46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Popijał tego poranka swoją już drugą kawunię, przeglądając krzyżówki w chwilowej przerwie pomiędzy sprawdzaniem akt spraw, którymi musiał się dzisiaj zająć. Cholera powiedzenie, że, nie chciało mu się to było jakieś understatement, ale musiał czymś zająć myśli. Sytuacja w domu z Marią w dalszym ciągu była cholernie napięta i nie chciał podpaść jej jeszcze bardziej. Zresztą, jak miał udowodnić kobiecie, którą kochał, że już jej nie zdradzał, skoro wiedziała, że ją zdradzał, bo sam się przyznał (chociaż tym razem naprawde nie)? A nawet gdyby tego nie zrobił, Maria nie należała do głupich i sama zapewne by się domyśliła.

No dobra, koniec tego pitolenia.

Fakt faktem, nie wiedział, jak przekonać ją do siebie, a to frustrowało go tylko bardziej. Wtedy dostrzegł Fairchilda, który momentami wydawał mu się zdecydowanie za młody na wykonywanie tego jakże wymagającego zawodu prawnika. Mimo to Javier nie raz słyszał, z jaką werwą potrafił załatwiać ludzi na sali sądowej i swoją drogą, gdyby sam kiedyś wpadł w jakieś tarapaty, zdecydowanie wolałby mieć go po swojej stronie, a nie przeciwko sobie. - Fairchild - mruknął znad gazety. Ich spojrzenia spotkały się ze sobą i cholera, pierwszy raz widział go w takim stanie. Wyglądał jak zbity szczeniak, którego rodzina rozmyśliła się w sprawie adopcji i porzuciła gdzieś na poboczu drogi. - Nie przywitasz się ze starszym kolegą? - burknął z niezadowoleniem, rzucając gazetę na bok. - Wasze pokolenie serio musi nauczyć się szacunku, bo cholera, żebym to ja pierwszy się z tobą witał? - Westchnął teatralnie, po czym wstał, chwytając kubek z kawą. Oparł się biodrem o biurko i poczekał, aż ten podejdzie bliżej. Dopiero wtedy upił łyk, przyglądając mu się uważniej znad krawędzi kubka. - Co jest? Czemu wyglądasz, jakby jakaś dziewczyna cię rzuciła? - Zaśmiał się pod nosem zastanawiając się co było tego przyczyną. No chyba że Fairchild spierdolił jakąś sprawę. W takim wypadku Javier chyba jednak będzie musiał napisać do Marii, że wróci do domu później.

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Caleb obiecał sobie, że już nigdy więcej nie wróci do tej sprawy. Zarzekał się, że to zakończony etap w jego życiu i że już naprawdę zdołał się z tym wszystkim pogodzić. A mimo to, nadal czuł dziwną gorycz na samą myśl, że morderca jego siostry chodził swobodnie po mieście lub kraju, nie ponosząc za to absolutnie żadnych konsekwencji. A więc znowu, wbrew swoim własnym słowom, Fairchild zaczął grzebać w aktach. Wystarczył jeden drink więcej, który rozgrzebał jego niezagojoną od lat ranę, żeby ponownie zaczął pytać i uderzać głową o ścianę. No, bo skoro przez tyle lat nie udało mu się znaleźć poszlaki, to dlaczego miałoby się to zmienić akurat teraz?

