i feel like stupid kiddo when i look at you
: ndz sie 09, 2026 12:33 pm
- dwa tygodnie wcześniej -
Kurwa, zachowuję się, jakbym miał szesnaście lat.
Cyrus stał oparty o swoje auto, wpatrując się w dom, który przez całe te lata, nadal zamieszkiwała Calliope. To niesamowite, że przez cały ten czas, wciąż była tak blisko niego, a on nawet o tym nie myślał. Gdyby tylko przez ostatnie osiem lat, choćby na chwilę zainteresował się tym, co się z nią w ogóle działo, to może byłby bardziej doinformowany. No, ale nie — Lockhart myślał tylko o sobie. Od początku do końca. Aż do teraz.
Zatrzymał się w odległości pięciu minut drogi piechotą do jej mieszkania. Widział doskonale okno, prowadzące do jej pokoju, które rzeczywiście zostawiła uchylone. Wpatrywał się w nie przez ostatnie piętnaście minut, zastanawiając się, co on właściwie wyrabiał? W jego palcach jarzył się świeżo zapalony papieros, który miał ukoić ból głowy, spowodowany setką myśli, pędzących jedna za drugą. Musiał z w a r i o w a ć. Nie było na to innego wyjaśnienia. Wciągając dym do płuc, Cyrus powstrzymywał parsknięcie śmiechem; nie zasnąłby tej nocy, jakby nie zobaczył jej po raz kolejny. Nie sądził jednak, że kiedykolwiek w całym swoim życiu, porwie się na coś tak dziecinnego i niemal rozczarowującego, jak wchodzenie przez okno osoby, którą brutalnie i bez żadnych skrupułów rzucił prawie dziesięć lat temu. Ponoć życie bywa przewrotne, choć on doszedł do wniosku, że musiał po prostu oszaleć.
Regulacja systemu nerwowego.
Każde wytłumaczenie jest dobre, jeśli działa, racja? Lockhart zgasił papierosa butem, zanim odetchnął ciężko, ruszając mozolnie w kierunku jej domu. Było grubo po północy, a on nie spał już ponad dwadzieścia sześć godzin — no, poza krótką drzemką w pomieszczeniu rezydentów, gdzie stało wątpliwej jakości łóżko. Był kurewsko zmęczony, głodny i poirytowany swoim własnym zachowaniem, ale skoro już tu przyjechał, to nie zamierzał się wycofywać. Jeśli którykolwiek z jej sąsiadów, postanowił wyjść przed dom lub chociaż wyjrzeć przez okno, najprawdopodobniej dostałby rolę włamywacza lub pieprzonego Romeo. Już sam nie wiedział, który tytuł z tych dwóch był dla niego gorszy.
Cy stanął pod jej oknem, przesuwając palcami po swoich blond lokach, jakby nadal zastanawiał się, ile to było warte. Podwijając rękawy białej, lnianej koszuli, mężczyzna popchnął łagodnie okno, prowadzące do jej pokoju, po czym podciągnął się na parapecie, przerzucając najpierw jedną, a potem drugą nogę do środka.
— Ostatni raz bawię się w takie rzeczy — mruknął marudnie, gdy znalazł się już w środku. Dopiero wtedy uniósł spojrzenie na dziewczynę, która wyglądała zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Nie powiedziałby, że wyglądała gorzej. Wyglądała naturalnie; bez makijażu, bez chaotycznych ubrań, a jednak nadal jego wzrok nie potrafił się od niej oderwać.
Kto był bardziej zdziwiony?
Calliope na widok Cyrusa, który naprawdę się pojawił?
Czy Cy, który znowu zaczął wątpić we wszystko, co robił?
Dopiero po dłuższej chwili, rozejrzał się po pokoju. Zerknął na meble, ozdoby, ewentualne plakaty. Na każdą rzecz, która charakteryzowała obecną Calliope. Cyrus oparł się o jej biurko, nieznacznie na nim przysiadając i wziął przypadkową rzecz, która na nim leżała.
