28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- dwa tygodnie wcześniej -

Kurwa, zachowuję się, jakbym miał szesnaście lat.

Cyrus stał oparty o swoje auto, wpatrując się w dom, który przez całe te lata, nadal zamieszkiwała Calliope. To niesamowite, że przez cały ten czas, wciąż była tak blisko niego, a on nawet o tym nie myślał. Gdyby tylko przez ostatnie osiem lat, choćby na chwilę zainteresował się tym, co się z nią w ogóle działo, to może byłby bardziej doinformowany. No, ale nie — Lockhart myślał tylko o sobie. Od początku do końca. Aż do teraz.

Zatrzymał się w odległości pięciu minut drogi piechotą do jej mieszkania. Widział doskonale okno, prowadzące do jej pokoju, które rzeczywiście zostawiła uchylone. Wpatrywał się w nie przez ostatnie piętnaście minut, zastanawiając się, co on właściwie wyrabiał? W jego palcach jarzył się świeżo zapalony papieros, który miał ukoić ból głowy, spowodowany setką myśli, pędzących jedna za drugą. Musiał z w a r i o w a ć. Nie było na to innego wyjaśnienia. Wciągając dym do płuc, Cyrus powstrzymywał parsknięcie śmiechem; nie zasnąłby tej nocy, jakby nie zobaczył jej po raz kolejny. Nie sądził jednak, że kiedykolwiek w całym swoim życiu, porwie się na coś tak dziecinnego i niemal rozczarowującego, jak wchodzenie przez okno osoby, którą brutalnie i bez żadnych skrupułów rzucił prawie dziesięć lat temu. Ponoć życie bywa przewrotne, choć on doszedł do wniosku, że musiał po prostu oszaleć.

Regulacja systemu nerwowego.
Każde wytłumaczenie jest dobre, jeśli działa, racja? Lockhart zgasił papierosa butem, zanim odetchnął ciężko, ruszając mozolnie w kierunku jej domu. Było grubo po północy, a on nie spał już ponad dwadzieścia sześć godzin — no, poza krótką drzemką w pomieszczeniu rezydentów, gdzie stało wątpliwej jakości łóżko. Był kurewsko zmęczony, głodny i poirytowany swoim własnym zachowaniem, ale skoro już tu przyjechał, to nie zamierzał się wycofywać. Jeśli którykolwiek z jej sąsiadów, postanowił wyjść przed dom lub chociaż wyjrzeć przez okno, najprawdopodobniej dostałby rolę włamywacza lub pieprzonego Romeo. Już sam nie wiedział, który tytuł z tych dwóch był dla niego gorszy.

Cy stanął pod jej oknem, przesuwając palcami po swoich blond lokach, jakby nadal zastanawiał się, ile to było warte. Podwijając rękawy białej, lnianej koszuli, mężczyzna popchnął łagodnie okno, prowadzące do jej pokoju, po czym podciągnął się na parapecie, przerzucając najpierw jedną, a potem drugą nogę do środka.

— Ostatni raz bawię się w takie rzeczy — mruknął marudnie, gdy znalazł się już w środku. Dopiero wtedy uniósł spojrzenie na dziewczynę, która wyglądała zupełnie inaczej niż w ciągu dnia. Nie powiedziałby, że wyglądała gorzej. Wyglądała naturalnie; bez makijażu, bez chaotycznych ubrań, a jednak nadal jego wzrok nie potrafił się od niej oderwać.

Kto był bardziej zdziwiony?
Calliope na widok Cyrusa, który naprawdę się pojawił?
Czy Cy, który znowu zaczął wątpić we wszystko, co robił?

Dopiero po dłuższej chwili, rozejrzał się po pokoju. Zerknął na meble, ozdoby, ewentualne plakaty. Na każdą rzecz, która charakteryzowała obecną Calliope. Cyrus oparł się o jej biurko, nieznacznie na nim przysiadając i wziął przypadkową rzecz, która na nim leżała.
— Skąd ta cała zmiana, Callie? — rzucił półszeptem, na nowo zatrzymując na niej spojrzenie. Przesunął złudnie obojętnym wzrokiem po jej sylwetce, która schowana była pod dużą bluzką. Co za strata. Nadal obracał w palcach jakąś głupią figurkę, którą po paru sekundach podrzucił. — Nie dawało mi to dzisiaj spać spokojnie. Jak z głupiutkiej blondyneczki, zrobiłaś się takim diabłem? — parsknął, znów podrzucając zabawkę. — Kiedyś pytałaś o pozwolenie przy każdej możliwej czynności. Wiem, że ludzie się zmieniają, ale to całkiem zaskakujące — dodał, kiwając głową z uznaniem. — Masz pecha, że na mnie znowu trafiłaś — stwierdził, odkładając figurkę na biurko, zanim skrzyżował ręce na klatce piersiowej. — Bo znowu mnie interesujesz — odparł, grając otwarcie.

Próbował nią manipulować. Próbował ją na nowo do siebie przekonać. Próbował zakryć wszystkie te złe rzeczy, które wcześniej wyrządził, ale przeszłości nie zdoła już wymazać. Stawiał na nową taktykę i rozwiązania, nawet jeśli przez to sam wpadał po uszy. Skoro nie potrafił przestać o niej myśleć, skoro dodawała mu emocji i dostarczała odpowiedniej energii, to czemu miałby znowu o niej zapomnieć? Chciał więcej. Chciał zobaczyć, czy mając ją jeszcze bliżej, wszystkie te uczucia, których doświadczy obudzą go na nowo i sprawią, że poczuje się w końcu żywy?

A może po prostu był popieprzony i sam nie wiedział, czego chce.
Był tylko egoistą, który kochał sprawdzać wytrzymałość innych ludzi. Szczególnie, jeśli sam mógł coś na tym zyskać.
— Chyba nawet za tobą tęskniłem.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Wysyłając mu wiadomość, zdecydowanie wątpiła w jakąkolwiek możliwość, tfu, rzeczywistość, w której Cyrus Lockhart mógłby w środku nocy zjawić się u niej w pokoju, wchodząc samodzielnie przez okno.
To przecież kompletnie nie było w jego stylu.
Prędzej to ona w przeszłości podstawiłaby mu rączki, żeby książę przypadkiem się nie utrudził, ale dobra. Skoro ona się zmieniła, to nie mogła twierdzić, że on nie, prawda? Więc uchyliła to cholerne okno z myślą, że i tak niedługo będzie musiała je zamknąć na noc. Anyways, moving on... Leżała sobie na kanapie obok biurka, przeglądając Tumblra i udając, że wcale nie nasłuchuje każdego szmeru za oknem, gdy nagle usłyszała jakiś dźwięk. Najpierw cichy stuk. Potem coś, co mogło być szurnięciem buta o parapet. A po chwili zobaczyła Cyrusa w całej okazałości, stojącego w jej pokoju.

No fucking way.

Wstała gwałtownie, kompletnie zaskoczona, bo cholera, on naprawdę tu był. - Przyszedłeś - wyszeptała zszokowana, cofając się o kilka kroków, no bo cholera, what in the actual hell was going on??? Podeszła do drzwi, żeby upewnić się, że są przekluczone od środka. Nie chciała, żeby Dave zaraz wparował do jej sypialni albo, co gorsza, żeby zrobiła to jej matka, gdyby nie daj boże usłyszeli jakiekolwiek odgłosy dochodzące z pokoju. Przekręcając zamek, odwróciła się powoli. Stała boso na panelach, czując pod stopami chłód podłogi. Chwyciła za rąbek swojej koszuli i ściągnęła ją w dół ostrożnie, trochę onieśmielona faktem, że on naprawdę tutaj był. Stał w jej pokoju i bawił się jedną z jej figurek. Przełknęła ślinę, zanim mu odpowiedziała. - Cyrus, nie mam już osiemnastu lat. Dorosłam - odparła, robiąc kilka kroków w jego kierunku. - Po prostu zaczęłam robić to, co mi się podoba. Bez względu na to, co pomyślą inni. - Bo tak właśnie było. Zdanie innych ludzi nie miało już dla niej aż takiego znaczenia. Fakt, że nie rozmawiała z ojcem od jakichś dwóch lat, cholernie jej w tym pomagał. Był manipulacyjny. Nawet bardziej niż Cyrus wtedy, gdy byli nastolatkami. Przez lata ciężko było jej się mu przeciwstawić, ale z doktorem Bowenem powoli odbudowywali jej pewność siebie. Tę zaciekłość, z którą prawdziwa ona potrafiła w końcu zabierać głos, zamiast chować się za strachem i cudzymi oczekiwaniami.

