.
Pogrążony w myślach nie zwrócił uwagi, że pobliski szelest nie należał do nocnego zwierzęcia. Był zbyt ciężki, chociaż umysł chłopaka zwyczajnie to zignorował, jakby miał jakieś klapki. Kto by pomyślał, że ta chwila nieuwagi szybko okaże się dość niebezpieczna.
Bowie Vance