Nic więc dziwnego, że zaczął czuć się nieco poddenerwowany i jednocześnie ludzko zdołowany. Jego poczucie sprawiedliwości notorycznie było podburzane, a on czuł się tak, jakby był jedynym człowiekiem, który próbował walczyć z własnymi ideałami o to, w co wierzył. Przez wczorajsze picie i czytanie dokumentów, związanych ze śmiercią Eleny, Caleb praktycznie nic nie spał. To dlatego, przyjeżdżając tego dnia do pracy, wyglądał jak ostatni męczennik. Gdyby nie Javier, którego głos nagle usłyszał, nawet by go nie dostrzegł; był zbyt mocno pogrążony we własnych myślach, żeby rozglądać się po pomieszczeniu, szukając znajomych twarzy.
— Och, tak. Cześć, Javier — mruknął nieco ponuro. Nie chciał być wobec niego niemiły, bo mimo wszystko szanował go jako kolegę z podobnej branży. — Przepraszam, następnym razem przybiegnę i padnę przed tobą na kolana. Pasuje? — rzucił kąśliwie, poniekąd wracając do normalności. No, częściowo. — Dziewczyny to mój ostatni problem — mlasnął, co… cóż, było kłamstwem po ostatnim wyjeździe integracyjnym, na którym trochę przesadził. Przed jego oczami pojawiła się twarz Hazel, przez co jego serce zabiło niespokojnie; nadal miał jednego wielkiego kaca moralnego. — Wróciłem do badania sprawy Eleny — przyznał niechętnie, bo Perez był jedną z osób, którym Caleb obiecał zaprzestanie odgrzebywania w kółko tego samego. Poza tym jako rodzina ofiary, nie powinien w ogóle się w to mieszać, nawet jeśli sprawa została uznana za (niesłusznie) zamkniętą.

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cholera, młody serio wyglądał, jakby zobaczył ducha, a sam sposób, w jaki się z nim przywitał, tylko utwierdził Javiera w przekonaniu, że coś było na rzeczy. Skanował wzrokiem twarz kolegi, starając się wychwycić chociaż cień jakiejś emocji, cokolwiek, co mogłoby zdradzić mu, o co chodziło. Przewrócił oczami, parskając pod nosem. - No i tutaj jest Fairchild. Gdzie się chowałeś? - Cieszył się, że chociaż przez moment jego kolega wrócił do swojego wrednego charakterku, który, swoją drogą, dość często był komentowany u nich na oddziale. Nowinki i plotki rozchodziły się przecież bardzo szybko, nawet w miejscu niby tak poważnym jak komisariat policji. Ludzie lubili wymieniać się informacjami, a rozmowy o Calebie miały miejsce przynajmniej raz w miesiącu, zwłaszcza wtedy, gdy wygrywał jakąś sprawę z góry skazaną na straty.

Uniósł dłonie w geście obrony i mruknął, - Dobrze, dobrze, już nic nie mówię. - Uśmiechnął się, przejeżdżając dłonią po włosach, i zrobił kilka kroków do tyłu, bo widział, że ciemnowłosy serio nie był w humorze. A potem usłyszał to, czego, kurwa, miał nadzieję już nigdy więcej z jego ust nie usłyszeć. Wkurwił się. Mówił mu nie raz, żeby do tego nie wracał. Wiedział, jak ta sprawa go niszczyła. Jak żałoba przesiąkała każdą jego komórkę, a fakt, że ten gnój dalej chodził gdzieś na wolności, cholera wie co robiąc, wkurwiał nawet samego hiszpana. Chwycił marynarkę i zarzucił ją na siebie. - Idziemy - rzucił krótko. Objął Fairchilda ramieniem i nawet nie dał mu możliwości wydostania się z tego uścisku. Ruszył z nim cholernie szybko w stronę wyjścia, aż znaleźli się na korytarzu, gdzie akurat nikogo nie było. - Czy ciebie do końca popierdoliło, Fairchild?! - podniósl glos, - Na cholerę znowu w tym grzebiesz? Znowu pogrążysz się w złości jeszcze bardziej. Mówiliśmy ci nie raz, że wszystko zostało sprawdzone. - Przejechał dłonią po twarzy, po czym wyciągnął fajkę z kieszeni marynarki i wsunął ją między usta. Nie odpalił jej jeszcze. Zamiast tego ruszył w stronę schodów, prowadząc ich w dół. - Chodź.

Dopiero kiedy znaleźli się na zewnątrz, oparł się o ścianę budynku i odpalił papierosa zaciągając się mocno. Przez chwilę patrzył gdzieś przed siebie, milcząc, zanim w końcu zerknął na Caleba. - Co znalazłeś? - Ta sprawa była zamknięta. Nikt już nie miał na nią patrzeć, chhyba że faktycznie pojawiłyby się jakieś twarde dowody. Perez dobrze o tym wiedział, tak samo jak wiedział, że nie zostawi czarnowłosego z tym samego. Nie chciał, żeby Fairchild wpakował się w żadne tarapaty. A poza tym… Może w końcu poczuje odrobinę adrenaliny, pracując nad jakąś inną sprawą.

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Tak bardzo za mną tęskniłeś, Perez? — parsknął pod nosem, spoglądając na niego z udawanym podziwem. Caleb zwykle wiedział, na ile może sobie pozwolić w towarzystwie Javiera; mężczyzna był chyba jedyną osobą, którą Fairchild szanował nie tylko przez pozycję, ale też wiek i osobowość. Poniekąd traktował go jak swojego zawodowego seniora, do którego potrafił przyjść z wątpliwościami. Prokurator zwykle myślał racjonalnie, prowadząc swoje sprawy, ale lubił zasięgnąć drugiej opinii, by upewnić się, że nie bierze sprawy zbyt personalnie. Potrafił więc drażnić się z detektywem, ale też odnieść z należytym szacunkiem. Balans.

Caleb przesunął spojrzeniem po jego twarzy i uśmiechnął się przy tym niewinnie, bo doskonale wiedział, że Javier nie był zadowolony z tego, co usłyszał. Pewnie w ten sam sposób zareagowałaby każda bliska mu osoba, która przez wiele lat, przyglądała się jak Fairchild znosi żałobę po swojej siostrze. Poza tym, że była jego najbliższą rodziną, to zwyczajnie traktował ją jak swoją przyjaciółkę. To zostawiło na jego duszy pewną ranę, której nie potrafił do końca wyleczyć. Kiedy Javier objął go ramieniem, Fairchild sapnął z frustracją, bo wiedział, że będzie przepytywany jak na pieprzonym przesłuchaniu. A mógł siedzieć cicho. — Wszystko zostało sprawdzone, ale zabójca nigdy nie został znaleziony. Mam w to uwierzyć? — rzucił nerwowo. — Moja matka nigdy się z tym nie pogodziła. W niczym nie przypomina siebie z czasów jak Elena jeszcze żyła. A ja… — sapnął, odchylając głowę z frustracją. — Muszę go znaleźć. Muszę, bo inaczej umrę — dodał, patrząc na niego z powagą.

Czy Caleb znalazł coś konkretnego? Nie, ale znowu chwycił telefon Eleny, licząc na to, że znajdzie coś, co zostało pominięte. Fairchild stanął naprzeciw mężczyzny i wbił spojrzenie w chodnik. — Po prostu dorwałem się do jej telefonu. Nic specjalnego, ale zastanawiałem się, czy nie odezwać się do jej przyjaciółki — westchnął. Męczył ją już wielokrotnie, ale może zadając inne pytania, wpadnie na jakiś trop.

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Poluzował krawat, nachylając się w kierunku Caleba. - Flirtujesz ze mną? - uniósł brew, po czym parsknął śmiechem, odchylając się do tyłu i poprawiając krawat pod szyją. Zazwyczaj raczej gustował w koszulach bez tego badziewia, ale miał dzisiaj spotkanie z przełożoną i musiał się jakoś prezentować. Świzdu pizdu, teraz zresztą były rzeczy ważne i ważniejsze, a mianowicie zaciągnięcie tego przygłupa na tyły budynku, żeby wyciągnąć od niego jak najwięcej. Idąc, starał się tylko zaciskać dłoń na jego ramieniu nieco mocniej, w bardziej znaczący sposób, żeby ten nie gadał o wszystkim zbyt głośno. Javier nie ufał praktycznie nikomu. Wszędzie roiło się od szuji i żmij, które tylko czekały, żeby upierdolić kogoś tak dosadnie, że zapomniałby, jak się nazywał. Klepnął go w tył głowy, żeby kurwa przestał tak o tym rozmawiać, jak gdyby nigdy nic. - Znajdziesz go. Znajdziemy - warknął. - A teraz siedź cicho. - Schodząc na dół, raz po raz oglądał się za siebie, sprawdzając, czy przypadkiem nikt za nimi nie idzie. Dopiero na zewnątrz, kiedy zaciągnął się papierosem, zerknął na Fairchilda. Kurwa, widział w nim cholerną potrzebę rozwiązania tej sprawy. Sam przecież chciał mu pomóc. Pamiętał ją sprzed lat. Zmasakrowane ciało kobiety, która rzekomo miała po prostu dobrze bawić się ze znajomymi nad jeziorem, wyglądało w opłakanym stanie. Sam Perez widział zdjęcia i, no cóż, taki obrazek potrafił wbić się człowiekowi w umysł na dobre, niezależnie od tego, czy tego chciał, czy nie.

Zaciągnął się kolejny raz i spojrzał na niego, słuchając jego pomysłu. - Rozmawiałeś z nią już wiele razy. Myślisz, że tym razem coś ci powie? - Dopalił papierosa kilkoma kolejnymi zaciągnięciami, po czym ruszył w kierunku samochodu. - Rusz się - rzucił tylko przez ramię. Otworzył drzwi, a kiedy Caleb już się do niego dosiadł, zatrzasnął je i spojrzał na niego poważnie. - Najpierw musimy zacząć od dokładnego rozpisania wszystkich jej znajomych, którzy brali udział w tej imprezie i ich drzew genealogicznych. Jakichkolwiek powiązań z innymi ludźmi przez social media, wspólnych znajomych, rodzinę, cokolwiek. - Zawiesił na nim spojrzenie. - Jedyna rzecz, która zawsze mi śmierdziała, to fakt, że śledztwo zatrzymało się właściwie tylko na najbliższej rodzinie waszych znajomych. Czemu nie przesłuchiwali dalszych krewnych? Ludzi z ich otoczenia? Kogoś, kto przewijał się gdzieś bokiem i teoretycznie nie miał z tym nic wspólnego? - Obejrzał się przez ramię, upewniając się jeszcze raz, że nikt nie kręci się przy samochodzie, po czym ponownie spojrzał na Caleba. - Kurwa, Caleb... co, jeśli ktoś od wewnątrz broni tego gnoja?

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Lubię starsze kobiety, Javier. A nie facetów — zaśmiał się. Te głupie teksty i przepychanki słowne, poprawiły mu nieco humor. Kto by pomyślał, że pójście do pracy, może okazać się całkiem pokrzepiające na duchu? Mógł zadzwonić ubiegłego wieczora do detektywa; może swoją obecnością nie pozwoliłby mu zwariować, a przy okazji wsparłby go w jego małym, tajnym śledztwie. — Co to za krawacik? Nie pasuje to do ciebie — skomentował, zerkając na jego ubiór. To raczej Caleb był tym, który chodził w garniturach, krawatach i strojach, które pewnie kosztowały krocie, bo przecież trzeba się jakoś prezentować na prokuraturze. Poza wygranymi sprawami, jego cała osoba, była swego rodzaju reklamą. Fairchild skrzywił się lekko, gdy starszy klepnął go w tył głowy, przez co znów poczuł się, jakby miał piętnaście lat i zrobił coś wbrew swojemu ojcu. — Nie musisz mi pomagać. Wiem, że jesteś zajęty — mruknął pod nosem; kiedy Javier stawał po jego stronie, Caleb miał wrażenie, że był w jego oczach dzieciakiem. Nie było to jednak irytujące uczucie, bo Perez nie robił tego specjalnie; to było raczej pokrzepiające, bo Cal nie miał kogoś takiego jak on, kiedy to wszystko zwaliło się na jego głowę. I każdy oczekiwał, że jakoś tak czy siak stanie na nogi.

— Nie wiem, muszę cokolwiek zrobić. Nie chcę czuć się bezużyteczny — westchnął. Poza tym był cholernym prokuratorem; musiał po prostu dopilnować swojego obowiązku, tak? Caleb wsiadł do jego samochodu, zaciskając dłonie w pięści. — Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego tak szybko zakończono śledztwo. Kurwa, niektóre sprawy bez ofiar śmiertelnych, ciągną się czasem tak długo… — powiedział nerwowo. — Nie wiem, zacząłem się zastanawiać, czy Elena nie umawiała się może z kimś w tajemnicy. Tylko na pewno zostawiłaby jakiś ślad w internecie albo na swojej komórce. Cholera, była tylko nastolatką — zaśmiał się. Dowody nie mogły przecież rozpłynąć się w powietrzu. Dopiero pytanie mężczyzny sprawiło, że Caleb zamrugał z zaskoczeniem oczami, wpatrując się w niego z… wątpliwościami. — Nie… Chyba nie myślisz, że mogliby? Czemu by mieli? — mruknął, ściągając przy tym brwi. Przeczesał palcami swoje ciemne włosy, wzdychając ciężko, zanim uniósł palce do twarzy, zakrywając ją swoimi dłońmi, próbując się uspokoić. — Od nowa. Muszę to zrobić od nowa. Nieoficjalnie — stwierdził, kiwając obsesyjnie głową.

perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No, nie spodziewał się po młodziaku, że gustował w starszych kobietach, ale z drugiej strony, co mu się dziwić? Przecież były cholernie seksowne, a Javier szczerze wątpił, żeby kobieta młodsza od niego była w stanie ujarzmić takiego wrednego gnojka. - Zanotowane. To nie tak, że sam nie mam żony od ponad dwudziestu pięciu lat - burknął pod nosem, po czym wybuchnął śmiechem. Już pomijając fakt, że zdradzał Marię z różnym sortem kobiet, od młodszych po takie starsze od siebie, ale może lepiej nie wchodźmy tutaj w szczegóły. Nie było się czym chwalić, zwłaszcza teraz, kiedy podobno próbował zostać przykładnym mężem...ups.

Poprawiając krawat, przewrócił oczami. - Nic mi nie mów... Dostałem kurwa reprymendę od przełożonej, nawet nie chce mi się o tym gadać - machnął ręką niezadowolony. Teraz miał podobno grzecznie robić to, o co go proszono, bez żadnego ale.. Dobre mu co! - Ah, weź nie pierdol - mruknął z niezadowoleniem. Jak już Perez coś sobie ubzdurał w tym swoim łbie albo postanowił, że coś zrobi, to nie było takiej siły, która mogłaby go od tego odciągnąć. Zdecydował się pomóc Fairchildowi? To mu pomoże, choćby miał przy okazji sam wpakować się po szyję w gówno albo, nie daj boże, wylądować w grobie. Chociaż oby nie, bo wtedy pani Perez raczej by mu tego nie wybaczyła. Zwłaszcza teraz, kiedy obiecał poprawę i wierność małżeńską. Ajjć.

Rozumiał to poczucie bezsilności i to bardzo dobrze, dlatego nie chciał, żeby młodziak aż tak się z tym męczył. - I zrobimy. Zobaczysz - stwierdził, po czym słuchał go uważnie, przytakując na każde kolejne słowo. - Ciągną się, bo chcą dowieść prawdy, Caleb... - Przejechał palcami po brodzie, marszcząc lekko brwi. - Sprawa kończy się bez rezultatu tylko wtedy, kiedy ktoś od wewnątrz bardzo się stara, żeby zakryć jakieś ślady - rzucił poddenerwowany. Lampka zapaliła mu się w głowie dopiero wtedy, kiedy Caleb wspomniał o nastolatkach. - Cholera, znam jednego analityka kryminalistycznego. Jest dobry w hackowaniu - mruknął. - Może zapytam go, czy byłby w stanie dobrać się do starych danych ze snapshota? - nie ogarniał tych nazw apek, ok. - Przecież nastolatkowie wrzucają tam relacje, no nie? Co, jeżeli ktoś zapisał jakiś filmik na swoim koncie, który nigdy nie wyszedł na światło dzienne, a na nim zobaczymy twoją siostrę? Albo kogoś, kto wtedy był z nią i nigdy nie pojawił się w aktach sprawy? - Zerknął na niego jeszcze raz, po czym westchnął i odpalił samochód. - jedziemy coś zjeść i pogadać gdzieś indziej - rzucił, wyjeżdżając z parkingu. Chuj tam, że miał jeszcze dwie godziny do końca zmiany. W tym momencie zdecydowanie bardziej interesowało go to, co właśnie zaczynali rozgrzebywać. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że możemy przez to wpaść w kurewskie kłopoty.

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cóż… To, że Caleb gustował w starszych kobietach, niekoniecznie oznaczało, że tylko do takich się ograniczał, prawda? Starał się raczej nie narzekać. Szczególnie na imprezach, na których notorycznie przesadzał z alkoholem, zapominając, że nie był już taki młody i że jako prokurator nie powinien do końca się tak zachowywać. Wtedy sypiał z kobietami, które tylko wykazały nim zainteresowanie i które oczywiście wydawały mu się atrakcyjne. Miał w czym wybierać; nic więc dziwnego, że jego ego było wyższe od pieprzonej wieży Eiffla. — Masakra, tyle lat z jedną kobietą. Zajebać się można — stwierdził, wzdychając przy tym ciężko. Fairchild kompletnie nie nadawał się do stałych związków. Dla niego dziewczyny były tylko pewnym dodatkiem do jego życia. Nie szukał partnerki na stałe; nie rozumiał tylko, dlaczego w jego głowie bezustannie pojawiała się ta jedna, którą do niedawna chętniej by udusił niż ją pocałował. Cholerny alkohol. Cholerny wyjazd integracyjny. Cholerna Hazel Brooks.

— Reprymendę? — zaśmiał się, posyłając mu pełne politowania spojrzenie. — Za co? Za brak krawacika na służbie? — zapytał, kręcąc głową z niedowierzaniem. Myślał, że w policji bardziej chodziło o bycie skutecznym i szybkim. No cóż, mógł się mylić, skoro na co dzień pracował na prokuraturze, a na komisariacie pojawiając się, kiedy miał jakiś biznes. Zaraz jednak odwrócił wzrok w inną stronę; podejrzewał, że i tak nie było miejsca na jakąś dyskusję. Jeśli Javier zdecydował, że mu pomoże, to pewnie nie odciągnie go od tego pomysłu choćby siłą. Ach, przynajmniej jeśli ktoś ich złapią, to pójdą siedzieć razem, tak? Kumple w jednej celi.

— Nie rozumiem. Kiedy Elena zginęła, żadne z nas nie miało nic wspólnego z tym światem. Wtedy jeszcze myślałem o zostaniu piłkarzem i nikt z naszych znajomych nie zajmował się prawem albo policją. Ale może coś pominąłem, może kogoś starzy to gliny… — rzucił, wracając wspomnieniami do licealnych lat. Niektóre rzeczy zdążyły się rozmazać w jego pamięci, ale nikt z ich wspólnego, bliskiego otoczenia, chyba nie miał powiązań z policją lub prawem. Może coś przegapił? Poza tym nie mógł być pewien osób, z którymi Elena trzymała się w pojedynkę; nigdy jej nie kontrolował. Z tego namysłu wyrwały go jednak słowa Javiera, przez które zaśmiał się głośno. — Snapchat, dziadku — poprawił go. — Byłbym wdzięczny, serio — powiedział po krótkiej chwili. Doceniał to, że Perez chciał mu pomóc w rozwikłaniu tej zagadki, która od wielu lat nie dawała mu nawet minuty spokoju. — W takim razie nie możemy dać się złapać. Po prostu… Wciągnijmy w to tylko niezbędnych ludzi. Mam nadzieję, że uda się to zrobić po cichu — wymruczał, stukając palcami w swoje kolano.