— Skąd ta cała zmiana, Callie? — rzucił półszeptem, na nowo zatrzymując na niej spojrzenie. Przesunął złudnie obojętnym wzrokiem po jej sylwetce, która schowana była pod dużą bluzką. Co za strata. Nadal obracał w palcach jakąś głupią figurkę, którą po paru sekundach podrzucił. — Nie dawało mi to dzisiaj spać spokojnie. Jak z głupiutkiej blondyneczki, zrobiłaś się takim diabłem? — parsknął, znów podrzucając zabawkę. — Kiedyś pytałaś o pozwolenie przy każdej możliwej czynności. Wiem, że ludzie się zmieniają, ale to całkiem zaskakujące — dodał, kiwając głową z uznaniem. — Masz pecha, że na mnie znowu trafiłaś — stwierdził, odkładając figurkę na biurko, zanim skrzyżował ręce na klatce piersiowej. — Bo znowu mnie interesujesz — odparł, grając otwarcie.
Próbował nią manipulować. Próbował ją na nowo do siebie przekonać. Próbował zakryć wszystkie te złe rzeczy, które wcześniej wyrządził, ale przeszłości nie zdoła już wymazać. Stawiał na nową taktykę i rozwiązania, nawet jeśli przez to sam wpadał po uszy. Skoro nie potrafił przestać o niej myśleć, skoro dodawała mu emocji i dostarczała odpowiedniej energii, to czemu miałby znowu o niej zapomnieć? Chciał więcej. Chciał zobaczyć, czy mając ją jeszcze bliżej, wszystkie te uczucia, których doświadczy obudzą go na nowo i sprawią, że poczuje się w końcu żywy?
A może po prostu był popieprzony i sam nie wiedział, czego chce.
Był tylko egoistą, który kochał sprawdzać wytrzymałość innych ludzi. Szczególnie, jeśli sam mógł coś na tym zyskać.
— Chyba nawet za tobą tęskniłem.
callie
Cyrus stał oparty o swoje auto, wpatrując się w dom, który przez całe te lata, nadal zamieszkiwała Calliope. To niesamowite, że przez cały ten czas, wciąż była tak blisko niego, a on nawet o tym nie myślał. Gdyby tylko przez ostatnie osiem lat, choćby na chwilę zainteresował się tym, co się z nią w ogóle działo, to może byłby bardziej doinformowany. No, ale nie — Lockhart myślał tylko o sobie. Od początku do końca. Aż do teraz.
Zatrzymał się w odległości pięciu minut drogi piechotą do jej mieszkania. Widział doskonale okno, prowadzące do jej pokoju, które rzeczywiście zostawiła uchylone. Wpatrywał się w nie przez ostatnie piętnaście minut, zastanawiając się, co on właściwie wyrabiał? W jego palcach jarzył się świeżo zapalony papieros, który miał ukoić ból głowy, spowodowany setką myśli, pędzących jedna za drugą. Musiał z w a r i o w a ć. Nie było na to innego wyjaśnienia. Wciągając dym do płuc, Cyrus powstrzymywał parsknięcie śmiechem; nie zasnąłby tej nocy, jakby nie zobaczył jej po raz kolejny. Nie sądził jednak, że kiedykolwiek w całym swoim życiu, porwie się na coś tak dziecinnego i niemal rozczarowującego, jak wchodzenie przez okno osoby, którą brutalnie i bez żadnych skrupułów rzucił prawie dziesięć lat temu. Ponoć życie bywa przewrotne, choć on doszedł do wniosku, że musiał po prostu oszaleć.
Regulacja systemu nerwowego.
