what do i say when there's nobody listening?
: sob sie 08, 2026 7:27 pm
trigger warning
Kolejny miesiąc. Kolejny tydzień. Kolejny czas złudnych terapii w Mount Sinai Hospital. Calliope uczęszczała na różne terapie od momentu, w którym jako dziewiętnastolatka wróciła do domu po rocznym pobycie w zakładzie psychiatrycznym. Tam ilość leków, które dostawała, co prawda trochę przyciszała i przytępiała jej drugi głos, ale jednocześnie sprawiała, że czuła się tak, jakby wszystkie emocje zostały z niej wyssane. Jakby ktoś odciął ją od samej siebie, zostawiając jedynie puste ciało, które miało oddychać, jeść, spać i nie sprawiać żadnych p r o b l e m ó w. Na szczęście po powrocie do domu jej matka bardzo szybko przypomniała jej, jak to jest doświadczać innych emocji. Na przykład złości i irytacji. David z kolei przypomniał jej, czym było o b r z y d z e n i e.
Callie dość szybko nauczyła się, że z tym drugim głosem można żyć. Czasami nawet go słuchała. Czasami korzystała z niego, żeby dostać to, czego chciała. Żeby przetrwać. Ale odkąd trafiła na psychiatrę Dr Bowena, który od roku uczył ją, że powinna w końcu postawić na swoją osobowość, swój głos i swoje własne decyzje, Calliope chyba naprawdę zaczęła to robić.
Chyba.
Ta blond dziewczynka, która kiedyś pragnęła aprobaty z każdej strony, wiecznie obawiając się, że kogoś zdenerwuje samym swoim istnieniem, powoli zamieniała się w kobietę odzianą w czerń, słodkie akcesoria i tatuaże oplatające jej skórę niczym małe, prywatne pejzaże. Zaczynała żyć. A co najważniejsze, zaczynała siebie lubić. Wzięła głęboki oddech, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze łazienki. Ochlapała dłonie zimną wodą, po czym skinęła głową sama do siebie, próbując dodać sobie odwagi przed kolejną tygodniową terapią. Dasz radę. No i po co do niego chodzisz, wiesz, że go nie lubię! Pomaga mi.. Ugh. Przymknęła powieki, zacisnęła palce na brzegu umywalki i po chwili wypuściła powietrze z płuc. Dzisiaj miała spróbować. Tylko tyle. Mały kroczek do przodu. Tak mówił Bowen. Małe kroki były lepsze niż stanie w miejscu, nawet jeśli czasami miała wrażenie, że jeden taki krok kosztował ją więcej niż innych ludzi całe życie.
Wychodząc z łazienki, zahaczyła torebką o klamkę. Szarpnęła ją nerwowo, próbując się uwolnić, i w tej samej chwili wpadła prosto na kogoś stojącego po drugiej stronie drzwi. - Przepraszam - wyrzuciła z siebie szybko, nawet nie przyglądając się tej osobie. Nie zatrzymała się. Nie miała na to czasu. Poprawiła pasek torebki na ramieniu i ruszyła niemal biegiem w kierunku odpowiedniego oddziału. Dzisiejsza rozmowa skupiała się na tym, czego Callie naprawdę żałowała w swoim życiu. Wzięła głęboki oddech, wpatrując się w podłogę. - Ta sytuacja z czasów college’u, doktorze… - zaczęła cicho, zaciskając palce na materiale spódnicy. - Chciałabym, żeby to się nigdy nie wydarzyło. Żebym jakoś inaczej wtedy do wszystkiego podeszła. - Doktor Bowen poprawił się na fotelu i odchrząknął. - Calliope, nie zmienimy już tego, co się wydarzyło - powiedział spokojnie. - Ale możesz skupić się na tym, co jest tu i teraz. Zacznijmy od małych kroczków, dobrze? - Uśmiechnął się łagodnie, poprawiając okulary na nosie. - Mhm - przytaknęła, - Dobrze. To zacznijmy od tego, że od teraz, w jakiejkolwiek relacji, spróbujesz słuchać swojego głosu. Nie głosu drugiej Callie. Swojego. Drugą Callie odstaw na bok, dobrze? - Spojrzał na nią uważnie. Czy on mówi poważnie? Nie możesz mnie odstaaaahhhh… - Dobrze - odparła, wbijajac paznokcie w uda. - Spróbuję. - Kłamczucha. - A co, jeśli jednak nie dam rady? - zapytała po chwili, unosząc na niego spojrzenie. - Wtedy porozmawiamy o tym na kolejnej wizycie - odparł Bowen. - Tym razem za dwa tygodnie, dobrze?
Callie skinęła głową, choć w środku nie czuła się spokojniejsza. Dwa tygodnie brzmiały jak wieczność. Kiedy rozmowa dobiegała końca, usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Odwróciła głowę. W progu zobaczyła wysokiego blondyna z narzuconym na siebie fartuchem. Stał tam tylko przez chwilę, ale jej serce i tak zdążyło zatrzymać się w piersi. Bo przez moment mogłaby przysiąc, że to był nikt inny, jak jej pierwsza miłość.
Cyrus