javier
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Prychnął pod nosem na jego komentarz dotyczący małżeństwa, zerkając na niego z ukosa. No tak, typowa odpowiedź faceta, kóry po prostu bal sie czegos takiego co sie nazywalo commitment. Jeszcze mu się, kurwa, odmieni.Javierowi zajęło ponad dwadzieścia pięć lat zrozumienie, że może jednak warto było przestać zachowywać się jak jebany idiota, więc zdecydowanie nie znajdował się w pozycji do udzielania komukolwiek porad miłosnych. - pogadamy, jak ci się kiedyś jakaś przyklei do łba tak mocno, że żadna kolejna nie będzie potrafiła jej stamtąd wywalic.

Na pytanie o reprymendę jego mina momentalnie zrzedła. - Bardzo, kurwa, śmieszne, pendejo - burknął, poprawiając krawat jeszcze raz, tym razem bardziej z irytacji - Nie za krawacik. Podobno mam problem z wykonywaniem poleceń, włażę w sprawy, które nie należą do mnie... - Zrobił krótką pauzę. - Czyli generalnie dostałem opierdol za bycie sobą. - nosz kurwa pojebana sprawa, no nie? XD Machnął ręką, bo naprawdę nie miał ochoty bardziej się nad tym rozwodzić. Jeszcze chwila i znowu by się wkurwił.

W kolejnysm momencie, gdy Caleb zaczął mówić o czasach liceum, Javier już nie żartował. Zmarszczył brwi, prowadząc samochód, i przez chwilę tylko słuchał. - Nie musiałeś mieć nikogo bezpośrednio wśród znajomych - zauważył. - Ojciec, matka, wujek, starszy brat, partner któregoś z rodziców. Ktoś, o kim nawet nie pomyśleliście.. - Postukał kciukiem o kierownicę. -I właśnie dlatego chcę rozpisać wszystkich. Nie tylko waszą paczkę. Rodziny, byłych, ludzi, z którymi Elena się spotykała bez was. Nawet tych, których nazwisko pojawiło się w jej telefonie dwa razy. Jeżeli ktoś coś wtedy przykrył, musiał mieć albo kurewsko dużo szczęścia, albo możliwości. - Zerknął na niego -Ja nie wierzę w aż takie szczęście. - a na poprawienie nazwy aplikacji od razu spojrzał na Fairchilda z urazą - Powiedziałem snapchat - odburknął. - Mam czterdzisci szesc lat, a nie dziewięćdziesiąt, gówniarzu. Jeszcze jedno dziadku i inaczej sobie pogadamy- sekundę później parsknął śmiechem. - Zagadam z nim. Niczego mu na początku nie powiem, tylko zapytam, co technicznie jest możliwe. Jeżeli powie, że da się coś odzyskać, wtedy zdecydujemy, co dalej.

Ostatnie słowa Caleba sprawiły jednak, że ponownie spoważniał. Pokiwał powoli głową. - Niezbędne minimum - przyznał i spojrzał na niego kątem oka. - I przede wszystkim nikomu nie mówimy, że podejrzewamy kogoś od środka. Jeżeli mamy rację, wystarczy jedna niewłaściwa osoba, żeby wszystkie ślady, które jeszcze zostały, nagle kurwa wyparowały. - Ścisnął mocniej kierownicę, po czym westchnął. Po chwili zatrzymał się przy dinerze.

Fairchild
29 y/o
For good luck!
182 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Everyone's a star
Baby, it's a dream
Show me who you are
Take me in your arms
You're something supеrior
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc prychnięcie z jego strony, Caleb odruchowo wywrócił oczami; nie zamierzał tego komentować, bo na ten moment, Fairchild był święcie przekonany, że nigdy do tego nie dojdzie. No, bo to, co działo się teraz w jego głowie było nieszczęśliwym zrządzeniem losu i za parę dni o niej zapomni, tak? Po prostu… na chwilę stracił nad sobą kontrolę i tyle. Zdarzało się nawet najlepszym. Caleb był wolnym strzelcem; nie zamierzał dać się jakiejś pierwszej lepszej babie omamić do tego stopnia, że już nie będzie mógł szaleć według własnego widzimisię. Nie ma opcji, on jest panem własnego losu i tak dalej. Cholerny. Wyjazd. Integracyjny.

Anyway.


— Jaki znowu pendejo? Dlaczego mnie obrażasz? Pozwać cię? — zażartował. Słysząc za co dostał opierdol, Caleb zasłonił usta, żeby powstrzymać parsknięcie śmiechem i kolejny niepotrzebny komentarz. Perez poniekąd znowu popełniał ten sam błąd, bo pakował się w sprawę, w której nie powinien się babrać, szczególnie jeśli ktoś celowo zamiótł ją pod dywan.
Prokurator skupił się na jego słowach, kiwając lekko głową. Javier miał rację; potrzebował czasu, notatek i zebrania listy osób, które w tamtym okresie przewinęły się przez ich życie, nawet przez sekundę. Znajomości przecież mogą nie mieć dna, ale starał się podejść do tego z jakąkolwiek dawką optymizmu. W końcu przynajmniej miał kogoś, z kim mógł o tym porozmawiać i kto chciał go w tym wesprzeć. Nawet, jeśli zajmie to sporo czasu, to jeśli miało to zbliżyć ich do zabójcy Eleny, Caleb zamierzał dać z siebie wszystko. Może prawda była taka, że w pojedynkę nie mógłby tego zrobić? Może potrzebował kogoś, kto wiedział wiele o sprawie, ale nie był w nią tak mocno zaangażowany emocjonalnie, co Fairchild. Cóż, Javier był zdecydowanie najlepszym do tego wyborem.
— Spotkajmy się jutro. Przyniosę telefon. Sprawdzimy wszystko jeszcze raz — zaproponował. Cal poczuł nowy przypływ motywacji i energii; nawet, jeśli znowu uderzy w ścianę, to przynajmniej będzie miał poczucie, że zrobił wszystko, co mógł. — Och, no i co mi zrobisz, co? — parsknął, kręcąc głową z politowaniem. — Myślę, że biegam od ciebie odrobinę szybciej. Dobrze uciekałem jak byłem gówniarzem — zaśmiał się. Zdecydowanie rozmowa z Javierem poprawiła mu humor; od poranka znacząco odżył. — Dzięki, Javier. Wiszę ci za to dobrą butelkę whisky — powiedział, wyciągając dłoń, by poklepać go po ramieniu.

Fairchild wydostał się z samochodu, ściągając swoją marynarkę, żeby przerzucić ją przez ramię i wszedł do restauracji, zajmując któreś z miejsc. Zamówił jedzenie, dopiero wtedy na nowo spoglądając na swojego seniora. — Dziadkowie już nie żyją, ale dom stoi w takim stanie w jakim został. Myślę, że moja matka nie wchodziła do pokoju Eleny od jej śmierci, więc możemy tam zajrzeć — zaproponował, przypominając sobie o kolejnej rzeczy, która mogła okazać się dla nich przydatna.

javier
Ostatnio zmieniony sob sie 22, 2026 6:42 pm przez Caleb Fairchild, łącznie zmieniany 1 raz.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”