Przyglądała się lnianej koszuli Cyrusa, podwiniętym rękawom, zdając sobie sprawę, że pan elegancik serio właśnie wlazł do jej pokoju przez okno niczym jakiś romantyk. Zlustrowała go spojrzeniem. Wyglądał na zmęczonego. Obojętnie jak perfekcyjnie by się nie prezentował, ciężko było ukryć podkrążone oczy. Wyglądało na to, że rezydentura jednak nie była tak łatwym orzechem do zgryzienia. Wydobyła z siebie ciche parsknięcie śmiechu, zakrywając usta dłonią, gdy usłyszała jego kolejne stwierdzenie. - Już nie proszę nikogo o zgodę - odparła, robiąc kolejne dwa kroki w jego kierunku. Nie była jeszcze na tyle blisko, żeby całkowicie się przy nim znaleźć, ale dystans między nimi zaczynał robić się cholernie mały.

Och, interesował się nią?
Właśnie o to jej chodziło.


Miała nadzieję, że wzbudzi w nim zainteresowanie swoją osobą i na ten moment? Robił wszystko dokładnie tak, jak chciała. A może nawet więcej. Naprawdę myślał, że wystarczy powiedzieć jej, że za nią tęsknił, a ona znowu zacznie za nim szaleć? Że rzuci mu się na szyję jak ta głupiutka, osiemnastoletnia Calliope, gotowa wybaczyć mu wszystko za jedno cieplejsze spojrzenie?

Karty się odwróciły.

Teraz to nie ona miała grać według jego zasad. To on miał nauczyć się jej. Uśmiechnęła się uroczo, robiąc kolejny krok do przodu. - Muszę cię zasmucić, bo nie będę cię o nic pytała, Cy. - Zrobiła jeszcze dwa kroki, aż stanęła tuż przy nim. Rozsunęła nogą jego nogi, żeby wejść pomiędzy nie, gdy opierał się o biurko. Cholera. Teraz, bez tych wysokich butów, naprawdę wydawała się przy nim drobna. Nawet gdy nie stał w pełni wyprostowany. - Jak możesz za mną tęsknić, skoro nawet mnie nie znasz? - uniosła brew, wsuwając dłoń ku jego twarzy. Przejechała delikatnie palcami po jego policzku, wpatrując się w te cholerne niebieskie tęczówki, które kiedyś robiły z jej sercem dokładnie to, co chciały.. teraz z resztą może też… minimalnie. - Już nie jestem tą naiwną dziewczynką, której mówiłeś, że irytuje cię swoim zachowaniem - dodała z lekkim uśmiechem. Przesunęła dłoń wzdłuż jego szyi. - Jeżeli faktycznie chcesz mnie poznać, to nie marnuj mojego czasu, Lockhart. - Stanęła na palcach, chwyciła w garść materiał jego koszuli i przyciągnęła go do siebie. - Nie chodzę na spotkania. Chcę randek - wyszeptała, spoglądając na niego spod rzęs. - Nie będę za tobą gonić. Nie będę prosić cię o uwagę. Nie będę udawać, że wystarczy mi jakiś cholerny ochłap, bo akurat łaskawie postanowiłeś spojrzeć w moją stronę. - Puściła materiał jego koszuli i odsunęła się od niego, zanim zdążyła zrobić coś głupiego...

Odwróciła się i ruszyła w stronę łóżka. Po chwili położyła się na nim, odsunęła kołdrę i wsunęła się pod nią, ale nie przykryła się całkowicie. Zamiast tego spojrzała na niego, - Jeżeli nie jesteś w stanie mi tego dać, to wyjdź - powiedziała. - A jeśli chcesz to rozważyć, to zapraszam. Musisz być zmęczony. - Ułożyła głowę na poduszce i czekała. Na jeden z dwóch scenariuszy. Albo usłyszy specyficzny dźwięk, który da jej znać, że właśnie wyszedł przez okno. Albo poczuje ciężar opadający na materac obok niej. Ciepło jego ciała. Zapach perfum, alkoholu i papierosów, do którego w tamtym momencie, wbrew całemu rozsądkowi, cholernie lgnęła.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nic co zrobił Cyrus na przełomie ostatnich ośmiu godzin, nie było dla niego normalne.
Często po powrocie z długiego dyżuru, robił sobie któregoś ze swoich ulubionych drinków. Często palił jednego papierosa za drugim, jakby próbował w ten sposób złagodzić napięcie w swoich skroniach. Często jeździł nocami po mieście, próbując uporządkować swoje myśli. Często uważnie planował swój kolejny tydzień i często też myślał o wyjeździe z kraju.
A więc wchodzenie do czyjegoś mieszkania przez okno i to w środku nocy, nie było dla niego typowe. Podobnie jak myślenie o drugiej osobie przez tak długi czas, że zaczynał gubić kontakt z rzeczywistością. Nigdy wcześniej z całej tej frustracji, nie nawiązał kontaktu jako pierwszy z osobą, która go zainteresowała. Nie wsiadł po wypitym drinku do samochodu jak dzieciak, który nie znał życia i prawa; nie zastanawiał się, czy to co robi było idiotyczne. Bo Cyrus nie popełniał przecież błędów, nie pozwalał sobie na potknięcia. Nawet w chwili, gdy robił coś, co kompletnie do niego nie pasowało, nadal naiwnie próbował trzymać rękę na pulsie. Przecież musiało być tak, jak tego chciał. Musiało.

— Przyszedłem — powtórzył zaraz za nią dość obojętnie, jakby wizyta w jej domu, nie była niczym dziwnym. Dostrzegając, jak cofa się te parę kroków do tyłu, jakby ten widok w ogóle do niej nie docierał, Lockhart przechylił głowę do boku. Po raz kolejny tej nocy, zmierzył wzrokiem całą jej sylwetkę od góry do dołu, robiąc to tak bezpośrednio i jednocześnie bezczelnie, że nie pozostawało to żadnych złudzeń, że nie potrafił oderwać od niej spojrzenia.
— Mówiłem, że to zrobię. Wbrew pozorom potrafię dotrzymać słowa — mruknął z rozbawieniem. W gruncie rzeczy, był tak samo zdziwiony swoim własnym zachowaniem jak ona, ale wolał grać, niż dać to po sobie poznać. — Wraz z dojrzewaniem, zyskałaś też inteligencję. Gratuluję. Witamy po stronie oświeconych — parsknął, obracając plastikową zabawkę w palcach. Był kąśliwy z natury, nawet jeśli początkowo nie był to jego cel. Rozmawiał w ten sposób nawet z najbliższymi ludźmi, choć w jej przypadku, sam nie był do końca pewien, czy chciał jej dowalić czy może zażartować. A może nadal sprawdzał, na ile może pozwolić sobie w jej towarzystwie?

To oczywiste, że ludzie bezustannie się zmieniają. Tak też było i w jego przypadku; w porównaniu do czasów młodości, był nieco bardziej surowy i zdeterminowany. Można powiedzieć, że wiele jego cech znacząco się wyostrzyło. Jego kompleks boga nic się jednak nie zmienił; ba, stał się silniejszy. Zawsze wydawało mu się, że jest najlepszy we wszystkim, co robi i zawsze ma rację. A teraz jako doktor, mógł mieć choć chwilę poczucie, że czyjeś życie leży w jego rękach. Niesamowite, prawda? Zyskał to w całkiem zdrowy sposób, a mógł zejść przecież na psy.

Widząc, że Calliope zmieniła taktykę, tym razem zbliżając się do niego, mężczyzna oparł obie dłonie na blacie biurka. Nie spuszczał z niej wzroku nawet na sekundę. W którym momencie jej uroda zaczęła zabierać mu dech w piersiach? W którym momencie, miał ochotę wyciągnąć dłoń, by przyciągnąć ją do siebie za talię i znowu poczuć jej zapach? Kiedy spoglądając na nią, przestał czuć zażenowanie? To był jeden wieczór. Paręnaście minut głupiej rozmowy i dotyku, przypominający spotkanie stęsknionej za sobą pary. Oszalał. Stracił głowę. I chyba chciał wpaść w to wszystko jeszcze dotkliwiej.

Jej słowa były jak ostrze, brutalnie tnące jego skórę. Tylko zamiast bólu, Cyrus czuł słodkie pieczenie, przypominające mu o tym, że wciąż był cholernie żywy. Rozsunął posłusznie nogi, całą siłą swojej pieprzonej woli, powstrzymując się przez zminimalizowaniem tej niewielkiej odległości między nimi. Była taka niska i drobna, że mógłby bez problemu złapać ją w pasie i zamienić ich miejscami. Jego oczy nie potrafiły odnaleźć stabilnego miejsca na jej twarzy. Błądził. — No właśnie… Jak mogę? — westchnął ciężko. — Ludzie ponoć często tęsknią za rzeczami, których nie posiadają lub których nawet nie znają. Wydaje im się, że wiedzą jak to jest, ale to tylko złudzenie — stwierdził swobodnie. — Może chcę się przekonać na własnej skórze, jak to jest, tęsknić za tą prawdziwą tobą rzucił, uśmiechając się krzywo. Wyczuwając jej dotyk na swoim policzku, Cyrus niekontrolowanie pochylił się w jej stronę. Podobał mu się dotyk Callie; był inny, niż te, których doświadczał do tej pory. Działał na niego lepiej niż gdyby robiła to jakakolwiek inna dziewczyna. Czyż to nie zabawne? Kiedyś chętnie odtrąciłby jej palce. — Ciężko nie zauważyć — skomentował, zaraz parskając pod nosem. Rezydent ułożył dłonie na jej biodrach, gdy przyciągnęła go za koszulę; Boże, mógłby zwariować. Mógłby się zapomnieć. Mógłby…
— Randek? Ile ty masz lat, dwanaście? — westchnął. Zaraz jednak uniósł brwi na każdą nową zasadę, padającą z jej ust. Nawet mu to zaimponowało. — No proszę, nawet ty masz swoje reguły — rzucił z pełnym podziwem.

Cy pozwolił Callie, by wysunęła się z jego rąk, wracając do swojego łóżka.
Prawda była taka, że niezależnie od tego, czy był w stanie jej to dać czy też nie, nie zamierzał zmarnować okazji, by spędzić z nią więcej czasu. Jak pod wpływem transu, Lockhart zbliżył się do jej materaca, zajmując miejsce tuż obok niej. Ułożył się na swoim boku, podpierając głowę na ręce, by móc na nią spojrzeć. Miał ochotę ją dotknąć.

— Nie wiem, jak szybko stracę przez ciebie cierpliwość — mruknął cicho, łagodnie chwytając jej wolną dłoń, by znów przyłożyć ją sobie do policzka. — Ale może spróbuję tych twoich randek i zobaczę, czy będę miał za czym tęsknić — dodał, składając ł a g o d n y pocałunek na wewnętrznej stronie jej ręki.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


To było istne wariactwo.

Naprawdę zaczęła wątpić, czy terapia z doktorem Bowenem działała na nią w taki sposób, jaki on sobie zaplanował. Z całą pewnością nie zakładał, że efektem ich rozmów będzie to, że Callie faktycznie spotka się z chłopakiem, przez którego de facto uczęszczała na te pieprzone terapie. A teraz on tu sie znajdowal. I pomimo wszystkiego, co planowała. Pomimo zemsty i tych wszystkich scenariuszy, które układała sobie w głowie przez lata, przez jeden krótki moment pomyślała, że może po prostu…

…sprawdzi, co przyniesie los.

Stojąc między jego nogami, tylko przyglądała się jego tęczówkom. Na jej twarzy pojawił się nikły, figlarny uśmieszek, gdy słuchała jego odpowiedzi. - Hm, czyli jak już przestanę być twoim złudzeniem albo czymś, czego nie możesz mieć, to całe to zainteresowanie… ta intryga… minie? - uniosła brew. - Coś nie jesteś zbyt dobry w zachęcaniu kobiety do ponownego spotkania, Lockhart. - zaakcentowała ostatnie słowo, bo po prostu chciała się z nim podroczyć. Chciała zobaczyć, czy zareaguje.. czy choć przez sekundę poczuje się tak, jak ona kiedyś, gdy każde jego słowo potrafiło wytrącić ją z równowagi. - Przekonamy się, czy będziesz w stanie mi dorównać - dodała, posyłając mu słodki uśmiech. Przyciągnęła go do siebie, znowu zmniejszając dystans między nimi tylko po to, żeby po chwili tak po prostu go oddalić. Jakby testowała granice… cierpliwość. Swoją kontrolę. Wszystko naraz. - Nie zabierałeś mnie na żadne randki, więc jeśli chcesz jakikolwiek redo, to nie masz tutaj nic do dyskusji. - Spojrzała na niego z naburmuszeniem, po czym sama parsknęła cicho pod nosem na jego reakcję, zanim ułożyła się na łóżku.

Odwróciła się na plecy, żeby na niego spojrzeć, gdy przysunął jej dłoń do swojego policzka, a chwilę później złożył na niej delikatny pocałunek. Hm. Nie pamiętała, żeby jego usta były takie miękkie. - No dobrze, czyli w sobotę mam anulować swoją randkę w ciemno, bo mnie gdzieś zabierzesz, tak? - uniosła brew. Nie było żadnej randki w ciemno, ale co jej szkodziło wbić mu do głowy, że byli inni mężczyźni, którzy w tamtym momencie się nią interesowali, prawda? - Poza tym wiesz, że nie kładzie się do łóżka w ciuchach z zewnątrz, co nie? - Zmierzyła go spojrzeniem, po czym usiadła obok niego na materacu, opierając się na kolanach. Schyliła się, ułożyła palce na guzikach jego koszuli i powoli zaczęła ją rozpinać, raz po raz zerkając na niego spod rzęs. - Jadłeś coś? - rzuciła, gdy z powrotem skupiła się na rozpinaniu kolejnych guzików. Może i chciała mu dogryźć. Może i nie powinien jej obchodzić, poza tym, że zamierzała doprowadzić swój plan do końca, ale przecież nie mógł jej zaraz paść z przemęczenia, am i right?

Rozpięła ostatni guzik i zerknęła na niego spod rzęs. Wsunęła dłonie pod materiał koszuli, na jego ramionach, po czym z jego pomocą zsunęła ją z niego. Przejechała spojrzeniem po nagim torsie, a chwilę później znowu podniosła ciemnookie oczy na jego twarz. Na te blond loczki, które niemal przypominały aniołka. Może z zewnątrz faktycznie na niego wyglądał, ale pod spodem skrywał się diabeł. Rzuciła jego koszulę gdzieś w kierunku swojej kanapy. Zjechała wzrokiem na jego spodnie. Na rozporek. Na guzik. Przysunęła dłonie w tamte okolice, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Fuuuck.

Działał na nią mocniej, niż chciałaby przyznać, a przecież tylko leżał. Tylko patrzył na nią tym przeszywającym, niebieskookim spojrzeniem, które wbijało się w nią tak głęboko, jakby próbował zobaczyć każdą myśl, której sama przed sobą nie chciała nazwać po imieniu… ugh. Po części ją to peszyło. Po części ekscytowało. - Um, wiesz co jednak mogę przynieść ci coś do jedzenia - powiedziała nagle, próbując odwrócić uwagę od własnych myśli. - Robię zajebiste peanut butter jelly tosty. Są to die for. - Zerknęła na niego, starając się nie myśleć o tym, z jaką łatwością jego dłoń mogłaby teraz wsunąć się pod jej zwiewną koszulkę. Z jaką łatwością mógłby eksplorować krągłości jej ciała. Z jaką łatwością ona, mając go dosłownie na wyciągnięcie ręki, mogłaby tak po prostu go pocałować. I wtedy zrozumiała jedno. Co tak właściwie ją zatrzymywało? Tego dnia już tyle razy prawie doszło do pocałunku. Ich usta dzieliły milimetry. Jeden pieprzony oddech. Włos od złączenia się ze sobą. Może bała się, że straci kontrolę, jeśli zacznie? Ale skąd mogła wiedzieć, dopóki nie spróbuje? - Zmieniłam zdanie - powiedziała pewnie. - Muszę najpierw sprawdzić, czy w ogóle chcę iść z tobą na randkę. - Odgarnięła swój kosmyk włosów za ucho. - A zacznę od tego. - Przysunęła się bliżej, nachylając się powoli w jego stronę. Znów trąciła czubkiem nosa jego nos, przymykając oczy, zanim przechyliła twarz tak, żeby odnaleźć jego usta pod lekkim skosem. Musnęła je powoli. Czule. Miała wrażenie, że właśnie dotknęła zakazanego owocu i spijała z niego truciznę, która powoli rozprowadzała się po jej ustach. Musnęła go drugi raz. Bo chciała jeszcze spróbować. Potem trzeci. Z każdym kolejnym muśnięciem smakował coraz lepiej. Nawet nie zorientowała się, kiedy usiadła na nim okrakiem, chwytając jego twarz w obie dłonie i pogłębiając pocałunek zachłannie. Urywany oddech za kolejnym pocałunkiem. Ciche mruknięcia i jęki rozkoszy wydobywające się z jej ust, gdy wgryzała się w to cholerne jabłko. Czy tak czuł się biblijny Adam? Chciała w i ę c e j.

Cholera. Cholera, cholera.STOP.

Odsunęła się od niego gwałtownie, szybko przerzucając nogę, żeby zeskoczyć na zimne panele. - Zaraz wrócę. Przyniosę ci te kanapki… Nie idź. Zostań. - Szybko podbiegła do drzwi, odkluczyła je i wyszła na zewnątrz. Oparła się plecami o drzwi, oddychając ciężko. Przysunęła dłoń do ust, zaciskając uda w tym samym momencie. Działał na nią gorzej niż narkotyk. Musiała wziąć się w garść. To ona miała tak działać na niego, a nie odwrotnie, do cholery jasnej. Nie wiedziała, co działo się w jego głowie. Może właśnie o to mu chodziło? Może to był jego plan? Nie mogła znowu przegrać. Wzięła kilka głębszych oddechów i powoli, ostrożnie zeszła na dół do kuchni. Wrzuciła chleb do tostera, żeby lekko go podpiec, posmarowała kromki masłem orzechowym i dżemem truskawkowym, po czym pokroiła banana na plasterki i ułożyła go na kanapkach. Nalała soku pomarańczowego do wysokiej szklanki i wróciła na górę. Przed wejściem do pokoju zatrzymała się jeszcze na moment. Wzięła głębszy oddech. Potem nacisnęła klamkę łokciem, weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi plecami. Podeszła do łóżka, usiadła na jego skraju obok niego i wysunęła jedzenie oraz picie w jego kierunku. - Spróbuj.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze moment i nawet Cyrus zacznie potrzebować terapii. Może niekoniecznie u Bowena, bo mu mógłby akurat napluć na twarz, ale u kogoś bardziej doświadczonego w popieprzonych umysłach. Im dłużej Lockhart analizował to, co robi, tym bardziej dochodził do wniosku, że kompletnie mu odbiło; może za ciężko i za długo pracował, przez co podejmował złe decyzje? A może już całkiem się odwodnił? Neurochirurg wiedział, że źle postąpił, pojawiając się tej nocy w jej pokoju, ale podświadomie w ogóle tego nie żałował. Ani kurwa trochę. Mógł znowu ją zobaczyć, dotknąć i zamienić parę słów, które skutecznie podniosą mu ciśnienie. Wybór ryzykowny, ale trafny; nie wiedział, jak wiele razy ujdzie mu na sucho to notoryczne wychodzenie ze swojej strefy komfortu. W jego głowie przez ostatnią godzinę walczyły dwa demony; jeden krzyczał, żeby w końcu zrobił coś bez pomyślunku, a drugi próbował przywrócić go do normalności.

Cóż, jak widać nadaremno.
— Tego nie powiedziałem. Teraz dopowiadasz sobie jakieś bzdury — stwierdził, nie odrywając spojrzenia od jej ciemnych oczu, w których mógłby utonąć. Chciałby zajrzeć w jej duszę, gdyby tylko w nią wierzył i gdyby tylko nie była tak bardzo na niego zamknięta. — Myślisz, że wróciłem, bo chcę się zabawić. Jest w tym sporo prawdy — parsknął, wzruszając łagodnie ramieniem. — Ale w rzeczywistości jest jeszcze jeden bardzo ważny powód, dla którego do ciebie przyjechałem i dlaczego w ogóle prowadzimy ze sobą tę rozmowę. To, że chcę spróbować, nie znaczy że rzucę ciebie w kąt, gdy zrobi się nudno — wyjaśnił monotonnym tonem głosu, jakby drażniło go to, że musiał to w ogóle jej tłumaczyć. Dlaczego nie mogła po prostu czytać mu w myślach? Choć może dobrze, że tego nie zrobiła; w niektóre rejony, on sam wolał się nie zapuszczać. — Chcę się przekonać czy to ma sens. Tak jak powinienem zrobić to od początku. Nie tylko ty się zmieniłaś, Calliope — przypomniał jej, zgrywając niewiniątko, którym nigdy nie był. Jego słowa wcale nie były wyssane z palca; mieszała się w tym pewna ironia, złośliwość, manipulacja, ale też dawka szczerości, którą zdecydował się z nią podzielić. Nie czuł, że przeszedł wielką metamorfozę; może po prostu zaczął inaczej myśleć o niektórych sprawach. Może. Na wspomnienie o tym, że nie był dobry w zachęcaniu kobiety do ponownego spotkania, wywrócił oczami, uśmiechając się przy tym kpiąco. — Całe szczęście, że jestem dobry w innych rzeczach. Przypomnieć ci? — rzucił leniwie. Wszystko, co robiła tego dnia, wytrąciło go z równowagi. Ledwo trzymał swoje emocje na wodzy i coraz ciężej było mu to wszystko ukryć. No, ale nie po to, pracował dziesięć lat, by nie zapanować nad swoją mimiką czy gestykulacją. Robił tyle, ile uznawał za odpowiednie.

Na wspomnienie o randce, która wydawała się mu strasznie irracjonalną i zabawną rzeczą, blondyn parsknął cicho pod nosem. Przez chwilę poczuł się jak typowy dzieciak, który próbował poderwać dziewczynę z sąsiedztwa. Często widział taki motyw w filmie, bo sam nigdy nic podobnego nie doświadczył. Spojrzał na jej buzię, zastanawiając się czy to mógł być jeden z potencjalnych blefów, ale nie zamierzał ryzykować. — Odwołuj co tam sobie chcesz. O osiemnastej pewnie po ciebie przyjadę — westchnął, jakby poddał się tej walce. Boże, jakie to było żałosne. Czuł się jak słabeusz, który poddawał się jakiejś kobiecie. Nie tak to sobie zaplanował, ale mógł pójść na ugodę, jeśli mogło mu się to zwrócić w przyszłości. Zabawa. Regulacja systemu nerwowego. To były jego główne powody, dlaczego w ogóle się tu pojawił.
— Och, naprawdę? Od kiedy jesteś taką pedantką, Callie? — mruknął złośliwie. Cyrus nawet nie drgnął, gdy młodsza zaczęła rozpinać jego koszulę. Przyglądał się jej twarzy, czując na swojej klatce piersiowej jej palce. Miał wrażenie, że jego umysł przestał normalnie funkcjonować, gdy była w pobliżu. — Nie jestem głodny — skłamał. Oczywiście, że nie jadał jak człowiek. Nie miał na to czasu. Łatwiej było napełnić żołądek alkoholem niż pożywnym jedzeniem.

Lockhart uniósł się na łokciach, bez najmniejszego problemu, zsuwając ze swoich ramion lnianą koszulę. Chwila, w której jej dłonie dotknęły jego torsu, wydawała się trwać zbyt krótko, by mogła go usatysfakcjonować. Widział jej wzrok. Ba, musiałby być ślepy, żeby przeoczyć to, jak się na niego patrzyła. Dlatego na jego wargach zakwitł jeden z durnych uśmiechów.
— Po prostu powiedz, że nadal kurewsko ci się podobam, Callie — powiedział, jakby to nic nie znaczyło. Chłopak powędrował spojrzeniem za jej dłońmi, gdy zsunęła je na jego spodnie; w tym momencie mógłby pozwolić jej na wszystko. Jak ostatni idiota.

— Chcesz mnie nakarmić? — zaśmiał się, bo w tym momencie wydawało mu się to dość paradoksalne. Szczególnie, jeśli parę sekund temu ściągała z niego koszulę i bezczelnie przyglądała się jego ciału. Cyrus walczył ze sobą od chwili, gdy przekroczył próg jej pokoju. Miał ochotę ściągnąć z niej tę koszulkę, która w gruncie rzeczy zakrywała wszystko, co najlepsze.
Lockhart już wiedział, co zrobi; dlatego podźwignął się na łokciach, by dać jej jak najlepszy dostęp do swoich ust. Zrobił to bez zbędnego namysłu; oszalał. Pierwsze złączenie ich ust było tak delikatne, że Cyrus niemal tego nie poczuł, chociaż miał wrażenie, że oddech ugrzązł mu na krótką chwilę w gardle. Dopiero za drugim razem, poczuł ją bardziej, nieświadomie odwzajemniając pocałunek, jakby nie chciał stracić żadnej szansy. Tylko, że Callie nie przerywała, a Lockhart tylko pogłębiał te pocałunki, czując jak robi mu się ciepło; gdy tylko dziewczyna usiadła na nim okrakiem, rezydent chwycił ją za biodra, subtelnie wsuwając dłoń pod jej koszulkę, dotykając jej biodra i zahaczając palcami o bieliznę. Zupełnie nie myślał o tym, co robi. Jak mógłby zresztą myśleć logicznie, jeśli Calliope tak chętnie go całowała, nie pozostawiając miejsca na żadną odmowę? Cyrus sapnął wprost w jej wargi, zaciskając palce na materiale jej koszulki; był bliski, by przerzucić ją z powrotem na materac. Nikt nigdy nie całował go w ten sposób. Nikt nigdy nie obudził jego serca aż do tego stopnia.

I nagle to przerwała, przez co Cyrus poczuł się tak, jakby go spoliczkowała. Zeskoczyła z niego, pozostawiając dziwny chłód i pustkę, a przy tym ogromny zamęt w głowie. Blondyn zamrugał z zaskoczeniem, gdy dziewczyna po prostu niemal wybiegła z pomieszczenia. Przez chwilę Cy sam nie wiedział, czy był tak napierdolony i wymyślił sobie to wszystko, czy rzeczywiście stracił dla niej głowę? Brakowało niewiele, żeby musiał na chwilę wyjść.

Gdy dziewczyna wróciła do swojej sypialni, Cyrus parsknął śmiechem na widok kanapek i soku. Przede wszystkim wziął od niej szklankę, wychylając całą zawartość za jednym razem, po czym chwycił od niej talerz. — I jaki mamy werdykt? — mruknął, próbując tej kanapki, bo jednak mógł potrzebować tej kanapki, żeby zaraz nie odlecieć.

calliope
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

I’m hearing voices
all the time up in my mind


Huh.

Mogłaby przysiąc, że rozmawiała z Cyrusem. A jednak słowa, które wyłaniały się jedno po drugim z jego ust, wcale do niego nie pasowały. Nie rzuci jej w kąt, kiedy zrobi mu się nudno? Uniosła brew, próbując stłumić śmiech, żeby przypadkiem nie wybuchnąć mu nim prosto w twarz. Fucking hell. No dosłownie tak, jakby nie zrobił tego wiele lat temu. Nie chciało jej się wierzyć, że się zmienił. Nie tak po prostu. To na bank musiał być jakiś jego nikczemny plan, w którym chciał znowu zrobić z niej swoją marionetkę. Nie ufała mu. Nawet nie chciała mu ufać. Była tylko ciekawa, czym jeszcze ją zaskoczy. - Aww, nie wiedziałam, że potrafisz być taki uroczy - powiedziała, wysuwając dłoń, żeby wskazującym palcem szturchnąć go w czubek nosa. Całe szczęście, że jestem dobry w innych rzeczach. Przypomnieć ci? - Nie musisz. Nie interesuje mnie to - odparła z uśmiechem pod nosem, kierując się w stronę łóżka.

Naprawdę starała się nie pokazywać po sobie, jaką frajdę sprawiała jej każda jego odpowiedź. Każda zaczepka. Każda zagrywka, którą rzucał w jej stronę, jakby dalej próbował sprawdzić, gdzie dokładnie kończyła się jej cierpliwość. Była dobrą aktorką. W końcu miała wprawę w rozmawianiu z dwóch zupełnie różnych perspektyw, no nie? Badumtss. - Dobrze, jutro rano odwołam to z nim - dodała, wzdychając ciężko, jakby właśnie działa jej się ogromna krzywda. Jakby naprawdę musiała anulować plany, których przecież wcześniej nawet nie miała. Zsuwając z niego koszulę, zmrużyła oczy i odparła chłodno, - Jesteś okej, Cy. - Bardziej niż okej. Zdecydowanie bardziej niż okej. Ale czy naprawdę musiała mu mówić wszystko, co myślała? Nope. - Tak, nakarmię cię, umyję, a jutro jeszcze odprowadzę pod szpital i dam buziaka w czółko na dobry dzień, eh? - Zaśmiała się cicho i wysunęła język w jego kierunku, zanim zdecydowała się oddać pokusie i zatopić w jego ustach.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Siedziała obok niego, wpatrując się w jego twarz, gdy wypił do dna szklankę soku pomarańczowego. Nie mogła przestać go skanować. Do diaska, czemu on jej się tak podobał? Kiedyś też uważała go za atrakcyjnego. Wtedy był jeszcze chłopakiem, na dobrą sprawę wciąż trochę zbyt aroganckim, zbyt pewnym siebie.i. Ale teraz? Teraz był kurewsko przystojnym mężczyzną. I tak jak kiedyś chciała tylko go przytulać, składać na nim delikatne pocałunki, szukać w nim ciepła, którego sam nie zawsze chciał jej dawać, tak teraz chciała czegoś zupełnie innego. Chciała znowu pocałować go zachłannie. Chciała wgryźć się w jego szyję. Oznaczyć go sobą tak, żeby następnego dnia przed pracą spojrzał w lustro i przypomniał sobie właśnie o niej. Chciała zawładnąć jego głową. Jego sercem. Chciała być pierwszą i ostatnią myślą jego dnia. Chciała, żeby usta żadnej innej kobiety już nigdy nie smakowały mu tak jak jej. Chciała, żeby stracił dla niej głowę. A potem?

Potem chciała się go pozbyć.

Najważniejsze było tylko upewnić się, że nie pozwoli sobie na zbyt wiele. Że to poczucie ekscytacji przeszywające jej żyły, nerwy i mięśnie świadczyło wyłącznie o tym, że w końcu będzie mogła zrealizować ten plan, o którym fantazjowała od lat. A nie o tym, że poddawała się uczuciu, któremu już dawno powinna była splunąć prosto w twarz. Uśmiechnęła się pod nosem na jego pytanie, przysuwając się do niego odrobinę. Na tyle, że szturchnęła swoimi nogami jego nogi. - W kwestii pocałunku? Mocne sześć na dziesięć. Musimy trochę poćwiczyć, jeśli faktycznie masz zamiar częściej mnie widywać. - Wysunęła dłoń w kierunku jego twarzy i wskazującym palcem starła z kącika jego ust odrobinę truskawkowego dżemu. Przysunęła palec do swoich ust i oblizała go powoli, cały czas wpatrując się w jego oczy. - Osiemnasta w sobotę - dodała. - Tylko nie chcę żadnej randki w restauracji, bo to oklepane, więc się postaraj. - Przewróciła oczami, zanim znowu przejechała wzrokiem po jego klatce piersiowej. Niżej. Do rozporka. Do miejsca, na którym zdecydowanie nie powinna zatrzymywać spojrzenia aż tak długo.

Tell me all the ways
to stay away

Nigdy nie czuła takiego pożądania do nikogo.
Fizyczność i bliskość były dla niej czymś zupełnie odrębnym po tamtym razie. Miała jedynego przyjaciela, z którym sypiała, gdy czuła taką potrzebę. Który pomógł jej przyzwyczaić się do obcego dotyku na swoim ciele, ale nigdy nie łączyła seksu z faktycznym pożądaniem. Nie tak. Nie z tym ciężarem w podbrzuszu… Nie z tą przerażającą świadomością, że naprawdę go pragnęła. Że czuła to we własnych żyłach, w oddechu, w każdym mięśniu napiętym od samej jego obecności. I chyba właśnie ta podświadomość własnych myśli sprawiła, że zmarszczyła nos i prychnęła, jakby musiała natychmiast coś sobie udowodnić. - I nie myśl sobie, że zabierzesz mnie na randkę i się z tobą prześpię, Lockhart. - Uniosła brodę, próbując brzmieć pewniej, niż się czuła. - Twoje ładne oczy już na mnie nie działają. - Rzuciła to, po czym wstała i podeszła do drzwi, żeby przekręcić zamek. Na wszelki wypadek. Ya know? Potem wróciła do łóżka, wsunęła się pod kołdrę i najpierw położyła się na plecach, a dopiero po chwili obróciła na bok, twarzą w jego stronę. Przez moment patrzyła na niego w ciszy.. - Zdejmij te spodnie i przytul mnie mocno. - Nie zapytała. Nie poprosiła. Rozkazała. Bo w takim tonie jej pragnienie bliskości nie wydawało się jej samej aż tak żałosne. Nie brzmiało jak błaganie.. tylko jak wybór. A przynajmniej bardzo chciała w to uwierzyć…

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Lockhart
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus nie miał prawa być zaskoczony jej słowami.
Na jej miejscu na pewno zachowałby się podobnie i nie wierzyłby żadnym obietnicom, które nie miały większej wartości, jeśli padały z ust Lockharta. Rezydent był egoistą, a wiele jego wyborów, szczególnie tych, dotyczących innych osób, wywodziły się z nudy i potrzeby poruszenia życiem; swoim lub czyimś. Przez ostatnie dziesięć lat, Cy nie potrafił związać się emocjonalnie z żadnym człowiekiem; na przestrzeni studiów, praktyk i rezydentury, znalazł jedną osobę, którą mógłby nazwać swoim przyjacielem. Związki zupełnie dla niego istniały, a swoje potrzeby załatwiał w konkretny, ugodowy sposób z kobietami — zwykle koleżankami ze szpitala. Może i nie cieszył się popularnością, jako najbardziej towarzyski mężczyzna na świecie, ale miał w sobie pewną aurę, która najwidoczniej przyciągała co poniektóre. A więc Calliope musiała przejrzeć go na wylot, co w ogóle mu się nie podobało, dlatego poprzysiągł sobie, że udowodni jej, że wcale nie jest takim na jakiego go kreuje. Chciał zakrzywić rzeczywistość tylko dlatego, że nie podobało mu się to światło, w jakim go stawiała. Słysząc, że jest u r o c z y, Cyrus wywrócił oczami, łagodnie odtrącając jej dłoń, gdy szturchnęła go w czubek nosa. Niekoniecznie lubił to określenie, bo urocze to były szczeniaki, a nie on dorosły mężczyzna, prawda?

Blondyn nie potrafił przewidzieć, czy Callie mówiła szczerze czy kłamała. Rzucił jej nieco podejrzliwe spojrzenie, ale naprawdę nie chciał poruszać tego tematu. Sama myśl o tym, że obok niej mógł kręcić się jakiś frajer, zaczynała go drażnić, bo naprawdę nie chciał bawić się w jakieś przepychanki, jakby znowu był nastolatkiem. Wolał uznać to za czystą prowokację, którą mógł olać, zamiast tracić czas na nerwy. Nie po to przyjechał tu o tej porze, żeby dostać kosza.

— Okej? — zaśmiał się, spoglądając na nią z czystym rozbawieniem. — Twój wzrok mówi mi coś innego, ale w porządku, Callie… Mogę być okej — dodał ironicznie; nie wierzył jej. Spojrzenie dziewczyny mówiło wszystko, a Cy był całkiem dobry w analizowaniu innych ludzi. Gorzej, jeśli młodsza opanowała sztukę aktorską do perfekcji, więc w gruncie rzeczy to… Lockhart niczego nie mógł być do końca pewny. — No ładnie wyrobiłaś sobie ten cięty język przez te lata — parsknął, bo nic nie bawiło go tak bardzo jak te wszystkie pyskówki, które usłyszał dzisiaj z jej strony.

To ciekawe, że przez ich głowy, przechodziły teraz bardzo podobne przemyślenia. Cy od chwili, gdy zobaczył ją w szpitalu, nie mógł nadziwić się, jak bardzo zmieniła się przez ten cały czas. Zaczynał się nawet zastanawiać, czy wtedy, gdy jeszcze oficjalnie umawiali się ze sobą, podobała mu się choć w jakimkolwiek ułamku tak bardzo jak teraz. Gdy tylko na nią patrzył, sam gubił się w tym, czego dokładnie od niej potrzebował. Początkowo chciał po prostu rozrywki i skrajnych emocji, potem potrzebował pewnego udowodnienia, że nadal jest w jej oczach najlepszy, ostatecznie chciał po prostu jej. W całości. Jakby postawił sobie za cel, żeby ją zdobyć, bo pasowała do jego układanki na swój popieprzony sposób. A teraz, gdy czuł na swoich ustach jej słodki smak, chciał przede wszystkim więcej. I to do tego stopnia, że z trudem utrzymywał ręce przy sobie. Czuł się tak, jakby został pozbawiony jakiejkolwiek kontroli, co było niesamowite, bo to było tylko kilka gorączkowych pocałunków. A przecież Cy mógł dać z siebie jeszcze więcej, gdyby tylko tak szybko tego nie przerwała.

Bo Lockhart, podobnie jak Calliope, próbował namieszać jej w głowie do tego stopnia, że nie będzie potrafiła odetchnąć, bez choćby najmniejszej myśli tylko o nim.

Cyrus nie był głupi. Znał swoje ciało i organizm lepiej niż ktokolwiek inny; większy problem miał ze swoją głową, bo od dwudziestu ośmiu lat, nie potrafił z nią wygrać. Tak czy siak, blondyn wiedział jak się czuł i jak zareagował na jej bliskość. Trącił ją palcem w kolano, parskając leniwie pod nosem, zanim odstawił talerz gdzieś na bok.
— Nie dałaś mi nawet szansy jakoś się popisać, bo tak szybko uciekłaś — rzucił kąśliwie na jej ocenę. Oj, była to szpileczka w jego dumę, a więc z pewnością w najbliższym czasie, będzie musiał zmienić jej zdanie. — Mogę ćwiczyć nawet codziennie, Nerreza — mruknął, nachylając się lekko w jej stronę, jakby mógł to zrobić nawet teraz. Zaraz opuścił spojrzenie na jej palec, który oblizała i zatrzymał spojrzenie na jej ustach. Miał wrażenie, że ciepło uderzyło mu do głowy, dlatego uniósł kącik ust, jakby już zupełnie stracił resztki zdrowego rozsądku. — Jeszcze jakieś wymagania, księżniczko? Może przyjadę na pieprzonym koniu? — rzucił, wzdychając z niedowierzaniem na jej zasady. Czy tak postrzegają go ludzie, gdy wymieniał długą listę rzeczy, które mu nie odpowiadają?

Oczywiście, że chciał się z nią przespać. To była pierwsza myśl, która pojawiła się w jego głowie, gdy po raz pierwszy tego dnia zminimalizowała odległość między nimi. Wtedy rzeczywiście był w stanie spełnić jej każdą możliwą zachciankę. I jak na zawołanie, Cy ulokował w niej swoje wyćwiczone, łagodne spojrzenie. Wbił swoje niebieskie tęczówki w jej ciemne, unosząc przy tym brwi, jakby niemo pytał; naprawdę? — Kto wie, może ta cała randka będzie tak dobra, że sama będziesz chciała więcej? Myślę, że jest na to dużo prawdopodobieństwo — zaśmiał się złośliwie, mając z tyłu głowy to, jak potoczył się ten wieczór.

Cyrus przez chwilę patrzył na nią z nutą niedowierzenia; nie trwała ona jednak zbyt długo. Blondyn zsunął palce na swój rozporek, który rozsunął, zaraz zrzucając swoje garniturowe spodnie gdzieś na podłogę. Tej nocy przechodził zupełnie samego siebie. Coś w tonie jej głosu sprawiało, że nie śmiał i nie zamierzał jakkolwiek się sprzeciwiać. Zaraz złapał dziewczynę lekko w pasie, przyciągając bliżej swojej klatki piersiowej. Czuł jej piękny zapach i bliskość, która działa cholernie elektryzująco. Oparł podbródek na czubku jej głowy, a wolną dłoń położył na jej włosach. Pierwszy raz naprawdę kogoś przytulał. Czuł się z tym dziwnie, jakby robił coś złego, a jednocześnie jego serce zaczęło bić nieregularnie. — Straszna z ciebie wariatka — mruknął, gdy jego organizm zaczął się wyciszać. Przymknął tylko na krótką chwilę oczy, bo zaczął wyraźnie odczuwać swoje zmęczenie. I naprawdę nawet nie zauważył, kiedy zasnął, po raz pierwszy tak mocno, obejmując swoją Calliope.

Jego budzik zaczął dzwonić około szóstej rano. Cyrus miał wrażenie, że jego głowa wybuchnie; wyciągnął palce, aby wyłączyć alarm. Dopiero po chwili dostrzegł drobną sylwetkę dziewczyny tuż obok siebie. A więc to wszystko nie było tylko snem. Mężczyzna wysunął się subtelnie z jej objęcia, czując jak zdrętwiały mu wszystkie kończyny od tkwienia przez parę godzin w tej samej pozie. Spał niecałe pięć godzin, ale to i tak był nie lada sukces. Przez chwilę spoglądał na nią z uwagą; wyglądała mega uroczo, jak spała… I na samą myśl o tym, rezydent miał ochotę roześmiać się gorzko. W tym to nawet Bowen mu nie pomoże. Zwariował. Nie potrafił wyjaśnić tej dziwnej słabości. Cy wstał z łóżka, żeby założyć swoje spodnie i podszedł do lustra, żeby przeczesać palcami swoje blond loki i doprowadzić się do porządku. Wtedy też zerknął w odbiciu na Callie. Chyba zaczynał mieć nową obsesję, co dla żadnego z nich, nie wróżyło nic dobrego. Jak do tego w ogóle doszło?
Odwrócił się z powrotem do niej, kucając przy łóżku, by musnąć palcami jej policzek.
— A ty co, bezrobotna? — rzucił złośliwie, pstrykając ją przy tym w czoło. — Nie leń się, dzieciaku — mruknął, sięgając po swoją koszulę.

calliope
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

I’m a couple minutes out
from collapsing into you


Pragnęła się z nim podroczyć, chciała poigrać z nim, zobaczyć na jak daleko jej pozwoli. Wiedziała, że był cholernie złym pomysłem i że zabawa z ogniem się nie opłaca, bo mogła się strasznie poparzyć. Cy był niczym słońce od którego można było oślepnąć. Wyglądał jak jakiś grecki bóg, który miał nad głową aureole ze swoich blond loków, jednak w momencie gdy się odzywał pokazywała się jego prawdziwa natura. Z wiekiem, zauważyła że się zmienił, panował nad niektórymi rzeczami które mówił. Już nie dostawała od niego aż tak wyrachowanych odpowiedzi jak wtedy gdy byli razem. Nie była tylko pewna czy była to tylko gra i chciał sprawdzić czy ona to po prostu za przeproszeniem - łyknie.

Czuła dziwny ścisk w podbrzuszu z jednej strony była to chyba ekscytacja faktem, że przyglądając się jego jasnym tęczówką, mogłaby przysiąc że widziała genuine zainteresowanie jej osobą. Z drugiej strony? Tak naprawdę go nie znała. Nie wiedziała nic o nim, poza tym, że z tyłu głowy miała plik gorzko słodkich wspomnien, - Co mówi mój wzrok? - przysunęła się do niego bliżej, opierając się ramionami o jego klatkę piersiową, by przybliżyć oczy do tych jego, niemalże opierając swoje czoło o jego, zerkając mu prosto w oczy - zmrużyła oczy samej starając się odgadnąć co tam się ukrywało za tymi niebieskimi tęczówkami. Po chwili parsknęła śmiechem i usiadła się obok niego - dzięki, miałam dużo czasu na oglądanie bardzo questionable kreskówek lub anime - uśmiechnęła się dumnie z siebie, a po chwili rzuciła - kawaii… desu ne - wyrzuciła z siebie z parodijnym słodkim głosikiem bo chciała zobaczyć czy za chwilę czy nie przewróci oczami. Musiała przyznać, że możliwe irytowanie go będzie jednym z jej nowych ulubionych hobby.

Otworzyła usta w czymś w rodzaju oburzenia, gdy szturchnął ją palcem w kolano i uśmiechnęła się zadziornie - oh, nie miałeś się szansy popisać? - zapytała, zakrywając usta - to dlaczego znowu tylko siedzisz i nic nie robisz lockhart? - rzuciła, niby to z wyrzutem. Zadowolona z tego jak odłożył talerz,wiedziala, że już miała w główce niecny plan. - wystarczy, że będziesz podnosił za mną koronę za każdym razem gdy mi upadnie, - odparła, szybko zmieniając miejsce i siadając mu na kolanach bokiem, położyła dłoń na jego policzku przesuwając ją w kierunku swojej twarzy i musnęła delikatnie jego usta i zerknęła w jego oczy. Po prostu tak siedziała chwilę w ciszy przyglądając się im. Była ciekawa czy widział swoje odbicie w jej ciemnych węgielkach. - gdybym chciała więcej to już bym to sobie wzięła - uśmiechnęła się cwaniacko, zanim dodała - ale dobrze, mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę, że teraz moje wymagania będą aż nadto wygórowane - przechyliła głowę i cmoknęła go szybko w policzek, zanim ułożyła się pięknie ładnie w łóżku, przykrywając się kołdrą i czekając, aż ten do niej dołączy.

Przyglądała się jak wykonywał posłusznie polecenie, ups, prośbę oczywiście i uśmiechała się pod nosem. Pomimo tego, że podekscytowanie wręcz w tamtym momencie władało jej sercem do czego by się nie przyznała, to starała się ze stoickim spokojem wyglądać jakby to jej nie ruszało gdy przysunął ją do siebie. Objęła go ramieniem, opierając głowę o jego klatkę. - lubisz to - odpowiedziała na komentarz z wariatka i nawet nie wiedząc kiedy po prostu zasnęła. Poza tamtym niefortunnym zdarzeniem, nigdy nie leżała w łóżku z innym mężczyzną poza swoim przyjacielem. Zadziwiające jak… bezpiecznie czuła się przy nim.

Ze snu wyprowadziło ją stuknięcie w czoło, zmrużyła oczy przesuwając dłoń do niego, i jęknęła - huh? - spojrzała na niego starając się przyzwyczaić oczy do światła, przeciągnęła się w łóżku i ziewnęła, po czym zerknęła na zegar na ścianie - nie, idę dzisiaj na zmianę, chciałam pospać jeszcze, ale skoro się zbierasz to podrzucisz mnie do kawiarni - odparła wyskakując z łóżka, zbliżyła się do niego i przytuliła go od tyłu - dzięki Cyrus - mruknęła tuląc go mocno, zanim obeszła go, ściągnęła z siebie koszulkę i w samych majtkach poszła w kierunku łazienki. Obróciła się tylko na moment zasłaniając dłońmi swoje piersi, spojrzała na niego i rzuciła - tylko nigdzie się nie ruszaj.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Lockhart
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oh, you’re a queen, but uncrowned

Ostatni rok był dla Cyrusa prawdziwym utrapieniem; przez jego życie przewinęło się bardzo dużo ludzi, których chętnie pozbyłby się przy pierwszej-lepszej okazji. Do tego dochodził pieprzony kryzys egzystencjalny i bezustanna walka ze swoim umysłem… Brak nowych doświadczeń, brak skrajnych emocji, które przypominałyby mu o tym, że wciąż był żywy i ludzki. Brakowało mu, kurwa, wszystkiego. Był pewien czas, gdy mężczyzna sam już nie wiedział, czego tak dokładnie chce — było mu ciężko ze swoją głową i nie radził sobie z chronicznym zmęczeniem. Irytował go szpital i praca, ale irytowała go też bezczynność. I w tym jednym momencie, gdy blondyn próbował nad tym jakoś umiejętnie zapanować, na jego drodze znowu pojawiła się ona — niemal jak zbawienie. Cy musiał więc wykorzystać tę szansę, nie chwaląc losu lub przeznaczenia, bo nie wierzył w takie głupoty. Wiedział, że Callie będzie odmianą, że wprowadzi w jego życie chaos, nad którym, jak mu się wydawało, zdoła zapanować. I wystarczyło zaledwie parę godzin, by udowodniła mu, że wcale się nie mylił. Po raz pierwszy nie przeraził go ten cały mętlik.

— Twój wzrok mówi, że jednak lecisz na mnie jak skurwysyn — zaśmiał się, chwytając ją subtelnie w pasie. Gdyby mógł zatrzymałby ją przy sobie na nieco dłużej, bo diabelnie mocno podobało mu się to, jak dopasowywała się do jego ciała. Prawdę mówiąc, Cyrus nie przyglądał się szczególnie ciałom innych kobiet; niekoniecznie go to interesowało, jednak w przypadku Calliope nie mógł oderwać spojrzenia. Błądził wzrokiem po jej skórze, pokrytej tatuażami i zastanawiał się, jak wiele miała ich jeszcze pod swoją koszulką; chciał dotknąć każdego malunku, może nawet złożyć pocałunek przy każdej możliwej dziarce. Prędko wybudziła go z tego transu, tym swoim tekstem, który sprawił, że odetchnął z niedowierzaniem, kręcąc przy tym głową.

— Jeszcze jedno słowo, Nerreza, a naprawdę przed niczym się nie powstrzymam — mruknął kąśliwie. Lockhart potrafił być niepoczytalny na wielu płaszczyznach, ale ta cała cielesność i fizyczność, była dla niego pewną granicą. Szczególnie, jeśli chodziło o kobiety; nigdy nie zmusiłby jej do niczego siłą. Poza tym, jaką miałby z tego przyjemność? O wiele lepsze i intensywniejsze były zbliżenia, jeśli działały obustronnie. Dlatego też chwycił palcami za jej policzki, przyciągając jej twarz bliżej swojej. — Nie chcę dawać ci wszystkiego na zawołanie, bo nie będę miał z tego żadnej zabawy — stwierdził, opuszczając spojrzenie na jej wargi, które jeszcze nie tak dawno temu, tak chętnie go całowały. Och, nie mogła już przed nim ukryć tego, jak bardzo musiał na nią działać. Blondyn objął ją w pasie, przyglądając się jej pięknej twarzy od boku. — Królowe strasznie szybko ginęły albo wariowały. Może czasem lepiej schować tę koronę niż tak dumnie nosić ją na głowie. Zadbam o nią — mlasnął, uśmiechając się przy tym złośliwie. — Albo sam chętnie ją ponoszę. — dodał, jedynie się z nią drocząc, bo i mu spodobało się drażnienie dziewczyny. — To niesamowite, jak wymagająca się nagle zrobiłaś. Jakim cudem jeszcze się wpasowuję, hm? — rzucił, gdy wymsknęła się z jego rąk. Rezydent nie wiedział jeszcze, jak długo będzie za nią krążył i czy ostatecznie nie zmęczy go to, ale póki co chciał zobaczyć, do czego go to w ogóle doprowadzi. — Wiesz, że jestem wystarczająco pewny siebie, żeby spróbować je spełnić? — przypomniał jej cicho, z wyraźnym rozbawieniem.

Zanim Lockhart zdążył jakkolwiek zareagować, wyczuł jak młodsza dziewczyna obejmuje go od tyłu. Zamrugał z zaskoczeniem, zerkając w dół na jej dłonie, owinięte wokół jego pasa. Odwrócił się, chcąc rzucić jeden z tych złośliwych standardowych komentarzy, ale nie zdążył nawet wydusić z siebie słowa, gdy Callie zdjęła z siebie koszulkę. Mężczyzna rozchylił usta, wpatrując się w jej ciało, będąc przy tym kompletnie rozbitym i skołowanym. Oczywiście, że ruszył zaraz za nią. Nim jednak zdążyła wejść do łazienki, chłopak chwycił ją w pasie i oparł o drzwi, przez które miała początkowo przejść. — Robisz to specjalnie? — zapytał, opuszczając spojrzenie na jej piękne ciało. — Torturujesz mnie dla przyjemności? To straszne, Callie. To podchodzi pod jakiś paragraf — stwierdził, muskając palcami jej biodro. Nachylił się nad nią, subtelnie przyciskając wargi do jej policzka, jednocześnie przesuwając opuszkami wzdłuż jej żeber. Przesunął usta do jej ucha, składając pocałunek na płatku, zanim mruknął pod nosem. — Chciałem zobaczyć twoje tatuaże, zanim uciekniesz — skłamał, wymyślając jakikolwiek argument, który wydawał mu się odpowiedni, by jeszcze nie zabierała mu tego wspaniałego widoku.

calliope
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Od bardzo wielu lat nie była kimś, kto łaknął czyjejś uwagi.Raczej lubiła własne towarzystwo. Chyba że czuła, że ktoś naprawdę chciał spędzać z nią czas. Komunikacji międzyludzkiej wystarczało jej na co dzień, gdy przez kilka godzin musiała odbębnić zmianę w kawiarni, obsługując klientów. Przerażające było to, jak często dostawała komentarze na temat swojego wyglądu. Albo trafiały się typy twierdzące, że byliby w stanie ją ujarzmić, albo komentarze w stylu, że wyrwała się z piekła i była jakąś diablicą.

Oh well.

Może faktycznie tak było? Nie była pewna. Ale teraz, spędzając z nim trochę więcej czasu, czuła, że mogłaby nawet przyzwyczaić się do jego obecności. Dopóki nie uzna, że on, będąc gdzieś obok, zaczyna działać na nią w niebezpieczny sposób. W sumie, możliwe, że właśnie taką granicę sobie postawi. Gdy tylko poczuje przy nim prawdziwe niebezpieczeństwo, po prostu zakończy tę ponowną znajomość…

Przewróciła oczami na jego komentarz. - Whatever - rzuciła. Oczywiście, że jej się kurewsko podobał, ale nie zamierzała mówić tego na głos. Przyglądając mu się, udała, że zamyka sobie usta niewidzialnym kluczykiem, który po chwili wyrzuciła gdzieś za plecy. Wzruszyła ramionami w geście mówiącym- dobra, nie mam nic do powiedzenia. Uśmiechnęła się, gdy ścisnął jej policzki i przysunął ją do siebie. Jej spojrzenie, tak samo jak jego, zjechało na usta. - No tak, zapomniałam, że też lubisz się bawić. Fine - westchnęła, przysuwając się bliżej. - Dobrze, że kwestię zwariowania mam już za sobą. - Parsknęła cicho pod nosem, wsuwając paznokcie w jego loki. - Mhmmm, korona pasowałaby do twoich loczków - dodała, zanim znowu spojrzała mu w twarz. - Nie będziesz miał ze mną tak łatwo jak kiedyś, Lockhart. Jesteś pewien, że jesteś na to gotowy? - Uniosła brew, zbliżając swoją twarz do jego. - No to spróbuj je spełnić - mruknęła, zanim cmoknęła go w usta. Nie potrafiła wytłumaczyć sobie, jak bardzo chciała go dotykać. Jak bardzo, jednocześnie, łaknęła jego dotyku. Musiała spędzić resztę dnia na układaniu sobie w głowie planu. Musiała wymyślić, jak mogłaby podejść go w taki sposób, żeby samej nie zgubić się gdzieś po drodze. Bo Calliope, pomimo swojego zaciekłego planu zemsty, zdecydowanie za bardzo lubiła to, co zaczynało się między nimi dziać. Ale było jeszcze za wcześnie, żeby to przyznać, prawda?

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Lockhart
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”