julius c. ashbourne
: wt sie 04, 2026 2:41 pm
Clement "Jules" Julius Ashbourne

data i miejsce urodzenia
13/07/2000 Londyn, Anglia zaimki
on/jegozawód
hokeistamiejsce pracy
toronto maple leafsorientacja
biseksualnydzielnica mieszkalna
distillery districtpobyt w toronto
od kilku lat z przerwamiumiejętności
jazda na łyżwach i gra w hokeja na poziomie zawodowym, język angielski i francuski w stopniu płynnym, kiedyś marzyło mu się studiowanie literatury (o tym raczej już nie wspomina) słabości
panowanie nad emocjami, zdrowy rozsądek i często nie umie spojrzeć na swoje wybory krytycznieSometimes, I feel the past and the future pressing so hard on either side that there's no room for the present at all
Kiedy krwawa aureola kreśliła swe kontury na nierównościach lodowej tafli, a oślepiające światło skierowanych ku niemu reflektorów zdawało się pożerać pożądliwie cały otaczający go świat, on zastanawiał się, czy przyjdzie mu w rozmywającej się wizji dostrzec obrazy własnego życia.
(lecz naprawdę nie dostrzegł nic, przypisując to później wyłącznie swej wyobraźni)
Wstęgi kolorowego światła łączyły się w tańcu, wpadając przez misternie wykonane witraże i otulając mahoniową trumnę ustawioną wśród kwiatów tuż przed ołtarzem. Kolory ginęły w misternie wykonanych drewnianych wyżłobieniach wraz z myślami kilkuletniego chłopca. Próbującego odszukać w sobie wspomnienia, mogące pomóc łzom wyznaczać kręte linie na jego policzkach. Żłobić w nich lśniącym smutkiem, by stać się choćby trochę bardziej tożsamym dla otaczających go żałobników. Wpadając spojrzeniem w pułapkę czarnobiałego portretu pradziada zamkniętego w masywnej ramie, czuł wyłącznie w pełni niezrozumiałą dla dziecka ulgę. Nie pojmował, jak mógłby smucić się po ostatecznym ukróceniu jego spotkań z krewniakiem pełnych krzyków i staroświeckich "metod wychowawczych". I na nieszczęścia boskie wpisującym się w jego życie własnym imieniem, by wywoływać grymas na twarzy chłopca z każdym niby to żartobliwym nazwaniem go przez babcię Clementem Juniorem.
Kiedyś pogrzebie to razem z nim.
Światło zachodzącego słońca wpadało przez cienką zasłonkę w łazience, otulając ciepłymi barwami dwie sylwetki prawie to zajmujące swym chaosem całą przestrzeń niewielkiego pomieszczenia. Kobiece dłonie przyciskały przez moment opatrunek do rany na łopatce chłopca, z której jeszcze przed momentem sączyły się stróżki ciemnoczerwonej krwi. Dopiero kiedy opanowała krwawienie, sięgnęła po ręcznik przewieszony przez brzeg wanny i z roztrzęsieniem starała się osuszyć nim włosy chłopca. Oplatała go ciasno swym strachem ubieranym w nieustający monolog, lecz on potrafił myśleć wyłącznie o dziewczynce, którą prawie pochłonęły wzburzone fale. I o jej jasnych włosach przysłaniających mu przez chwilę cały świat, kiedy walczyli razem o życie, które popłynęły w odległych do siebie kierunkach.
Wraz z ostatnimi promieniami słońca oczy młodzieńca przeskakiwały po ostatnich słowach powieści jakby z nadzieją na odnalezienie w nich zupełnie innego zakończenia. Niedługo kończyła się jego przerwa wiosenna, by ponownie mógł wyrwać się z granic rodzinnej rezydencji. Z otaczających go ciasnych ram wyrysowanych przez narzucane mu oczekiwania przez noszone przez niego nazwisko. Nigdy jednakże nie zdecydował się na dezercję, by ciągle powracać do ojcowskich stron. Zamknąwszy tomiszcze z odgłosem niosącym się w ciszy długiego korytarza, ruszył na poszukiwania własnego ojca, pochylonego zapewne w zamyśleniu nad biurkiem w jednym z jego gabinetów. Zamierzał wbić szpilę w tańczące w słabym rytmie serce mężczyzny i nakreślić przed nim własny plan, od którego dłużej nie zamierzał wzbraniać się w wątpliwościach. Czy to go w końcu zabiło?
(Wtedy jego ciało trwało w stanie tej tępej błogości spowodowanej silnymi lekami przeciwbólowymi, iż zdołały uwierzyć we własną śmierć.)
Spoczywając w bielach szpitalnego łoża, wodził spojrzeniem po ustawionych pod przeciwną ścianą rzędach barwnych bukietów. Nawet najmniejsza próba pochwycenia choć jednej myśli potrzebnej do ułożenia wszystkiego w jedną całość, sprawiało mu tyle trudności, iż poddawał się w przedbiegach. Ten ból jednakże doprowadzał go do jednoznacznej konkluzji; cholera, żyję.
- Jest synem zamożnego Anglika z arystokratycznej rodziny oraz Kanadyjki; przez co własne życie spędził na nieustannym kursowaniu między dwoma krajami. Właśnie przez częste odwiedziny matczynego kraju odszukał w sobie pasję do hokeja.
- Nawet przez lata mieszkania w Toronto nie udało mu się wyzbyć brytyjskiego akcentu.
- Sporo jego wybryków szczęśliwie było zamiatanych pod dywan przez zatrudnionych przez matkę specjalistów. Szczęśliwie ojciec nie nie dożył tego czasu, umierając na zawał tuż na początku kariery syna.
- Czasami specjalnie zapisuje numery telefonów z błędnymi imionami, które według niego lepiej pasują do nowo poznanej osoby.
- Potrafiłby wyrecytować spore fragmenty swych ulubionych autorów. Nie chwali się jednak tym umiłowaniem do literatury klasycznej i poezji kolegom z drużyny.
- Od kilku ładnych lat używa głównie drugiego imienia ze względu na nieprzyjemne wspomnienia własnej relacji z pradziadkiem, który również nazywał się Clement. Jednakże mimo jego usilnych starań rodzina nadal nie zaczęła się do niego zwracać Julius.
zgoda na powielanie imienia
nie (Julius)zgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie