Strona 1 z 1

son of a gun

: czw sie 06, 2026 11:00 pm
autor: javier perez
Popijał tego poranka swoją już drugą kawunię, przeglądając krzyżówki w chwilowej przerwie pomiędzy sprawdzaniem akt spraw, którymi musiał się dzisiaj zająć. Cholera powiedzenie, że, nie chciało mu się to było jakieś understatement, ale musiał czymś zająć myśli. Sytuacja w domu z Marią w dalszym ciągu była cholernie napięta i nie chciał podpaść jej jeszcze bardziej. Zresztą, jak miał udowodnić kobiecie, którą kochał, że już jej nie zdradzał, skoro wiedziała, że ją zdradzał, bo sam się przyznał (chociaż tym razem naprawde nie)? A nawet gdyby tego nie zrobił, Maria nie należała do głupich i sama zapewne by się domyśliła.

No dobra, koniec tego pitolenia.

Fakt faktem, nie wiedział, jak przekonać ją do siebie, a to frustrowało go tylko bardziej. Wtedy dostrzegł Fairchilda, który momentami wydawał mu się zdecydowanie za młody na wykonywanie tego jakże wymagającego zawodu prawnika. Mimo to Javier nie raz słyszał, z jaką werwą potrafił załatwiać ludzi na sali sądowej i swoją drogą, gdyby sam kiedyś wpadł w jakieś tarapaty, zdecydowanie wolałby mieć go po swojej stronie, a nie przeciwko sobie. - Fairchild - mruknął znad gazety. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą i cholera, pierwszy raz widział go w takim stanie. Wyglądał jak zbity szczeniak, którego rodzina rozmyśliła się w sprawie adopcji i porzuciła gdzieś na poboczu drogi. - Nie przywitasz się ze starszym kolegą? - burknął z niezadowoleniem, rzucając gazetę na bok. - Wasze pokolenie serio musi nauczyć się szacunku, bo cholera, żebym to ja pierwszy się z tobą witał? - Westchnął teatralnie, po czym wstał, chwytając kubek z kawą. Oparł się biodrem o biurko i poczekał, aż ten podejdzie bliżej. Dopiero wtedy upił łyk, przyglądając mu się uważniej znad krawędzi kubka. - Co jest? Czemu wyglądasz, jakby jakaś dziewczyna cię rzuciła? - Zaśmiał się pod nosem zastanawiając się co było tego przyczyną. No chyba że Fairchild spierdolił jakąś sprawę. W takim wypadku Javier chyba jednak będzie musiał napisać do Marii, że wróci do domu później.

Fairchild