Każde wytłumaczenie jest dobre, jeśli działa, racja? Lockhart zgasił papierosa butem, zanim odetchnął ciężko, ruszając mozolnie w kierunku jej domu. Było grubo po północy, a on nie spał już ponad dwadzieścia sześć godzin — no, poza krótką drzemką w pomieszczeniu rezydentów, gdzie stało wątpliwej jakości łóżko. Był kurewsko zmęczony, głodny i poirytowany swoim własnym zachowaniem, ale skoro już tu przyjechał, to nie zamierzał się wycofywać. Jeśli którykolwiek z jej sąsiadów, postanowił wyjść przed dom lub chociaż wyjrzeć przez okno, najprawdopodobniej dostałby rolę włamywacza lub pieprzonego Romeo. Już sam nie wiedział, który tytuł z tych dwóch był dla niego gorszy.
Cy stanął pod jej oknem, przesuwając palcami po swoich blond lokach, jakby nadal zastanawiał się, ile to było warte. Podwijając rękawy białej, lnianej koszuli, mężczyzna popchnął łagodnie okno, prowadzące do jej pokoju, po czym podciągnął się na parapecie, przerzucając najpierw jedną, a potem drugą nogę do środka.
— Ostatni raz bawię się w takie rzeczy — mruknął marudnie, gdy znalazł się już w środku. Dopiero wtedy uniósł spojrzenie na dziewczynę, która wyglądała zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Nie powiedziałby, że wyglądała gorzej. Wyglądała naturalnie; bez makijażu, bez chaotycznych ubrań, a jednak nadal jego wzrok nie potrafił się od niej oderwać.
Kto był bardziej zdziwiony?
Calliope na widok Cyrusa, który naprawdę się pojawił?
Czy Cy, który znowu zaczął wątpić we wszystko, co robił?
Dopiero po dłuższej chwili, rozejrzał się po pokoju. Zerknął na meble, ozdoby, ewentualne plakaty. Na każdą rzecz, która charakteryzowała obecną Calliope. Cyrus oparł się o jej biurko, nieznacznie na nim przysiadając i wziął przypadkową rzecz, która na nim leżała.
— Skąd ta cała zmiana, Callie? — rzucił półszeptem, na nowo zatrzymując na niej spojrzenie. Przesunął złudnie obojętnym wzrokiem po jej sylwetce, która schowana była pod dużą bluzką. Co za strata. Nadal obracał w palcach jakąś głupią figurkę, którą po paru sekundach podrzucił. — Nie dawało mi to dzisiaj spać spokojnie. Jak z głupiutkiej blondyneczki, zrobiłaś się takim diabłem? — parsknął, znów podrzucając zabawkę. — Kiedyś pytałaś o pozwolenie przy każdej możliwej czynności. Wiem, że ludzie się zmieniają, ale to całkiem zaskakujące — dodał, kiwając głową z uznaniem. — Masz pecha, że na mnie znowu trafiłaś — stwierdził, odkładając figurkę na biurko, zanim skrzyżował ręce na klatce piersiowej. — Bo znowu mnie interesujesz — odparł, grając otwarcie.
Próbował nią manipulować. Próbował ją na nowo do siebie przekonać. Próbował zakryć wszystkie te złe rzeczy, które wcześniej wyrządził, ale przeszłości nie zdoła już wymazać. Stawiał na nową taktykę i rozwiązania, nawet jeśli przez to sam wpadał po uszy. Skoro nie potrafił przestać o niej myśleć, skoro dodawała mu emocji i dostarczała odpowiedniej energii, to czemu miałby znowu o niej zapomnieć? Chciał więcej. Chciał zobaczyć, czy mając ją jeszcze bliżej, wszystkie te uczucia, których doświadczy obudzą go na nowo i sprawią, że poczuje się w końcu żywy?
A może po prostu był popieprzony i sam nie wiedział, czego chce.
Był tylko egoistą, który kochał sprawdzać wytrzymałość innych ludzi. Szczególnie, jeśli sam mógł coś na tym zyskać.
— Chyba nawet za tobą tęskniłem.
callie